Ronald Lasecki: Brazylia między atlantyzmem a postmodernizmem

Pierwszą turę wyborów prezydenckich w Brazylii 7 października wygrał Jair Bolsonaro, zdobywając 46,7% głosów, podczas gdy jego kontrkandydat Fernando Haddad z Partii Pracujących (PT) zdobył 28,37% głosów. Pierwszy jest kandydatem bardziej atlantyckim, drugi – bardziej systemowym i postmodernistycznym. Obydwaj konkurenci zmierzą się w drugiej turze, która zostanie przeprowadzona 28 października.

Wyborom prezydenckim towarzyszyły też wybory wiceprezydenta, gubernatorów i wicegubernatorów, deputowanych do Kongresu Narodowego i stanowych zgromadzeń ustawodawczych. W prezydenckim ustroju Brazylii najważniejszą rolę odgrywa jednak głowa państwa, toteż właśnie obsadzenie tej funkcji jest najważniejsze dla przyszłości kraju i to wybory prezydenckie przyciągają największą uwagę.

F. Haddad zyskał oficjalne „namaszczenie” cieszącego się rekordowym poparciem, choć pozbawionego możliwości kandydowania i odsiadującego karę więzienia za korupcję, Luiza Inacio Luli da Silvy, J. Bolsonaro zyskał natomiast dużą sympatię po nieudanym zamachu nożowym na jego życie 6 sierpnia, którego autorem był działacz skrajnej lewicy.

Atlantycka prawica

J. Bolsonaro cieszy się oficjalnym poparciem niewielkiej Socjaldemokratycznej Partii Brazylii (PSDB). Program ugrupowania to „społeczny konserwatyzm, ekonomiczny liberalizm, brazylijski nacjonalizm”. Hasło wyborcze J. Bolsonaro to „Brazylia jest najważniejsza, Bóg jest najważniejszy”.

Poparcia J. Bolsonaro udzielił między innymi projankeski i konserwatywny filozof brazylijski Olavo de Carvalho, który nie pozostaje bez wpływu na linię polityczną kandydata PSDB. O. de Carvalho zajmuje stanowisko jednoznacznie wrogie Rosji, Wenezueli i Kubie. Zarazem, tłumaczył na portugalski i w ten sposób przyswoił brazylijskiemu czytelnikowi prace takich tradycjonalistycznych autorów jak Rene Guenon i Frithjof Schuon.

Oficjalnym doradcą ekonomicznym J. Bolsonaro ma być „Chicago Boy” Paulo Guesdes, będący zwolennikiem ortodoksyjnego liberalizmu ekonomicznego. Jednocześnie impulsywność i nieprzewidywalność J. Bolsonaro nastraja do niego niechętnie światowy kapitał, podobnie jak sceptycyzm taki finansjera żywiła wcześniej wobec Donalda Trumpa.

Z obecnym prezydentem USA łączy J. Bolsonaro duża sympatia. Brazylijski kandydat do urzędu głowy państwa chce odnowić stosunki między Brasilią a Waszyngtonem i dąży do nowego porozumienia handlowego z północnoamerykańskim hegemonem. Zapowiedział też zerwanie porozumienia z Mercosur i, wedle zdania ekspertów, może również dążyć do wycofania Brazylii z BRICS (czego powodzenie jest jednak mało prawdopodobne). Brazylia pod jego przywództwem popierać będzie też zapewne agresywne stanowisko USA wobec Wenezueli, podczas gdy dotychczas zajmowała pozycję bardziej przychylną Caracas.

J. Bolsonaro związany jest blisko z kręgami protestanckimi. Przedstawia się co prawda jako katolik, ochrzczony został jednak przez protestanckiego pastora. Najbardziej przekonaną częścią jego elektoratu są brazylijscy zielonoświątkowcy, spośród których chce na niego głosować 33%. Wyznawcami protestantyzmu jest dziś trzecia część obywateli Brazylii. Większość spośród nich, bo aż 20% ogółu obywateli to zielonoświątkowcy nawróceni przez jankeskich misjonarzy. Nadaje to współczesnej brazylijskiej kulturze politycznej charakter mocno atlantycki i prosyjonistyczny. Takiego oblicza geopolitycznego nabiera również konserwatywne skrzydło brazylijskiego katolicyzmu.

Podobną tożsamość reprezentuje sobą J. Bolsonaro. Gdy został raniony nożem w Juiz de Fora, odmówił leczenia w klinice syryjsko-libańskiej i kazał przewieźć się do szpitala izraelskiego. Mogło być to co prawda złośliwością wobec mającego libańskie korzenie J. Haddada, ale J. Bolsonaro także przy innych okazjach dawał wielokrotnie wyraz swojemu poparciu dla międzynarodowego lobby żydowskiego i dla syjonizmu.

W polityce historycznej J. Bolsonaro odwołuje się do tradycji projankeskich dyktatur: brazylijskich „rządów generałów” w latach 1964-1985 które nazywa „złotym wiekiem Brazylii” oraz chilijskiej dyktatury Augusto Pinocheta w latach 1973-1990. Podczas głosowania nad usunięciem z urzędu ówczesnej prezydent Dilmy Rousseff, J. Bolsonaro oświadczył że poświęca swój głos płk. Carlosowi Alberto Brilhante Ustra, który w latach 1970-1974 odpowiadał za tortury których ofiara padła m.in. D. Rousseff.

Postmodernistyczna lewica

F. Haddad chce podwyższenia podatków dla bogatych i obniżenia dla biednych oraz zwiększenia dotacji publicznych w celu poszerzenia rynku pracy. Kandydat PT pozytywnie odnosi się też do ruchów LGBT, promotorów ideologii tzw. „praw człowieka” i środowisk feministycznych lansujących akcje w rodzaju #metoo. F. Haddad jest również zwolennikiem dopuszczalności aborcji i zniesienia kar więzienia za posiadanie narkotyków, co uzasadnia przepełnieniem brazylijskich więzień. Lewicowy kandydat chce również zaostrzenia prawa ograniczającego możliwość posiadania broni palnej.

Kampania wyborcza nabrała w Brazylii wyjątkowej ostrości. Według politologa Rafaela Machado, wrogość pomiędzy stronnikami J. Bolsonaro i F. Haddada przypomina sytuację przed wybuchem wojny domowej w Hiszpanii. „Brazylia podzieliła się obecnie na prawicę i lewicę (…) Lewica oskarża prawicę o faszyzm, prawica lewicę – o komunizm”. 29-30 sierpnia na ulice brazylijskich miast wyszły feministyczne demonstracje organizowane przeciw J. Bolsonaro pod hasłem „Ele Nao!” („Nie on!”). Kandydat prawicy budzi wrogość zachodniej opinii publicznej, środowisk feministycznych i LGBT z powodu swojego społecznego i obyczajowego konserwatyzmu.

Brazylia u progu kryzysu

Zwycięzca wyborów prezydenckich będzie musiał zmierzyć się z wielowymiarowym kryzysem państwa brazylijskiego. W ostatnich latach sceną polityczną Brazylii wstrząsnął skandal korupcyjny z państwowym koncernem naftowym Petrobras. Okazało się, że cała brazylijska oligarchia polityczna, w tym szczególnie politycy rządzącej PT, angażowali środki koncernu na potrzeby kampanii wyborczych i umocnienia własnej pozycji. Jankeskie ośrodki opiniotwórcze i światowa finansjera podniosły hałas, zaś J. Bolsonaro zapowiedział „uczciwe” sprywatyzowanie naftowego giganta, co najpewniej doprowadziłoby do przejęcia go przez kapitał jankeski.

Brazylia zmaga się też ze spowolnieniem wzrostu gospodarczego, spowodowanego spadkiem na rynkach światowych cen produktów rolnych i surowców mineralnych wśród których są główne brazylijskie towary eksportowe: ropa naftowa, żelazo, soja i wołowina. W roku 2017 tempo przyrostu PKB osiągnęło zaledwie 1,6%. Inflacja we wrześniu bieżącego roku osiągnęła natomiast 4,6%. Wzrasta deficyt budżetowy, rozwarstwienie majątkowe ludności, zaś bezrobocie dotyka już 13 mln. Brazylijczyków. Wysokie stopy procentowe narzucane przez jankeski FED sprawiły, że w warunkach spowolnienia wzrostu gospodarczego i obniżenia dochodów ludności, odsetki od zaciągniętych kredytów pochłaniać zaczęły blisko połowę dochodów gospodarstw domowych. Rządząca w ostatnich latach lewica nie potrafiła też zapobiec rekordowemu wzrostowi przestępczości, z ponad 67 tys. zabójstw w 2017 r.

Grzechy lewicy

Dramatem Brazylii okazało się rozdarcie tego kraju wzdłuż niefunkcjonalnej i zdezaktualizowanej linii podziału sceny politycznej na prawicę i lewicę. PT w ubiegłych latach zanotowała niewątpliwy sukces w postaci względnej emancypacji geopolitycznej Brazylii i złagodzenia rekordowego rozwarstwienia majątkowego przez wydobycie z nędzy 40 mln. Brazylijczyków.

Liberalna polityka „afirmacyjna”zrodziła jednak uzasadniony sprzeciw klasy średniej wobec narzucania ideologii poprawności politycznej i pogrążania przez postmodernistyczną klasę polityczno-medialną kraju w pladze bezkarnej przestępczości. Dla brazylijskich elit ważniejsze okazało się dobro przestępców i społecznej patologii, niż dobro najbardziej twórczej gospodarczo i aktywnej politycznie klasy średniej.

Wyrazicielem wściekłości i resentymentu klasy średniej wobec ubogich stał się J. Bolsonaro. Jego słowa o tym, że ubogich należy sterylizować, Indianie są brudni i śmierdzą, a Murzyni przypominają małpy, spotkały się z aprobatą zmęczonej postmodernistyczną dyktaturą poprawności politycznej brazylijskiej klasy średniej. Konserwatyzm obyczajowy i społeczny J. Bolsonaro odpowiada również poglądom brazylijskich protestantów i coraz bardziej protestantyzujących się tamtejszych katolików. Ze światopoglądem protestanckim korespondują poglądy J. Bolsonaro o tym, że człowiek zawdzięcza sukces swojemu indywidualnemu wysiłkowi, a nie państwowym programom socjalnym.

Również poglądy takie jak demagogiczny „antykomunizm”, postulowanie powszechnego dostępu do broni, rozleglejszych uprawnień dla policji, surowszej polityki wobec przestępców, prywatyzacji własności państwowej (w tym „uczciwej” prywatyzacji kompanii naftowej Petrobras), odejścia od „pozytywnej dyskryminacji” na rzecz kobiet i Kolorowych, postawa pro-life, walka z feminizmem i ideologią „genderową”, odpowiadają protestanckiemu konserwatyzmowi i nastrojom klasy średniej mającej dość „komuchów” i „leniwych biednych” którzy w okresie rządów lewicy „dorwali się do koryta”.

Lewica brazylijska płaci cenę za to, że nie oczyściła się nigdy z tendencji liberalnych. O ile w przypadku lewicy integralnej w Boliwii, w Nikaragui, w Wenezueli, na Kubie, tendencje narodowe i niepodległościowe przeważały nad liberalnymi kulturowo, o tyle w przypadku Brazylii te dwa nurty pozostawały w najlepszym razie w równowadze. Program ideowy i kulturowy Partii Pracujących zmierzał do zarażenia Brazylii rozkładową społecznie ideologią społeczeństw późnokapitalistycznych z ich obsesją „molestowania seksualnego”, „mowy nienawiści” i humanitaryzmem moralnie obezwładniającym wobec wszelkich społecznych patologii.

W krajach europejskich ta stanowiąca w istocie lewicowy wariant liberalizmu ideologia rozbroiła moralnie tutejsze społeczeństwa wobec masowego najazdu imigrantów z Azji i Afryki. W Brazylii uniemożliwiała poradzenie sobie z zalewającą kraj przestępczością i podkopywała moralność i instytucje społeczne takie jak rodzina. Specyficznie korzystna sytuacja polityczna Brazylii (osadzenie w więzieniu wyborczego faworyta Luli da Silvy) umożliwiła to, co okazało się niewykonalne w Europie: przełamanie dominacji demoliberalnej oligarchii rządzącej.

Słabości prawicy

Koncepcje polityki gospodarczej i społecznej J. Bolsonaro ewidentnie jednak nie odpowiadają wymogom i tradycji kraju takiego jak Brazylia. Cywilizacja brazylijska miała charakter katolicki i łaciński, tak więc ekumeniczny. Dzisiejszym wyzwaniem dla tego państwa jest integracja społeczna, modernizacja ekonomiczna i infrastrukturalna, oraz geopolityczna emancypacja od północnoamerykańskiego hegemona. J. Bolsonaro nie ma tu nic do zaproponowania, a najpewniej wręcz doprowadzi do pogorszenia w tych obszarach stanu rzeczy.

Przykładowo: zaniechanie programów społecznej inkluzji ubogich nasili i tak rekordowe w skali świata rozwarstwienie majątkowe społeczeństwa brazylijskiego, co zagrażać wręcz może narodowej i w dalszej kolejności też politycznej jedności państwa poprzez wyłączenie ze wspólnoty politycznej całych grup ludności. Zaniechanie protekcji rdzennych ludów Brazylii i dyskryminacja Kolorowych osłabi podstawy kulturowej i społecznej specyfiki Brazylii, przenosząc na jej grunt rasowe antagonizmy typowe dla społeczeństw anglosaskich. Tak zwana „walka z korupcją” i „prywatyzacja” własności państwowej – w tym takich przedsiębiorstw strategicznych jak Petrobras – oznaczać może jedynie osłabienie podmiotowości elit brazylijskich przez pozbawienie ich kontroli nad kapitałem, władza nad którym zostanie przekazana w ręce jankesów.

W oczekiwaniu na ideę tożsamościową

Fakt jednak, że faworytem wyborów nie był w istocie J. Bolsonaro lecz L. I. Lula da Silva, i że gdyby nie działania sprzyjającego prawicy wymiaru sprawiedliwości, to właśnie były prezydent stałby się zwycięzcą także obecnych wyborów, dowodzi, że tęsknot narodu brazylijskiego nie wyczerpuje zastąpienie demoliberalizmu postmodernistycznego przez prawicowy neoliberalizm. Większość Brazylijczyków chce porządku społecznego i kulturowego, ale też niepodległości i rozwoju narodowego. Zgodnie z hasłem widniejącym na sztandarze tego państwa: „Ordem e progresso” – „Ład i postęp”.

 

Ronald Lasecki

3 komentarze

  1. Zacznijmy od map: https://imgur.com/a/ez1gmPN
    W powyższym artykule brakuje mi jednej rzeczy: oczywistego podziału rasowego głosów. Bolsonaro może być ostatnią nadzieją białych odzyskania kontroli nad tym zrujnowanym krajem. W powyższym artykule słowo „ubodzy” należy zastąpić słowem „kolorowi” i nagle sytuacja staje się jaśniejsza. Zamiast skupiać się na powierzchownie istotnych różnicach między katolikami a protestantami należy zauważyć że istnieje inny gigantyczny podział w brazylijskim społeczeństwie o którym oczywiście nie wolno mówić.

    Jest to sytuacja z którą mierzy się każdy wielorasowy „naród” – w głębi rzeczy populacje które go zamieszkują nie przystają do siebie i żadna próba budowy wspólnoty w oparciu o liberalne idee nie zmienia faktu, że każda grupa najchętnie pozbyłaby się pozostałych. Zmuszane są one jedynie przez zastałe, liberalne status quo do pozostawania jednym, dysfunkcjonalnym „narodem”.

    „Wydobycie z nędzy” 40 milionów brazylijczyków odbyło się zgadnijmy czyim kosztem względem kogo, Podobnie która z tych grup popełnia te wszystkie morderstwa? która płaci podatki?… itd itd

    • Aż dziwne, (biorąc Twoją teorię jako prawdę), że owe „rasowe podziały i problemy” nie dotyczą chociażby od tysiącleci etnopluralistycznej Rosji. Żyje tam mnóstwo narodowości, przedstawiciele kilku typów rasowych i jakoś wielkich problemów nie ma. W samej Moskwie jest olbrzymia rzesza muzułmanów (Moskwa to demograficznie drugie miasto muzułmańskie geograficznej „Europy” po Stambule).

      Czyli problemem nie jest sam fakt wspólnego życia różnych etnosów w ramach jednego państwa / Imperium; problemem mogą być stosunki jakie panują w społeczeństwie („sprzeczności w łonie ludu” – chciałoby się zacytować wielkiego Mao)

      Rozwiązaniem nie jest ani kapitalistyczno-liberalne multikulti ani rasistowskie czystki etniczne.
      Oba stanowią rozwiązania utopijne bo nie odnoszą się do głównego problemu – którym jest kapitalizm i międzynarodowy system imperialistyczny pod wodzą USA

      • Co do Brazylii to nie wiem jak to w rzeczywistości wygląda to nie będę się wypowiadał, ale jeśli chodzi o Rosję to gościu bredzisz, w Czeczenię ładowana jest masa kasy, a rosyjska prowincja w większości jest daleko w tyle za standardami cywilizacyjnymi i nie mówię tu o „postępie” kulturowym tylko o poziomie życia, w duże miasta typu Moskwa i Petersburg pewnie jest ładowane sporo kasy chociaż pewnie tam są dzielnice biedy. „W Rosji nie ma napięć etnicznych” – nie bez powodów jakoś nie chce mi się w to wierzyć, pomijam kwestie geopolityczne, bo to nie jest ten sam temat nawet jeśli hipotetycznie oba tematy mogą być powiązane. Nie uznaję też myślenia zerojedynkowego, że albo można być „obywatelskim nacjonalistą”, albo optuje się za ludobójstwem innych ras, mamy inne alternatywy, nie jestem wrogiem innych ras ani nie popieram multikulturowej inżynierii społecznej. Upraszczanie tematu do „za wszelkie zło na świecie winne są USA i kapitalizm” dobre jest dla wielbicieli Putina, a sytuacja jest bardziej złożona, przyznaję jednak że USA i system liberalny są jednymi z elementów całej układanki.

Dodaj komentarz