B. Bekier dla Kresy.pl o atakach na Zakarpaciu: To byłaby samowolka

Prezentujemy rozmowę dla portalu Kresy.pl przeprowadzoną z redaktorem naczelnym Xportal.pl Bartoszem Bekierem. 

Ukraińskie media podały, powołując się na źródła w lokalnym sądzie, że ataku na biuro organizacji mniejszości węgierskiej na Zakarpaciu dokonały dwie osoby, z Krakowa i Bydgoszczy, powiązane z Falangą. Czy ma Pan jakąś wiedzę na temat tego zdarzenia?

O sprawie tego dyletanckiego, spowitego oparami absurdu ataku dowiedziałem się z Internetu i głównie stamtąd czerpię też wiedzę na jego temat. Rzecz, która rzuca mi się w oczy to okoliczność, że w odróżnieniu od nieznanych sprawców regularnie niszczących polskie dziedzictwo na Kresach Wschodnich Rzeczypospolitej, w tym przypadku Służba Bezpieczeństwa Ukrainy niespodziewanie szybko wskazała rzekomych „spiskowców”, podając ich dokładne dane i miejsce zamieszkania. Jak powszechnie wiadomo, SBU słynie z wielu rzeczy, ale na pewno ostatnią z nich jest skuteczność. Z drugiej strony zdziwienie może budzić fakt, że jeśli wskazane osoby rzeczywiście przebywały fizycznie na Ukrainie, legalnie przekraczając przejście graniczne, to czemu ukraińskie służby, ponoć znające dokładne dane sprawców, nie zatrzymały ich w granicach swojego państwa, tylko zdecydowały się na zdalne oskarżenia, pogróżki i wywieranie nacisków na polskie służby post factum? Obecny stan ukraińskich struktur państwowych rzeczywiście może budzić współczucie, ale to chyba jeszcze nie znaczy, że nie prowadzą one chociażby kontroli paszportowych, jeśli ktoś przypadkiem nie jest Saakaszwilim? W tej sprawie wiele jest podobnych niejasności.

Dwaj Polacy rzekomo przyjechali na Ukrainę w przeddzień ataku ze Słowacji, po czym tego samego dnia, w którym doszło do ataku, mieli opuścić hotel w Użhorodzie i wyjechać z Ukrainy na Słowację przez pobliskie przejście graniczne. Czy może Pan potwierdzić, że osoby związane z Falangą były w tamtym czasie (3-4 lutego br.) na Ukrainie i/lub na Słowacji? Jeśli tak, to w jakim charakterze?

Ludzie związani z Falangą i redakcją Xportal.pl podróżujący po świecie w celach niezwiązanych z naszą działalnością nie są zobowiązani do zdawania relacji, gdzie w danym momencie się znajdują, więc trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Ze wskazanych przez SBU osób dobrze znam tylko kol. Tomka, z którym dużo podróżowałem i wiem, że często wyjeżdża turystycznie. Na ile go jednak znam, to zupełnie nie mogę go sobie wyobrazić z butelką benzyny wymierzoną w dom mniejszości węgierskiej, a następnie spokojnie wracającego po drugą na lokalną stację paliw – bo przy pierwszej ogień był zbyt mały, jak wynika z kuriozalnego opisu zdarzenia. Być może w każdym drzemie Tyler Durden, na jakiego zasługuje, ale to chyba nie ten casus.

Czy Pan lub jakieś osoby związane z Falangą spotkały się od tego czasu z jakimiś działaniami ze strony polskich lub innych służb?

Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego dokonała kilku odwiedzin domowych, które odbyły się w zgodzie z procedurami, a obecnie prowadzone są przesłuchania związane ze sprawą i nie mamy kontaktu z zatrzymanymi. Mam nadzieję, że są niewinni, zwłaszcza iż zorganizowanie tego typu akcji, narażającej na szwank Państwo Polskie i dobre imię Polaków, byłoby również klasycznym przykładem samowolki i wystąpienia przeciwko dyscyplinie, która jest znakiem rozpoznawczym zarówno Falangi, jak i Xportalu.

Jak ogólnie komentuje Pan to zdarzenie w kontekście relacji polsko-węgierskich i polsko-ukraińskich?

Jest to przykład sytuacji, w której pozornie niegroźne działania mogą mieć znacznie poważniejsze konsekwencje aniżeli wynikałoby to z rangi wydarzenia. Zgodnie z logiką „akcji pod fałszywą flagą”, przeprowadzeniem takiej operacji potencjalnie mogliby być zainteresowani sami Węgrzy, którzy na Zakarpaciu od lat skarżą się na wrogie działania zarówno ze strony ukraińskich władz, jak i neobanderowskich bojówek odmawiających im prawa do uzyskania autonomii. Byłoby to coś w rodzaju rabina malującego w nocy swastykę na elewacji własnej synagogi. Braci Węgrów nie podejrzewałbym jednak o takie metody. Prawdą natomiast jest, że mniejszość węgierska na Zakarpaciu regularnie spotyka się z wrogimi aktami wymierzonymi w ich dziedzictwo kulturowe, a nawet pogróżkami co do ich fizycznej egzystencji. Dość powiedzieć, że nieco ponad rok temu w Ungwarze (Użhorodzie) ukraińscy nacjonaliści, w tym członkowie tzw. pułku Azow wznosili okrzyki „Madziarzy na noże”. Nie chciałbym wyciągać zbyt daleko idących wniosków, ale pokazanie, że przynajmniej za niektórymi z tych ataków stoją polscy spiskowcy, w domyśle działający z węgierskimi braćmi w zmowie, jest Ukraińcom bardzo na rękę. Tłumaczyłoby to również wyjątkowo szybkie i podejrzanie szczegółowe wskazanie sprawców przez SBU, bez zatrzymania ich na Ukrainie. Jedno jest pewne: cała operacja oraz jej skwapliwe nagłośnienie przez Ukraińców szkodzi przede wszystkim Polsce, zarówno w niezmiennie fatalnych relacjach z neobanderowską Ukrainą, jak i w świetnych stosunkach polsko-węgierskich, od których wiele teraz zależy na forum Unii Europejskiej. Wrogowie Polski mogą być zadowoleni, niezależnie od tego, gdzie się znajdują.

Jak skomentuje Pan twierdzenia strony ukraińskiej i to, co podawały tamtejsze media?

Cały incydent zyskał na Ukrainie nieproporcjonalnie wiele rozgłosu. Pojawiały się przy tym inne niestworzone historie, jak to zresztą zwykle bywa przy okazji wojen informacyjnych. A taką bez wątpienia prowadzi dziś Ukraina przeciwko Polsce i Polakom, co szczególnie uwydatniły prace nad słynną już ustawą IPN. Jako przykład mogę podać to, że w ukraińskich mediach moja skromna osoba z dnia na dzień urosła do rangi dowódcy polskiego legionu ochotniczego, który zbrojnie bronił Doniecka i Ługańska przed tzw. operacją antyterrorystyczną Kijowa. Z podobnie frapujących przypadków mogę jeszcze wspomnieć o tym, że neonazistowski Korpus Cywilny (polityczna struktura pułku Azow), posługujący się na co dzień swastykami i symboliką Waffen SS, oskarżył dodatkowo Falangę o antysemityzm. Do mojego relatywnie krótkiego życiorysu dorzucił natomiast piękną kartę u boku Hezbollahu i wojsk prezydenta Assada w Syrii. Tak trzeba żyć.

(Tekst na podstawie wywiadu: https://kresy.pl/wydarzenia/ludzie-falangi-odpowiedzialni-atak-biuro-wegierskiej-mniejszosci-ukrainie-bekier-bylaby-samowolka/)

Jeden komentarz

  1. i ta informacja w żydo-mediach o Polskich sprawcach tego wydarzenia była dla mnie nie do uwierzenia…teraz już zrozumiałem, że to była kolejna prowokacja ukrów przeciwko Polsce i Polakach…”ten zrobił kto skorzystał”…Polacy na konflikcie z Węgrami nic by nie zyskali…a ukry jak najbardziej…i sterroryzowali Węgrów i skłócili Polaków z Węgrami…

Dodaj komentarz