Andrzej Kruk: Kryzys na Ukrainie i interesy narodowe Polski

            Jak wiadomo, historyczne tereny polskie na Wschodzie nigdy nie były ograniczone poprzez „linię Curzona”, a tym bardziej – przez granicę od 1945 roku; Galicja i Wołyń przez długi czas były nie mniej polskimi, niż Podlasie albo Chełmszczyzna, i tylko upadek II Rzeczypospolitej Polskiej i konferencja Jałtańska spowodowały oddanie ich pod kontrolą Moskwy. Akt Helsiński potwierdził granice 1945 roku w Europie – wydawało się, że na zawsze; ale, jak wiemy, nic wiecznego ani w naturze, ani tym bardziej w geopolityce, nie istnieje. Jeśli względna historyczna i, szerzej mówiąc, cywilizacyjna tożsamość Wołynia nadal jest kontrowersyjna, to Lwów, Tarnopol oraz Stanisławów bezwarunkowo i jednoznacznie były i są częścią polskiej przestrzeni kulturowej i historycznej, a szerzej – cywilizacji europejskiej.

          Ale zdajemy sobie również sprawę z tego, że wszelkie próby rewizji istniejących granic w Europie są bezprawne; tym bardziej, że współczesnej Polsce jest daleko do Rzeczy Pospolitej w XVI wieku, a nawet do mocy państwa Piłsudskiego – więc bez względu na to, jak silne są w nas narodowe uprzedzenia, mity i przekłamania, rozumiemy, że wszelkie roszczenia terytorialne i pretensje do aneksji terytoriów, bazujące na tym, że kiedyś były polskimi – to w realiach XXI wieku jest nonsens. „Polski Lwów” – to jest taka sama daleka od życia abstrakcja, jak „polskie Wilno”; historia jest jak rzeka, do której nie można wejść dwa razy. Lwów, Tarnopol i Stanisławów obecnie są częścią Ukrainy – i decyzja, do kogo będą należeć te tereny w przyszłości, nie leży w polskich kompetencjach. Jest to całkowicie gestia mieszkańców Galicji – tylko i wyłącznie oni mają decydować o kierunkach rozwoju swojej Ojczyzny.

          I tu akurat zamiast kropki należy umieścić wielokropek…

          Majdan 2013-2014 r, czyli zamach stanu, przez oficjalne władze Kijowa nazwany „Rewolucja godności”, odbył się pod hasłem „Ukraina – to jest Europa”. Ukraińcy, którzy wyszli na Plac Niepodległości w Kijowie, zażądali dymisji pogrążonego w korupcji, nepotyzmie i niekompetencji reżimu Janukowycza, który próbował siedzieć na dwóch krzesłach – obiecując urzędnikom Unii Europejskiej podpisanie umowę o asocjacji z UE, a jednocześnie ślubując wierność Putinowi, i dając do zrozumienia chęć przyłączenia się do Unii Celnej Rosji, Białorusi i Kazachstanu. Siedzenie na dwóch krzesłach – niewdzięczna sprawa, poza tym w pewnym momencie jest to sprawa niebezpieczna – i o tym na własnej skórze przekonał się Janukowycz, który został zmuszony w lutym 2014 roku do ucieczki z Kijowa, znienawidzony i pogardzany nie tylko przez swoich przeciwników politycznych, ale również przez niewielu zwolenników.

          Można jakoś ironicznie traktować żarliwą, nieco irracjonalną i dziecinnie naiwną wiarę Ukraińców w to, że oni są Europejczykami po prostu z tego powodu, że ogłosili siebie jako Europejczycy – ale niemożliwe nie respektować ich chęci ucieczki z zaklętego kręgu korupcji, nadużyć, zaniedbania prawa, braku kultury prawnej i agresywnego naruszania praw człowieka, którymi był gruntownie nasycony rządzący ukraiński reżim. Ludzie, którzy przyszli na Majdan w Kijowie, naprawdę chcieli europejskiej przyszłości dla swojego kraju – ale z tego impulsu idealistów z otwartymi sercami jak zwykle skorzystali pragmatyczni, nieuczciwi łotrzy i dranie, którzy wykorzystali ten protest narodowy na własne cele.

          Do władzy na Ukrainie w lutym 2014 doszli ludzie, którzy na poziomie biologicznym nienawidzą wszystkiego, co jest związane z Rosją, którzy negują prawo obywateli ukraińskich (nie tylko rosyjskojęzycznych) należeć do tego typu cywilizacji, który ogólnie jest określany jako „świat Rosyjski”, dążący do wykreślania Ukrainy ze wspólnej z Rosją i innymi republikami ZSRR historii – w tym celu natychmiast zaczęli budować panteon bohaterów narodowych z ludzi, ręce których są gęsto poplamione krwią nie tylko Rosjan, Ukraińców i Żydów, ale także Polaków.

          Naturalną reakcją rosyjskojęzycznego Wschodu Ukrainy (Donieckiego i Ługańskiego regionów), oraz mieszkańców Autonomicznej Republiki Krym było odtrącenie takiej władzy w Kijowie, całkowite odrzucenie rusofobii banderowców, którzy doszli do władzy. Benzyny do ognia rozpalającego się konfliktu, dodało nowe oświadczenie władz ukraińskich o domniemanym całkowitym zakazie języka rosyjskiego i planów przymusowego przejścia całkowicie rosyjskojęzycznego Krymu i w dużej mierze rosyjskojęzycznego Donbasu na język ukraiński. Skutkiem wybuchu wzajemnej nienawiści było referendum na Krymie, podtrzymywane „zielonymi ludzikami” i akty nieposłuszeństwa obywatelskiego na Donbasie; i jeśli z Krymem władze ukraińskie już nic nie mogli zrobić (na półwyspie był obecny dwudziestotysięczny kontyngent żołnierzy armii rosyjskiej), to sytuacja w Doniecku i Ługańsku szybko zaczęła przesuwać się w kierunku wojny domowej, która wybuchła w kwietniu-maju 2014 roku…

Ale zmusić za pomocą siły mieszkańców regionów Donieckiego i Ługańskiego do posłuszeństwa, źle przygotowana, nie przeszkolona i kiepsko zarządzana armia ukraińska nie  dała rady – po raz pierwszy zetknęła się ze sprzeciwem grupy Striełkowa w Słowiańsku i spontanicznie zorganizowanych oddziałów górników i robotników fabrycznych w aglomeracji miast koło Doniecka, a następnie ponieśli szereg dotkliwych klęsk od części rosyjskiej armii, pospiesznie przebranych w mundury ochotników Donbaskich. Obecnie sytuacja na Wschodzie Ukrainy zatrzymała się w niestabilnej równowadze – wojskowe rozwiązanie konfliktu nie istnieje: armia Ukraińska nie może pokonać armii republik Donbasu ze względu na zagrożenie stwarzane przez rosyjskie siły zbrojne, natomiast Donbas nie jest w stanie pokonać trzykrotnie przeważającymi sił Ukrainy. Lecz w tej sytuacji interesuje nas coś innego – a mianowicie, jak może dalej się rozwinąć sytuacja w pozostałej części Ukrainy?

Majdan 2014 roku nie stawiał sobie za cel rozpoczęcie wojny domowej na Ukrainie i trzykrotne obniżenie poziomu życia – jego celem było przekształcenie Ukrainy w prawdziwe państwo europejskie. Cel ten oczywiście nie został osiągnięty – przez całą Ukrainę; ale czy może on być osiągnięty przez część Ukrainy, która zawsze, od połowy XIV wieku aż do Jałty, była częścią cywilizacji europejskiej? Myślę, że jest to w pełni możliwe. Pozostaje tylko pytanie, czy sami Galicjanie są gotowi zostać kowalami własnego losu?

Precedens Krymu pozwala nam przypuszczać, że w przypadku dalszego obniżenia poziomu życia Ukraińców, kontynuowania wojny domowej i kryzysu gospodarczego, mieszkańcy Galicji i, być może Wołynia, mają prawo do zorganizowania referendum w sprawie separacji od upadłego i nie udanego państwa ukraińskiego oraz dołączenia terenów, kiedyś należących do dawnej Rzeczpospolitej, do Polski. Dlaczego mieszkańcom Wołynia i Galicji nie wolno zrobić tego, co wolno mieszkańcom Krymu? A w przypadku organizacji referendum i otrzymania takich wyników, które bezpośrednio i jednoznacznie zaświadczą o chęci mieszkańców Galicji i Wołynia odejścia do Europy – Polska ma prawo zaspokoić oczekiwania i nadzieje ludzi, które zwrócili się do niej o pomoc, dlaczego nie?

Gdyby ludność Galicji i Wołynia zorganizowania referendum w sprawie niezależności od Ukrainy i zjednoczenia tych historycznych regionów Polski z macierzą-Polską – co może temu zapobiec? Władze Ukrainy? Wielokrotnie udowodnili swoją niezdolność i niekompetencję. Bruksela? Zawsze możemy odpowiedzieć na zarzuty Komisji Europejskiej na przykładzie Kosowa. Waszyngton? Ale prawo narodów do samostanowienia zawsze było dla niego na pierwszym miejscu – oczywiście, gdy jest to dla nich opłacalne; Polska uznaje także prawo narodów Galicji i Wołynia do samostanowienia poza dogmaty Jałty i Poczdamu.

Referendum – to jest legalny i prawny sposób na zmianę granic; Polska udowodniła to jeszcze w 1922 roku, na podstawie referendum dołączywszy do siebie Środkową Litwę z Wilnem. Dlaczego nie możemy zrobić tego ponownie dzisiaj..?

Andrzej Kruk

Tekst nadesłany do Redakcji Xportal.pl

15 komentarzy

  1. Ale politolog rosyjski w wywiadzie dla portalu Regionu online powiedział, że przewiduje kolejne referenda na U. i jej dalszy rozpad…w roku 2018.

  2. Kto powiedział że Polska miałaby absorbować UPAdlińców po odzyskaniu naszych odwiecznych ziem na wschodzie? Tak jak podczas akcji Wisła, z województw odebranych UPAdlinie wysłać na tereny rzeczywistej Ukrainy i problem rozwiązany. Do tego deportować z Polski 2 miliony potencjalnych kolaborantów, wesprzeć Rosję aby absorbowała rosyjskojęzyczne tereny UPAdliny i to państwo kadłubkowe odcięte od morza mogłoby nawet w toaletach stawiać pomniki Bandery.

    • To kto będzie na Polskę pracował jak demoliberałowie tylu na poniewierkę wypędzili , ile Polskich dzieci nie urodziło się przez ich propagandę i wpędzanie narodu w nędze ? 3/4 rodziny z Wołyńskiego ale patrząc ile Ukrów przyjechało i jakoś ubogacenia kulturowego nie widać , dobrze jest . Zapaść bandero-upadliny jest czynnikiem pomagającym ich asymilować , ludzi zbliżonego języka i tradycji . Przecież jeszcze 350 lat temu to byli Polacy , starczy do reszty wytępić w nich bakcyla wyhodowanego przez wrogie Polsce , szczekające po niemiecku siły . Bandersyny nie bez powodu po dziś dzień używają teutońskiej symboliki . Mości panów już nie ma więc Kozactwo jak chce niech wraca do domu z którego te pijawy ich wypędziły , Polski .

    • Deportacja Ukraińców skończyłaby się sankcjami ONZ-tu, a być może nawet interwencją sił pokojowych, takie bajania to co najwyżej w świecie gimbopatriotów są „dobre”, a nie w prawdziwej polityce

      • Jakoś ONZ realnie nie sankcjonuje Izraela za legalne ludobójstwo Palestyńczyków, okupację Libanu i Syrii i deportację tysięcy czarnych Afrykanerów, tylko dlatego że mają inny kolor skóry. Gimbopatriotą to jesteś ty, do tego nie rozumiejącym „realnej polityki.”

        • Bo Izrael ma poparcie najbardziej wpływowych państw na świecie, Izraela nie potępia się za rasizm, ale jakby już Europejczycy zaczęli działać we własnym interesie, niekoniecznie rasistowskim to już by inaczej nas traktowano, tak więc przykład słaby, poza tym Palestyna dopiero niedawno została uznana za państwo przez ONZ, a Małopolska Wschodnia jest międzynarodowo uznana za część Ukrainy, a wcześniej ZSRR już od ponad pół wieku

        • Dodam jeszcze Kaktusie, że tobie się wydaje jakby nasz kraj był wpływowy, a tak nie jest, to ja myślę w realnych kategoriach, a nie bujam w obłokach w kwestii polityki

        • „czarnych afrykanerów”
          na miłość bożą

  3. Józef z Bergamotu

    Dorzucę swoje pięć groszy. Z przedstawionych powyżej przez komentatorów powodów, „Galicjan” nie da się włączyć do społeczeństwa polskiego. Dodam jeszcze, że poza lokalnymi watażkami banderowskimi, praniu mózgów Ukraińców sprzyja oficjalna polityka historyczna żydowskiego rządu w Kijowie. Polska ze względów cywilizacyjnych, historycznych i religijnych ma obowiązek fizycznego wyniszczenia banderyzmu choćby miało to oznaczać krwawą jatkę. W przeciwnym wypadku, będziemy mieli rzeź w Polsce.

  4. Ten tekst pozostawia wiele do życzenia, jedyne z czym mogę się zgodzić to z tym, że granice nie są wieczne. Wspominanie o referendum to jest dla mnie naiwność, bo w taki sposób to mogłaby się odrodzić Wileńszczyzna, no może Grodzieńszczyzna, ale prawdopodobnie to tylko Wileńszczyzna, bo w Grodzieńszczyźnie granice między tożsamością polską i białoruską są płynne, a gdyby wybuchł polski separatyzm to Rosja wesprze Białoruś jako swojego sojusznika, o Ukrainie to nawet nie wspomnę, bo tam nie ma dominującej ludności polskiej, Polacy żyją wśród Ukraińców, wielu z nich wtapia się w etnos ukraiński, za przyłączeniem do Polski być może zagłosowałaby część ludności chcącej żyć w bogatszym państwie (oprócz części ludności polskiej, która chciałaby aneksji z powodów patriotycznych). Autor uważa, że ludność wschodniej Ukrainy i Krymu nie popiera tożsamości opartej o zbrodniarzy, ale „Świat Rosyjski” też ma tendencje do gloryfikowania takowych. Tu jednak rozumiem autora, że ludność Donbasu i Krymu po prostu utożsamia się z przestrzenią Eurazji

  5. Ludność Galicji i Wołynia szczerze nienawidzi Polaków i polskości. Galicjanie niszczą wszystko co ma jakikolwiek związek z Polską : napisy, nagrobki, pomniki.. itd. Ludność Galicji i Wołynia nie jest zainteresowana żadną integracją z Polską, a także z UE. Ukraińcy na zachodzie chcą jedynie wstąpić do NATO. W przypadku podziału Ukrainy, w jej zachodniej części powstanie agresywne i biedne państewko banderowskie.

    • Pociągnęli rezuny wahadełko w jedną stronę ale co jak odbije w drugą po całkowitej kompromitacji banderyzmu ? Przecież już nawet armia Ukraińska rezunów tępi , było tu wspominane . Donbaskie i Rosyjskie kaemy sporo przetrzebiły pogłowie obłąkanych fanatyków . Do tego masę Ukraińców przyjechało do nas za robotą i zamiast krwiożerczych Laszych panów zobaczyli ludzi mówiących podobnym językiem którzy nawet gorzej od nich negocjują płace z tutejszymi oligarchami , ciut mniejszymi złodziejami i durniami od swoich Ukraińskich odpowiedników . Więc nie wykluczone że Wołyńskie i Galicyjskie będą chciały do Polski . Tylko wtedy problem czy Polsce te dwa nowe województwa są do czegoś potrzebne

      • Wahadłowe zmiany nastrojów politycznych są charakterystyczne dla demoliberalizmu, natomiast nacjonalizm Ukraiński jest totalitarny. Próba porzucenia nacjonalizmu lub krytyka Organizacji Nacjonalistów Ukraińskich, będzie tępiona bezwzględnie. Próba porzucenia nacjonalizmu ukraińskiego w Galicji wschodniej oznacza brutalną wojnę.

        • Niekoniecznie , szowinizm ukraiński został reanimowany przez demoliberalizm i dla demoliberalizmu . Jest listkiem figowym dla demoliberalnych oligarchów i Ukraińcy coraz wyraźniej to widzą . trzykrotne obniżenie poziomu życia bardzo wyostrza wzrok choć puki co skutkuje ucieczką do Polski , Rosji czy na Białoruś za pracą zamiast ryzykowaniem postawiania się banderowskim obszczymurom . Ale trwa wojna w Donbasie trzebiąca szeregi fanatyków w których miejsce wchodzą koniunkturaliści i zwykła szumowina która będzie skandować dowolne hasła byleby pozwalało to kraść i rabować . Banderyzm zapadnie się pod własnym ciężarem jak tylko SZA całkiem odetną kroplówkę a pomniki ONU czeka los pomników Hussajna choć lepszą analogią byłaby jakieś państewko Afryki z regularnymi zmianami rządzącej Junty . Gospodarczo Ukraina już tam jest .

  6. ArisheKampfer

    Jeszcze więcej hohołów w Polsce? Nie dziękuje, tereny galicji były by większym problemem niż korzyścią. A co do tekstu i jego jakości szanuję że tekst został nadesłany i opublikowany lecz jego jakość jest powiedział bym przeciętna. Nic odkrywczego, nic co wnosiło by jakąkolwiek nową ideę czy głębszą refleksję. W dodatku wszystko posypane zdrową porcją myślenia życzeniowego.
    Oczywiście nie mam nic przeciwko publikowaniu artykułów nadesłanych przez czytelników ale ten tekst nie jest najlepszym przykładem dla przyszłych tekstów które miały by zostać nadesłane.

Dodaj komentarz