Konrad Rękas: Czwarta Dywizja

Strzelba, która musi wystrzelić

Do znudzenia trzeba powtarzać: Polska musi być (znów) silna! A aby silną na powrót się stać – potrzebuje trzech filarów: odbudowy świadomości i tożsamości narodowej, odzyskania kontroli nad własną gospodarką oraz odtworzenia Wojska Polskiego, gotowego obu tych wartości bronić.

Ważną częścią pierwszego z tych elementów jest przywracanie polskiej pamięci i wiedzy o polskich Kresach Wschodnich. Elementem odnowy gospodarczej – jest i będzie odzyskanie polskiej własności na Wschodzie, a armia… Cóż, niczego na razie nie sugeruję, ale Wojsko Polskie też z pewnością (jak już w przeszłości bywało) odegra istotną rolę w tych procesach.

Polskie wojsko – dla polskich celów

Dlatego też, niezależnie od formalnie podawanych motywów, od doraźnych interesów politycznych i geopolitycznych stojących za konkretnymi decyzjami – należy popierać rozbudowę i odbudowę Sił Zbrojnych RP, w tym zwłaszcza tych ich komponentów, które z góry przeznaczone są do funkcjonowania na lokalnym teatrze działań i wypełniania zadań z zakresu obronności Polski, a nie udziału w wojnach kolonialnych USA i NATO. Innymi słowy: zakup australijskich fregat do pływania sobie na tyłach Dalekiego Wschodu – z pewnością nie, odbudowa kolejnej dywizji sił lądowych i zmechanizowanych – jak najbardziej tak!

Żadna władza nie daje chętnie broni do ręki obywatelom, więc kiedy już przełamuje się i pozwala na stworzenie kolejnej jednostki – obowiązkiem świadomych obywateli jest z tej okazji korzystać. Bo motywy uzbrajania mogą być różne – ale przeciw komu broń ta zostanie użyta decydować będą ostatecznie sami Polacy. I ci, którzy w militaryzacji Polski widzą tylko jedną z metod umacniania jej związków z Zachodem, czy wspierania awanturniczej i niepolskiej polityki na Wschodzie – mogą się jeszcze srodze zawieść.

Nieprzypadkowo zresztą decyzję o odtworzeniu czwartej dywizji skrytykowali ci generałowie w stanie spoczynku, którzy szczególnie mocno związani są z ideologicznym przywiązaniem Sił Zbrojnych RP do struktur zachodnich (jak były dowódca generalny Rodzajów Sił Zbrojnych generał Stanisław Różański), a poparli niezależni eksperci, tacy jak prof. Romuald Szeremietiew, były minister obrony narodowej, jeszcze w czasach komunistyczno-sowieckich jako działacz opozycji antykomunistycznej zadeklarowany zwolennik repolonizacji Kresów.

Już raz 18 Dywizja pobiła Ukraińców

Oczywiście kluczowy będzie skład i rozlokowanie zapowiedzianej 18 Dywizji Zmechanizowanej. Wydaje się, że istotną wskazówką dla przypisanych zadań jest włączenie w jej skład 21 Brygady Strzelców Podhalańskich, a więc jednostki wyspecjalizowanej dla osłony obecnej granicy polsko-ukraińskiej. Eksperci są też w zasadzie zgodni, że w ramach realizacji tego planu niezbędne jest odtworzenie niepotrzebnie zlikwidowanej 3 Brygady Zmechanizowanej z Lublina (mojego rodzinnego miasta, którego blisko połowa mieszkańców ma korzenie kresowe i które ostatnio poddane jest intensywnej ukraińskiej kolonizacji). Warto też zauważyć, że obecnie w Lublinie mieści się jedynie formalna siedziba operetkowej „brygady litewsko-polsko-ukraińskiej LITPOLUKRBRIG”, czyli poronionej inicjatywy NATO, na papierze łączącej jednostki wojsk tych trzech krajów dla biurkowych manewrów i ku uciesze niektórych polityków. Odbudowa pełnowartościowej jednostki polskiej z prawdziwego zdarzenia to ze strony Warszawy pośrednie, ale wyraźne przyznanie, że LITPOLUKRBRIG to fikcja, a polskich interesów (także na Litwie i na Ukrainie) może bronić tylko polskie wojsko!

Oczywiście pogląd, że to któraś z tych jednostek będzie kiedyś znów wyzwalać Lwów dziś brzmi tylko żartobliwie, nie mniej nawet numer wybrany dla Dywizji nie brzmi przypadkowo. 18 Dywizja WP w okresie przed 1939 r. wywodziła się z Armii Polskiej we Francji generała Józefa Hallera, czołowego dowódcy polskiego związanego z obozem narodowym Romana Dmowskiego, zakreślającego daleko na Wschód granice Wielkiej Polski. To właśnie żołnierze tej Dywizji brali chwalebny udział w wojnie polsko-ukraińskiej 1918-19 już wówczas gromiąc Haliczan, zaś podczas wojny 1920 to ta część Wojska Polskiego wyzwalała Kamieniec Podolski i Mohylów Podolski, nie dopuszczając przy tym do poddania tych miast marionetkowym władzom petlurowskim i umieszczając na Podolu polskie flagi i znaki narodowe. Czy ktoś sądzi, że odwołanie się do tak pięknej tradycji polskich zwycięstw na ukraińskim nacjonalizmem – to tylko przypadek?

Przy wszystkich moich uzasadnionych zastrzeżeniach wobec obecnych władz Polski – odbudowując dywizję postępują jak ów reżyser wieszający przed przedstawieniem na scenie strzelbę. Ona w czwartym akcie po prostu musi wystrzelić! A do kogo – to nawet dziś wydaje się przecież oczywiste…

Konrad Rękas

Rosyjskojęzyczna wersja tekstu okazała się na stronie https://novorosinform.org/

7 komentarzy

  1. Mieszkanie nad hostelem dla Ukraińców. Mówią, ci z zachodniej, że chcą przyłączenia do Polski. Ci zachodniej chcą do Rosji. Nie poznał żadnego, który chce być w Ukrainie.

  2. Pingback: Cierzniakowski: Czwarta dywizja

  3. Pingback: Cierzniakowski: Czwarta dywizja - KONSERWATYZM.PL – Portal Myśli Konserwatywnej

  4. na razie utworzono tylko DOWÓDZTWO tej dywizji (w istocie – urząd wjskowy) , podporządkowano jej dwie istniejące brygady (21BSP i 1BPanc), a zatem oprócz tego co mamy powstanie tylko edna nowa brygada i może jakieś jednostki dywizyjne. Poza tym trzeba tę nową brygdaę uzbroić, umundurować, zapewnić obiekty koszarowe, szkoleniowe itp. To jest ruch propagandowy – patrzcie Polacy, PIS odbudowuje armię, niewiele za tym idzie. Poza tym wojsko jest obezwłądnione „od głowy” – dalej brak sensownego systemu dowodzenia, a ten planowany nie jest lepszy, bo oznacza szaloną biurokrację, a nie sprawne dowodzenie operacyjne.

  5. Ale jakie to jest wzmocnienie? Zaciągnięto nowych żołnierzy, zakupiono nowy sprzęt? Nie, przesunięto jednostki z innych dywizji i rozszabrowano istniejące, etaty nieobsadzone, rezerwistów do ich uzupełnienia brak. Ale za to jest gdzie usadzić wierną kadrę, zesłać niewierną i zatrudnić rodziny jako cywilnych pracowników wojska. Zresztą w obecnych warunkach ile by dywizji nie utworzyć, przy braku lotnictwa i obrony powietrznej skończą jak dwukrotnie armia Iraku, tj. jako kolumny spalonych przez samoloty wraków i tłumy żołnierzy z rękami w górze. To nic innego jak kolejny etap demontażu Wojska Polskiego.

  6. Adam Kowalczyk

    Co do wzmocnienia naszych sił zbrojnych to zgadzam się w zupełności. Natomiast jeśli chodzi o odzyskanie Kresów to jakoś wyobrazić sobie tego nie potrafię. Tzn. fizycznie jest to możliwe ale co dalej? Co zrobić z ludnością miejscową? Czasy się zmieniły póki co oni nie chcą przyłączenia do Polski. Bez ich poparcia przyłączenie Kresów nas osłabi a nie wzmocni. Polaków mamy coraz mniej. Skąd wziąć ludzi do zapewnienia chociaż minimum polskiej administracji? Dopóki Ukraińcy nie chcą być Polakami nic z tego nie będzie.

    • Pytanie, czy w ogóle „odzyskiwanie” czegokolwiek (w zakresie terytorium) jest dla Polski konieczne? Dzisiaj najwięsze mocarstwa do powiększania swojej siły nie stosują w ogóle poszerzania terytorium (nie są aneksjami wojny napastnicze USA mające na celu zmiany reżimu lub odrywanie separatystycznych „państw”), za wyjątkiem Rosji, która i tak w niewielkim zakresie to stosuje (zajęli tylko Krym) i przyniosło jej to zarówno zyski, jak i straty. Podniecają się „odzyskiwaniem Kresów” garstka napaleńców, a dla przeciętnego Polaka nie ma to znaczenia, ekspansja terytorialna dzisiaj nie jest źródłem siły państwa (a już na pewno nie dla Polski), popieram naciski na Litwę, Białoruś i Ukrainę w celu osiągania praw dla Polaków kresowych, popieram nadawanie im obywatelstwa, popieram też dbanie o rozwój terytoriów zamieszkiwanych w tych krajach przez Polaków, aby stopniowo podnosił się im poziom życia. Być może autor jest w stanie podać mi argumenty dla tezy:
      „Elementem odnowy gospodarczej – jest i będzie odzyskanie polskiej własności na Wschodzie”
      Ale ja tak szczerze nie jestem w stanie ich wymyśleć. Chyba że nie chodzi w „odzyskaniu polskiej własności” o ekspansję terytorialną

Dodaj komentarz