Konrad Rękas: Cienki śpiew Ukrainy

Fakty są oczywiste. W geograficznym centrum Europy istnieje państwo nazistowskie. Żadne tam „neo-”, nie tylko „nawiązujące” czy „odwołujące się do tradycji i form”. Nie, po prostu – nazistowskie. Jakby nigdy nie było zdobycia Berlina, samobójstwa Hitlera, procesu w Norymberdze, denazyfikacji i prawdy o zbrodniach nazistów. Ot, ciągłość przywrócona – a jednak coś w tym wykrzykiwaniu, sławowaniu, podśpiewywaniu dziwnie fałszywego, a i żałosnego zarazem. Zamiast grozy – ci chłopcy w wyszywankach budzą już dziś raczej politowanie.

Ulicami ukraińskich (czyli dawnych polskich, rosyjskich, węgierskich i rumuńskich miast) maszerują oddziały w mundurach SS, na uroczystościach państwowych słychać masowe nazistowskie pozdrowienia, a wszystko do wtóru skocznych piosenek zapowiadających śmierć wrogom rasy i kolejne wojny zdobywcze. A reakcja? Reakcją Europy, świata, w tym i Polski – jest życzliwe zainteresowanie, na zasadzie: „och, jaka to interesująca specyfika lokalna… cóż za żywy folklor… co za fascynujący koloryt…!”. Cóż, są ludzie, którzy nawet rżnięci piłą – będą podziwiać jak ślicznie jest wyszlifowana oraz doceniać rozmach pchnięć. A co dopiero, jeśli rzeź miałaby dotyczyć innych…

Odchody na fali

Ale jest też oczywiście aspekt drugi. Bo z jednej strony to naprawdę jest nazizm: maszerujący pod czerwono-czarnymi sztandarami naprawdę marzą o obozach zagłady dla swych wrogów, łapankach i masowych egzekucjach. Ale z drugiej to jest też i parodia – bo umówmy się, co z Poroszenki za Providnyk? Albo taki Kołomojski, toż nawet gdyby się wbił w bryczesy i sto razy krzyknął „Bohaterom Sława!” – to i tak przecież wszyscy słyszeliby tylko „oddajcie mi swoją kasę!”. Z jednej strony mamy więc prawdziwie brunatne gorące błocko, płynące ulicami Lwowa i Kijowa, ale u góry fali trzymają się odchody, ekskrementy pełne chorób i zepsucia – korupcji, zdrady, chciwości, grabieży. W istocie to sytuacja podwójnie groźna – bo przecież udający ukraińskich patriotów przywódcy w nieskończoność narodu oszukiwać nie dadzą rady, muszą mu więc znaleźć jakieś zajęcie, najlepiej wroga – starego czy nowego, wewnętrznego czy zagranicznego na którego można by spuścić tę brunatną falę i upuścić trochę społecznego ciśnienia. Z drugiej zaś strony okłamywany naród ukraiński też szuka winnych klęsk, które na niego spadły, a kiedy zacznie ich karać, może działać na oślep (jak to w historii bywało), rzucając się na kogo popadnie, bo przecież najtrudniej jest przyznać się do własnych błędów, w tym do uwierzenia takim kreaturom, jak rządy po-majdanowe. Ukraińcom jest i będzie coraz bardziej wstyd, a wówczas niekontrolowana wściekłość narodu może okazać się jeszcze groźniejsza od nazizmu.

Ukraińcy za Sanem… zbierają truskawki

Kolejne sięgnięcie po symbolikę Ukraińskiej Powstańczej Armii to element tego samego procesu – uwiarygodniania się nieukraińskich, zaprzedanych zagranicy neo-elit doprowadzonym do skrajności nacjonalizmem, a przy okazji jawnego sugerowania nowych celów. Bo czyż serca ukraińskiego nie porwie wizja Wielkiej Ukrainy od Sanu po Kaukaz? Że co, że w tej, co jest – nie ma komu mądrze zarządzać? Że ceny idą w górę, że koszty życia już dawno przebiły te sprzed „europejskiej rewolucji”, że nie ma za co żyć, a nawet żeby wyjechać trzeba dać łapę? Że San to rzeka, nad którą ukraińscy gastarbajterzy zbierają truskawki dla polskich panów, a Kaukaz to góry, w których osiadł wujek, który w porę wyjechał z tego burdelu nad Dnieprem? Ano właśnie… Mogą sobie w Kijowie śpiewać co chcą i na jaką chcą melodię – ale to już jest wycie na zgliszczach i ruinach. Zniszczyli wam, rozkradli państwo. Sami je sobie pozwoliliście zabrać, rozkraść i rozgrabić, jakie wy sobie katedry chcecie wyobrażać, ledwo wychodka wam nie zostawili, biedni durnie… Samiście tego chcieli, bracia Ukraińcy, to pośpiewajcie sobie teraz, pośpiewajcie, na głodno lepiej ponoć wychodzi.

Jasne, Poroszenko w kraju rżnie wielkiego nacjonalistę, ale zagranicą po staremu łasi się do wszystkich, Polaków nie wyłączając. Przecież ledwie w ubiegłym tygodniu, na spotkaniu z ambasadorami prezydent bił się w piersi, opowiadał o „prawdziwej przyjaźni” i wypierał wszelkich zadrażnień z Warszawą. Ten człowiek od zawsze przecież inną politykę prowadził na potrzeby propagandy wewnętrznej, a inną opuszczając ten swój smętny grajdoł. Zagranicą już dawno przecież obiecał wszystko – oddanie przemysłu, zgodę na dzierżawienie (a z czasem i posiadanie ziemi), eksploatację ukraińskiej siły roboczej i czego tylko od niego zażądano. W tym sensie Poroszenko to faktycznie jest szczery nazista – ale tylko jako następca Ericha Kocha, który jako Komisarz Rzeszy dla Ukrainy nawet czarnoziem z niej kazał wywozić. Dziś Poroszenko to jego (nie)godny dziedzic, po nim też już nawet ziemi ukraińskiej nie zostanie.

I dlatego Ukraińcom pozwala się śpiewać. Bo tyle ich, co sobie popiszczą.

 

Konrad Rękas

Rosyjskojęzyczny oryginał tekstu ukazał się na https://novorosinform.org/

9 komentarzy

  1. Pomijając stosunek do współczesnej Ukrainy, banderyzmu i konfliktu w Donbasie, które z nacjonalistycznego punktu widzenia są niejednoznaczne (a już na pewno banderyzm dla polskich nacjonalistów ze słusznych powodów jest nie do zniesienia) ten artykuł pozostawia wiele do życzenia. Nie przystoi nacjonaliście aspirującemu do bycia rewolucyjnym i niepoprawnym politycznie rzucanie epitetami typu „nazizm”, „faszyzm” i bredzenie coś o „SS” w XXI wieku, kiedy II wojna skończyła się ponad 70 lat temu (co innego stosunek do Galizien, a co innego organizacja jako całość, której nacjonalista nie powinien potępiać w całości, gdy maszerują ostatni weterani legionów łotewskiego i estońskiego to ja popieram te marsze, tak jak poparłbym ewentualne marsze weteranów węgierskich, czy flamandzkich, walońskich, a nawet francuskich i holenderskich formacji i niekoniecznie byłby to nazizm). Taka retoryka jest charakterystyczna dla komunistów/bolszewików, demoliberałów i ich patridiotycznych przydupasów. Reszta tego tekstu jest mocno tendencyjna, dominuje prymitywny opis, który mógłby wypowiedzieć przeciętny osiedlowy seba „uświadomiony” w narodowych sprawach, który opinię na temat Ukrainy wyrobił sobie z internetowych komentarzy pod artykułami na onecie.

    • SKoro popierasz marsze łotewskich i estońskich eSSmanów, to popierasz marsze wrogów. Po prostu. Wielonarodowe SS mordowało Polaków. I twoja postawa jest raczej infantylna. Dzienna fascynacja jakimiś marszami. Myślałem, że polscy nacjonaliści wyrośli już z krótkich spodenek.
      Popieranie marszów różnorakich oddziałów SS jest czymś gorszym nawet niż popieranie marszów weteranów Armii Czerwonej. Tym drugim jednak zawdzięczamy przetrwanie bilogiczne i uzyskanie tzw. Kresów Zachodnich.

      • Estońscy i łotewscy SSmani walczyli o swoje kraje i mieli swoją walkę, nawet jak zdarzały się akcje przeciwpartyzanckie (Podgaje to nie była robota Łotyszy) to i tak Armia Czerwona była o wiele gorsza z ich masowymi mordami na działaczach podziemia, masowymi gwałtami na Polkach. W ocenianiu takich formacji oceniam punkt widzenia również innych narodów, a nie można powiedzieć, że takie legiony, jak łotewski, estoński, czy waloński były ubabrane w polskiej krwi (w znaczeniu są zbiorowo odpowiedzialne za zbrodnie, powtórzę, że Podgaje to nie wina Łotyszy), również słabym argumentem jest to, że byli oni naszymi wrogami, bo II wojna światowa minęła już 73 lata temu, a ich walka w pierwszej kolejności była wymierzona w Sowietów, a z polskimi partyzantami zapewne walczyli, bo wynikało to z rozkazów. Poza tym nic nie mamy do powiedzenia o marszach Łotyszy i Estończyków, bo dla nich Armia Czerwona oznaczała zniewolenie i kolonizację ich ziem. Mówienie o jakimś „wyrastaniu z krótkich spodenek” świadczy raczej o braku argumentów merytorycznych, „krótkospodenkowcy” na Łotwie są trzecią siłą polityczną, podobnie w Grecji i wielu innych państwach Europy tacy nacjonaliści rozwijają swoje struktury, a w Polsce bieda (mówię o stanie polskiego nacjonalizmu), brak skuteczności, poprawność polityczna i inne problemy.

        • Oberschlesier

          Marsze SS to żadne marsze wrogów. Po prostu Polacy walczyli po niewłaściwej stronie. To raz. A dwa: nie ma sensu zwalać na sojuszników Niemiec w 2WŚ zbrodni jakie Niemcy popełnili na Polakach. Co ma Leon Degrelle do Hansa Franka? Ten pierwszy był bohaterem, walczył przeciw czerwonej zarazie, był takim belgijskim „żołnierzem wyklętym” w jego własnej ojczyźnie, nigdy nie zrehabilitowanym, a „wyklętym” oczywiście przez panujące tam liberalne i marksistowskie ścierwa. A Frank był zbrodniarzem. Proste? Proste. Kolejną rzeczą jest ta, że nie ma dowodów na to, że Niemcy chcieli wymordować polski naród. Jest to przesada. Więc też nie zawdzięczamy czerwonej armii „przetrwania”, tylko nową niewolą, wcale nie lepszą, pod wieloma względami gorszą. Co do biologicznego przetrwania naszego narodu: to dekady komunistycznych, a teraz liberalnych (nie)rządów „wyzwolonej” w 1945/1989 roku Polski stawiają owo przetrwanie biologiczne pod wielkim znakiem zapytania. I proszę się nie wygłupiać z tymi „kresami zachodnimi”, bez wzmianki o kradzieży kresów wschodnich.

          • 100% prawda. Pomimo tego, że nie darzę sympatią USA, również tych z czasów wojny to zachowali się w porządku, że łotewskich, czy estońskich weteranów nie uważali za stronę wrogą i dali im prawo azylu. To że jacyś pojedynczy zbrodniarze uszli to już inna sprawa. Zgadzam się też z tym, że sojuszników Niemiec nie można winić za niemieckie zbrodnie, to tak jakby Legiony Polskie winić za zbrodnie Napoleona Bonapartego.
            Jedynym rzekomym dowodem na plany likwidacji Polaków jest Generalplan Ost, w którego z pewnych powodów autentyczność wątpię, w ostateczności zwycięzcy ustalają historię i również oni uznali całą Waffen SS za zbrodniczą bez żadnych refleksji i dla mnie w dyskusji nie jest to żaden wiążący argument przeciw poszczególnym jednostkom Waffen SS. Niemiecki okupant stosował terror i ludobójstwo wobec Polaków, nie ma wobec tego wątpliwości, ale dlaczego miałbym uwierzyć w plany całkowitej eliminacji skoro są poszlaki wskazujące na coś przeciwnego?

            • Co do zachodnich aliantów – cóż, jednym dali prawo azylu, a innych wydali w ręce czerwonych na pewną śmierć w 1945 roku – chorwackich ustaszy, Kozaków walczących w czasie 2WŚ na Bałkanach po stronie Niemiec, czy w końcu masy sowieckich jeńców – którzy też traktowani byli jako zdrajcy i czekał ich tragiczny los. Przykłady można by mnożyć. Ale mniejsza już o 2 wojnę światową. Kluczową kwestią jest to, że właśnie nie żyjemy w czasach 2 wojny światowej. Niestety, niektórzy (choć urodzili już po wojnie, często długo po wojnie!), nadal myślą tak, jakby żyli w 1941, 1942 czy 1943 roku. Wciąż tylko Hitler, „nazistowska” eksterminacja Polaków, powstanie warszawskie, i od czasu do czasu jeszcze wspomną coś na okrasę o Banderze i UPA. Irving, Degrelle, Waffen SS – samo zło – bo przecież Niemcy i ich sojusznicy to byli nasi wrogowie w czasie 2WŚ, bo Niemcy chcieli wytępić polski naród, itd., itp. Jakby nie zauważyli, że żyjemy w 2018 roku i dzisiejsze podziały ideologiczne i geopolityczne są inne, wczorajsi wrogowie mogą być dzisiejszymi sojusznikami, wczorajsi sojusznicy mogą być dzisiejszymi sojusznikami. Jakby nie zauważyli, że dla przykładu: patrząc z perspektywy kontynentalnej i globalnej spadkobiercy Waffen SS i NSZ mogą dziś stać po tej samej stronie barykady. Jakby nie zauważyli, że właściwie wszystkie białe narody są już od 1945 roku w tej samej sytuacji, niezależnie od tego czy były w obozie pokonanych czy jak Polacy „zwycięzców” (ZOG!!!). Te same problemy, ci sami wrogowie (modernizm intelektualny, etyczny, estetyczny – modernizm słusznie zwany też czasami „cywilizacją śmierci” – i jego najbardziej katastrofalny skutek jakim jest kryzys demograficzny białych narodów, kolorowa inwazja, mieszanie ras, jednym słowem: wielka wymiana i stojący za nią i tym wszystkim międzynarodowi Żydzi – tak, Żydzi są naszym nieszczęściem – trzeba to powtarzać cały czas, Żydzi, a nie nasi rasowi bracia tacy jak biali Amerykanie, czy zachodni Europejczycy, jak można było czasami wyczytać i na tym portalu, albo jak twierdzi anty-biały Dugin), no ale rodzima szuria wciąż żyje powstaniem warszawskim i nie poda ręki spadkobiercom Waffen SS, bo Hitler, bo Gestapo, bo Auschwitz itd. Co tam aktualne problemy i podziały lepiej dalej żyć problemami 1942 roku i ówczesnymi podziałami.

    • Oberschlesier

      @Yark Dokładnie! Napisałem komentarz z podobnym przesłaniem ale tutejsi cenzorzy mi go nie wiedzieć czemu skasowali. Czas się obudzić, nie żyjemy w czasach Hitlera ani Bandery, ani Hansa Franka, ani Ericha Kocha i przestać straszyć polskie dzieci tymi postaciami, bo niby czemu taki brainwashing ma służyć? Dziś musimy mówić głośne TAK dla „nazizmu”, dla faszyzmu, dla kultu Waffen SS, słowem dla wszystkiego co uderza w ciemiężącą białe narody judeo-liberalną międzynarodówkę.

  2. Mieczysław Sylwester Kazimierzak

    Dzięki CYWILIZACYJNIE ukształtowanej przewrotności doświadczamy dziś procesu od ŻYDOBOLSZEWIZMU,który przejął w działaniu rosyjski rasizm,do ŻYDOBANDERYZMU,który zintensyfikował militatyzację handlu wojną i pokojem w ramach trwającej WOJNY O PIENIĄDZ.
    Michael Jones : WPŁYW ŻYDOWSKIEGO REWOLUCJONIZMU NA HISTORIĘ ŚWIATA,
    Tragiczna śmierć mojego brata Janusza pokazała jak aktualnie we wrocławskich warunkach dzięki sztuce MATACZENIA za KORUPCJA KOŚCIELNO-DUCHOWĄ poszła ŚWIECKA.

Dodaj komentarz