Singapur: Spotkanie Kim Dzong Una z Donaldem Trumpem

Planowane od miesięcy spotkanie przywódcy Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej Kim Dzong Una z prezydentem Stanów Zjednoczonych Donaldem Trumpem odbyło się w Singapurze i zakończyło się podpisaniem wspólnej deklaracji. Obydwaj liderzy przybyli do Singapuru już w niedzielę i odbyli osobne spotkania z premierem tego kraju Lee Hsien Loongiem (synem Lee Kuan Yewa). Przed rozpoczęciem szczytu Kim i Trump mieli okazję porozmawiać na osobności przez ok. 50 minut. W deklaracji Kim Dzong Un zobowiązał się do starań o rychłą denuklearyzację Półwyspu Koreańskiego, a Donald Trump udzielił KRLD gwarancji bezpieczeństwa (co interpretować można jako zapewnienie od wstrzymania się od agresji na to państwo). Na czas negocjacji USA i KRLD zaprzestano wspólnych manewrów wojsk południowokoreańskich i amerykańskich, których rozpoczęcie o mało nie doprowadziło do anulowania decyzji o spotkaniu. W konferencji prasowej po spotkaniu Trump wyraził zadowolenie z przebiegu rozmów i chwalił przywódcę KRLD za odważny krok w kierunku „świetlanej przyszłości”.

Eksperci i komentatorzy rozmaicie oceniają zakończony dzisiaj szczyt. Niektóre media porównują spotkanie Trumpa i Kima do historycznej wizyty Richarda Nixona u Mao Zedonga z 1972 r. i liczą na podobne odprężenie w stosunkach USA i KRLD. Inni, jak np. Nicolas Levi, twierdzą, że to taktyczna zagrywka Kima, który nie zamierza rezygnować z broni atomowej, ale potrzebuje legitymizacji na arenie międzynarodowej i ograniczenia sankcji – stąd ma wynikać zapoczątkowana w tym roku północnokoreańska ofensywa dyplomatyczna. Niektórzy wyrażają też obawy, że zbliżenie z USA może osłabić antyimperialistyczne stanowisko Pjongjangu. Inni podkreślają, że szczyt oznacza wzrost znaczenia KRLD w polityce światowej, wynikający z niezależnych od zewnętrznych ośrodków prób poprawienia relacji z Koreą Południową, których symbolicznym aktem było uściśnięcie sobie dłoni przywódcy KRLD Kim Dzong Una i prezydenta RK Mun Dze Ina.

(na podst. PAP/gazateprawna.pl/polska-azja.pl/thediplomat.com oprac. M.G.)

Jeden komentarz

  1. to i tak tylko spotkanie wilka i zająca, ani wilk nie zmienił swojej istoty bycia ani zając swoich środków zapobiegawczych, gdyby Husajn i Kadafi posiadali argumenty Kima żyliby do dziś, gdy Kim straci środki bezpieczeństwa, podzieli los Husajna i Kadafiego. Dla ameryki najważniejsze jest że ziarno zostało rzucone, teraz jest czas wyczekiwania co z tego wyrośnie.

Dodaj komentarz