Polska: Chamstwo pracownika IPN

7. kwietnia pokaz kultury politycznej panującej w IPN dał w miejscowości Czarne pracownik Biura Edukacji tej instytucji, Piotr Szubarczyk. Na spotkaniu poprzedzającym referendum nad wzniesieniem pomnika „żołnierzy wyklętych” w tej miejscowości, jeden z uczestników zwrócił uwagę na zbrodnie na ludności cywilnej dokonane przez oddziały Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka”, argumentując że nie wszyscy bojownicy antykomunistycznego podziemia byli bohaterami bez skazy.

Wówczas Szubarczyk wpadł w szał i zaczął wrzeszczeć „Niech pan się przymknie! Pan łże! Pan łże jak pies!”, następnie zaś, nie pozwalając oponentowi dojść do słowa, odśpiewał sowiecką pieśń wojenną „Święta wojna” (sic!). Już po spotkaniu, Szubarczyk zamieścił na swoim profilu na Facebooku wpis ze słowami: „Okulary kupię, choćby po to, by łatwiej identyfikować sowieckich agentów, zielonych ludzików, których widziałem w Czarnem. To wyjątkowa swołocz! (…) „Jebał was pies!” I tak Polska wygra tę batalię! A na was naplują kiedyś wasze wnuki”.

Po nagłośnieniu afery przez prasę, IPN odciął się od słów swojego funkcjonariusza i zobowiązał go do złożenia publicznej samokrytyki.

(na podst. Facebook, rp.pl opr. R.L.)

Komentarz Redakcji:

1. Od dawna zwracamy już uwagę, że IPN nie jest instytucją naukową, tylko matecznikiem zideologizowanych fanatyków – hunwejbinów „dobrej zmiany”, mentalnie podobnych do swoich chińskich imienników, a pod względem politycznej dyspozycyjności wobec PiS – do wysługujących się ekipom komunistycznym funkcjonariuszy historycznych okresu stalinowskiego. Jak się obecnie okazuje, środowiska takie przyciągają też pospolitych psychopatów i osoby emocjonalnie niezrównoważone, co tym bardziej każe podjąć dyskusję nad ich dalszym istnieniem. W każdym razie, nie ulega wątpliwości, że funkcjonariusze historyczni IPN powinni zostać w środowisku historyków otoczeni podobną anatemą zawodową, jak funkcjonariusze historyczni doby stalinizmu po destalinizacji.

2. Afera w Czarnem unaocznia też stosunek PiS do samorządności i podmiotowości społeczności lokalnych. Szeroko rozumiane środowisko PiS hołduje z ducha jakobińskiej, masońskiej i bolszewickiej mentalności o istnieniu „uświadomionej” elity „prawdziwych patriotów”, która ma moralny obowiązek odgórnego „sterowania” i narzucania swej woli „ciemnemu motłochowi”, godnemu pogardy przez swój brak „patriotycznej świadomości”. Nie szanuje się tu regionalnego zróżnicowania kraju ani różniących się od siebie pamięci historycznych i tradycji różnych grup społecznych i ziem, lecz narzuca wszystkim jedną, aprioryczną i zideologizowaną wersję pamięci. Kraj nie jest już organiczną kompozycją naturalnych wspólnot, ale sztucznie zuniformizowanym monolitem centralistycznie i odgórnie zarządzanym przez ideologiczną sektę.

3. Widzimy też tu stosunek IPN do otwartej dyskusji naukowej i rzetelnych badań historycznych. Mają one być zastąpione ideologią, tendencyjnym żonglowaniem i manipulowaniem faktami, przemilczaniem tych niewygodnych, zakłamywaniem lub manipulowaniem źródeł. Krytyczne lub niewygodne głosy mają być po prostu wyciszane. Otwarta i rzetelna dyskusja powinna zaś uwzględniać i analizować wszystkie fakty i stosownie uargumentowane głosy.

4. Słowa Piotra Szubarczyka ilustrują również manipulacyjny charakter „antykomunizmu” IPN, za którym kryje się rozbudzanie nienawiści do współczesnej Rosji. Znaczna część działań funkcjonariusz historycznych IPN ma służyć wykopaniu rowu wzajemnych pretensji, nieufności, strachu i nienawiści pomiędzy Polakami a ludami ruskimi, oraz pomiędzy rzymskimi katolikami a prawosławnymi. Temu służą kolejne prowokacje historyczne tej instytucji i jej pracowników. Wzajemna niechęć Polaków oraz Białorusinów i Rosjan, a także katolików i prawosławnych mają stać się tak silne, by nawet po utracie władzy politycznej przez PiS, nie było możliwe podjęcie dialogu pomiędzy naszymi państwami i ludami, ani normalizacja stosunków Polski ze Wschodem i emancypacja naszego kraju spod dominacji USA. Właśnie dlatego w wypowiedzi Szubarczyka pojawić się musiały odwołania do „zielonych ludzików” i dlatego też zaśpiewał radziecką pieśń z czasów II wojny światowej.

5. Polska, a nie PiS-owska i IPN-owska polityka pamięci, powinna oczywiście być zniuansowana i racjonalna. Bojownicy podziemia antykomunistycznego jak najbardziej mieszczą się w spektrum polskiego patriotyzmu. Nieugięcie wszak walczyli z sowieckim najeźdźcą i narzuconą przez niego władzą oraz systemem komunistycznym. Ich partyzancka leśna epopeja, przez swoje tło i charakter, jest zdecydowanie najpiękniejszą i najbardziej romantyczną w historii polskich insurekcji (czekając wciąż na swojego „Grottgera”, jakiego doczekała się epopeja Powstania Styczniowego, rozegrana w podobnie romantycznej i malowniczej stylistyce).

Tak jak jednak cała nasza tradycja powstańcza, tak również i partyzantka „wyklętych” znaczona jest epizodami zbrodniczymi, które w konfliktach zbrojnych po prostu się zdarzają. Zaprzeczanie im i wypieranie ich jest zakłamywaniem historii. Raczej winniśmy oddać sprawiedliwość np. oficerom zamordowanym przez powstańców listopadowych, szlachcicom których domostwa splądrowano w czasie Powstania Styczniowego, ofiarom PPS-owskiego terroryzmu z lat 1905-1907, ofiarom Zamachu Majowego, a także niewinnym ofiarom podziemia antykomunistycznego. Odpowiedzialna polityka historyczna winna też dokonać refleksji nad przyczynami tych zbrodni, by ich tragedia się już nie powtórzyła.

Odpowiedzialna polityka historyczna, takiej zaś nawet nie próbuje prowadzić IPN, powinna jednak dokonać krytycznej refleksji przede wszystkim samej tradycji insurekcyjnej, która okazała się fatalna dla naszego państwa i narodu. Patriotyzmowi i poświeceniu polskich konspiratorów, partyzantów i powstańców winni jesteśmy należyte uznanie i szacunek, ale nie powinno nas to powstrzymywać przed krytyczną oceną samej ich działalności. Bojownicy podziemia antykomunistycznego mieszczą się w polskiej tradycji patriotycznej, ale z pewnością nie mogą być wzorami polskiego patriotyzmu. I to nie tylko przez obciążenie ich działalności elementami moralnie kontrowersyjnymi, ale przede wszystkim przez polityczną kontrowersyjność samej tej działalności i jej break sensu strategicznego. Wzorami polskiego patriotyzmu powinni być realiści, jak choćby w okresie komunizmu Bolesław Piasecki.

Charakterystyczne zresztą, że te akurat polskie powstania które podbudowane były realistyczną refleksją o polityce i które w związku z tym przyniosły Polakom sukces, mianowicie powstania śląskie i powstanie wielkopolskie, w PiS-owskiej polityce historycznej są konsekwentnie marginalizowane i lekceważone. Podobnie jak konsekwentna, pelna oddania i poświecenia pokojowa praca pokoleń Polaków nad zorganizowaniem i strategicznym użyciem polskiej siły.

(R.L.)

4 komentarze

  1. Dlaczego – stalinowskiego, a nie leninowskiego??

  2. Kolejny przykład „patriotyzmu” partii Kaczyńskiego, brak słów na takich baranów. A co do naszej dziwnej, „mickiewiczowskiej” manii stawiania krwawych klęsk za wzór to, po mojemu, ma to w czyichś oczach przygotować Polaków moralnie na kolejne, ciężkie straty. Czemu komuna lubiła Mickiewicza: bo jego dzieła mogły usprawiedliwiać poświęcenie polskiego wojska w trzeciej wojnie światowej. Czemu USraelskie pionki lubią „wyklętych” – z tego samego powodu.

  3. Jakie tam chamstwo? Przecież to ich normalne zachowanie. Dla nich szczytem chamstwa jest niezgadzanie się z nimi

  4. ArisheKampfer

    Dobry tekst, zresztą jak prawie wszystkie Pana Ronalda Laseckiego
    Tak trzymać

Dodaj komentarz