Julius Evola: Nadejście „stanu piątego”

Jedna z niezaprzeczalnych zasług historiografii marksistowskiej polega na próbie określenia głównego kierunku procesu historycznego i dokładnym podkreśleniu jego okresów – wychodząc poza granicę rozpatrywania wydarzeń historycznych osobno, na co kładą swój nacisk inne historiografie. Wydarzeniami tymi są wojny, wstrząsy narodowe i inne podobne wydarzenia. Te wszystkie wypadki są rozpatrywane przez nią nie jako spontaniczne wydarzenia, lecz jako wtórne i okolicznościowe przejawy procesu globalnego rozwoju.

Obóz przeciwległy, zwany „Prawicą”, nie podjął prawie żadnej próby utworzenia takiej historiografii. W istocie, marksistowska wizja sensu historii (jako gospodarczo determinowanych sekwencji, które mają doprowadzić do panowania klasy robotniczej) ma być zupełnie odrzucona. Natomiast takie odrzucenie zostanie dokonane pod warunkiem postawienia tej kwestii na właściwym poziomie metodologicznym, na którym jest uznawana konieczność rozpatrzenia wydarzeń historycznym przy pomocy takiego samego szerokiego spojrzenia, lecz z użyciem zupełnie innych, wyższych kryteriów, w odróżnieniu od ordynarnego i prymitywnego podejścia materializmu historycznego.

Jednak istnieje już koncepcja, która mogłaby być podstawą historiografii antymarksistowskiej. Tę koncepcję możemy odnaleźć w dziełach niektórych tradycjonalistów, przede wszystkim René Guénona, również Vezzaniego i Berla, po części Spenglera, i jest spojrzeniem na szczegóły cyklicznego rozwoju cywilizacji. W tym artykule najbardziej interesuje nas podkreślana w tych pracach kwestia przyjścia „stanu piątego”, lecz dla zrozumienia problematyki musimy wyjaśnić główną tradycjonalistyczną zasadę degradacji wartości w niegdyś hierarchicznym społeczeństwie.  W trakcie tej degradacji model cywilizacyjny i władzę polityczną określają kolejno cztery stany: elita duchowa, arystokracja wojskowa, burżuazja, skupiająca swoje interesy wyłącznie w sferze gospodarki (warna wajśja w hinduizmie), a wreszcie robotnicy.

Posługując się przykładem znanej nam historii można twierdzić, że tradycyjny porządek hierarchiczny upadł i degradacja dotknęła każdą z czterech warstw. Cywilizacje, w których rządzący wywodzili swoją władze z boskiego prawa i społeczeństwa, rządzone przez arystokracje  wojskową stanowiły jedną fazę, która skończyła się wraz z upadkiem wielkich dynastii europejskich. W okresie rewolucji francuskiej zwyciężyły koncepcje industrializacji i liberalizmu, władzę zdobył mieszczański, plutokratyczny stan trzeci „królów” węgla, stali, benzyny itd. Ruchy socjalistyczne, które ostatecznie skrystalizowały się w komunizmie i sowietyzmie, ogłosiły przyjście do władzy ostatniej warstwy społeczeństwa, stanu czwartego, i początek rywalizacji między krajami, gdzie stan czwarty odniósł zwycięstwo, a tymi, gdzie wciąż rządzi stan trzeci.

Gdyby ten proces kończył się w taki sposób, warto byłoby mówić nie o sensie historii, tylko o braku sensu. Ale czy degradacja kończy się na stanie czwartym? W okresie międzywojennym w Karlsruhe została wydana mała i bardzo interesująca książka. Heinrich Berl, autor tej książki, chciał w niej odpowiedzieć na to pytanie. Tytuł tej publikacji brzmi „Przyjście stanu piątego”. Oprócz jej zawartości teoretycznej i interpretacji historii jako inwolucji, księga ta jest przepełniona emocjami. Berl pisał ją w uzdrowisku dla chorych na gruźlicę, będąc zupełnie pochłonięty głównym zagadnieniem tej książki („od każdej strony tej książki czuć gorączkę” – powiedział kiedyś autor). Oczyszczone od pewnego nadmiaru konkluzje Berla mogą być ciekawe dla każdego, kto chce zrozumieć pewne zagadnienia naszej epoki.

Berl twierdzi, że historyczna inwolucja bynajmniej nie kończy się na stanie czwartym, na świecie kolektywizmu, marksizmu i komunizmu, lecz trwa nadal po nadejściu stanu piątego. Czym ten stan jest?  Tutaj musimy się zastanowić nad koncepcją powstania jakiejkolwiek zorganizowanej formy we wzajemnym oddziaływaniu dwóch podstawowych czynników: zasady porządku i zasady chaosu. Pierwsza albo zupełnie tłumi tę drugą, albo ogranicza. W tradycyjnych cywilizacjach podludzkie, „demoniczne”, jak mawiał Goethe, moce były związane, okiełzane, podporządkowane wyższemu prawu i autorytetowi naturalnego związku duchowych, bohaterskich i arystokratycznych wartości. Ale kiedy cykl dobiega końca, reprezentanci tych wartości tracą tę misję i dają miejsce mocom zniszczenia, które w końcu zwyciężają. Tutaj leży granica, którą możemy nazwać przyjściem stanu piątego.

W zjawisku „rewolucji” przejawia się jakiś niekształtny żywioł, dający się we znaki później, ale w fazie pierwszej przesiąknięty nieokiełznanym pragnieniem niszczenia, gorącym popędem do roztopienia osobowości w zbiorowości i „demonizmie zbiorowym”. Strony napisane przez Josepha de Maistre’a na temat rewolucji francuskiej, pod tym względem są ponadczasowe. Również z tego wynika rozumienie stanu czwartego jako anty-stanu, ponieważ każdy prawdziwy stan posiada tradycyjny sens: realizacja wyższych zasad w rzeczywistości. Wychodząc z tego, Berl uważał za charakterystyczną cechę nowoczesności przestępczość zorganizowaną, typowym wzorem której jest gangsteryzm amerykański. Charakterystyka nowoczesności jest niemożliwa bez czynnika organizacji. Jednak właśnie ten czynnik oznacza „chaos zorganizowany”. Te same siły są obecne w systemach politycznych zrodzonych przez stan czwarty, nie znikają wraz z nimi, lecz działają na niższym poziomie.

Dlatego właśnie przyjście stanu piątego należy odbierać nie tylko jako socjalną czy polityczną kwestię, ale również na poziomie osobowości, a dokładniej jej zniszczenia. W historii zawsze miały miejsca okrucieństwa i straszliwe zbrodnie, lecz cechą naszych czasów jest mroczny porządek zwyrodnienia, którego celem jest zamiana ludzi w bezwolne marionetki (pewne wartościowe przemyślenia na ten temat, choć nie pozbawione tendencyjnej jednostronności, prezentuje katolicki egzystencjalista Gabriel Marcel). Tego wystarczy do refleksji o ukrytej stronie pewnych procesów, zachodzących po tamtej stronie żelaznej kurtyny, w ustrojach łagrów i „reedukacji”. Jest tam niszczone wszystko czyniące z człowieka pełnowartościową osobę. Takie niszczenie osoby różni się formą od jego zachodniego odpowiednika, lecz oznaki zbieżności między nimi jest oczywiste.

Od czasu pojawienia się książki Berla ten żywioł, o którym mówiono wcześniej, coraz bardziej daje się we znaki również w innych dziedzinach życia nowoczesnego świata. Tutaj trzeba omówić aspekt tego, co dzisiaj nazywa się „pokoleniem rewolucyjnym”. Rewolucja może być autentycznie uzasadniona, jeżeli jest skierowana przeciwko tej cywilizacji, w której wszystko jest pozbawione legitymizacji wyższej, puste, absurdalne, zmechanizowane i ujednolicone, i która dąży do triumfu podludzkich mocy w świecie bezkształtnych ilości. Lecz jeżeli chodzi o „rebeliantów bez sztandarów”, jeżeli rewolucja stanowi cel sam w sobie, kiedy towarzyszą jej nieokiełznane namiętności, prymitywizm, oparcie o instynkty niższe (seks, jazz murzyński, pijana egzaltacja, bezpodstawne okrucieństwo, folgowanie wszystkiemu co wulgarne i anarchistyczne), należy wskazać prosty związek tych zjawisk i mocy chaosu, które coraz bardziej wychodzą na powierzchnię ziemi i stające się coraz bardziej widoczne w naszym świecie. Niektórzy ludzie są nimi wręcz opętani.

Tutaj można obserwować działalność innych prądów skierowanych przeciwko osobie. Czym jest, na przykład, psychoanaliza, jeśli nie zniszczeniem tych przeszkód, do których dostęp wcześniej ukryty był w świecie Tradycji? Jest to autopsja podludzkich otchłani w duszy człowieka, burząca wszelkie wartości i udająca, że przez to zburzenia bada tajniki ludzkiej psychiki. Za pomocą lewackich ideologii to zjawisko rozszerza się na życie społeczne: taka zamiana struktur politycznych wyższego pochodzenia na „postęp” odpowiada rebelii przeciwko temu, co myśl antyczna nazywała „hegemonikon”, zasada wodza. W tych warunkach człowiek zostaje zdegradowany do poziomu jednostki socjalnej.

Wśród przedstawionych tutaj koncepcji najbardziej interesującą jest ta dotycząca społecznego i egzystencjalnego „sensu historii”, który należy rozpatrywać pod względem symptomów opisanych w badaniu. Jednak warto unikać wszelkich form apokaliptyzmu, albowiem większość tez, zaprezentowanych tutaj, ma za zadanie jedynie zmusić do refleksji człowieka, który wciąż tkwi w odurzającym micie o postępowej demokracji i nie jest zdolny do zrozumienia warunków i przyczyn obecnego stanu rzeczy. Czteroczęściowa inwolucja cywilizacji i porządku społecznego jest rzeczywistością; po tej inwolucji nasz świat jest najeżdżany mocami piekielnymi, mocami chaosu, które właściwie nie należą do ludzkiego świata. I w tym procesie formuła „przyjście stanu piątego” doskonale oddaje istotę okropnego czasu, charakteryzującego finalny okres „mrocznego wieku”, Kalijugi.

Julius Evola

Tłumaczenie nadesłane do Redakcji Xportal.pl.

3 komentarze

  1. Evola zapowiedział wykorzeniony prekariat . Od robotnika na śmieciówce po korposzczura któremu zdaje się że jest na fali dopóki przy pierwszych oznakach wypalenia firma nie podziękuje mu bez żadnych sentymentów . Według Standing,a , prekariat charakteryzuje brak

    – gwarancji rynku pracy, czyli odpowiednich możliwości pracy;
    – gwarancji zatrudnienia – odpowiednia ochrona pracownika przed zwolnieniem i stosowne dostosowanie w tym względzie przepisów prawnych;
    – gwarancji pracy – gwarancja związana z wykonywaniem danej pracy, z pewnością wykonywania takich, a nie innych obowiązków;
    – gwarancji bezpieczeństwa w pracy – szeroko pojęta ochrona zdrowia pracownika;
    – gwarancji reprodukcji umiejętności – zapewnienie nauki zawodu, szkoleń, jak i właściwego wykorzystania nabytych umiejętności w pracy;
    – gwarancji dochodu – dopasowana do wykonywanej pracy stała pensja;
    – gwarancji reprezentacji – gwarancja przedstawicielstwa interesów pracownika, na przykład bycie członkiem niezależnego związku zawodowego

    A w sferze ducha propaguje się mu korposzczurzy nihilizm

  2. Wspaniałe <3

Dodaj komentarz