Bartosz Bekier: Spisek uduchowionych kleryków. Komentarz do tekstu Krytyki Politycznej

W najnowszym wydaniu „Krytyki Politycznej” poeta Przemysław Witkowski zamieścił coś, co można nazwać artystycznym wstępem do biografii politycznej mojej skromnej osoby. Jestem tym bardziej onieśmielony, gdyż „KP” wyrobiła się z tym nieco przedwczesnym dziełem jeszcze w latach dwudziestych mojego pięknego, choć przecież relatywnie krótkiego życia. Za sam gest serdeczne „Bóg zapłać”. Niestety, tekst ma pewne istotne mankamenty i nie tylko robi sikorkę z logiki, ale zwyczajnie mija się z prawdą. Proszę zapiąć pasy.

Po pierwsze, proza naszego lewicowo-liberalnego poety aplikuje śmiertelną dawkę wrażeń, jeśli chodzi o warsztat dziennikarski. Pisząc ok. 20 tys. znaków na temat ostatnich 12 lat mojego życia pan Przemysław Witkowski nie miał czasu się ze mną skontaktować, ponieważ był zajęty pisaniem donosów na uniwersytet, żebym koniecznie został zwolniony z pracy. Tym razem dziennikarski profesjonalizm w dużych dawkach zawdzięczamy autorowi, który pomimo ewidentnego braku predyspozycji sam ochoczo przyznaje się do niegdysiejszego współtworzenia lewackich bojówek, czyli tzw. Antify. O panu Witkowskim nigdy wcześniej nie słyszałem, ale już sama lektura jego wpisów i przegląd aktywności na portalach społecznościowych w oczywisty sposób sugeruje, że mamy do czynienia z typem kawiarniano-skłotowego aktywisty zapraszającego do udziału m. in. w Czarnych Protestach, pozującego z lewacką i komunistyczną symboliką, która prześwituje nawet przez tunele w uszach. W wolnych chwilach, między aktywizmem i pisaniem zideologizowanych tekstów, uczy młodzież na Uniwersytecie Wrocławskim i Collegium Civitas. Acha, no i pisze na mnie donosy.

Po drugie, podający się za poetę Przemysław Witkowski do tematu tej quasi-biografii podszedł z iście literacką, artystyczną fantazją. Gdy już przestaje niepokojąco zachwycać się moim spojrzeniem, które przywodzi mu na myśl „uduchowionego kleryka”, rozpoczyna wyliczankę, która nadaje się na scenariusz filmu sensacyjnego, a może nawet kilka sezonów na Netflixie. Pojawiają się wojny, przewroty pałacowe, zamachy terrorystyczne, podpalenia, strzelaniny, bomby, zbrodnie wojenne, infiltracja wojska, Assad, Hezbollah, Donbas, Dugin, Putin, komuniści, faszyści, naziści, staliniści etc. etc. Im bardziej poszczególne elementy nie pasują do siebie i nie stanowią logicznego ciągu, tym lepiej – autor tłumaczy nam, że taka jest właśnie nasza „euroazjatycka” (pisownia oryginalna) dialektyka, co rzekomo zwalnia go z poszukiwania wielu odpowiedzi. Szkoda, że w wyliczance nie pojawia się jeszcze Soros, to by była dopiero zagwozdka.

Być może niebawem nadejdzie czas na całościową konfrontację rewelacji p. Witkowskiego z twardą rzeczywistością, ale już w tym miejscu od razu chciałbym wybiórczo sprostować kilka najbardziej kłujących w oczy kłamstw i półprawd, którymi posługuje się poeta z KryPola.

 Nigdy nie byłem, nie jestem i prawdopodobnie nie będę eurazjatą, czy nawet jednoznacznym apologetą doktryny eurazjatyzmu, której najbardziej rozpoznawalną twarzą jest obecnie filozof A. Dugin, autor „Czwartej Teorii Politycznej”. Między nami, falangistami i zwolennikami narodowego solidaryzmu, a eurazjatami z pewnością istnieje wiele wspólnych poglądów, do których zaliczyć można m. in. dowartościowanie etosu wspólnotowego kosztem liberalnego indywidualizmu, krytyka amerykańskiego imperializmu oraz ideologii liberalnej na płaszczyźnie politycznej, społecznej, ekonomicznej i kulturowej. Nigdy natomiast nie byliśmy zwolennikami geopolitycznego włączenia Polski w obszar Eurazji. Miejsce Polski jest w Europie, a konkretnie w Europie Środkowo-Wschodniej. To jest nasz główny punkt odniesienia, a nie kontakty z ciekawym intelektualnie prof. Duginem, którego rzeczywiście lubimy tłumaczyć na język polski, podobnie jak innych inspirujących autorów, którzy się z nim nie zgadzają. Jeśli Pan Przemek znajdzie choć jedną moją wypowiedź, w której uznaję siebie lub swoje środowisko polityczne za część ruchu eurazjatyckiego, to obiecuję dorzucić się do lewicującej kawki w Starbucksie.

Podróże. Któż z nas nie lubi podróżować? Ja lubię. Zarówno politycznie, jak i niepolitycznie. Ale żeby od razu z „Putin Travel”, jak chciałby tego autor? Oczekuję, że skoro p. Witkowski wypisuje takie mądrości, to posiada niezbite, lub przynajmniej trochę poobijane dowody na to, że choć raz ten mityczny Putin dorzucił trochę grosza do podróży, lub chociaż na jakąś balangę. Niejeden polityk, dziennikarz, lub poeta by się pewnie nie obraził na jakiś zagraniczny grant, natomiast zapewniam, że w tym przypadku polskie służby obraziłyby się natychmiast i wtedy faktycznie – jak chciałby tego pan Przemysław „uprzejmie donoszę” Witkowski, czemu wielokrotnie dał wyraz publicznie – oglądałbym świat zza krat. Jeśli jednak poeta z KryPola dysponuje lepszym wywiadem niż np. ABW, to niech podzieli się materiałem dowodowym ze służbami, albo przynajmniej swoimi czytelnikami, których tak brzydko oszukuje. Jak chociażby nawet co do samych kierunków moich podróży. Krym? Pan wybaczy, nigdy nie byłem, więc łże Pan już od wstępniaka. A dalej jest tylko gorzej – nie wiem czy Pan zwrócił uwagę, ale gdyby choć połowa z tego co Pan pisze była prawdą, byłbym prawdopodobnie jedynym na świecie liderem międzynarodowej organizacji terrorystycznej, który nigdy nie dostał nawet mandatu za przechodzenie na czerwonym świetle i „macha” do Pana na FB, jeśli wspomnieć żarcik, który wzbudził Pana nieuzasadniony niepokój. Parafrazując klasyka, szkoda strzępić klawiaturę.

 

2 komentarze

  1. moherowy beret

    Ci z Krytyki Politycznej są rezerwatem narodowości alternatywnej,więc czego można spodziewać się po nich?
    Czyszczą przedpole dla państwa Polin.

  2. yog sothoth

    Przeczytałem „artykuł” pana poety i mogę powiedzieć tylko tyle – to co napisał na temat p. Bekiera na zachodzie wystarczyłoby , żeby lidera Falangi zapuszkować. Nikt by się tam nie przejmował prawdziwością „zarzutów”. Jak mawiał J.W. Dżugaszwili – 10% prawdy to już jest jakaś prawda – i tym właśnie kierują się fanatycy political correctness.
    A w Polsce? Niby „rząd” nie hołduje politycznej poprawności, ale biorąc pod uwagę stopień wasalizacji Polski względem zachodu, antyruskie fobie i ogromne wpływy szemranych doradców narodowości alternatywnej – wszystko się może zdarzyć. Mamy już przykład Piskorskiego i popełnionych przez niego „zbrodni”.
    Jakoś dziwnie się składa, że wszelkie Krytyki Polityczne działają bez przeszkód, zaś środowisko patriotów co rusz jest atakowane i niszczone bezkarnie.
    „Chwyty od wieków takie same wciąż,dziś w narodowym tonie” – niestety niewiele się w naszym kraju zmieniło.
    Pozdrawiam p. Bekiera i radakcję xportalu – robicie kawał dobrej roboty.

Dodaj komentarz