Polska: Na kolanach przed USA?

W dniu 8. czerwca do Polski przybyli przedstawiciele amerykańskiego Departamentu Stanu Andrew Peek i Departamentu Skarbu Marshall S. Billingslea by naciskać na rząd w sprawie poparcia sankcji USA nałożonych na Iran po zerwaniu przez Waszyngton 8. maja porozumienia o wstrzymaniu irańskiego programu nuklearnego. USA przyznają, że chodzi o wycofanie się Iranu z produkcji rakiet balistycznych oraz wstrzymanie wsparcia Teheranu dla Syrii i Hezbollahu. W połączeniu z przeniesieniem ambasady USA w Izraelu do Jerozolimy 14. maja br. (co milcząco poparła Polska), każe to podejrzewać, że ukrytym mechanizmem za postępowaniem Białego Domu jest forsowanie interesów Izraela w regionie, co Donald Trump zapowiadał już w kampanii wyborczej. Naciski D. Trumpa na Polskę mają też na celu sparaliżowanie projektu wspólnej polityki zagranicznej UE która byłaby niezależna od Waszyngtonu. Wyłuskując Polskę z grona państw opowiadających się za utrzymaniem porozumienia z Iranem, Waszyngton dowodzi faktycznej bezsiły UE i potwierdza swoją kontrolę nad Europą.

Agresywna postawa Waszyngtonu odbiega od stanowiska społeczności międzynarodowej i samego Iranu, które obstają przy utrzymaniu porozumienia. Przeciwko wprowadzeniu sankcji przeciwko Teheranowi wypowiedziały się m.in. Chiny, Rosja, Niemcy, Francja i Wielka Brytania. Obawiają się one, że ewentualne przywrócenie sankcji skłoniłoby Iran do wznowienia programu nuklearnego i nakręciło regionalny wyścig zbrojeń z Arabią Saudyjską i Izraelem. W rzeczywistości, uzbrojenie się Iranu w broń atomową stałoby się jedyną pewną gwarancją bezpieczeństwa tego państwa i prawdopodobnie pozwoliło przyspieszyć zakończenie wojny w Syrii przez zablokowanie możliwości dokonywania agresji przeciwko temu państwu przez Izrael. Z drugiej strony, dostęp firm europejskich do rynku i surowców Iranu sprzyjałby zmniejszeniu jednostronnej zależności Europy od USA i ułatwił zacieśnienie ekonomicznych więzi z Chinami poprzez projekt Nowego Jedwabnego Szlaku (BRI), jedna z odnóg którego miałaby przebiegać między innymi właśnie przez Iran.

Polska znalazła się w położeniu falsyfikującym jej dotychczasową politykę atlantycką: UE stara się wymusić na Warszawie odpowiadające jej regulacje dotyczące organizacji naczelnych organów władzy w Polsce, gdy tymczasem USA stara się wymusić na Warszawie politykę historyczną odpowiadające fobiom amerykańskich Żydów i zarazem godzącą w dobre imię Polaków. Pole manewru Warszawy jest bardzo wąskie, gdyż w ubiegłych dekadach Polska stała się zależna w sferze bezpieczeństwa od Waszyngtonu, zaś w sferze gospodarczej od Brukseli. W warunkach skonfliktowania USA z jego zachodnioeuropejskimi wasalami, czego wyrazem stało się wycofanie 9. czerwca podpisu D. Trumpa spod wspólnej deklaracji kończącej szczyt G-7 w La Malbaie (Quebec), polska elita polityczna wpadła w panikę.

Bardziej prawdopodobne wydaje się jednak że atlantycki rząd PiS podporządkuje się żądaniom Waszyngtonu. Już z początkiem br. polskie banki na czele z państwowym BGK wstrzymały finansowanie inwestycji w Iranie. Następnie wstrzymały swoją działalność w tym kraju m.in. PGNiG, Orlen i Rafako. Polska zapowiedziała też że podejmie działania mające nie dopuścić do objęcia Iranu mandatem działania Europejskiego Banku Inwestycyjnego (EBI).

Zdaniem znanego ze skrajnego serwilizmu wobec Stanów Zjednoczonych polskiego ministra ds. europejskich Konrada Szymańskiego, interesy europejskich firm w Iranie powinny być chronione jedynie dopóty, dopóki nie koliduje to z interesami USA w tym kraju. W podobnym duchu wypowiadał się kolejny „ekspert” PiS i amerykański agent wpływu Marek A. Cichocki. Prezydent Andrzej Duda zapowiedział też przyjęcie listów uwierzytelniających od Georgette Mosbacher mianowanej na ambasadora USA w Polsce, pomimo że ta w debacie na forum Kongresu zapowiedziała ona wprost ingerencję w polski proces ustawodawczy w celu forsowania żądań żydowskich. Ustąpienie Żydom w sprawie ustawy o IPN zapowiedział z kolei podczas swojej wizyty w Izraelu w dniach 27-30 maja minister nauki Jarosław Gowin.

Z opisanego klinczu Polskę bardzo łatwo mógłby wyprowadzić rząd tożsamościowy: należałoby wyprowadzić Polskę z UE, jednostronnie znieść sankcje wobec Iranu jeszcze przed porozumieniem z lipca 2015 r. i odmówić uczestnictwa w kolejnych turach sankcji nakładanych przez USA i UE na Rosję począwszy od marca 2014 r. Należałoby również zabiegać o włączenie Polski w projekty Nord Stream 2 oraz BRI. Zabezpieczenie dostaw rosyjskich i irańskich nośników energii zapewniałoby energetyczne zaplecze polskiej gospodarce. Z kolei dostęp do rynków rosyjskiego (m.in. produkty rolne) i irańskiego (m.in. motoryzacja) pomogłyby utrzymać wytwórczy charakter polskiej gospodarki. Wykorzystanie tranzytowego położenia naszego kraju na szlakach przesyłowych Wschód-Zachód pozwoliłoby z kolei czerpać strategiczne i finansowe korzyści ze znaczenia Polski dla handlu Chiny-Unia Europejska i Rosja-Unia Europejska.

(oprac. R.L.)

Jeden komentarz

  1. Marcin Zbrojnik

    Iran poradzi sobie bez UE bo w ich miejsce już wejdą Chiny i Rosja . A UE bez Rosji i Chin oraz Indii sobie nie poradzi 🙂 Chiny I Rosja i tak będą przesyłać technologie z UE do Iranu jako argument podając deklarację Iranu utrzymania JCPOA . Teoretycznie UE może ukarać Chiny za współpracę z Iranem zrywając kontrakty gospodarcze . Pytanie tylko kto lepiej na tym wyjdzie . . A Polska jest między młotem a kowadłem . Z jednej strony musi przestrzegać prawa UE a z 2 chce być sojusznikiem USA ….

Dodaj komentarz