Julius Evola: Przedstawiając ideał – próba powietrza

 

Dedykowane młodzieży i intelektualistom

Starożytne ryty inicjacyjne wymagały od neofity przejścia wewnętrznej próby, symbolicznie przedstawianej jako próba wody lub niekiedy próba powietrza. W codziennym materialnym życiu jesteśmy przyzwyczajeni do solidnych rzeczy, które zapewniają coś konkretnego, dając tym samym oparcie, nawet jeśli chodzi o kwestię reakcji przeciwko nim. Jest to „nie-Ja”, od którego „Ja” zwykle odróżnia się w sposób niemal kontrastowy, w celu dostrzeżenia samego siebie. Neofita był proszony o pokazanie zdolności aktywnego zaangażowania nawet w sytuacji braku tego typu oparcia, nawet gdy zamiast solidnego, zwartego i odpornego elementu, takiego jak ziemia wokół lub pod nim, miał do czynienia z elementem płynnym, takim jak powietrze czy woda. W ten sposób neofita mógł udowodnić swoją wolność, zdolność dokonania czynu, który był prawdziwie jego własny, wychodzący z jego wnętrza.

Ta sytuacja może zostać zastosowana w domenie politycznej, zwłaszcza w związku z siłami i ludźmi tworzącymi front narodowy, zaczynając od MSI[1]. Byłoby niezwykle interesujące zaaplikować wobec nich „próbę powietrza”. Chodzi nam o następujące okoliczności: przypuśćmy, że obecny rząd nagle upada; nadzwyczajne prawa są odwołane, a niesprawiedliwości zrekompensowane; że artykuł 16[2] zostaje zniesiony; i tak dalej – innymi słowy, przypuśćmy że w danym momencie sytuacja zostaje „zresetowana”.

Co by się wydarzyło w takich realiach? Czy doświadczylibyśmy od nich zdolności analogicznej do neofity przechodzącego „próbę powietrza”? Czy raczej niektórzy doświadczyliby kryzysu, a inni zachowaliby milczenie? Tak właśnie jest teraz: jeśli przejrzymy bardziej nacjonalistycznie zorientowaną prasę, odkryjemy, że jest ona niemal całkowicie zapełniona polemikami, atakami i krytycyzmem. Oznacza to, że większość sił mobilizuje się w reakcji na przeciwnika, że znajdują ich raison d’etre w nim i są aktywizowani przez niego. Ale co by się stało, gdyby przeciwnika zabrakło? Wielu nie byłoby zadowolonych z takiego obrotu spraw. Nie widzieliby, co dalej mówić, pisać czy robić. W każdym razie, to, co mogliby powiedzieć, napisać i zrobić byłoby sprzeczne z tym, czego można by od nich oczekiwać, bazując na ich poprzedniej polemicznej i agresywnej postawie.

Nie odnosimy się tutaj za bardzo do strony praktycznej, to jest nie pytamy do jakiego stopnia w naszych szeregach można odnaleźć wytrenowane „kadry”, ludzi o odpowiedniej postawie, wiedzy i doświadczeniu, mogących zastąpić obecną klasę polityczną w tym hipotetycznym momencie „resetu” oraz stworzyć prawdziwe – organiczne, monolityczne – państwo. Przyjrzyjmy się poziomowi doktryny. Jak dobrze wiadomo wielu ludzi zadaje sobie pytanie „Czego właściwie MSI chce? Czego chcą siły narodowe?” Trudno odpowiedzieć jasno na to pytanie jeśli chodzi o doktrynę. Problem pro-, czy anty-atlantyzmu, taktycznych koalicji czy sojuszu, relacji z Kościołem i tak dalej, to jedynie kwestie strategiczne i warunkowe; klarowne rozwiązanie na nie można odnaleźć jedynie bazując na dobrze zdefiniowanej doktrynie opisującej wartości i zasady organizacji politycznej.

Tylko nieliczni spośród pisarzy i „intelektualistów” MSI interesuje się tymi tematami i wychodzi poza ogólne formuły, frazesy i mgliście patriotyczne odniesienia. W rzeczywistości mamy do czynienia z taką sytuacją, że lepiej byłoby dla nich, gdyby nie robili nic ponadto, ponieważ gdyby rzeczywiście wierzyli i wcielali w życie swoje polityczne ideały, konsekwencje tego okazałyby się poważne. Te kilka ideologicznych myśli, które można dostatecznie rozpoznać, zdradza ich niedwuznaczne socjalistyczne[3] tendencje, w opozycji do głównej linii partii, która raczej zachowuje najwyższe europejskie polityczne tradycje.

Pomijając tych intelektualistów czy dziennikarzy z błędnym powołaniem, odnajdujemy jedynie próżnię w temacie, który powinien być centrum zainteresowania – strefie czystej doktryny politycznej, z odniesieniami do – podkreślę to raz jeszcze – pozytywnych opracowań, w przeciwieństwie do polemicznych czy warunkowych.  Czy powodem jest strach? Czy niechęć do jakiejkolwiek formy intelektualnej dyscypliny? Przypomina to bezcelową walkę w zwarciu, bez Sztabu Generalnego, bez armii, w której działania indywidualne są skoordynowane i nabierają znaczenia w świetle dobrze określonych celów. Zwykle wygląda to tak: publikacje popierające MSI zawierają coraz więcej artykułów, które, bazując na aktualnym temacie dnia, zawierają ataki i polemiki, a brakuje w nich takich artykułów, które skupiałyby się na ideach, czy wnosiły coś do zdefiniowania zasad, stylu, światopoglądu i państwa.

Jest to problem nad którym mogliby się zastanowić także ci reprezentujący „rewolucyjne” ideały. Warto pamiętać, że główne rewolucje w Europie były poprzedzone dokładnymi przygotowaniami doktrynalnymi. Dotyczy to zarówno Rewolucji Francuskiej, komunistycznej, a także narodowo-socjalistycznej. W mniejszym stopniu można to zauważyć w wypadku faszyzmu, w którym aktywizm znacznie wyprzedził doktrynę – stąd słabości i niejasności systemu faszystowskiego. Wyznaczyć formę dla ideału, wyznaczyć formę dla „kadr” – to jest główne zadanie. A w naszym przypadku, istniejące okoliczności mogą nawet prowadzić prosto do tego zadania. Jeśli represyjne środki Scelby[4] wejdą w życie, można by je wykorzystać do wyciszenia każdej zewnętrznej, polemicznej lub po prostu agresywnej ekspresji tak bardzo, jak byłoby to możliwe, a w zamian skupić się na prowadzeniu poważnej przygotowawczej pracy. To na wygnaniu i w ciszy Lenin sformułował – systematycznie i klarownie – doktrynę, która obaliła starą Rosję. To w więzieniu Hitler wyłożył ideologiczne podstawy swojej walki. Wszystko to wypłynęło nie z samego aktywizmu, z reagowania na okoliczności zewnętrzne i uderzaniu raz tu, raz tam, ale z głębokiego budowania fundamentów, które przechowywały ziarna impetu dla bardziej twórczych, restauracyjnych sił.

Niniejszy tekst został opublikowany po raz pierwszy w tygodniku La rivolta ideale 10 kwietnia 1952 r.

Podstawa tłumaczenia: Julius Evola – A Handbook for Right-Wing Youth

Tłumaczenie: Tomasz Weber

[1] Movimento Sociale Italiano, pol. Włoski Ruch Społeczny, został założony w 1946 r. przez byłych członków Narodowej Partii Faszystowskiej, jako próba kontynuowania spuścizny faszyzmu. Działał aż do 1995 r., kiedy zastąpił go umiarkowanie nacjonalistyczny Front Narodowy, który następnie połączył się w 2007 r. z Partią Wolności Silvio Berlusconiego.

[2] Chodzi o artykuł 16 Traktatu pokojowego który Włochy podpisały z Aliantami w 1947 r., o brzmieniu: „Włochy nie będą prześladować, ani uciskać obywateli włoskich członków sił zbrojnych, jedynie z tego powodu, że w okresie pomiędzy 10 czerwca 1940 r., a datą wejścia w życie niniejszego Traktatu wyrażali oni sympatię dla sprawy Mocarstw Sprzymierzonych i Stowarzyszonych lub też prowadzili działalność na rzecz tejże sprawy”

[3] Evola używa tutaj obelżywego słowa „socialistoidi” zamiast zwykłego „socialiste”.

[4] Mario Scelba (1901–1991), urodzony na Sycylii Chrześcijański Demokrata, Minister Spraw Wewnętrznych od 1947 z przerwami do 1955, premier Włoch w latach 1954-1955. Zyskał przydomek „Żelaznego Sycylijczyka” za brutalne represje wymierzone zarówno w komunistów jak i neofaszystów. Autor tzw. prawa Scelby, które formalnie zdelegalizowało faszyzm, pozostającego w mocy po dzień dzisiejszy. Pomógł także powołać do życia Gladio, tajną strukturę bojową NATO we Włoszech.

Dodaj komentarz