Julius Evola: Młodzi biologicznie i młodzi politycznie

Zagadnieniem często dyskutowanym na prawicy jest młode pokolenie i jego stosunek do pokolenia poprzedniego: „rewolucyjna” młodzież i jej stosunek do ludzi i idei okresu faszystowskiego. Niektórzy są w związku tym przekonani, że mamy tu do czynienia z tym samym zjawiskiem, które obserwować można również w wymiarze bardziej ogólnym: że nowe pokolenie nie rozumie już pokolenia je poprzedzającego, że większe tempo wydarzeń wytworzyło między nimi mentalny dystans większy, niż ten który mógłby je dzielić w innych czasach.

W takim przedstawieniu sprawy dostrzec można powierzchowność i stronniczość. Bo czy koncepcje „młodości” nowego pokolenia, „zewu rewolucyjnego”, nie mają podwójnego znaczenia?

Tak naprawdę, powinno się zacząć od zdefiniowania poziomu na którym chce się rozważać te kategorie: czy mówimy o poziomie biologicznym, czy o poziomie wyższym, jak powinno być w tym przypadku. Jeśli chcemy przyjrzeć się problemowi z duchowego punktu widzenia, powinniśmy być ostrożni, ponieważ istnieją przypadki gdy znaczenia pojęć takich jak „nowy”, „młody”, „najnowszy” jest odwrotne w stosunku do tego, co by się wydawało. Stąd, jeśli rozważamy następstwo pokoleń w danym cyklu cywilizacyjnym, możemy nawet stwierdzić paradoks, ponieważ to co jest naprawdę młode, jest bliskie początkowi, podczas gdy ostatnie pokolenia, które, chronologicznie rzecz , są młodsze, w rzeczywistości są bardziej postarzałe: zdegenerowane, schyłkowe, nawet jeśli czasem komuś młodość może pomylić się z infantylizmem i prymitywizmem. By wskazać na jeden tylko przykład: tak zwana „młodość” ras północnoamerykańskich, z ich „nowym światem” i ich prymitywizmem, reprezentuje infantylizm nie „młodych” pokoleń, lecz pokoleń schyłkowych, bliskich końcowi cyklu inwolucji – cyklu ogólnie pojętej cywilizacji zachodniej.

Wspomnieliśmy o tym, ponieważ reguła ta sprawdza się również w bardziej konkretnym ujęciu. Rozglądając się wokół, czy możemy uznać – w innym niż jedynie biologiczny sensie – że znacząca, niestety, część „młodzieży” dzisiejszych Włoch to naprawdę „młodzi”? Czy naprawdę „młoda” jest ta zobojętniała i wyzuta z zasad młodzież – owładnięta materializmem i ciasnym hedonizmem, niezdolna do jakiegokolwiek entuzjazmu, niezdolna do bycia konsekwentnym, którą ożywiają jedynie mecze piłki nożnej i wyścigi motocyklowe? Należałoby raczej powiedzieć, że ta „młodzież” była martwa jeszcze zanim się narodziła. Dziś, każdy kto nie robi kroku w tył, kto żyje ideą, każdy zdolny by stać wciąż prosto, gardząc wszystkim tym co cherlawe, krętackie, podstępne, tchórzliwe, niezależnie od swego wieku, ma w sobie więcej „młodości” niż ta osobliwa „młodzież”.

To właśnie tak należy rozumieć młodość w znaczeniu szerszym niż biologiczne – wskazując wspólny mianownik, pozwalający przezwyciężyć sztuczne sprzeczności. Jeśli mielibyśmy wskazać podstawową cechę młodości w tym wyższym znaczeniu, zdefiniowalibyśmy ją jako wolę ku nieuwarunkowanemu. To jest właśnie czynnik określający, z jednej strony, idealizm w jego pozytywnym sensie, z drugiej zaś – wszystkie formy odwagi, entuzjazmu, inicjatywy twórczej, oraz zdolność zdecydowanego wyjścia ku nowemu, bez zawracania sobie głowy swą własną osobą. Konkretnie rzecz ujmując, fizycznie, prawdziwą młodość charakteryzuje niemal paradoksalna postawa nadmiaru życia, które, zamiast być przywiązane do samego siebie, poświęca się bez zastrzeżeń i zdolne jest do uznania swego własnego końca za nic nie znaczący.

Rozróżnić przy tym powinniśmy pomiędzy fazą najbardziej elementarną, w której wskazane właśnie cechy pojawiają się spontanicznie, w sposób nieuporządkowany i przejściowo, często na podobieństwo spontanicznego samozapłonu, z drugiej zaś strony, fazę w której cechy te ulegają utwierdzeniu i stabilizacji. Pierwsza faza jest typowa dla młodzieży we właściwym znaczeniu tego słowa, jednostek które następnie stopniowo „normalnieją”, „idą po rozum do głowy”, tłumacząc sobie że „idealizm to jedna rzecz, ale prawdziwe życie to coś innego”, wyzbywając się swojej woli ku nieuwarunkowanemu, którą uznaje się w takich przypadkach za mającą przede wszystkim fizyczną podstawę. Druga faza następuje, gdy przychodzi stawić czoła próbom, ciężkim próbom, i gdy próbom tym się sprosta nie upadając.

Jest to prawda zarówno na poziomie osobistym, jak i politycznym. Ustaliwszy to, możemy wrócić do problemu, od którego zaczęliśmy. Którego pokolenia z przeszłości pokolenie dzisiejsze nie jest w stanie zrozumieć? Tak naprawdę, coś się powtórzyło: również wczoraj (po I wojnie światowej) istniało „pokolenie frontu”; również wczoraj przyszło mu się zmierzyć z politycznymi, społecznymi i moralnymi warunkami które były nie do zniesienia, i w takich warunkach, z porywczego idealizmu i męskości zrodzonych w niebezpieczeństwie i walce, sformowana została baza pod ruch faszystowski. Dziś, powtarza się identyczna sytuacja i warunki; na dodatek, wyzwanie jest jeszcze większe, ponieważ dzisiejsze „pokolenie frontu” przeżyło nie zwycięstwo, lecz klęskę i całkowitą dezintegrację.

W takiej sytuacji zachowana powinna zostać zasadnicza ciągłość. Ta ciągłość „młodości”, która nie jest jedynie biologiczna lecz polityczna, została zerwana jedynie w odniesieniu do tych, którzy, gdy faszyzm zdobył władzę, zatracili się, nie byli w stanie zachować swej bezkompromisowości, swej woli ku nieuwarunkowanemu, swego radykalizmu, którzy sprzedali się za miskę soczewicy: za taką lub inną quasi-biurokratyczną pozycję w ramach nędznej, teatralnie przedstawianej systemowej struktury i nowego konformizmu.

Byłoby jednak niesprawiedliwym traktować ich wszystkich jednakowo i zaprzeczać, że w faszyzmie również byli ludzie którzy zachowali proste plecy, stale zmagający się ze starającymi się ich na każdy sposób krępować nieoficjalnymi klikami. Zjednoczenie tych mężczyzn z nową falą, z nowymi młodymi i z nowym „pokoleniem frontu”, powinno być naturalne i oparte na powinowactwie: jak w przypadku strumienia, który, przezwyciężywszy przeszkody, wpada ponownie w jeden nurt.

Należy wspomnieć o jeszcze jednym. Uznanie swej autonomicznej wartości nie zawsze jest łatwe – zwłaszcza pośród Włochów, ludu śródziemnomorskiego. By mieć poczucie indywidualnej wartości, by czuć się potrzebnym, wielu ma potrzebę działania na przekór, bycia przeciwnym komuś lub czemuś bez względu na koszty. To właśnie w tym świetle osądzać musimy wiele aspektów „zewu rewolucyjnego”i również pewną indywidualistyczną skłonność „młodych”, gdy odczuwają oni potrzebę odróżniania się za wszelką cenę, popierając wszystkie nowe idee bez wyjątku jedynie dlatego że są one nowe. W wielu przypadkach mamy do czynienia z „kompleksem niższości”: potrzebą udowodnienia swej wartości na sposób pośredni, poprzez zaprzeczenie i kontrast, z powodu braku poczucia pewności siebie. Postawa ta powinna ulec skorygowaniu przez młodych politycznie, nie jedynie biologicznie. Największą ambicją nie powinno być bycie rewolucjonistą bez względu na koszty, lecz raczej bycie eksponentem tradycji, depozytariuszem przekazywanej przez pokolenia siły, która powinna być wzmacniana i zwiększana przez wszystko to, co pozwoli zabezpieczyć niewzruszoność jej kierunku. Tyczy się to też domeny idei, i jedną z miar wewnętrznej świeżości jest zdolność zrozumienia, że prawdziwe idee są ponad wszelkimi uwarunkowaniami, i że to właśnie poprzez nie prawdziwa osobowość uzyskuje swoją wartość: nie poprzez bałamutny impuls rewolucyjny, nie poprzez powzięty z góry brak zaufania do przeszłości, nie poprzez chaotyczny dynamizm w którym uzewnętrznia się jedynie brak prawdziwej wewnętrznej formy. Pomijając szczegóły, gdyż nie miejsce tu na nie, możemy w oparciu o to łatwo ocenić, co w dzisiejszych młodych politycznie musi być wzmocnione jako ogólna postawa, tak, by jako jedna siła, mogli zbliżyć nas do konkretnego politycznego ideału: ideału prawdziwego Państwa Organicznego.

Julius Evola

Pierwodruk: Ricognizioni: uomini e problemi (Rome: Edizioni Mediterranee, 1974).
Tłumaczenie z języka angielskiego: Ronald Lasecki

Dodaj komentarz