Bartosz Bekier: Atak BBC udaremniony? Kulisy brytyjskiej prowokacji na Marszu Niepodległości

Przy okazji obchodów 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości miałem stać się narzędziem brytyjskiej tuby propagandowej o 100-milionowym tygodniowym audytorium, zaś lokalne konie trojańskie były gotowe zapewnić odpowiedni rezonans lokalny. Chciałbym o tym opowiedzieć.

Żyjemy w czasach totalnej wojny sieciowej, która jest charakterystyczna dla społeczeństwa informacyjnego, a więc cywilizacji trzeciej fali technologicznej. Nie ma tutaj linii frontu,  a walki zbrojne często stanowią jedynie tło dla istotnych z punktu widzenia kampanii uderzeń, zaś prawdziwym celem tej wojny jesteśmy my sami – nasze umysły, świadomość, tożsamość. W „kamasze” poszły prawie wszystkie „fabryki informacji”, które w każdym kraju możemy z grubsza i w pewnym uproszczeniu podzielić na dwie kategorie: tuby państwowe, reprezentujące punkt widzenia określonej stolicy (w sensie politycznym) oraz tuby trojańskie, dokonujące obcej dywersji w języku autochtonów na danym terytorium.

Gdy w pewien październikowy poranek otrzymałem wiadomość od BBC, doskonale wiedziałem do jakiej kategorii przypisać moich rozmówców. Tego samego dnia usłyszałem w słuchawce sympatyczny głos pracującej dla nich Kate[i], który zachęcał mnie do wzięcia udziału w zdjęciach do brytyjskiego dokumentu z okazji 100-lecia odzyskania przez Polskę niepodległości.  Dość szybko i łatwo można było z tej rozmowy wydedukować, że Kate wcale nie chodzi o wyważone wypowiedzi np. o ojcach polskiej niepodległości, o Dmowskim, Piłsudskim, Witosie, czy Paderewskim. Prawdopodobnie zobaczyła skrzyżowane karabiny w logo Xportal.pl, potem poczytała trochę złej prasy w liberalnych mediach, więc ostatecznie zapragnęła na 11 listopada nakręcić coś w rodzaju leśnej imprezy TVN na cześć Adolfa Hitlera. Ze mną i z Falangą w roli głównej. Wkrótce okazało się, że miałem rację.

 

Kate dość szybko i odważnie przeszła do konkretów. Jeszcze w rozmowach telefonicznych, prawdopodobnie chcąc wybadać, czy jest sens fatygować się do mnie aż z UK, czy też może szukać sobie innego kandydata, zadała mi kilka pytań kontrolnych. Czym jest dla mnie PRAWDZIWA niepodległość, kto jest dla mnie PRAWDZIWYM Polakiem, co Polacy sądzą o wzrastającej fali nacjonalizmu i czy to fajnie, że rośnie. Ta fala.

Cóż, to zabrzmiało jak z góry ustalony plan. I ja też powziąłem pewien plan, inscenizację w inscenizacji. Niech nas zobaczą, tych okropnych, polskich faszystów. Po upewnieniu się, że rzucam przynętę, a nie pętlę na szyję (mogłem wreszcie powiedzieć to słynne filmowe „dobra, ale na razie jedziemy off the record”), opowiedziałem co mi tam na sercu leży w kwestii przyszłości Polski i Europy. Kate była bardzo zadowolona, trzebiotała, że ten dokument będzie teraz głównie o nas! Prosiła, żebym zorganizował jej jakiegoś polskiego radykała, z którym ekipa BBC mogłaby spędzić trochę więcej czasu kręcąc „dzień z życia ekstremisty”. Oczywiście z entuzjazmem przystałem na tę propozycję, zaś na mojej twarzy zagościł szczery, słowiański uśmiech, gdy pomyślałem o tym, iż zmarnują cały dzień zdjęciowy ze znajomym miłośnikiem kotów (ma aż cztery). Zaproponowałem cały plan ramowy wyjazdu BBC. „Sounds like a plan!”, cieszyła się Kate.

Ostatecznie stanęło na tym, że miałem zorganizować im cały pobyt. Prócz wspomnianego „Dnia Radykała”, zaplanowany był jeszcze „Radykał na Wyjeździe” (przejazd z ekipą udającą się na Marsz Niepodległości do Warszawy), „Pijany Radykał” (wspólna wizyta w pubie), „Radykalny Mądrala” (uczona dyskusja w biurze, pewnie o wyższości białej rasy, czy coś w ten deseń) oraz „Uliczny Radykał” (sfilmowanie grupy na Marszu Niepodległości podczas wznoszenia hiper-ultra-radykalnych haseł).

Układając szczegóły przebiegu poszczególnych punktów programu zakładałem dwa scenariusze. Albo występując przed 100-milionowym audytorium będę zakulisowym reżyserem najbardziej nudnego reportażu o „faszystach” w historii brytyjskiej telewizji (chociaż sam bym chętnie go obejrzał, momentami miało być surrealistycznie, a poczułem w sobie reżyserski potencjał), albo z uwagi na brak oczekiwanych efektów i wypowiedzi cały projekt zostanie, mówiąc brzydko, uwalony. Czyli tak, czy owak, nici ze szkalowania Polski na arenie międzynarodowej, a przecież temu ten dokument BBC miał w założeniu posłużyć.

Desant ekipy BBC do Polski nastąpił prawie tydzień przed Marszem Niepodległości, tak żeby mieli czas się trochę rozgościć i poznać „polski faszyzm” od środka. O ile młodziutka Kate dosłownie wszystko łykała, na miejscu pojawił się też stary wyga, profesjonalista Mike[ii], który zorientował się, że coś jest nie tak już na etapie „Radykalnego Mądrali”. Zaprosiłem ekipę do mojego ulubionego biura znajdującego się na jednym z ostatnich pięter najwyższego drapacza chmur w Warszawie. Wiecie Państwo, żeby było tak nowocześnie, na bogato, gospodarczy sukces Polski i szklane domy, w których można się napić pysznej, darmowej latte za rewolucję narodową i społeczną. Spodziewali się pewnie Tajnej Kwatery Rebeliantów z radykalnymi symbolami na ścianach – oczywiście to nie oznacza, że takiej nie mamy! Trochę się zawiedli, choć z drugiej strony widać było, że przez chwilę liczyli jeszcze na personifikację sloganu „faszyzm to styl życia dla pracowitych profesjonalistów” znany z australijskiego skeczu „Fascism is Fun”, albo chociaż coś w rodzaju anarchistycznego drapacza chmur z zapomnianej już powieści Masłowskiej.

Widać było, że zawodowemu propagandyście z BBC coś już od progu się nie zgadzało. Zorientowałem się dopiero retrospektywnie, bo początkowo Mike w ogóle się nie wychylał ze swoją nadrzędną wobec reszty ekipy funkcją i udawał zwykłego kamerzystę. Dopiero gdy kolejne tendencyjne pytania prowadzącej wywiad prezenterki spotykały się z osobliwymi odpowiedziami, włączył się otwarcie w dyrygowanie całym przedsięwzięciem, z dyktowaniem pytań zza kamery włącznie. Pytań, które często zawierały tezę.” – Czemu rasizm jest tak popularny w Polsce? – Rasizm i neonazizm to marginalna subkultura, która przybyła do Polski ze świata anglosaskiego. – Jakie idee niesie za sobą „polskość”? – Walkę o wolność „naszą i waszą”. – Dlaczego imigranci obawiają się w Polsce o swoje życie? – Znam wielu emigrantów, zwłaszcza z Syrii, robią w Polsce kariery i świetnie się asymilują z polską wspólnotą narodową, czego nie można powiedzieć o rzekomo tolerancyjnych społeczeństwach Zachodu. – To dlaczego 11 listopada boją się wyjść z domu na ulice Warszawy? – Bzdura, część z nich czeka na 11 listopada z utęsknieniem, bo żadnego dnia w roku nie ma takich wyników w sprzedaży kebabów etc. etc. To zresztą sama prawda, proszę spytać właściciela sieci „Amrit”, był ze mną w Syrii.

Dla pewności, że żadne moje słowo nie zostanie przeinaczone, całość wywiadu nagrałem na ukryty dyktafon. Bardzo żałuję, że nie pomyślałem o żadnej wizji, bo naprawdę chcielibyście Państwo zobaczyć ich miny. Gdy po pierwszym nagraniu pożegnałem się z ekipą, a dziennikarze BBC niepysznie opuścili gmach biurowca, nie wiedziałem jeszcze, że widzę ich po raz ostatni. Stary wyga Mike chyba niestety domyślił się, że wszystkie punkty ich programu ramowego z nami mogą wyglądać podobnie. Później dowiedziałem się, że uruchomili plan awaryjny, czyli m. in. spotkanie z przedstawicielami ONR, Ruchu Narodowego, czy np. sfilmowanie autobusu jadącego na Marsz (mój „Radykał na Wyjeździe”!), bodajże z Poznania.

Choć jako reżyser czuję się nie do końca spełniony, szkalujący Polskę materiał do dziś nie powstał. BBC ograniczyło się do pokazania kilku tendencyjnych przebitek z Marszu Niepodległości, wraz z wypowiedzią jednego z organizatorów. Co ciekawe, polskojęzyczne media scharakteryzowane na początku tego tekstu jako „tuby trojańskie” przeznaczone do uprawiania lokalnej dywersji, jako materiał z Marszu pokazywały głównie to, co sfilmowały zachodnie telewizje. Tak, te same tuby, które dzisiaj tak jak TVN są oskarżane o zorganizowanie neonazistowskiej inscenizacji z płonącą swastyką w tle. Cel był ten sam: oczernienie wizerunki Polski, nowa ofensywa w wojnie informacyjnej przeciwko Warszawie. Liberalne media w Polsce wpisują się w ten sposób w działalność obcych ośrodków, typu BBC, aby liberalni politycy w parlamencie europejskim znowu mogli wykrzykiwać o marszu 250 tys. faszystów w Polsce. Brytyjska stacja zrobiła naprawdę dużo, by móc pokazać w kadrach radykalną młodzież wykrzykującą „Heil Hitler”. Tak zwane „prowokacje dziennikarskie”, jak w przypadku TVN-owskiej afery „Wafel SS”, to parawan dla wyreżyserowanego teatru kłamstw i fabryki fakenewsów.

Nie wiem, czy materiał BBC montowany przeciwko Polsce nie powstał dlatego, że ostatecznie wszystko musieli robić na ostatnią chwilę, a ich rozmówcy z ONR i RN również myśleli głównie o tym, po co ten materiał właściwie powstaje, czy też może w Londynie wciąż jeszcze się trudzą, żeby cokolwiek z pozyskanych materiałów zmontować.

Jedno jest pewne – nie tak miało być! Ale możecie być pewni, że prób będzie więcej.

________________

 

[i] Imię zmienione

[ii] Imię zmienione

 

3 komentarze

  1. Well done, jak mawiają nasi anglosascy „przyjaciele” 🙂

  2. Szkoda, że się tak szybko poddali, bo ta gra czym by była dłużej ciągnięta, tym byłoby śmieszniej. Czy oni w ogóle wiedzą, że polskie środowiska narodowe popierają Syryjczyków pod przywództwem B. al- Asada i tutaj mogliby znaleźć jakąś sensację:-)

  3. NałęczowiankaSportMineralnaNiskosodowa

    Winszować bystrości umysłowej Redaktora Naczelnego (bez ironii to piszę) bo nie każdy na polskiej scenie „nacjonalistycznej” byłby tak w stanie po pierwsze wyczuć przynętę zarzuconą przez obce media a po drugie tak sprawnie to rozegrać,.

Dodaj komentarz