Ronald Lasecki: Cywilizacja łacińska – wariant orientalny

W autodeklaracjach ideowych polskich środowisk konserwatywnych bardzo często pojawia się odwołanie do cywilizacji łacińskiej. Rozumie się ją bardzo często przez pryzmat kontrowersyjnej i krytykowanej teorii cywilizacji Feliksa Konecznego. Postrzegana jest więc jako niezróżnicowany wewnętrznie i niezmienny w czasie monolit. Jej krynicą i najważniejszym ośrodkiem miałby być Rzym i katolickie kraje Śródziemnomorza. Kultura polska miałaby być jedynie ich echem i regionalnym odbiciem.

Perspektywa taka wydaje się zanadto upraszczać bardziej złożoną problematykę morfologii cywilizacji łacińskiej i cywilizacyjnej tożsamości naszego między innymi kraju. Konieczne jest rozleglejsze naświetlenie tej problematyki i dopełniające wyjaśnienia, które przedstawimy w niniejszym eseju.

Powstanie i rozszerzanie cywilizacji łacińskiej

Cywilizacja łacińska była jedną z cywilizacji powstałych na kontynencie europejskim. Historycznie wyrosła ona ze schyłkowej cywilizacji antycznego Rzymu, wraz z jej wszystkimi ówczesnymi orientalnymi naleciałościami duchowymi – włącznie z narodzonym wśród żydów chrześcijaństwem. W swoim okresie formacyjnym IV-IX w. zintegrowała również wiele kulturowych elementów germańskich, celtyckich i gnostyckich jak rycerstwo, pojęcie honoru, swoistą sakralizację kobiety etc.

W kolejnych wiekach cywilizacja łacińska promieniowała na północ i wschód obejmując niemal całą Europę. Począwszy od XV w. zaszczepiana była przez korony portugalską, hiszpańską i francuską w zachodniej hemisferze, oraz w Afryce, Azji i na Pacyfiku. W wiekach XIV-XVI trwały też próby rozszerzenia jej na wschodnią i południowo-wschodnią część Europy przez Niemców, Szwedów i Polaków. W wiekach XVII i XVIII Niemcy austriaccy skutecznie rozszerzyli jej wpływ w basenie Dunaju.

Kryzys cywilizacji łacińskiej

Zarazem, od XIV w. datuje się wieloaspektowy kryzys cywilizacji łacińskiej w większości krajów zachodniej i w niektórych krajach środkowej Europy. Pojawiają się trudności gospodarcze i niepokoje społeczne. Kryzys osiąga swoje apogeum w próbie reformy Kościoła podjętej przez Marcina Lutra. Założenia reformy są błędne, impulsywna osobowość reformatora dodatkowo komplikuje zaś kwestię zażegnania zapoczątkowanego przez niego sporu. Ostatecznie od rzymskiego Kościoła odpadają całe połacie Europy północnej, w których tradycyjna kultura i tradycyjne społeczeństwa ulegają rozpadowi, kraje te zaś wkraczają w nowoczesność.

Kościół rzymskokatolicki reaguje na protestantyzm własną reformą na Soborze Trydenckim w latach 1545-1563. Sprowadza się ona do przejścia przez Kościół od cywilizacji tradycyjnej do cywilizacji nowożytnej. Uwypukleniu ulegają antropocentryczne treści doktryny chrześcijańskiej, takie jak zaufanie do rozumu ludzkiego i znaczenie jednostki ludzkiej. Pozostaje to jednak w stosunku niekonfrontacyjnym wobec myślenia tradycyjnego – rozum ma być wszak oświecany światłem wiary, zaś jednostka nawiązać osobisty kontakt z Bogiem w ramach „devotio moderna”.

Zachodnia nowożytność i nowoczesność

To bardzo ważne, by rozróżnić w tym miejscu nowożytność i nowoczesność. Nowożytność to paradygmat antropocentryczny (humanistyczny). Jest on odmienny od tradycyjnego paradygmatu teocentrycznego, jednak otwarcie go nie atakuje. Epoka nowożytna to koegzystencja paradygmatów tradycyjnego (teocentrycznego) i nowożytnego (antropocentrycznego).

Zmiana jakościowa przychodzi wraz z nowoczesnością. Nowoczesność nie tworzy własnego paradygmatu, odrębnego od paradygmatu nowożytnego. Nowoczesność zachowuje jako swój paradygmat nowożytny antropocentryzm. Różnica polega na tym, że w ramach nowoczesności odbiera się paradygmatowi tradycyjnemu prawo do istnienia. Nowoczesność rozpoczyna planową ideową i fizyczną eksterminację społeczeństwa tradycyjnego.

By zilustrować tę tezę przykładami, tacy przedstawiciele nowożytności jak Kopernik, Newton, Kepler, Galileusz, czy Hobbes rozpoczynali zazwyczaj swe dzieła przynajmniej tytularnymi inwokacjami do Boga i pochwałami panujących. Już jednak filozofowie nowocześni jak Condorcet, Diderot, Wolter i inni, otwarcie atakowali religię i urządzenia społeczeństwa tradycyjnego, nie cofając się niekiedy nawet przed krytyką monarchii. Symbolicznie markująca początek nowoczesności rewolucja we Francji 1789 r. rozpoczęła zaś fizyczną likwidację społeczeństw i instytucji tradycyjnych.

Trzy warianty cywilizacji łacińskiej

Wracając tymczasem do przestrzennego zasięgu cywilizacji łacińskiej, to z burzliwych wieków XVI-XVII wyszła ona przestrzennie okrojona i terytorialnie niejednolita, co nie pozostało bez wpływu na jej dalsze dzieje i morfologię. W krajach zamieszkanych przez ludy germańskie w północnej Europie i północnej Ameryce zwyciężyła bowiem protestancka nowoczesność. Cywilizacja łacińska przetrwała natomiast w śródziemnomorskich krajach europejskich, w krajach Europy środkowej, oraz w koloniach państw hiszpańskich w Ameryce i na Filipinach, a także w dawnych koloniach Francji na zachodniej półkuli.

Kraje te były od siebie geograficznie oddzielone i cywilizacja łacińska rozwijała się tam w znacząco odmiennych warunkach, nabierając w każdym z tych regionów nieco odmiennego charakteru. Możemy w związku z tym wyróżnić trzy odmiany cywilizacji łacińskiej:

1. Odmianę euroromańską. Geograficznie obejmowała ona kraje hiszpańskie, włoskie, belgijskie, zachodnie i południowe kraje szwajcarskie, oraz Francję;

2. Odmianę środkowoeuropejską. Promieniowała ona na kraje w różnych okresach objęte polskim i austriackim wpływem politycznym, ślady jej silniejszego lub słabszego oddziaływania dostrzegalne są w granicach dawnych środkowoeuropejskich władztw Jagiellonów i Habsburgów;

3. Odmianę latynoamerykańską. Ukształtowała ona cywilizacyjne oblicze Ameryki Łacińskiej, tak więc krajów amerykańskich, w których językiem oficjalnym lub używanym przez większość mieszkańców jest język hiszpański, portugalski lub francuski.

Ważne jest przy tym zaznaczenie, że każdy ze wskazanych wariantów cywilizacji łacińskiej posiadał swoją specyfikę, wyraźnie odróżniającą go od pozostałych, choć oczywiście elementy wspólne przeważały nad różnicującymi. I tak na przykład, w krajach śródziemnomorskiej wersji cywilizacji łacińskiej etniczny nacjonalizm jest nieporównanie silniejszy niż w krajach latynoamerykańskich. Bliskowschodnią ludność napływową jak Żydzi, Arabowie i Berberowie wyganiano z Hiszpanii, Francji i Włoch. Podobne etnocentryczne tendencje występują jedynie efemerycznie w Ameryce Łacińskiej, gdzie to ludność europejska była ludnością napływową.

U progu cywilizacji sarmackiej

Nas jednak bardziej w tym miejscu interesuje przypadek orientalnego wariantu cywilizacji łacińskiej, w którym mieści się również Polska. Specyfika w środkowej Europie przede wszystkim Rzeczypospolitej Obojga Narodów sprowadzała się w istocie do bycia akceleratorem tendencji prowadzących do wytworzenia osobnej cywilizacji „sarmackiej”. Stopić by się w niej miały chrześcijańska matryca religijna i stepowa matryca cywilizacyjna.

Cywilizacja sarmacka była by więc chrześcijańską cywilizacją stepową, choć bynajmniej nie cywilizacją koczowniczą, lecz osiadłą i rolniczą. Takim dośrodkowym i zarazem autonomizującym wobec ośrodków zewnętrznych wpływom podlegało w Rzeczypospolitej prawosławie (abp. Mohyła, Akademia Kijowska), islam (litewscy Tatarzy), a nawet miejscowy judaizm i osiedleńcy germańscy, oraz zwasalizowane kraje niemieckie (Prusy, Kurlandia).

Katolicyzm w Polsce również nabrał słowiańskiej specyfiki: polscy katolicy prowadzili w krajach pogańskich akcje misyjne, a nie wojny. Litwa nie spłynęła krwią niewiernych, jak nawracane ogniem i mieczem kraje germańskie, a później kraje Słowian połabskich i Prusów. W tym wczesnym okresie Polacy nie prowadzili też wojen przeciw prawosławnym, jak Niemcy i Szwedzi. Do czasu przeniknięcia na nasze ziemie nowożytności, nie mieliśmy na sumieniu niczego na podobieństwo splądrowania Konstantynopola w 1204 r.

Upadek polskiego sarmatyzmu

Słabością polskiego sarmatyzmu, który zadecydował o jego ostatecznej porażce, był fakt, iż nie został on nigdy jasno skonceptualizowany. Zabrakło jasno wyłożonej idei cywilizacji sarmackiej, w której elementy zaczerpnięte z zachodniej cywilizacji łacińskiej zostałyby przetworzone i zlały się z innymi, miejscowymi treściami. Dlatego Rzeczypospolita okazała się bezbronna wobec agresywnej ekspansji zachodniej protestanckiej nowoczesności i katolickiej nowożytności, które walcząc ze sobą nawzajem o wpływy w niej, uniemożliwiły uformowanie osobnej sarmackiej cywilizacji stepowej i ostatecznie przyprowadziły państwo do upadku i zniknięcia z mapy politycznej Europy.

Zaczęło się od rozlania się w zachodnich i północnych krajach Rzeczypospolitej idei Reformacji i protestantyzmu. Rzadko zwraca się na ten fakt uwagę, ale idee polskiej Reformacji wywarły fatalny, rozkładowy wpływ na ustrój Rzeczypospolitej, wzmacniając w nim treści republikańskie, parlamentarne, obywatelskie, czy wręcz indywidualistyczne. Dziś nasz kraj jest kolonią Stanów Zjednoczonych AP, obowiązującym standardem ustrojowym i ideologicznym jest wobec tego demoliberalizm. W tej sytuacji nie formułuje się krytyki idei polskich protestantów, gdyż de facto prefigurowały one obecnie obowiązujące ustrój i ideologię. Gdy jednak staniemy na gruncie paradygmatu tradycyjnego, zasadność takiej krytyki stanie się oczywista.

Odpowiedzią na groźbę odpadnięcia Rzeczypospolitej od Kościoła rzymskiego była głęboka Jego polityczna ingerencja za pośrednictwem zakonu jezuitów w wewnętrzne sprawy państwa i finalne przeorientowanie Rzeczypospolitej w instrument polityki wschodniej papiestwa. Szeroko pisze o tym Henryk Litwin w swojej doskonałej pracy „Chwała północy”. Była to polityka jednostronnej latynizacji, okcydentalizacji i katolicyzacji prowadzona w formalistycznym i racjonalistycznym duchu nowożytnym, wobec kraju orientalnego i w dużej mierze tradycyjnego. Fatalną treść tej polityki symbolizują trzy nazwiska: Skarga, Kuncewicz i Bobola.

Nie umiejąca się samozdefiniować sarmacka cywilizacja Rzeczypospolitej była więc skazana na porażkę. Mogła paść ofiarą albo protestanckiej nowoczesności, albo katolickiej nowożytności. I jedna, i druga były nurtami zachodnimi, zatem zwycięstwo którejkolwiek z nich oznaczało przeformatowanie polskiej ideomatrycy na zachodnią. Koszty były straszliwe, bowiem oznaczały cywilizacyjne i terytorialne rozerwanie sarmackiej Rzeczypospolitej. Nowożytny model scentralizowanego i zbiurokratyzowanego katolicyzmu narzucić można było przemocą w Ameryce Południowej czy we Francji, w Rzeczypospolitej układ sił wyglądał jednak zupełnie inaczej i „zabiegi” takie doprowadziły do „śmierci pacjenta”.

Cywilizacja łacińska wobec postmodernizmu

Wykonajmy teraz duży skok historyczny z XVII w początek XXI wieku. Łacińskie kraje Śródziemnomorza i Ameryki weszły w nowoczesność w pierwszej połowie XIX w. Nie wciągnął ich w nią jednak Kościół katolicki, lecz antykościelne m.in. rewolucje polityczne zapoczątkowane tą we Francji w 1789 r. Innymi słowy, kraje i ludy katolickie zostały wyrwane Kościołowi. Sama rzymskokatolicka korporacja kapłańska pozostała przy nowożytnym paradygmacie „trydenckim” aż do II Soboru Watykańskiego w latach 1962-1965. Sobór nie oznaczał jednak przejścia katolickiego kleru od nowożytności do nowoczesności, lecz przejście od nowożytności do postmodernizmu.

Osunięcie się przez rzymskokatolicką hierarchię w postmodernizm te same procesy uruchomiło w nowoczesnych już od XIX w. społeczeństwach łacińskich w Śródziemnomorzu i Ameryce. Postmodernizm tworzy paradygmat odrębny od nowożytnego paradygmatu antropocentrycznego: jest to paradygmat totalnej subiektywizacji i indywidualizacji. Nowoczesność niszczyła obiektywny paradygmat tradycyjny, narzucając w jego miejsce obiektywny paradygmat nowoczesny. Postmodernizm zwraca się przeciwko samej idei obiektywnego paradygmatu.

Kościół wolny od nowoczesności

Zaistniała sytuacja rodzi zarówno szanse, jak i zagrożenia. Te pierwsze polegają na tym, że katolicyzm, niejako „przeskakując” przez nowoczesność, uchyla się od niebezpieczeństwa splamienia się szowinizmem wobec społeczeństwa tradycyjnego. Zwróćmy uwagę na różnice w efektach kolonizacji iberyjskiej i francuskiej oraz kolonizacji anglosaskiej: w krajach Ameryki Łacińskiej, pomimo wszystkich dokonanych tam przez kolonizatorów zbrodni, przetrwała spora część ludów autochtonicznych, które w Ameryce anglosaskiej zostały niemal doszczętnie wyniszczone.

Amerykański tradycjonalista Carlos Albert Disandro na tym czynniku między innymi budował rozróżnienie pomiędzy América hispánica romanizada a cywilizacyjnie peryferyjną América británica. Pierwsza była cywilizacją zbudowaną na paradygmacie nowożytnym, nie atakowała zatem wprost tradycyjnych społeczeństw indiańskich, lecz dokonywała ich inkluzji. Druga była formą protestanckiej nowoczesności i jako taka, społeczeństwom nienowoczesnym odbierała prawo do istnienia, dokonując ich etnocydu, lub wręcz często ludobójstwa.

Katolicyzm nigdy zatem nie został spleciony z szowinistycznym i zbrodniczym paradygmatem nowoczesnym. Kościół rzymskokatolicki zawsze zachowywał co najmniej dystans wobec szowinistycznych nurtów nacjonalizmu, wobec nowoczesnego zmechanizowanego totalitaryzmu, wobec ekonomizmu i scjentyzmu, które doszczętnie pochłonęły i podporządkowały sobie protestanckie odłamy chrześcijaństwa.

W odróżnieniu od protestantów, kapłani katoliccy sprzeciwiali się szowinistycznemu stosunkowi wobec ludów archaicznych już od relatywnie wczesnego uświadomienia sobie istnienia tego problemu, zapobiegając kolonialnemu ludobójstwu na rdzennej ludności Ameryki Południowej i Środkowej (w przypadku Karaibów, reakcja przyszła za późno i ludy Tainów oraz Arawaków zostały wymordowane przez Hiszpanów, zanim Kościół zdołał im pomóc).

Kościół zniszczony przez postmodernizm

Zagrożenie związane z postmodernizmem polega natomiast na zupełnym rozkładzie i co za tym idzie śmierci zarówno samego katolicyzmu, jak i opartej na nim cywilizacji łacińskiej. Liberalizacja kleru katolickiego po II Soborze Watykańskim zniosła ostatni punkt oparcia dla wcześniej już politycznie owładniętych przez demoliberalizm państw łacińskich. Zupełnej zagładzie uległ śródziemnomorski wariant tej cywilizacji. Kryzys imigracyjny roku 2017 był już tylko smutnym memento zachodniej Europy. Na zamieszki imigranckie we Francji w listopadzie 2005 r. tamtejsze władze i społeczeństwo zareagowały jeszcze większą otwartością na imigrantów i tłumieniem efemerycznych odruchów samoobronnych.

Nie lepiej przedstawia się sytuacja w Ameryce. Jeszcze w XVIII w. od Ameryki Łacińskiej oderwano Quebec. W XIX w. Florydę, Missisipi i ponad połowę Meksyku, na południu zaś Malwiny. Pod okupacją USA, w pierwszej połowie XX w. łaciński charakter przestały mieć Filipiny. Obecnie odsetek protestantów w krajach Ameryki Środkowej, w Brazylii, czy w Wenezueli sięga jednej trzeciej, niekiedy zaś nawet 40% mieszkańców. Targana ciągłymi konwulsjami politycznymi i gospodarczymi oraz dręczona jankeskim uciskiem i wyzyskiem, Ameryka Łacińska powoli zatraca swój łaciński charakter cywilizacyjny.

Polonia semper fidelis na gruzach cywilizacji łacińskiej

Wydaje się, że w dogodniejszym położeniu znajduje się katolicyzm w krajach środkowoeuropejskich. Położenie we wschodniej części Europy opóźniło wejście krajów naszego regionu w nowoczesność. Na ziemie polskie nowoczesność w jej wersji kapitalistycznej dotarła w gruncie rzeczy dopiero w ostatniej ćwierci XIX w. Dogłębnej modernizacji Rosji w latach 20. i 30. XX w. dokonali dopiero bolszewicy, niszcząc w tym kraju społeczeństwa tradycyjne i zastępując je komunistycznym społeczeństwem nowoczesnym. Radziecki najazd i półwieczna niewola komunistyczna, niczym walec zrównały z ziemią cywilizację łacińską w Polsce, odizolowały jednak zarazem nasz kraj i inne kraje Europy środkowej i wschodniej od demoliberalnego Zachodu, chroniąc nas przed tamtejszym postmodernistycznym nihilizmem.

W niektórych krajach naszego regionu takich jak Polska, Litwa, Słowacja, Austria, Bawaria, katolicyzm zachował się zatem w dość dobrym stanie. Problemem jest, że zachował się w postaci nowożytnej, nie zaś tradycyjnej. Poza tym, od czasu II Soboru Watykańskiego, a szczególnie od upadku komunizmu i ostatecznego przekształcenia Polski w kolonię USA w pierwszym dziesięcioleciu XXI wieku, zarówno nasz kraj, jak i cały region podlegają coraz silniejszym i wywieranym wieloma kanałami naciskom zachodnim, zmierzającym do narzucenia nam postmodernistycznego nihilizmu.

Łacińskość słowiańska

Dobrą odpowiedzią na to wyzwanie dziejowe byłoby tym razem świadome obranie przez Polaków kierunku na zbudowanie środkowoeuropejskiej katolickiej cywilizacji łacińskiej. Nie polegałoby to na niechby nawet wybiórczym przenoszeniu i ożywianiu instytucji upadłej już w międzyczasie łacińskiej cywilizacji Śródziemnomorza. Ludy śródziemnomorskie to ludy romańskie. Polacy są ludem zachodniosłowiańskim. Nie powinniśmy nigdy degradować się do roli „przedmurza” lub „zbrojnego ramienia” tych pierwszych. W nadchodzących latach Polska będzie najważniejszym ośrodkiem katolicyzmu w Europie. Wobec upadku romańskiego Zachodu, powinna też wytworzyć własny, słowiański wariant kultury łacińskiej.

Skoro nie mielibyśmy być „przedmurzem” ani „zbrojnym ramieniem” Zachodu przeciwko Wschodowi, to tym samym otwierają się nam drzwi do porozumienia z konserwatywnymi ośrodkami niekatolickimi. W dzisiejszej sytuacji, dla zachowania naszej katolickiej tożsamości, zabezpieczyć się musimy przed zachodnim globalizmem, demoliberalizmem i postmodernizmem. Musimy zatem szukać porozumienia i pleść sieć sojuszy z innymi ośrodkami siły o podobnych celach: mogą to być katolicko-kalwińskie Węgry, prawosławne Rosja i Białoruś, katolicka Bawaria i Chorwacja, oraz muzułmańska Turcja. Są to wszystko kontrhegemoniczne ośrodki siły, których wzmacnianie w ich tradycyjnej tożsamości i kontrhegemonicznej orientacji leży w naszym interesie.

Cywilizacja łacińska w Eurazji

W sytuacji upadku cywilizacji w zachodniej części Europy, rolą wschodniej części Kontynentu będzie zachowanie dziedzictwa cywilizacji europejskiej. W nowym układzie geopolitycznym Wschód to także my. Jesteśmy Wschodem, gdyż odrzucamy postmodernizm. Każdy, kto przyjmuje demoliberalizm, kapitalizm i postmodernizm, to dziś zwolennik cywilizacji zachodniej. Każdy, kto w Europie je odrzuca, przechodzi do kategorii europejskiego Wschodu.

Cywilizacja łacińska w krajach śródziemnomorsko-romańskich przestała istnieć. W obliczu rozkładu rzymskiego i iberyjskiego punktu odniesienia, Ameryka Łacińska stoi w obliczu przeformatowania swej tożsamości. Prawdopodobne jest przejście co najmniej Karaibów i Ameryki Środkowej ku protestanckiej cywilizacji anglosaskiej, zaś krajów takich jak Peru, Boliwia, czy Paragwaj ku nowej, synkretycznej cywilizacji amerykańskiej, w której najsilniejsze będą rodzime akcenty indiańskie.

Katolicyzm i elementy dziedzictwa łacińskiego mogą zachować się w Polsce i kilku innych krajach Europy środkowej. Region ten nie uniknie jednak postmodernistycznej westernizacji, jeśli nie wypracuje idei własnej odrębności cywilizacyjnej i ideowej autonomii wobec zdegenerowanego rzymskiego centrum katolicyzmu. Katolicyzm i łacińskość nie mogą być w Polsce rzymskim importem ani przedłużeniem Rzymu. Muszą nabrać miejscowej, słowiańskiej treści oraz harmonijnie wkomponować się we wschodnioeuropejski i eurazjatycki krajobraz cywilizacyjny.

Dziś to my jesteśmy prawdziwymi katolikami. Cywilizacja katolicka upadła w Europie śródziemnomorskiej, przetrwała zaś w zachodniej Słowiańszczyźnie, która mogłaby zostać zrekonstruowana jako katolickie kraje i społeczeństwa tradycyjne. Być może nawet, tak jak w przeszłości faktyczne centrum prawosławia przeniosło się z Konstantynopola do Moskwy, tak w przyszłości faktyczne centrum katolicyzmu przeniesie się z Rzymu np. do Częstochowy. Skoro mieliśmy „polskiego papieża”, dlaczego papieże nie mieliby się kiedyś przenieść do Polski i nie mielibyśmy mieć „papieża w Polsce”?

Nie byłby to już przy tym „trydencki” katolicyzm nowożytny z jego formalizmem, biurokratyzmem, racjonalizmem, doktrynerstwem i juryzmem. Paradygmat nowożytny w Kościele upadł na II Soborze Watykańskim. Powrót do niego nie byłby ani możliwy, ani nie jest pożądany. Odbudowując cywilizację katolicką w Polsce, powinniśmy sięgnąć do bardziej tradycyjnych i archaicznych elementów katolicyzmu. Z naszym kultem maryjnym i kultem naszych miejscowych świętych mamy w tym zadanie wielce ułatwione.

Nasza tożsamość jest więc katolicka i łacińska, w tym sensie że czerpiemy z dziedzictwa orientalnego wariantu cywilizacji łacińskiej. Naszym powołaniem jest przeniesienie katolicyzmu i dziedzictwa cywilizacji łacińskiej w nowy ład geopolityczny, który ukształtuje się w Eurazji wokół Nowego Jedwabnego Szlaku. Chiny proponują współpracę Rosji i państwom azjatyckim, oraz – w formacie 16+1 – także Europie Środkowej. Na I Forum Pasa i Szlaku w maju 2017 r. przewodniczący Xi Jinping, obok unii eurazjatyckiej wymienił m.in. „bursztynowy szlak” przechodzący niegdyś przez ziemie polskie. Naszym przeznaczeniem jest zatem geopolityczny zwrot na Wschód, ale – jak powiedziałby Stanisław Brzozowski – „ani momentu nie wolno nam uronić”, czyli musimy wejść w projekt eurazjatycki, ale z całym naszym kulturowym bagażem.

Ronald Lasecki

11 komentarzy

  1. Barbara Chojnacka

    Idealna Idea!!!!! już proszę Pana Boga o Błogosławieństwo i Pomoc
    ten artykuł wskrzesił mnie

  2. Bardzo przenikliwy tekst. Racjonalne postulaty. Trzeba wspomnieć, że wielkiego zamętu dokonał w naszej rzeczywistości polityczno-kulturowej Zygmunt III Waza. Stworzył ogromna strefę konfliktu poprzez wprowadzenie tzw. unii brzeskiej (w rzeczywistości odnowienie Unii Florenckiej), co do dzis ma wpływ na nasze stosunki z Ukraina i Rosją. Jezuicki katolicyzm odegrał negatywna role w kontaktach z prawosławiem. Ponadto sytuacja kulturowa na Litwie,gdzie była przewaga kulturowa i terytorialna prawosławnej Rusi, była zbyt skomplikowana, by w dobie reformacji Królestwo Polskie mogło doprowadzić do skutecznej integracji. (Patrz „Kultura i eschatologia” Kraków 2007). Konwersja kulturowa na Rusi zachodniej, polityka Austrii doprowadziły do skonfliktowania tej części Rusi z Rosją a także do powstania konfrontacyjnej przestrzeni miedzy Polską a Rosją. Sam ten obszar nie posiada przejrzystej tożsamości. My niestety też, w dużej mierze, ja utraciliśmy. Charakterystyczne, że nasze powstania i udział w polityce europejskiej w XIX wieku dyktowane były przez partykularne interesy magnatów i szlachty litewskiej. Teraz z kolei jesteśmy rzecznikami interesów nie tylko USA, ale także Ukrainy.

  3. Piger Henricus

    …Obecna inwazja nachodźców jest jedynie paroksyzmem procesu trwającego od paru co najmniej dekad i który jak wiele wskazuje będzie narastał niezależnie od takiej lub innej polityki migracyjnej poszczególnych państw UE, a za zmianami demograficznymi nieuchronnie idą cywilizacyjne i kulturowe, wreszcie polityczne. W tej sytuacji bawienie się w jakoweś ”przedmurza” gdy wróg nie tyle stoi u bram co już dawno zajął całe dzielnice miasta i to ku aprobacie władz tegoż jest idiotyzmem, ”festung Europa” nie ma sensu tym bardziej iż nie wiadomo nawet czego specjalnie tu bronić, gdy ”cywilizację białego człowieka” trzymając się już nieszczęsnej anglosaskiej kalki językowej, zniszczyli sami biali ludzie obracając ją w perzynę z której pozostały tylko jakieś żałosne ”wartości europejskie” – kto będzie umierał za parlament unijny ?! My sami jesteśmy właśnie w przededniu głębokich zmian, które przeorzą dogłębnie Polskę, w momencie zwrotnym naszej historii, jestem przekonany, że już w ciągu najbliższej dekady a dwóch-trzech na pewno nasz kraj wskutek tego nie pozna sam siebie. Dobrą reakcją będzie tak na początek uświadomienie sobie własnej pozycji, iż jesteśmy Europejczykami wprawdzie ale Wschodnimi [ ”Europa środkowa” czyli ”Mitteleuropa” to wymysł Niemców ], a więc orientalnymi poniekąd i nie ma w tym nic z jakowejś ”gorszości” jak nam dotąd wmawiano, owszem region ma swoją unikalną specyfikę, którą jego mieszkańcy powinni docenić i starać się ze wszystkich sił wykorzystać. Należy także zaorać bezlitośnie kocopoły Konecznego pleniące się niestety na polskiej prawicy, a odwołanie się do ”sarmatyzmu” jako fuzji pierwiastków łacińskich z orientalnymi doskonale się do tego nadaje.

    • „Kto będzie umierał za parlament europejski”, za europarlament nikt z nacjonalistów nie będzie umierał, ale wspieranie braci Flamandów, wśród których wielu ma jeszcze normalne poglądy (przejawia się to większym poparciem dla nacjonalizmu niż w Polsce) już każdy nacjonalista będzie miał wśród priorytetów. Ja mam gdzieś instytucje i system panujący w Europie, zawsze będę czuł braterstwo z innymi Europejczykami (nie władzami, tylko LUDŹMI – narodami!). To, czy Polska to mitteleuropa, czy osteuropa to współcześnie jest detal nie mający znaczenia, globalizacja dotyka również przestrzeni geopolitycznych i ich granice się zacierają, taka Polska, czy Ukraina mają gorsze relacje z Rosją niż Niemcy, Włochy z ich aktualnym rządem, czy nawet Francja, tak więc teorie Dugina nie mają w tej kwestii zastosowania (zresztą mnie się wydaje, że duginowska Eurazja ma zawierać w sobie całą Europę). Co do sarmatyzmu, ta idea jest w polskim nacjonalizmie/tożsamości mocno wyświechtana, dla niektórych służy do zaprzeczenia więzi z Europą, a zapomina się o tym, że wcześniej istniała równie silna „tożsamość” (o ile można mówić w tych czasach o tożsamości), a nawet silniejsza wandalska, czyli „wandalizm” (lepszym określeniem będzie „wandalyzm”, bo nie kojarzy się źle) – uważano, że Polacy pochodzą od Wandalów (wzmacniały to też legendy, jak ta o Wandzie – w tych legendach zwraca się uwagę na zbieżność nazw), nawet oficjalnie Polska była nazywana Wandalią, a król polski królem Wandalów (chyba, że panował okres księcia, to wtedy był książę), wiele słów w języku polskim brzmiących swojsko ma pochodzenie od Gotów i Wandalów. W ostateczności sarmatyzm nie jest sprzeczny nawet z Europą i to w tym zachodnim/łacińskim wydaniu, plemiona Scytów/Sarmatów osiedlały się również i w zachodniej Europie, wspomnieć tu należy o Alanach osiadłych w Hiszpanii, którzy mają pewien wpływ na etnogenezę mieszkańców Półwyspu Iberyjskiego, sama nazwa Katalonia często jest uważana za zbitkę językową Goth-Alania, czyli kraina Gotów i Alanów. W ostateczności ja jako Polak-Słowianin-Aryjczyk, czyli Europejczyk (Ariowie to Europejczycy + Indo-Irańczycy, Ormianie, a dla mnie nawet można rozciągnąć na całą rdzenną ludność Kaukazu) za przodków uznaję i (i się z nimi utożsamiam) oprócz Słowian – Gotów, Wandalów, Scytów, Sarmatów (Alanów – zwlaszcza Roksolanów) i w mniejszym stopniu inne plemiona germańskie i scytosarmackie

      • Piger Henricus

        Zgoda, ale w jakiej mierze flamandzcy narodowcy reprezentują ogół tej społeczności i czy w ogóle zdolni są do jakiejkolwiek współpracy z takimi Walonami, co jawi się jako oksymoron, o reszcie europejskich nacji już nie wspominając ? I czy są w stanie przejąć europejskie instytucje lub stworzyć własny alternatywny wobec unijnego porządek polityczny ? Daj Boże aby tak się stało, ale moim zdaniem te konieczne skądinąd działania będą mieć charakter reaktywny co najwyżej, powstrzymujący rozkład a nie dadzą nowego ”kopa” obumarłej niemalże post-cywilizacji. Dlatego piszę o ”neosarmatyzmie” nie jako kierunku archaizującym a współczesnym, czymś na wzór ”rewolucyjnych konserwatystów” niemieckich lat 20-ych, pogłębione studia nad ”sarmatyzmem” szlacheckim nie mają służyć groteskowemu muzealnictwu historycznemu, którym trudnią się jakieś dziwne towarzystwa i ”świeckie zakony” dorabiające ubekom ”herby”, tylko stworzeniu nowej formuły cywilizacyjnej na obecne czasy, która sprosta wyzwaniom jakie niesie nasza epoka, to kwestia egzystencjalna, sądzę wymóg wręcz naszego przetrwania jako narodu. Dlatego pisze o tym jako ”euro-azjatyzmie” i połączeniu pierwiastków łacińskich z orientalnymi wbrew temu co bredził Koneczny a powtarzają za nim bezmyślnie prawicowe lemingi. Nieprawdą jest, iż nie ma znaczenia czy leżymy w Europie ”środkowej” jakoby czy Wschodniej bowiem to warunek fundamentalnego rozpoznania naszej sytuacji, podstawa dla dalszych przewartościowań i to właśnie ze względu na procesy globalizacyjne bowiem nie oznaczają one zglajszlachtowania, uczynienia z ludzkości jednorodnej pulpy tylko dzięki nim różnice nieodwołalnie dzielące nas po szwach narodowościowych, religijnych, cywilizacyjnych etc. nabierają globalnego charakteru np. konflikt z jednego krańca Eurazji przenosi się błyskawicznie na drugi – po tym jak widziałem demonstracje separatystów Katangi w greckich Salonikach i Wiedniu albo starcie wahhabitów z pakistańskimi narodowcami na ulicy któregoś z angielskich miast rozdzielanych przez białego brytolskiego glinę, już nic mnie chyba nie zdziwi.

        • Wystarczy dobra idea, żeby Europa ożywiła się z powrotem oraz jej realizacja. Co do flamandzkich nacjonalistów, ich relacje z walońskimi nacjonalistami są normalne, oni nie są przeciw Walonom, tylko przeciw sztucznemu państwu o nazwie Belgia rządzonemu dodatkowo przez zdegenerowanego monarchę. Szowinizm jest żywy w naszej części Europy, od środkowej, czyli Niemiec do wschodniego końca i od Estonii do Grecji. Nacjonaliści ze Skandynawii, Włoscy, Hiszpańscy, Portugalscy etc. – u nich szowinizm odszedł do skansenu, jest co prawda sprzeciw wobec separatyzmów, ale jest to raczej konflikt pojmowania tożsamości, a nie wrogość do grup wśród których istnieje separatyzm. Co do tego, że nie ma znaczenia czy jesteśmy środkową Europą, czy wschodnią podtrzymuję to, kryzys tożsamości i ducha dotyka całą Europę, sam mam wątpliwości co do tego, czy relacje między państwami europejskimi powinny być kształtowane poprzez subregiony, w ostateczności Niemcy, czy Francja lepiej porozumiewają się z Rosją niż Polska. Jakbym miał scharakteryzować Polskę pod względem historyczno-kulturowym to Polska płynnie była i jest obecna w środkowej, jak i wschodniej Europie, podobnie ma się sytuacja etniczna.

  4. Piger Henricus

    Koncept zacny wielce, niestety autor wie, że dzwonią ale już nie w którym kościele. Diabeł jak zawsze tkwi w szczegółach, na tyle istotnych, że podważających wiele ryzykownych konstatacji wywodu np. radykalnego przeciwstawienia sarmatyzmu protestantyzmowi, jak w takim razie ma się do tego fakt, iż jednym z głównych ideologów sarmatyzmu był ”papież” kalwinizmu RzPlitej Stanisław Sarnicki ? Co za tym idzie tępieje postulowane tu antyanglosaskie ostrze tak rozumianej ”neosarmacji”, o tym, że Polska nie przynależy stricte ani do Zachodu ani do Wschodu mówił z aprobatą w jednym z wystąpień po wprowadzeniu stanu wojennego nie kto inny jak Ronald Reagan… Równie dobrze można więc wyobrazić sobie proamerykańską wersję nowego sarmatyzmu. Wreszcie autor odnosi się do mitu sarmackiego jako ideologii całości szlachty RzPlitej pomijając istnienie konkurencyjnych narracji takich jak ”palemońska” dla litewskiej czy odwoływania się raczej do dziedzictwa Rusi Kijowskiej wśród ruskiej na Ukrainie. Wątpliwości można by mnożyć – niemniej zasadnicza teza jest słuszna, stworzenie ”eurazjatyzmu” odwołującego się do rodzimych a nie kremlowskich wzorców, podkreślam to z całym naciskiem, staje się krzyczącą wręcz koniecznością, gdy Europa czy raczej to co z niej pozostało kończy się definitywnie jako osobny byt geopolityczny i jest wchłaniana na naszych oczach przez Eurazję.

    • Chciałbym sie spytać, na czym polega tożsamość „palemońska”? Zaintrygowało mnie to, wcześniej o tym nie słyszałem. Co do Rusi Kijowskiej to sarmatyzm nie jest w sprzeczności z tym dziedzictwem, współcześni rosyjscy i ukraińscy nacjonaliści uważają Ruś Kijowską za spadkobiercę i kontynuatorkę Imperium Scytów/Sarmatów, wśród neopogańsko nastawionych Kozaków popularnym jest mieszanina przedchrześcijańskiego słowiańskiego Rodzimowierstwa ze starożytną religią Scytów i Sarmatów Aetseg Din (inna nazwa to Azjanizm/Assjanizm), niektórzy Kozacy te praktyki łączą z Prawosławiem (z drugiej strony łączenie ezoteryki z religią prawosławną wśród Kozaków to długa i nieodłączną od kozactwa tradycja)

      • Piger Henricus

        ”Już w I połowie XVI wieku w latopisach litewskich pojawia się opowieść o rzymskim uchodźcy Palemonie, który wraz z trzystu towarzyszami opłynął Europę i osiedlił się na Litwie. Od Palemona miały się więc wywodzić najważniejsze rody litewskie. Opowieść tę podjął i spopularyzował Maciej Stryjkowski w swojej niezwykle poczytnej kronice (1582). W kolejnym stuleciu Palemon był już na Litwie powszechnie znany wśród wykształconej szlachty, m.in. dzięki pośrednictwu szkół jezuickich, zaś apogeum „palemonizmu” przypada na II połowę XVII i I połowę XVIII wieku. Szlachta i magnateria Wielkiego Księstwa Litewskiego odwoływały się więc w swoich tekstach nie do mitu sarmackiego, lecz palemońskiego. Wiele wskazuje na to, że mit palemoński był w stosunku do mitu sarmackiego konkurencyjny, choć ta rywalizacja mogła mieć zmienną dynamikę. Przeszłość WKL, również ta mityczna, opowiadana przez historyków, mówców i poetów, stała się jednym z czynników integrujących szlachtę litewską i odróżniającą ją od szlachty koronnej. To poczucie odrębności historycznej było szczególnie ważne od II połowy XVII wieku, kiedy większość szlachty litewskiej mówiła już po polsku.”

        http://rcin.org.pl/Content/62381/WA248_80838_P-I-2524_niedzwiedz-sarmat_o.pdf

        • To palemonizm można do turbosłowian porównać 😀
          To też pokazuje, że nawet zmyślone historie (nawet te z Wielką Lechią) niepotrzebnie są uważane za szkodliwe, one też tworzą kulturę i mit narodu, a nie ma powiedziane, że mitologia musi być całkowicie starożytna, uważam, że tworzenie mitów współcześnie wzbogaci słowiański folklor, a nie takie płaczki, jak Opolczyk, co tylko bluzgami potrafią atakować innych i w praktyce chcą Słowiańszczyznę widzieć prymitywną, już wolę tych turbosłowian, bo jak pokazuje historia (między innymi wspomniany palemonizm i również Iliada opisująca wojnę trojańską, która była zwykłą potyczką) nawet zmyślone opowieści tworzą dziedzictwo narodowe.

  5. „Katolicyzm w Polsce również nabrał słowiańskiej specyfiki: polscy katolicy prowadzili w krajach pogańskich akcje misyjne, a nie wojny. Litwa nie spłynęła krwią niewiernych, jak nawracane ogniem i mieczem kraje germańskie, a później kraje Słowian połabskich i Prusów”

    Ewentualnie germański szowinizm przeważył nad katolicyzmem. Generalnie kategoria słowiańszczyzny ma sens wyłącznie w przypadku Rosji, która rzeczywiście nie została poddana przeróbce przez Rzym i zachowała np. Obszczinę. W przypadku Polski kategoria słowiańszczyzny to pustosłowie. Nie istnieje nic co łączyłoby nas ze Słowianami i co dałoby się sensownie ująć w słowa. Tak więc braterstwo słowian sprowadza się do jakiegoś wschodniego mistycyzmu i egzaltacji emocjonalnych

Dodaj komentarz