Józef Czechowicz: Przeciw amerykanizacji

Ameryka! Gdy wymawiamy to wielkie słowo, pokrywa się ono w naszej świadomości niemal zupełnie przez pojęcie: Stany Zjednoczone. Niebotyczne parowce, mosty wiszące nad wodospadami i przepaściami, roje samolotów, królestwa nafty, stali, gumy i węgla, błyskawiczne pociągi i wreszcie Babilon nowoczesny: Nowy Jork, potworne zlewisko ludzkie, jakiego nie było jeszcze w dziejach starej ziemi – oto Ameryka w skali patosu.

Ale patos współczesnej Ameryki nie wyczerpuje cech charakterystycznych tego nowego świata. Losy naszego globu kształtują się właściwie wciąż jeszcze w zależności od koniunktur wiecznie młodej Europy, ale czy tak jest istotnie, można by stwierdzić z całą stanowczością znalazłszy się poza kręgiem Europy, ekscentrycznym i egocentrycznym.

Kontynenty w latach powojennych dymią i kipią. W ogniu niespokojności wypala się nowa wartość, ściślej – nowe wartości. Myli się ten, kto twierdzi, że Azja europeizuje się – ona się amerykanizuje. Miasta Chin, Japonii, Indii mają charakter międzynarodowych skupień typu Chicago, Detroit czy San Francisco. Kultura Ameryki, mająca układ raczej poziomy niż pionowy, w przeciwieństwie do głębokiej kultury europejskiego Zachodu, bardziej jest przystosowana do nowych państw i do uniwersalizujących się kultur, jak w Japonii, na gruzach kultur nacjonalnych i tradycjonalnych.

Szeroka – ale łatwa, pełna cyfr – ale pozbawiona zagadek, ustalona na standardowych punktach – ale entuzjazmująca się indywidualizmem cudzym, amerykanizacja, zalewająca milionowe rynki Azji, Australii i obu Ameryk, najmniej może daje się odczuwać w Afryce.  Ale są znaki na ziemi i niebie, że dzięki swej pierwotnej żywotności kultura ta rozpleni się po całym globie, zamykając go kratą niewoli, splecioną z umysłowego ubóstwa i pieniądzowładczej struktury socjalnej.

Przeszłość, w istocie rzeczy zaledwie stuletnia, oraz wychowania pokoleń w czci dla pieniądza i równości, objawiającej się tym, że wszystkie niemal miasta amerykańskie są jednakowe, a domy, karabiny maszynowe, wyroki sądowe, hasła polityczne i filmy produkuje się seriami – od stempla – wszystko to w sumie daje mieszkańcom Stanów optymistyczne nastawienie na dzień jutrzejszy. Beztroski młyn dnia nie jest tam beztroskim ze względu na poczucie humoru czy filozoficzną beztroskę – po prostu wynika z braku zamyślenia się.

W każdym innym społeczeństwie reagowano by przynajmniej próbami przewrotu, jeżeli nie istotnymi rewolucjami, wobec takich zjawisk jak współpraca policji i sędziów ze światem złoczyńców lub takich, jak morderczy wyzysk pracownika w wielkich fabrykach USA. Przeciętny Amerykanin jest beztroski, ponieważ nie wnika w te rzeczy: są? więc są. I koniec.

Hipokryzja w kościołach, fundowanie muzeów nie z potrzeby społecznej, ale gwoli zaspokojenia kaprysu milionerów, prace naukowe w uniwersytetach parodiujących istotną naukę, hazard gospodarczy, windujący ex-czyścicieli butów na ludzi nadających ton Ameryce (kiepski ton) – oto minusy, które prędzej czy później zalew zza oceanu przyniesie Europie. Co mówię – już przynosi.

My, znający amerykańską gumę, jadający w amerykańskich barach, podbici przez jazzband, Forda, żyletki, prasę czerwoną i tym podobne zamerykanizowane przedmioty, nie łudźmy się: jesteśmy coraz bliżej fatalnego dnia, w którym szerokość fali pochwalimy bardziej nad jej głębię.

Chyba, że kataklizmy wewnętrzne zniweczą tę kulturę w samej Ameryce, u źródła, obalając glinianą moc dusz i żywiołów opartych nie na etyce, nie na estetyce, nie na myśli i na przeżyciu, ale na pomnażaniu samych w sobie cyfr brzęczących złotem.

Józef Czechowicz 

Źródło: „Kurier Lubelski”, 1932, nr 70

Józef Czechowicz (1903-1939) – poeta, zaliczany do tzw. awangardy lubelskiej. Jego twórczość stanowi jeden z najlepszych przykładów katastrofizmu w polskiej liryce okresu międzywojennego. Należał również do prekursorów regionalizmu w polskiej poezji. Autor tomów wierszy Kamień (1927), Dzień jak co dzień (1930), Ballada z tamtej strony (1932), Stare kamienie (1934), W błyskawicy (1934), Nic więcej (1936), Nuta człowiecza (1939). Tłumacz poezji rosyjskiej, ukraińskiej, czeskiej, francuskiej i anglojęzycznej. Zginął w bombardowaniu Lublina przez niemieckie lotnictwo.  

5 komentarzy

  1. Dobra publikacja, pokazująca punkt widzenia człowieka, który wstępnie był zafascynowany „American Dream”. Większość z nas też miała taką fascynację. Wspaniała robota redakcjo!

  2. Wszystko fajnie, ale żyletki akurat są bardzo pożyteczne.

  3. To tekst z 1932 roku! Jestem pod wrażeniem.

  4. McŚwiat „made in juesej” jest nieodrodnym dzieckiem i kontynuatorem kultury zachodu . Główną różnicą jest że „amerykanizm” mimo całej swej głupoty i patosu ma nadal siły witalne jako kultura . Kiedy „stary zachód” jest kulturowo domem obłąkanych starców

Dodaj komentarz