Piotr Pętlicki: Troska o Polskę

Martwię się o nasz kraj. Sytuacja w ojczyźnie napawa smutną konstatacją, iż jesteśmy prawdopodobnie ostatnim pokoleniem, które pamięta Polskę jako kraj biały i chrześcijański, jednolity etnicznie i religijnie. Mamy też ten zaszczyt, jako naród składający się w znamienitej większości z obywateli o pochodzeniu chłopskim, jeszcze znać i pamiętać – dzięki pokoleniu naszych babć – polską wieś, przesyconą tradycyjną obrzędowością i kontaktem z przyrodą. Przydrożne krzyże, mleko wydojone prosto od krowy.

Wszystko wskazuje na to, że nasze dzieci za kilkanaście lat będą znały Polskę już jako kraj podobny do Holandii albo Belgii. Jesteśmy więc pokoleniem łączącym ostatnie pokolenie Tradycji z pierwszym pokoleniem Nowoczesności. Pokoleniem przejściowym.

Sytuacja w kraju przypomina sytuację z lat 70. z Francji, Hiszpanii czy Włoch. A więc krajów również katolickich, o katolickiej kulturze i jeszcze katolickim prawodawstwie. O wspaniałych tradycjach obrony cywilizacji europejskiej, również tych całkiem niedawnych, z lat 30. i 40., kiedy miały miejsce ostatnie bitwy w jej obronie, a w których przedstawiciele owych krajów mieli niebagatelny i cenny udział. Wówczas w państwach tych rządziła również tzw. prawica, która co prawda nie inicjowała żadnych zmian, natomiast jej horrendalnym i śmiertelnym błędem był brak reakcji na zmiany podskórnie zachodzące. I tak rządzący we Francji post-gaulliści rozpoczęli sprowadzanie ze względów ekonomicznych imigrantów z krajów obcych kulturowo. Dokładnie to samo dzieje się obecnie w Polsce, a najbardziej chyba zauważalne jest w Warszawie, gdzie okazuje się, że kolorowe rodziny robiące zakupy w galeriach handlowych – to nie są niestety turyści…

Również u schyłku frankistowskiej Hiszpanii rozpoczęło się wejście skrajnej lewicy na uniwersytety – a rządzący skupieni jedynie na słupkach ekonomicznych i utrzymaniu jako-takiego spokoju politycznego nie byli zupełnie zainteresowani zapobieżeniem tej lewicowej infiltracji. We Włoszech podczas rządów Chrześcijańskiej Demokracji zalegalizowano zabijanie nienarodzonych dzieci.

Co to wszystko wspólnego ma z Polską pod rządami Prawa i Sprawiedliwości? Pozornie mamy prawicowy i konserwatywny rząd. Biorąc pod uwagę stan polskiego ustawodawstwa w dziedzinie ochrony życia i małżeństwa, mamy najbardziej konserwatywny rząd w Europie (ponieważ na Węgrzech i we Włoszech legalna jest aborcja oraz związki partnerskie homoseksualistów, a rządzące partie prawicy – Fidesz i Liga – nie mają zamiaru tego zmieniać). Wielokrotnie czytałem na zachodnich stronach internetowych zachwyty nad rządem PiS, który nie zgodził się na przymusowe przyjmowanie imigrantów (po to, żeby sprowadzić ich zupełnie dobrowolnie) oraz broni zdrowego rozsądku w kwestiach obyczajowych (po to, żeby swoją indolencją prawdopodobnie dać wygrać kolejne wybory Katarzynie Lubnauer i Barbarze Nowackiej).

Jedyną istotną kwestią, w której nastąpiła wymierna kontrrewolucja, jest cofnięcie finansowania in vitro przez rząd (opanowanie przez liberałów i lewicę samorządy zaczęły więc finansować in vitro z własnych środków). Nie było ani obiecanej zmiany ustawy o in vitro, tak by nie mrozić dzieci w ciekłym azocie, ani cofnięcia genderowej konwencji stambulskiej, której zapisy nakazują zwalczanie tradycyjnej rodziny, podczas gdy Sąd Konstytucyjny Bułgarii orzekł niezgodność konwencji z konstytucją.

PiS swoimi pokracznymi i nieprzemyślanymi działaniami daje paliwo polityczne skrajnie liberalnej opozycji. Pisowski blamaż w sprawie ustawy o IPN, który po chwilowym wymachiwaniu szabelką skończył się upokarzającym klękaniem przed włodarzami państwa położonego w Palestynie przejdzie do annałów antypolityki. Wszystko wskazuje na to, że to samo stanie się z osławioną reformą sądownictwa. Skoro PiS nie jest w stanie skutecznie obronić swoich ustaw, to po co komu taki rząd, który od PO i Nowoczesnej różni się jedynie tym, że ustawy wprowadza żeby po kilku miesiącach je odwołać, a PO by ich w ogóle nie wprowadzała, lecz skutek byłby ten sam?

PiS nie wykorzystał również szansy na odwojowanie nauki i kultury z rąk lewicy. Panoszą się wszędzie organizacje pozarządowe, które wchodzą do szkół siejąc propagandę zboczeń dzieciom. Coraz popularniejsze są studenckie „komitety antyfaszystowskie” na uczelniach. Aborcyjne czarne protesty mobilizują setki tysięcy młodych kobiet. Odbywają się marsze sodomitów, które za rządów PiS pojawiły się nawet w Rzeszowie i Częstochowie. A to wszystko przy braku jakiejkolwiek reakcji rządzących, którzy myślą, że nie „mieszając się” w sprawy obyczajowe zwiększą sobie poparcie. Jak widzimy poparcia liberałów im to nie przysporzyło, zaś stracili jedynie poparcie elektoratu konserwatywnego. Ani jeden pisowski wojewoda nie wydał zakazu organizacji marszu dewiantów – paradoksalnie jedynym urzędnikiem, który wydał taki zakaz, był prezydent Lublina należący do PO. Który zresztą wygrał wybory w I turze z 63% poparciem.

Zmiany, które zaszły w ostatnich 3 latach są nieodwracalne. Nigdy dotąd nie było takiej mobilizacji sił antytradycyjnych. Do tego dochodzi postępująca laicyzacja społeczeństwa. To wszystko jest niestety zasmucającym prognostykiem. Nie dalej jak za 30 lat będziemy drugą Francją.

Co więc robić? Próba zmiany sytuacji na płaszczyźnie politycznej wydaje się mało realna. Wynik wyborczy Ruchu Narodowego, jedynej siły, która stanowi alternatywę dla PiS, również nie napawa optymizmem. Pozostaje więc praca organiczna oraz obrona tego, co najcenniejsze w najbliższym otoczeniu, a więc krzewienie wartości katolickich i patriotycznych wśród rodziny i przyjaciół. A także, co chyba najważniejsze, zakładanie licznych wielodzietnych rodzin, spośród których najłatwiej i najszybciej zrekrutujemy nowych adeptów idei tradycjonalistycznych i narodowych. Liberałów możemy pokonać jedynie demografią. Oni będą lansować model „dwóch partnerów plus pies” – a my, jak śpiewał przed laty pewien zespół rockowy, „szczęśliwe rodziny, normalne życie, mechanizm, który działa bez skazy”.

A tymczasem – wszyscy 11.11 do Warszawy. Tam się policzymy i pokażemy, że jest nas więcej, niż ich. A potem przez kolejne pół roku będziemy im spędzać sen z powiek. I tak do następnego Marszu.

7 komentarzy

  1. „Sytuacja w ojczyźnie napawa smutną konstatacją, iż jesteśmy prawdopodobnie ostatnim pokoleniem, które pamięta Polskę jako kraj biały i chrześcijański, jednolity etnicznie i religijnie.”
    Autor jest niekonsekwentny w tym, co pisze bo z jednej strony przyznaje, że jednolitość etniczna i rasowa jest ważna, a z drugiej strony uważa RN, który odrzuca nacjonalizm inny niż kulturowy/obywatelski za „alternatywę dla PiS” (pytanie, czy RNowcy w ogóle uważają siebie za „nacjonalistów”, bo w aktualnej terminologii szeroko rozumianej prawicy nacjonaliści i „narodowcy” to nie to samo), jest przeciwny ugrupowaniom radykalno-rewolucyjnym takim jak NOP, Szturmowcy, czy Falanga (pomijam różnice geopolityczne), a w ostateczności „narodowcy” chcą maszerować z PiSem. Z samą oceną obecnego rządu „dobrej zmiany” zgadzam się, Zjednoczona Prawica to taki sam antypolski sojusz, jak te wszystkie KODy, Koalicje Obywatelskie itd i oni w ostateczności doprowadzą Polskę do katastrofy tyle tylko że bardziej podstępnym sposobem niż poprzedni rząd PO-PSL, nie mogę się zgodzić jedynie z oceną tych wszystkich ugrupowań „narodowych”, te ugrupowania istnieją jedynie po to, by być wieczną opozycją, która nigdy nie przejmie władzy, a co najwyżej czasem coś powie źle o PiSie, ale ich propaganda nie spowoduje przejęcia patriotycznego elektoratu PiSu, bo będą to robić niemrawo, a przez to motłoch i tak będzie mieć taką „logikę”, że nie ma sensu głosować na mniejsze ugrupowania, bo „jak nie PiS to PO”, dochodzi do tego liberalizm gospodarczy RNu, co już jest porażką wizerunkową, bo poza mentalnymi gimbusami zwykli ludzie mają w dupie korwinizmy, chcą żyć, a żadna „niewidzialna ręka wolnego rynku” tego nie da. Mainstreamowi przedstawiciele narodowców odbierają tylko poparcie społeczne prawdziwym nacjonalistom, którzy realnie, czyli rewolucyjnie chcą zmiany, przez co naturalnym ich wrogiem jest PiS i już leci nagonka o czyhających faszystach za rogiem, nakręca się reklamy z weteranami popierającymi zdrajców zawłaszczającymi sobie na własność symbol Polski Walczącej, co z tego, że pod tym symbolem walczyli też nacjonaliści z ONRu obu odłamów, zadrużanie, endecy, a nawet polscy NSi i faszyści (tak, byli tacy to nie jest ściema)? Ruch Narodowy tylko PiSowi i antifie przyklaskuje w nagonce na narodowych rewolucjonistówx tak więc nie są żadną alternatywą.

  2. Trawestując Adama Wielomskiego, dziś „jedna przespana na śniegu noc i jedna samodzielnie złowiona ryba znaczy więcej, niż wielotysięczne marsze narodowców”.

  3. RN nie jest żadną alternatywą dla PiS, tylko jego przystawką i kiepską podróbą – programowo i mentalnie niczym nie różni się od PiS. A jeśli ktoś chce mieć wielodzietną rodzinę, a swoich synów i córki wychowywać w środowisku „przesyconym tradycyjną obrzędowością”, w kontakcie z przyrodą, z „mlekiem od krowy i przydrożnymi krzyżami”, to zamiast co roku maszerować bez celu i sensu po Warszawie, powinien przygotować się do emigracji na Syberię – jak najdalej od „cywilizacji zachodniej” i jej zawszonych wartości.

  4. „Oni będą lansować model „dwóch partnerów plus pies””

    To jest prawda, tyle, że demograficznie ze sprowadzanymi tu przez nich murzynami czy arabami nie wygramy. I podobnie jak na zachodzie, własne państwo będzie pieniędzmi wyszarpanymi rdzennej ludności, finansować rozród obcych na tym terenie. Już teraz 500+ się do tego świetnie nadaje. A lewactwo ma gdzieś przetrwanie, bo oni i tak swoją perspektywę postrzegania kończą na sobie. Nie rozmnożą się, nie przeniosą swych genów w przyszłość – i dobrze, bo po co głupcy mają się rozmnażać. Tyle, że w tą otchłań i nas chcą wciągnąć. I patrząc po krajach zachodu, to się udaje.

  5. Ryszard Kubaszko

    Najwyższy czas wyzbyć się złudzeń, co do faktycznego charakteru PIS-u, który tylko lepiej kostiumem narodowo-katolickim maskuje swoją antypolską agenturalność.

Dodaj komentarz