Ronald Lasecki: Droga krzyżowa w perspektywie geografii sakralnej

Geografia sakralna zajmuje się określaniem znaczenia przestrzeni w jej relacji do sfery duchowej, tak więc w świetle koordynat danego systemu metafizycznego. Po rozłożeniu do systemu  nauk pozytywnych, pozostają po niej aspekty duchowego i geopolitycznego znaczenia danej przestrzeni i jej topografii. Odtworzenie metafizycznego poglądu na świat wymaga ponownego skombinowania ze sobą analizy duchowej i geopolitycznej. To właśnie spróbujemy zrobić poniżej w odniesieniu do przestrzennego wymiaru wydarzeń ostatnich dni życia Jezusa, których liturgiczne upamiętnienie obecnie obchodzimy. Uważamy bowiem, że zadaniem tradycjonalizmu jest współcześnie między innymi odbudowanie tradycyjnego światopoglądu w obrębie chrześcijaństwa i nadanie myśleniu chrześcijańskiemu charakteru tradycyjnego.

Świątynia

Liturgię Wielkiego Tygodnia w chrześcijaństwie rozpoczyna Niedziela Palmowa, gdy wspominamy triumfalny wjazd Jezusa do Jerozolimy na osiołku. Jezus przybył do Miasta od wschodu, od strony Góry Oliwnej, w 10 dniu miesiąca Nizan, gdy przepisy liturgiczne nakazywały oddzielenie od stada baranka, który w paschalny wieczór miał być spożywany na sederowej wieczerzy. Jego uczniowie zorganizowali Mu triumfalny wjazd do Świątyni na Górze Moria, na której prorok Abraham miał ofiarować swojego syna Izaaka, gdzie zaś później król Salomon wzniósł boży przybytek. Świątynię zniszczyły co prawda wojska Nabuchodonozora zdobywając Miasto, kilkadziesiąt lat później ją jednak odbudowano, staraniem zaś króla Heroda rozstała rozbudowana.

Wieczernik

Kolejnym ważnym wydarzeniem Wielkiego Tygodnia jest wspomnienie Ostatniej Wieczerzy, którą Jezus spożył z uczniami w Wieczerniku. Znajdował się on na południowo-zachodnim wzgórzu Jerozolimy, dziś poza murami Starego Miasta, od którego prowadzi ku niemu Brama Syjońska. Chrześcijanie nazwali to wzgórze Syjonem Chrześcijańskim, w nawiązaniu do tradycji żydowskiej. Pierwotnie Syjonem nazywano bowiem wzgórze południowo-wschodnie, na którym znajdowała się twierdza Jebuzytów. Po jej zdobyciu przez żydowskiego króla Dawida i sprowadzeniu do niej Arki Przymierza, miejsce to stało się sakralnym i politycznym centrum ówczesnej teokratycznej żydowskiej monarchii. Po wybudowaniu przez króla Salomona Świątyni na Górze Moria, również na ją objęto nazwą „Syjon”. „Syjonem” nazywana była też wówczas cała Jerozolima. W żydowskiej teologii politycznej „Syjon” stał się z czasem pojęciem określającym zamieszkanie i królowanie Boga pośród wybranego przez Niego ludu. Rzeczywistość polityczna odbiegała znacznie od tej idei, wobec czego pojęcie „Syjonu” uległo deterytorializacji i eschatologizacji. Królestwo Syjonu ziścić się miało, gdy Bóg powróci do swojego ludu i ponownie zasiądzie na tronie żydowskiego królestwa.

W chrześcijańskiej teologii politycznej Bóg zamieszkuje pośród Swego ludu i króluje mu w Kościele. Nowym Izraelem staje się Kościół, a pojęcie ludu wybranego rozciąga się na wszystkich Jego wiernych. Dla geografii sakralnej chrześcijaństwa szczególne znaczenie zachowuje jednak miejsce dawnego Wieczernika. To tutaj Jezus spożył ze swoimi uczniami Ostatnią Wieczerzę, w czasie której obmył im nogi, ustanowił Najświętszy Sakrament, oraz sakrament kapłaństwa. Tutaj również zmartwychwstały Jezus ukazał się Apostołom, tutaj Duch Święty zstąpił na uczniów, tutaj tradycja lokuje miejsce Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny, tutaj wreszcie zbierali się pierwsi chrześcijanie zawiązując święty Syjon Nowego Testamentu. Dziś na wzgórzu tym wznosi się bazylika Zaśnięcia Najświętszej Marii Panny oraz znajdujący się naprzeciw niej, wybudowany przez franciszkanów w 1936 r. maleńki kościół „przy wieczerniku”, który uznawany jest za „matkę wszystkich kościołów”.

Jezus należał do żydowskiej sekty esseńczyków. Zamieszkiwali oni południowo-zachodnią część Miasta, nie uznając autorytetu głównego stróża Świątyni – arcykapłana, ich zdaniem mianowanego przez obcych i wbrew Prawu. Esseńczycy posługiwali się innym niż reszta żydów kalendarzem, spożywając ucztę paschalną dzień wcześniej. Wieczerzę spożywali więc bez baranka złożonego w ofierze w Świątyni, na teren Świątyni bowiem nie wchodzili, na czas ich wieczerzy nie przypadała zaś jeszcze pora zabijania baranków. Tak samo jednak jak u pozostałych grup żydowskich, uczta paschalna miała u nich upamiętniać Wyjście z Egiptu. Krew spożywanego przez inne odłamy jerozolimskiego żydostwa w czasie paschy baranka miała chronić od śmierci jaka zapanowała w domach egipskich, sama uczta zaś w żydowskiej teologii politycznej antycypowała nadejście Mesjasza – pomazańca, świętego władcy, zgodnie z tradycyjną wizją świata będącego zarazem królem i najwyższym kapłanem. W święto właściwej żydowskiej paschy Jezus sam stał się Barankiem, którego krew przelana na Krzyżu uratuje przed śmiercią Jego wyznawców.

Ogrójec

Jako żyd stosujący się do żydowskiego Prawa, po spożyciu wieczerzy paschalnej Jezus nie oddala się, jak zwykle, z Jerozolimy do Betanii. Prawo zabraniało opuszczania świętego Miasta w noc paschalną. Jezus, po odśpiewaniu Hallelu, udał się schodami ku przecinającej Miasto Dolinie Tyropeon (Wytwórców Sera) i Dolinie Cedronu, która w swojej południowej części nosi nazwę Doliny Jozafata. Następnie, droga którą podążał Jezus wznosić się poczęła ku stokom Góry Oliwnej, u podnóża której znajdował się ogród Getsemani. Jezus udaje się więc na swoją wieczorną modlitwę, przechodząc z zachodniej na wschodnią stronę miasta. Jego podróż na miejsce spotkania z Ojcem jest podróżą na Wschód.

Ze wzgórza Wieczernika Jezus schodzi najpierw na samo dno Doliny Sądu (Doliny Jozafata), by następnie rozpocząć wspinaczkę ku Ogrójcowi Oliwnemu (Getsemani), gdzie na modlitwie podda się całkowicie woli Boga. W geografii sakralnej chrześcijaństwa Ogród Oliwny staje się miejscem przezwyciężenia grzechu nieposłuszeństwa Adama w Ogrodzie Eden. Ogród Eden został zasadzony przez Boga i powierzony człowiekowi do doglądania i pielęgnowania. Znajdował się w sakralnym centrum świata, spod stanowiącego zaś jego centrum i zarazem sakralną oś świata Drzewa Życia wypływały na cztery strony świata cztery największe rzeki świata.

Bóg powierzył Adamowi doglądanie i pielęgnowanie Ogrodu Eden, tak więc opiekę nad dziełem Swojego stworzenia. Adam przekroczył jednak obiektywne Prawo ustanowione przez Boga. Pragnął sam, subiektywnie, decydować co jest dobre, a co złe. To, co subiektywne i jednostkowe, podniósł przeciwko temu, co obiektywne i powszechne. W konsekwencji zatracona została harmonia w relacji człowieka z Bogiem, w relacjach pomiędzy ludźmi, oraz w relacji człowieka i kosmosu. Wyrazem tej utraty harmonii miały być ciężka praca, zmaganie się z siłami natury, bóle rodzenia, napięcie w stosunkach małżonków. Człowiek nie mógł już spożywać owoców Drzewa Życia, wówczas bowiem jego stan dysharmonii stałby się niezmiennym na wieczność. Musiał zostać wygnany z Ogrodu Eden bez prawa powrotu do niego. W Ogrójcu Oliwnym Jezus zamienia nieposłuszeństwo Adama Prawu na całkowite posłuszeństwo Woli Bożej. Jezus staje się więc „nowym Adamem”, wskazując swojemu Kościołowi na drogę ortodoksji.

Na terenie Getsemani do dziś rośnie osiem wiekowych drzew oliwnych, które jakoby mają pamiętać czasy Jezusa. Drzewa tego gatunku należą do najstarszych uprawianych przez człowieka i obok drzewa figowego oraz krzewu winnego należą do najbardziej charakterystycznych upraw kraju Izraela. Drzewa oliwne są przez cały rok zielone, będąc w tym symbolem mądrości i bożego błogosławieństwa. Otrzymywana z nich oliwa służy jako pokarm, lekarstwo, paliwo do lamp, oraz środek do namaszczania stosowany również w celach rytualnych. Getsemani to tłocznia oliwy i przybycie do niego Jezusa zapowiada, że następnego dnia wytoczy on własną krew dla zbawienia ludów świata.

W sąsiedztwie Ogrodu Oliwnego znajduje się dziś Bazylika Agonii, konsekrowana w 1924 r. na miejscu istnienia wielu wcześniejszych świątyń. Po prawej stronie świątyni znajduje się mozaika przedstawiająca pojmanie Jezusa i reakcję na Jego słowa „Ja jestem”. Mozaikę ufundowali w 1944 r. żołnierze przybyłej ze Wschodu polskiej Armii Andersa, na swoim miejscu została zaś umieszczona w 1952 r. Droga krzyżowa polskich żołnierzy wiodła na Wschód. Stamtąd dopiero Opatrzność doprowadziła ich do Ziemi Świętej. To bardzo ważne, byśmy zapamiętali: mozaikę ufundowali przybysze wędrujący ze Wschodu i z Północy, zmierzający ku Zachodowi i Południu.

Pałac Kajfasza

W czasie modlitwy Jezusa w Ogrójcu uruchomiono już realizację spisku przeciwko Niemu. Jego autorami były saducejskie elity Izraela oraz faryzejscy strażnicy Prawa, starający się pilnować przestrzegania wszystkich jego trzystu sześćdziesięciu pięciu zakazów i dwustu czterdziestu ośmiu nakazów. Objawiony Mesjasz, mówiący o konieczności wypełnienia Prawa duchem, stanowił w ich perspektywie zagrożenie dla ustanowionego porządku religijnego i politycznego. W Jego nauczaniu nie dostrzegli ożywienia Prawa i odnowienia Porządku, lecz zanegowanie ich obydwu. Lud Izraela nie poznał swojego Zbawiciela. Dlatego, z inspiracji żydowskiej rady kapłańskiej – Sanhedrynu, której członkowie przekupili jednego z uczniów – Judasza, Jezus zostaje aresztowany w Ogrójcu i doprowadzony przed oblicze arcykapłana Kajfasza.

Prowadzony do pałacu Kajfasza, Jezus pokonuje drogę tym razem ze wschodu na zachód, pałac arcykapłana znajdował się bowiem najpewniej na wzgórzu Syjonu Chrześcijańskiego, w niedalekiej odległości od Wieczernika, lub też nieco dalej – na wschodnim stoku tego wzniesienia. Po drodze, kolumna prowadząca związanego Jezusa zatrzymuje się w pałacu Annasza. Nie był on już od lat arcykapłanem, ale pozostawał patriarchą wpływowego rodu żydowskiego: wykupywany corocznie od Rzymian urząd arcykapłana pozostawał przez lata w rękach jego synów, przez ostatnich osiemnaście lat przed pojmaniem Jezusa sprawował go zaś nieprzerwanie zięć Annasza – niezwykle sprawny politycznie Kajfasz. Nie znamy lokalizacji pałacu Annasza i ma to dla nas wymiar symboliczny, osoba Annasza symbolizuje bowiem wszystkie niejawne układy sił i intrygi, których labirynt drążony jest pod gmachem chrześcijańskiego Kościoła.

W pałacu Kajfasza żydowska Rada, najpierw podczas nocnej a później też powtórzonej za dnia sesji, uznaje Jezusa winnym i orzeka dla Niego karę śmierci. W miejscu domniemanej lokalizacji pałacu Kajfasza na wschodnim stoku Syjonu Chrześcijańskiego znajduje się dziś kościół asumpcjonistów pod wezwaniem św. Piotra, nazywany „tam, gdzie zapiał kur”a upamiętniający trzykrotne zaparcie się Jezusa przez Piotra. Na krzyżu wieńczącym niewielką wieżyczkę tej wzniesionej i konsekrowanej w 1931 r. świątynki znajduje się figura koguta przestrzegająca przed zaparciem się Pana.

Poniżej kościoła rozciąga się Pole Krwi nabyte za trzydzieści srebrników, za które Judasz zdradził Jezusa. Tradycyjnie grzebano tam cudzoziemców zmarłych w Jerozolimie, w VI w. były tam chrześcijańskie pustelnie, zaś w XII w. joannici powrócili do tradycji grzebania tam zmarłych, chowając na Polu Krwi podopiecznych prowadzonego przez siebie hospicjum. Na wzgórzu, w kościele pw. św. Piotra „in Gallicantu” mamy zatem miejsce, w którym Piotr po trzykrotnym zaparciu się Pana zapłakał, jego łzy przyniosły mu zaś odkupienie i moralne odrodzenie. W dolinie poniżej rozciąga się natomiast usiane grobami Pole Krwi. Bliżej Nieba jest życie i odkupienie, w mroku i głębinach czeka śmierć.

Pałac Piłata

Żydowscy dostojnicy religijni nie mieli prawa wykonywać wyroków śmierci które pozostawały w gestii władz Imperium Rzymskiego. Jego przedstawicielem w Palestynie był pretor Poncjusz Piłat rezydujący na stałe w Cezarei Nadmorskiej, lecz w okresie przygotowań do świąt Paschy i Przaśników przybywający do Jerozolimy, by czuwać nad spokojem w powierzonej jego władzy części Imperium, gdy napływały do niego masy pielgrzymów. Siedzibami rzymskich pretorów w Jerozolimie były obronna twierdza wzniesiona przez Heroda Wielkiego na miejscu wcześniejszych fortyfikacji w pobliżu bramy miejskiej wychodzącej ku Jafie, oraz sąsiadująca z terenem świątynnym twierdza Antonia. Poncjusz Piłat zatrzymał się w tej drugiej, która była newralgicznie położonym punktem o strategicznym znaczeniu dla miasta.

Proces Jezusa u Piłata przeciągał się, gdyż rzymski namiestnik chciał uniknąć skazania na śmierć Podsądnego. Początkowo odsyła Go do władcy sąsiedniej Galilei, Heroda Antypasa – jednego z synów Heroda Wielkiego. Po podboju Izraela przez Rzymian, Jerozolima była przez nich zarządzana bezpośrednio, podczas gdy Galilea była wasalnym królestwem pod rządami Heroda Antypasa. Potomkowie Heroda Wielkiego utracili na rzecz Rzymian Miasto, zachowali jednak własność jerozolimskiego pałacu dynastii hasmonejskiej z rąk której Herod Wielki przejął władzę. Pałac ten znajdował się w pobliżu Świątyni, po zachodniej stronie Doliny Tyropeon. Tam właśnie zatrzymał się w czasie swojego pobytu w Mieście Herod Antypas i tam zaprowadzono Jezusa.

Rozczarowany milczeniem Jezusa, Herod kazał Go ubrać w białą szatę niczym obłąkanego, po czym odesłał w powrotem do Poncjusza Piłata. Piłat zestawia Jezusa z Barabaszem, próbuje zamienić karę śmierci na biczowanie, wyprowadza Jezusa przed tłum w cierniowej koronie. Ostatecznie, decyzję pozostawia zgromadzonemu tłumowi. Podburzeni przez Sanhedryn żydzi krzyczą „Ukrzyżuj Go! Ukrzyżuj! Krew Jego na nas i na dzieci nasze!”, przydając tym aktem bluźnierczego odrzucenia Zbawiciela tragiczny wymiar niezwykłej historii swego ludu – ludu naszych starszych braci w wierze i ludu bogobójców zarazem, ludu, którego dramatyczne dzieje są metaforą i obrazem dziejów chrześcijańskiego Kościoła. Głos żydowskiego tłumu jest też dla nas do dziś przestrogą przed niebezpieczeństwem demokracji, w której Syn Boży równy jest terroryście i może zostać przegłosowany przez jego zwolenników, za frazesami o „władzy ludu” skrywa się zaś manipulująca tłumem oligarchia.

Droga krzyżowa

Rozpoczęła się droga krzyżowa Jezusa od pretorium Poncjusza Piłata w położonej we wschodniej części Jerozolimy twierdzy Antonia, ku górującemu nad Miastem od zachodu wzgórzu Gareb. Droga wiodła przez zapadlisko Doliny Tyropeon do dziś przecinające Starą Jerozolimę z północy na południe. Skazaniec zmierzał na Zachód – ku śmierci. Zmaltretowany biczowaniem, przygnieciony przywiązaną do ramion belką krzyża, schodził ku Dolinie Wytwórców Sera. Po zejściu na dół upadł po raz pierwszy, straciwszy równowagę po gwałtownej zmianie nachylenia podłoża.

W miejscu dawnej męczeńskiej drogi Jezusa w Jerozolimie i na terenie Bazyliki Grobu Pańskiego powstało ostatecznie czternaście stacji drogi krzyżowej, które zostały przeniesione do licznych, rozsianych po całym świecie Kalwarii, oraz do wszystkich kościołów świata, gdzie przedstawiane są w formie obrazów lub krzyży. Jerozolima i jej Via Dolorosa jest więc sakralnym centrum chrześcijańskiego świata. W geografii sakralnej chrześcijaństwa Jerozolima zajmuje miejsce centralne. Jest sakralną osią chrześcijańskiego świata, wokół której ten się duchowo obraca.   Polskimi „Jerozolimami” są kalwarie: zebrzydowska (1602), w Pakości nad Notecią (1628), żydowska (1640), żmudzka (1642), wejcherowska (1649), w Werkach koło Wilna (1664), pacławska (1668), w Górze Kalwarii (1670), krzeszowska (1672), wambierzycka (1681-1708), na Górze Świętej Anny (1700-1709), ujazdowska (1731). W wyniku zmian granic po ostatniej wojnie, poza granicami dzisiejszego państwa polskiego znalazły się kalwarie: żydowska, werkowska i żmudzka, w granice państwa polskiego włączono zaś kalwarie śląskie – m.in. w Wambierzycach, w Krzeszowie, i na Górze Świętej Anny.

W jerozolimskiej Via Dolorosa teren III i IV stacji od 1856 r. należy do Katolickiego Kościoła Ormiańskiego. W latach 1947-48, staraniem księdza Stefana Pietruszki-Jabłonowskiego i dzięki datkom polskich żołnierzy i uchodźców, podjęto budowę obecnej kaplicy, która nosi nazwę „polskiej”. W kaplicy znajduje się płaskorzeźba III stacji drogi krzyżowej dłuta Tadeusza Zielińskiego przedstawiająca upadającego Jezusa. Nad wejściem kaplicy przedstawiono drogę krzyżową Polaków, a w jej kopule – polskiego orła. W kaplicy znajduje się też ufundowany przez polskich żołnierzy duży krzyż, po raz pierwszy niesiony w procesji w 1943 r. Wciąż czeka on, by zostać przeniesionym do wyzwolonej od atlantyzmu i amerykańskiej dominacji Ojczyzny.

Nieco dalej znajduje się stacja IV, przedstawiająca spotkanie Jezusa z Matką. Nastąpiło ono, gdy popędzany przez rzymskich żołnierzy Jezus szedł ku południowi dnem Doliny Wytwórców Sera, i od tej pory Maryja towarzyszyła Mu już do końca Jego męczeńskiej drogi. Kapliczka stacji IV również została wybudowana z ofiar Polaków, staraniem księdza Pietruszki-Jabłonowskiego. Została ona wykończona w 1957 r. W podtrzymywanym przez dwa orły ołtarzu z białego marmuru znajduje się płaskorzeźba dłuta Tadeusza Zielińskiego przedstawiająca spotkanie Jezusa i Jego Matki. Nad wejściem do kaplicy znajduje się kolejna rzeźba tego autora, przedstawiająca postacie Jezusa z krzyżem i Maryi.

Wkrótce droga którą prowadzono Jezusa skręcała na zachód i zaczynała wznosić się ku górze. W zachodniej bramie Miasta zwanej Bramą Sądu Jezus po raz drugi upada. Ręce przywiązane ma do belki krzyża, nie może się zatem nimi podtrzymać i pada ustami w pył bruku. Jezus żegna w ten sposób pocałunkiem Miasto, które wyrzuciło Go ze swoich trzewi. Zwróćmy uwagę: Jezus wjeżdża triumfalnie do Miasta od strony wschodniej, opuszcza je zaś zachodnią bramą zmierzając ku swej śmierci. Przybyciu ze Wschodu towarzyszy duchowa świadomość, wyjście na Zachód jest znakiem niewiedzy i obumarcia świadomości duchowej mieszkańców Jerozolimy. Na Wschodzie jest sophia, na Zachodzie pustka i śmierć.

Wzgórze Gareb

Miejsce śmierci Jezusa znajdowało się na wzgórzu Gareb na północny-zachód od Jerozolimy. W siodle tego wzniesienia, na wysokości 750-770 m. n.p.m. od VII do I wieku p.n.e. wybierano kamień budowlany. Kilkadziesiąt lat przed kaźnią Jezusa zaprzestano eksploatacji tego złoża, a głęboko pocięte i pofałdowane wzgórze częściowo porosło roślinnością i założono na nim ogrody. Wnęki w ścianach dawnego kamieniołomu wykorzystywać poczęto na grobowce. Na wznoszącym się nad nimi szczycie skalnym, u stóp którego wiła się uczęszczana droga do Miasta, urządzono miejsce tracenia skazańców. Widok ich kaźni miał być przestrogą dla podróżnych i przechodniów.

Jezus został obdarty z szat. Zdążyły one wcześniej przywrzeć do poranionego i okrwawionego biczowaniem ciała, zatem ich zdzieranie otwarło wszystkie rany i na nowo oblało ciało krwią. Dużo bardziej bolesny musiał być jednak dla Jezusa wstyd oblewający Go wobec nagości przy tak wielu ludziach. Później było wbijanie gwoździ w ręce oraz unoszenie krzyża do pionowej pozycji i przybijanie nóg do pionowej belki krzyża. Wylew krwi z przebitych żył, rozrywanie kości pomiędzy które wbijano gwoździe, gwałtowne skurcze ciała spowodowane naruszeniami nerwów wyczerpywały ostatecznie skazańca. Już wisząc na krzyżu, konał on przez uduszenie: opadając na rękach nie mógł zaczerpnąć tchu, gdy zaś wznosił ciało, gwoździe mocujące je do belek krzyża rozrywały coraz bardziej rany rąk i nóg. Wielogodzinne konanie było więc nieustanną walką o każdy oddech, która wyczerpywała ciało i wreszcie sprowadzała śmierć.

Symbolika krzyża jest w literaturze chrześcijańskiej i tradycjonalistycznej bogato opracowana. Mniej znana jest chrześcijańska symbolika gwoździ, wyrażających odpowiednio pożądliwość oczu, pożądliwość ciała i pychę żywota. Na poziomie teologii politycznej możemy je utożsamić z kapitalizmem (pożądliwość oczu, czyli pragnienie posiadania i chciwość), hedonizmem (pożądliwość ciała, czyli dążenie do uciech zmysłowych), oraz demokracją i laicyzmem (uzurpacja władzy, czyli odmowa służby Bogu). Ziemia, w którą wsiąkła krew Zbawiciela stanie się od tej pory ziemią świętą. Dziś wokół skały na której dokonało się zbawienie świata znajduje się Kaplica Kalwarii należąca do greckiego Kościoła prawosławnego.

Jezus umiera ukrzyżowany z twarzą zwróconą w stronę południowo-wschodnią, ku Jerozolimie. Dobiega stamtąd beczenie zabijanych na ucztę paschalną baranków. Baranki zarzynane były w Świątyni, ich krew kapłani wylewali u stóp ołtarza, następnie zaś ojcowie rodzin oprawiali je i nieśli na ramionach do domów. W oczyszczonych z wszelkiego kwasu chlebowego domostwach przy stole paschalnym spotykały się rodziny, wieczorem zaś na pytanie najmłodszego uczestnika wieczerzy ojciec rodziny odpowiadał historię Wyjścia z Egiptu, po czym spożywano mięso baranka na pamiątkę baranka spożywanego w Noc Wyjścia i jako radosną zapowiedź nadejścia Mesjasza.

Na przeciw Wzgórza Gareb znajduje się Wzgórze Moria na którym znajdowała się Świątynia. Gdy na tym pierwszym dokonywała się ofiara paschalna Jezusa, na tym drugim składano ofiary z baranków paschalnych. W chwili śmierci Jezusa pęka na dwoje zasłona oddzielająca najświętsze miejsce Świątyni od pozostałej części sanktuarium. Świątynia nie kryła już tajemnicy, bowiem prawdziwa tajemnica odkupienia dokonywała się na Wzgórzu Gareb, na Skale Krzyża. Nad Jerozolimą rozciągnęła się ciemność, która zdawała się brać górę nad światłością, nigdy jednak jej zwycięstwo nie było całkowite. Jezus został odrzucony przez lud Izraela, w mroku niewiedzy spowijającym Miasto zabłysło jednak światło: rzymski setnik, świadek krzyżowej śmierci Jezusa, powiedział „Prawdziwie, ten człowiek był synem bożym”. To już zapowiedź nowego Kościoła i ostatecznego zwycięstwa światła nad ciemnością w Zmartwychwstaniu.

Grób Pański

Tymczasem Jezus umiera na krzyżu. Śmierć stwierdza rzymski żołnierz, przebijając Jego bok włócznią. Z rany na ziemię wypływają woda i krew, które staną się w symbolice chrześcijańskiej znakiem oczyszczenia i odkupienia. Józef z Arymatei uzyskał od Piłata zgodę na pochowanie Ciała, które zostało przez niego i Nikodema zdjęte z krzyża i złożone na kolana Matki. Ciało należało pochować przed zachodem słońca, wówczas bowiem rozpoczynał się żydowski dzień święty. Ułożono Je zatem na pobliskim kamieniu i namaszczono w takim stopniu, w jakim było to możliwe. Następnie Ciało zawinięto w całun, Głowę zaś w chusty. Zrezygnowano z obmycia Ciała, bowiem krew w tradycji żydowskiej uważana była za nośnik życia i powinna być pochowana wraz z ciałem. Zgromadzeni pod krzyżem nie tylko zatem nie obmyli Ciała Jezusa, ale też zebrali ziemię w którą wsiąkła Krew spływająca obficie z wiszącego na krzyżu Ciała, by pochować Ją wraz z Ciałem.

Józef z Arymatei był właścicielem grobu w ogrodzie na terenie dawnego kamieniołomu. Grobowce były tam wydrążone w skale i składały się z komory grobowej oraz przedsionka. Grób do którego złożono Ciało Jezusa miał formę półki skalnej, nad którą rozciągało się sklepienie w kształcie łuku. Taki typ grobowca nazywano arcosolium. Otwór prowadzący do wnętrza komór zasuwano okrągłym kamieniem, który przesuwał się w specjalnie przygotowanym wyżłobieniu skalnym. Komora grobowa w której pochowano Jezusa znajdowała się kilkadziesiąt metrów na zachód od pagórka Golgoty, nieco poniżej jego poziomu. Do dziś miejsce to znajduje się w Bazylice Grobu Pańskiego w Jerozolimie.

Ex Oriente lux

Koleje ostatniego tygodnia życia Jezusa rozpatrywane w perspektywie przestrzennej dają nam szereg wniosków z zakresu chrześcijańskiej geografii sakralnej. Po pierwsze, mądrość nadchodzi ze Wschodu, podczas gdy na Zachodzie czeka śmierć. Jezus wjechał do Miasta ze Wschodu, Jego krzyżowa kaźń była zaś wędrówką na Zachód. Góra Oliwna, u stóp której znajdował się Ogród Oliwny, oraz Góra Moria na której znajdowała się Świątynia, leżały po wschodniej stronie Doliny Wytwórców Sera. Pałac Kajfasza znajduje się z kolei na wzgórzu górującym nad miastem od zachodu. Ze Wschodu również nadeszli w XX w. polscy żołnierze którzy ufundowali „polskie” stacje jerozolimskiej Drogi Krzyżowej.

Wspinaczka jako droga do Nieba

Po drugie, wspinanie się ku górze jest równoznaczne ze zbliżaniem się do Boga, podczas gdy obniżenia terenu wiążą się ze śmiercią i ciemnością. Pierwszy upadek Jezusa dokonuje się w Dolinie Tyropeon. Złowrogie Pole Krwi również znajduje się w obniżeniu terenu. Pozornie przeczy jedynie tej regule śmierć Jezusa na krzyżu na wzniesieniu Golgoty, ponieważ w rzeczywistości, na wzniesieniu tym dokonała się krwawa ofiara odkupieńcza i dopełniło się zbawienie świata. Wspinaczka Jezusa na Górę Gareb była więc wędrówką ku dopełnieniu bożej ofiary. Ofiara ta dokonać się miała na górze, ponieważ góra jest bliżej Nieba. Dla Szymona z Cyreny, przymuszonego przez rzymskich żołnierzy do pomocy Jezusowi w niesieniu belki krzyża, wspinaczka na Górę Gareb stała się drogą do duchowego oświecenia.

Jerozolimska axis mundi

Po trzecie, Miasto i cała Ziemia Święta są sakralnym centrum chrześcijaństwa, a Bazylika Grobu Pańskiego jego osią obrotową. Świadomi byli tego chrześcijańscy „pielgrzymi” walczący o wyzwolenie Grobu Pańskiego z rąk mahometańskich najeźdźców i okupantów w latach 1095-1291 – w zorganizowanych wówczas siedmiu wielkich wyprawach krzyżowych. Organizatorami krucjat były przede wszystkim chrześcijańskie zakony rycerskie, których cele i duchowość nie zawsze kompatybilne były z celami i duchowością papiestwa i zakonów nierycerskich oraz kleru świeckiego. Duchowym i sakralnym punktem odniesienia dla rycerzy-pielgrzymów była bowiem Świątynia Jerozolimska, co znalazło wyraz nawet w nazwach niektórych z nich, jak na przykład Zakon Ubogich Rycerzy Chrystusa i Świątyni Salomona (templariuszy). Świątynia jest zawsze czymś duchowo wyższym niż kościół, stąd też Jerozolima i Ziemia Święta są dla geografii sakralnej chrześcijaństwa ważniejsze niż siedziby poszczególnych Kościołów chrześcijańskich, a duchowość strażników Ziemi Świętej jest bliższa Tradycji niż wtórna wobec niej duchowość kleru partykularnego.

Wyzwolić Ziemię Świętą

Dla nas, współczesnych chrześcijańskich tradycjonalistów rodzi to bardzo konkretne wnioski polityczne i eschatologiczne. Zacznijmy od tego, co prostsze, tak więc od geopolityki. Z wyżej nakreślonych wywodów wyłania się wniosek o fundamentalnej sprzeczności geopolityki chrześcijańskiej z geopolityką atlantycką. Częścią tej ostatniej jest wsparcie dla dzisiejszego „Izraela”, jako dla wysuniętego bastionu cywilizacji zachodniej przeciwko Arabom. Początki współczesnego „Izraela” wiążą się z imperialistyczną polityką brytyjską, w ramach której Londyn rywalizował w regionie z berlińskimi protektorami Stambułu, oraz z będącym protektorem miejscowej ludności katolickiej i maronickiej Paryżem, a także z będącym protektorem ludności prawosławnej Sankt Petersburgiem. Współczesne trwanie „Izraela” jest możliwe wyłącznie dzięki wsparciu Stanów Zjednoczonych i zabezpieczanym przez ich globalną dominację światowym wpływom otumanionych „syjonizmem” Żydów.

Prawowierni żydzi są świadomi bluźnierczego charakteru dzisiejszego „syjonizmu”i będącego jego tworem „Izraela”. Pierwszy jest nowoczesnym laickim nacjonalizmem, drugi zaś spóźnionym produktem zachodniego kolonializmu w jego najbardziej radykalnej wersji. Obydwa stanowią bezbożną parodię oryginalnego syjonizmu i starożytnego Izraela jako państwa bożego. Obydwa opierają się więc na kłamstwie i obydwa są modernistycznym bluźnierstwem przeciwko Bogu. Ani dzisiejszy „Izrael” nie ma nic wspólnego z królestwem Dawida i Salomona, ani współczesny „syjonizm” nie ma nic wspólnego z syjonistycznymi koncepcjami eschatologicznymi religii żydowskiej. Kategorie te utożsamiają ze sobą jedynie protestanckie „morony” z USA, w których mniemaniu wsparcie dla współczesnego „Izraela” i najbardziej ekstremistycznych nurtów „syjonizmu”, jest wymogiem wiary chrześcijańskiej i wpisuje się w chrześcijańską eschatologię. W Polsce, co warto przypomnieć, z takimi groteskowymi poglądami sympatyzują m.in. Tomasz Terlikowski, Artur Zawisza i Daniel Pawłowiec.

W perspektywie chrześcijańskiej tereny zajmowane dziś przez „Izrael” i Palestynę są Ziemią Świętą. Ich współczesne zawłaszczenie przez walczących ze sobą żydowskich i palestyńskich nacjonalistów jest zaś okupacją. Taką samą, jaka w epoce duchowej świetności chrześcijaństwa w Średniowieczu stała się bodźcem do rozpoczęcia „zbrojnych pielgrzymek” wyzwoleńczych. Dziś żydowscy i palestyńscy nacjonaliści brukają Ziemię Świętą przelewaniem nawzajem swojej krwi i zagrażają oraz utrudniają łączność nas, chrześcijan z sakralnym centrum i duchową krynicą naszej religii. W perspektywie geopolityki chrześcijańskiej nie jest zatem możliwe bezkrytyczne poparcie ani uzurpujących sobie prawo do władania Ziemią Świętą nacjonalistów żydowskich, ani palestyńskich. Jedyna opcja którą moglibyśmy w tym kraju bezkrytycznie popierać upadła A.D. 1291.

Program geopolityczny dla Ziemi Świętej

W dzisiejszych warunkach oczywiście trudno wyobrazić sobie wyzwolenie przez chrześcijan Ziemi Świętej. Nie zrobi tego na pewno żadne z europejskich państw narodowych, gdyż żadne z nich nie jest w stanie sprostać protegującemu okupację żydowską amerykańskiemu hegemonowi, ani też nie posiada środków projekcji siły w odległym mimo wszystko od Europy regionie świata. Znajdująca się już od dziesięcioleci w nieprzerwanym politycznym i ekonomicznym marazmie, od lat 2000. zaś dodatkowo paraliżowana przez nowo przyłączone atlantyckie państwa postkomunistyczne, do tego zaś duchowo martwa Unia Europejska nie ma natomiast szans przekształcić się w Imperium Europejskie, które jako jedyne mogłoby odzyskać Ziemię Świętą dla Kościoła (rozumianego jako wspólnota wyznawców Chrystusa, a nie kler). Niepotrafiąca się dookreślić jako konserwatywne państwo chrześcijańskie, na dodatek znajdująca się pod permanentną presją wrogiego sobie otoczenia Rosja, też nie jest zdolna ani chętna do prowadzenia odpowiednio szeroko zakrojonej polityki.

Zakładając jednak, że powstałaby siła dążąca do wyzwolenia i odzyskania Ziemi Świętej, można by pokusić się o zakreślenie jej programu geopolitycznego dla tego kraju. Pierwszym jego punktem musi być rozmontowanie hegemonii amerykańskiej w regionie Bliskiego Wschodu i likwidacja obecności USA w tej części świata (m.in. wycofanie VI Floty USA ze wschodniej części Morza Śródziemnego, likwidacja amerykańskich baz wojskowych). Powodzenie pierwszego kroku stworzyłoby możliwości realizacji drugiego, tym zaś byłoby zniszczenie współczesnego państwa „izraelskiego” i ruchu „syjonistycznego”. Pojawiła by się wówczas kwestia losu zamieszkującej dzisiejszą Palestynę ludności żydowskiej i arabskiej. Ta pierwsza w pewnej, być może nawet w większej swej części wyemigrowałaby dobrowolnie do Stanów Zjednoczonych. Część jednak Żydów by pozostała, napłynęli by też zapewne potomkowie arabskich uchodźców.

Jedynym możliwym rozwiązaniem tego kłębowiska politycznych i cywilizacyjnych sprzeczności byłaby kantonizacja Ziemi Świętej i ścisła nad nią kontrola dobrze zorganizowanych i ideowo prężnych sił chrześcijańskich. Ludność arabską i żydowską powinno się bezwzględnie rozbroić, po czym zorganizować terytorialnie w autonomicznych gminach, z których każda miałaby odmienne oblicze religijne, polityczne i kulturowe – wedle widocznego również obecnie naturalnego zróżnicowania zarówno Żydów, jak i Palestyńczyków. Hegemonia polityczna i monopol użycia siły powinien zaś należeć do chrześcijan.

Powrót zakonów rycerskich

Jaka siła mogłaby wystąpić w roli chrześcijańskiego hegemona Ziemi Świętej, zdolnego na dodatek do permanentnej czujnej kontroli tamtejszej sytuacji, i wysoce przy tym ideowego, co byłoby konieczne dla sprawiedliwego rządzenia krajem o narosłych przez dziesięciolecia tak silnych naprężeniach wewnętrznych? Na pewno nie byłoby to żadne państwo ani nawet imperium zewnętrzne, którego hegemonia nabrać musiałaby z czasem nieuchronnie charakteru imperialistycznego i instrumentalnego, zaś w szeregi jego aparatu wkraść się demoralizacja. Zresztą, jak wspomnieliśmy wyżej, nie ma obecnie i w dającej się przyszłości nie pojawi się żadne zdolne do takiej polityki mocarstwo ani tym bardziej Imperium chrześcijańskie.

Wydaje się, że dobrych wzorców dostarcza nam Średniowiecze. Warto również obserwować uważnie tendencje w rozwoju współczesnej cywilizacji. Przypomnijmy, że organizatorami średniowiecznych krucjat nie była żadna europejska monarchia, ani nawet nie było nim papiestwo, lecz były to zakony rycerskie. Terytorialnie zapodmiotowione były one właśnie w Ziemi Świętej, stąd też walczyły o jej wyzwolenie i w jej obronie tak wytrwale, jak zapewne nie walczyłoby żadna monarchia ani Kościół posiadające zaplecze terytorialne w krajach zewnętrznych. Upadek państw chrześcijańskich w Ziemi Świętej i ruchu „zbrojnych pielgrzymek” oznaczał również nieuchronny w takiej sytuacji duchowy i organizacyjny upadek zakonów rycerskich, które dziś są jedynie kółkami rekonstrukcji historycznej i snobistycznymi klubami towarzyskimi potomków dawnej europejskiej arystokracji.

Na argument że odtworzenie dziś zakonów rycerskich byłoby niemożliwe, odpowiedzieć można że przecież trzecia współcześnie pod względem siły, po izraelskiej i tureckiej, armia regionu to armia niepaństwowego Hezbollahu. Nawet zaś w przypadku zorganizowanych do niedawna jeszcze państw takich jak Syria i Irak, znaczącą rolę w warunkach ich załamania, a w przypadku Syrii nawet jeszcze wcześniej, odgrywały pozapaństwowe milicje etniczne (np. kurdyjskie), religijne (np. chrześcijańskie), czy terytorialne (jak w Syrii). Teoretycy stosunków międzynarodowych wskazują powszechnie na wzrost współcześnie roli, znaczenia i możliwości działania niepaństwowych aktorów polityki międzynarodowej, a nawet debatują nad zasadnością nadania im podmiotowości prawnomiędzynarodowej. Istnieją zatem solidne powody i przesłanki, by dążyć do demontażu systemu w którym jedynymi podmiotami stosunków międzynarodowych są państwa narodowe. Wiek XXI powinien być początkiem epoki ponowoczesnej, która byłaby pluralistycznym i policentrycznym „Nowym Średniowieczem”.

Współczesny geopolityczny „Piemont”

Oczywiste jest jednak, że nowe zakony rycerskie nie mogłyby powstać w geopolitycznej próżni. W przeszłości miały one zaplecze w zachodnioeuropejskich monarchiach i papiestwie, ani jednak żadne ze współczesnych państw demoliberalnych, ani nawet równie demoliberalne współczesne papiestwo takim zapleczem stać by się dziś nie mogły. Ruch chrześcijańskich zakonów rycerskich mógłby stać się podobnie „geopolitycznie bezdomny” jak narodowo-rewolucyjna Jeune Europe (1962-1969), którą jej twórca Jean Thiriart (1922-1992) próbował bezskutecznie zakotwiczyć w którymś z państw nacjonalistycznych lub komunistycznych. Analogia jest tym bardziej uprawniona, że Roger Coudroy (ur. 1935) – pierwszy europejski bojownik poległy w walce z syjonistyczną okupacją Ziemi Świętej, który zginął 3. czerwca 1968 roku, był członkiem Brygad Międzynarodowych formowanych do walki z USA i Izraelem przez Jeune Europe.

By nie pogubić się podobnie jak narodowi rewolucjoniści, chrześcijanie powinni odpowiedzieć sobie na pytanie, które państwo jego geopolityka popycha by było i pozostało najbardziej zaangażowane w zwalczanie amerykańskiego imperializmu na Bliskim Wschodzie i syjonistycznej okupacji Ziemi Świętej? Tym państwem jest oczywiście Iran. Ten sam Iran, który jest protektorem Hezbollahu. Ten sam, w którym chrześcijanie mają gwarantowaną reprezentację parlamentarną. Ten sam, którego władze składają corocznie chrześcijanom życzenia bożonarodzeniowe i wielkanocne. Ten sam, którego przywódca, ajatollah Chomeini był przekonanym filozoficznym platonikiem i tradycjonalistą.

Dążące do wyzwolenia Ziemi Świętej chrześcijańskie zakony rycerskie powinny szukać oparcia i bazy geopolitycznej w islamskim Iranie. Pozornie może się to wydawać paradoksalne, wrażenie takie jest jednak powierzchowne. Historii znany jest przypadek gdy katolicki Zakon Maltański znalazł siedzibę i opiekuna w prawosławnej Rosji. W czasach wypraw krzyżowych, najświetniejszy władca średniowiecznej Europy, Fryderyk II Hohenstauf (1220-1250) znany był z bardzo dobrych relacji z władcami muzułmańskimi i zainteresowania nauką arabską. Współcześnie odwołać by się oczywiście należało do dorobku filozoficznego perennializmu tradycjonalistycznego, na gruncie którego można by rozwijać kontakty z uczonymi irańskimi. Irańska rewolucja 1979 roku wcale bowiem nie była „fundamentalistyczna” i nie należy jej łączyć z groteskowymi ekscesami rzeczywistych fundamentalistów wahhabickich ani salafickich, lecz miała charakter tradycjonalistyczny.

Chrześcijaństwo Świątyni

Odnowione chrześcijańskie zakony rycerskie mogłyby nie tylko hartować się w walce o wyzwolenie Ziemi Świętej, ale również stać się zarodnią duchowej odnowy chrześcijaństwa. Byłby to nowy ośrodek ezoterycznego, ortodoksyjnego i tradycjonalistycznego chrześcijaństwa. Na tle zbutwiałego, przegniłego i zdemoralizowanego papiestwa i rzymskiego kleru, stanowiłby świeżą i prężną siłę, poznania szukającego nie w biernej kontemplacji, lecz w „męskim”działaniu.

Gdy Ziemia Święta zostałaby już wyzwolona, dokonano by odbudowy Świątyni jerozolimskiej. Tym razem Świątynia byłaby już chrześcijańska i przejęła pierwszeństwo wobec Rzymu, Moskwy i innych prawowiernych Kościołów chrześcijańskich. Wokół Świątyni nastąpiłoby ekumeniczne spotkanie wszystkich prawowiernych chrześcijan i wtajemniczenie w ortodoksję wszystkich tych chrześcijan, którzy stracili z ortodoksją łączność. Chrześcijaństwo Świątyni miałoby ezoteryczny i hierarchiczny charakter. Wolne byłoby od sekciarskiego szowinizmu, a do jego ascetycznej i heroicznej wspólnoty mogliby zostać inicjowani członkowie różnych Kościołów chrześcijańskich, którzy poznaliby prawdę Tradycji i chrystusowego objawienia Miłości.

Za sprawą Świątyni i jej strażników dokonałoby się nawrócenie żydów. W ten sposób, narosłe wokół Świątyni chrześcijańskie Imperium stałoby się ostatecznym i jedynym prawdziwym Imperium. Osadzone w Ziemi Świętej, spełniłoby testament króla Dawida. Proroctwo o Syjonie spełniłoby się ostatecznie w eschatologicznym chrześcijańskim Imperium, ponieważ to chrześcijanie są jedynymi prawdziwymi syjonistami i to Kościół, który stałby się tożsamy z Imperium, jest jedynym prawdziwym Syjonem. Chrześcijański Syjon Nowego Przymierza byłby więc Imperium Końca, bezpośrednio przygotowując powtórne nadejście Chrystusa.

Ronald Lasecki

Pisząc tekst wybiórczo korzystałem z:

A. Jackowski, Pielgrzymowanie, Wrocław 1998;

  1. T. Jelonek, Rozważania pasyjne, Kraków 2017;
    Tenże, Drogi krzyżowe, Kraków 2017;
    Y. Lacoste, Geopolityka Śródziemnomorza, Warszawa 2010;
  2. B. Montefiore, Jerozolima. Biografia, Warszawa 2011.

Wnioski są moje własne.

(R.L.)

Dodaj komentarz