Ukraina: Weterani „Operacji Antyterrorystycznej” w Donbasie sprawcami podpaleń na Zakarpaciu?

Hiennadij Moskal, gubernator Zakarpacia na Ukrainie, poinformował o zidentyfikowaniu sprawców ostatniego podpalenia w Użhorodzie. Wpis na ten temat zamieścił na portalu społecznościowym Facebook. Przypomnijmy, że w nocy z 26 na 27 lutego doszło do drugiego ataku na gmach Stowarzyszenia Kultury Węgierskiej. Poprzedni miał miejsce 4. lutego a winą obciążono, na niejasnych podstawach, polskich narodowców powiązanych z Falangą. Tym razem odpowiedzialni mają być Ukraińcy, a wśród nich weterani tzw. Operacji Antyterrorystycznej (ATO) w Donbasie, działający rzekomo na zlecenie ministerstwa bezpieczeństwa publicznego (MGB) nieuznawanego Naddniestrza (sic!).

– Z przykrością muszę stwierdzić, że wśród zatrzymanych przestępców, mieszkańców Czerkas i Kropywnyckiego, którzy podpalili biuro Stowarzyszenia Kultury Węgierskiej Zakarpacia w nocy 27. lutego, są także uczestnicy ATO – napisał Moskal dodając, że nie mają oni powiązań politycznych, a w ataku brali udział z pobudek materialnych. – Osobę organizatora także ustalono – to mieszkaniec Naddniestrza, który od razu po przestępstwie uciekł do domu. Według naszych informacji jest on współpracownikiem MGB Naddniestrza – dodawał.

Według Moskala, z uwagi na nieuregulowany status prawno-międzynarodowy Naddniestrza nie ma możliwości ujęcia rzekomego organizatora ataku na węgierskie biuro. Jego zdaniem fakt, iż pochodzić on ma z prorosyjskiej enklawy, wskazuje, że atakiem stoi rosyjska FSB.

(na podst. kresy.pl, FB)

Komentarz Redakcji: Fakt dwóch ataków na ten sam obiekt w przeciągu jednego miesiąca nakazuje zastanowić się poważnie nad możliwością przeprowadzenia ich przez tych samych sprawców. W takim wypadku odpowiedzialność Polaków za pierwsze zajście wydawałaby się oczywiście mocno wątpliwa.

Wbrew pozorom, udział weteranów ATO w dywersji przeciwko własnemu państwu nie jest wcale taki nieprawdopodobny. Wyobraźmy ich sobie, wracających z frontu – ludzi bez perspektyw, którym tragedia wojny odbiła się na psychice, pozostawionych praktycznie bez pomocy ze strony państwa. Weteranów „armii umarłych” – o niskim morale, w której śmierć z przyczyn niebojowych (zwł. samobójstw) przewyższała liczbę zgonów na froncie. Ludzi, którzy ciała zabitych kolegów nieraz musieli odwozić prywatnymi, rozklekotanymi samochodami – słysząc od dowódców, że „państwo / armia nie ma pieniędzy na transport zwłok”, gdy tymczasem na kolejne pomniki Bandery i Szuchewycza jakoś się znajdowały. Wyobraźmy sobie, co mogą oni czuć, widząc swoich kolegów z frontu, z pourywanymi kończynami żebrzących na ulicach wielkich miast, ignorowanych zarówno przez władze jak i postmajdanowską kastę ukraińskich nuworyszy (dziwnym trafem, coraz bardziej „patriotyczną” i silnie probanderowską). Wyśmiewanych jako „frajerzy” przez młode „bladzie” w drogich futrach, sprzedające wdzięki tym ostatnim. A nade wszystko, widząc skorumpowanych polityków, którzy przywołując „bohaterskie czyny wielkich patriotów” głoszą potrzebę nowej daniny krwi – choć sami nigdy nie wąchali prochu, a ich potomstwo też jakoś uniknie służby wojskowej. 

W podobnej sytuacji wielu by szlag trafił – kto wie, może nawet i do tego stopnia, by we wczorajszym wrogu szukać „sojusznika”…

Hiennadij Moskal, gubernator Zakarpacia

Jeden komentarz

  1. Komentarz redakcji jest charakterystyczny dla prawie każdej sytuacji po zakończeniu prawie każdej wojny . Tak było po 1 wojnie św , wojnie wietnamskiej , iracko -irańskiej itp . Przecież opisywana przez redakcję sytuacja legła u podstaw sukcesu Nazizmu w Niemczech i Faszyzmu we Włoszech po 1 wojnie św i nie ma tu znaczenia wynik wojny – wojna się skończyła , zostały ofiary ( niezależnie od munduru jaki nosili , wartosći jakie wyznawali i roli jaką pełnili ) . Tak jest zawsze gdy ilość żołnierzy zawodowych oraz ochotników nie starcza do prowadzenia walki i konieczna jest mobilizacja a państwo nie ma programów ( pomoc w znalezieniu nowego miejsca w nowej rzeczywistości dla tych którzy tę wojnę przeżyli

Dodaj komentarz