Konrad Rękas: Casus Macedonii, czyli NATO i UE (znów) na szlaku Hitlera

Grecy i Albańczycy zmienili Macedończykom nazwę państwa, żeby mogli nim rządzić… Amerykanie.

Na żądanie Greków, bez poparcia większości Macedończyków wyrażonego w referendum (bojkotowanego skutecznie przez siły patriotyczne) – najpierw parlament Macedonii głosami Albańczyków przegłosował zmianę nazwy państwa macedońskiego, co następnie zostało łaskawie zaakceptowane (wbrew protestom greckich z kolei nacjonalistów) przez prowadzących całą tą idiotyczną, a szkodliwą awanturę polityków greckich, działających w interesie Amerykanów. Podkreślmy – siły narodowe w obu krajach opowiedziały się przeciw dealowi, zawartemu przez skorumpowane elity ewidentnie przeciw racji tak macedońskiej, jak i greckiej.

Porozumienie Macedonia – Grecja, zmieniające nazwę tej pierwszej i otwierające drogę do wchłonięcia „Macedonii Północnej” przez NATO i UE – nie jest jednak wcale tak oryginalne w stosunkach międzynarodowych. Pamiętamy wszak, że Czechy również zgodziły się zostać protektoratem niemieckim, a w zamian Hitler przestał blokować wchłonięcie Czech przez III Rzeszę…

Kto zyska na Anschlußie Macedonii

Tymczasem analizując na zimno – rozpoznane zagrożenia dla bezpieczeństwa Macedonii dzielimy na:

– Wewnętrzne:

  1. groźba wojny domowej i/lub irredenty albańskiej.

– Zewnętrzne, ze strony:

  1. Kosowa,
  2. Albanii,
  3. Grecji.

Pytanie brzmi: przed którym z tych zagrożeń Macedonia („Północna „) może zostać obroniona przez NATO?

Dalej – gospodarka Macedonii opiera się na rolnictwie (i znakomitej żywności), usługach oraz drobnym przemyśle, głównie przetwórczym[i]. Kraj może jednak czerpać zyski leżąc na potencjalnie optymalnej trasie jednej z nitek południowych gazociągów zasilających europejską energetykę[ii]. Nic też nie stoi na przeszkodzie, by odrzucając dyktat Światowej Organizacji Zdrowia i zachodnich doradców – Macedończycy wybrali drogę wewnętrznego rozwoju, choćby na wzór białoruski, przy utrzymaniu relacji handlowych i inwestycyjnych nie tylko z obecnymi partnerami (jak Niemcy), ale także z podmiotami eurazjatyckimi (tak Rosją, jak i Chinami).

Tymczasem Unii nie potrzebny jest kolejny kraj rolniczy, w takich przypadkach Wspólna Polityka Rolna służy do WYGASZANIA, a nie podtrzymywania produkcji rolnej.

Jak wiemy też, UE nie zajmuje się wspieraniem przemysłu, a co najwyżej PRZEJMOWANIEM i/lub likwidowaniem poszczególnych jego gałęzi i zakładów.

A do rozwoju turystyki UE nie jest Macedonii w ogóle potrzebna.

Pytanie brzmi więc: po co Zachodowi Macedonia – czy przypadkiem nie jedynie dla zablokowania planów energetycznych? I przy okazji rozszerzenia największej w Europie bazy militarno-narkotykowo-terrorystycznej, w jaką zamieniono Kosowo i Albanię…

Oczywiście, klasyczny wabik zachodni – to obietnica przyszłego otwarcia rynków pracy, którą wcześniej skuszono wszak Polaków, Rumunów, a dziś kusi się Ukraińców. To jednak znów – korzyść dla gospodarek zachodnich, a nie dla Macedonii. Żadna zdrowa gospodarka nie może wszak powstać w wyniku drenażu siły roboczej i potencjału intelektualnego narodu!

Polskie doświadczenie macedońską i serbską szansą

Oczywiście jednak – także sytuacja polityczna ostatnich niezależnych Południowych Słowian nie jest realnie lepsza niż – powiedzmy – Polaków w latach 90-tych. Prezydent Serbii, Aleksander Vucić to nic więcej niż serbski… Kaczyński, działający wg zasady: na potrzeby krajowe dużo andronów o „dumie narodowej„, na zewnątrz, wobec UE i USA pełna dyspozycyjność i uniżoność, a wszystko w sosie nieudolności i sitwy. Różnica polega natomiast na o wiele większym naturalnym instynkcie obronnym samych Serbów, którzy wciąż opierają się wizji kapitulacji przed historycznym, okrutnym wrogiem, jakim było i jest NATO – a ponadto opowiadają się za utrzymywaniem jak najbliższych relacji z Rosją. Vucić to wie, stąd na potrzeby swojego twardego elektoratu co jakiś czas wykonuje demonstracyjne gesty i ściska dłoń prezydenta Putina, jednak sam – niczym drugi Kaczyński – pod patriotycznymi sztandarami ciągnie swój kraj i naród w zachodnią niewolę.

Czystych rąk nie ma też ex-premier Macedonii, Nikoła Grujewski – lider opozycji patriotycznej, ukrywający się na Węgrzech przed aresztowaniem zarządzonym przez pro-europejską koalicję socjaldemokratów i Albańczyków i załamujący obecnie ręce nad skutkami pro-zachodniego kursu Skopje, którego przecież niegdyś sam był… współautorem! Niestety dla Macedończyków, ale Grujewskiego również nawróciło przecież na „patriotyzm„, a nawet „wschodniość” (nie mówiąc o niebezpiecznej, a wyjątkowo zakłamanej w jego przypadku albano-sceptyczności) dopiero po… utracie władzy.

To przykre i niebezpieczne, ale naturalnym stanem niemal wszystkich ludów słowiańskich – wydaje się być staza, niechęć do zmian, szczególnie zbyt dynamicznych, a także w wielu przypadkach bierność i prokrastynacja. Raz popchnięci w jakąś stronę dryfujemy w nią, dopóki nie pojawi się dostatecznie silny impuls przeciwny. Służy to tym spośród Słowian, na których drodze takie impulsy rozwojowe i obronne się pojawiały – osłabia pozostałych, skazanych (?) na powtarzanie sobie w nieskończoność „aby gorzej nie było…”. Z pewnością tak Macedończycy, jak i Serbowie zostali doprowadzeni do stanu zmęczenia, który miałby ich skłonić do przyjęcia coraz dalej idącego dyktatu Zachodu, w zamian za możliwość ucieczki z chlebem i trochę zagranicznego blichtru. Na tym tle słabnie pokusa kontynuowania samodzielności, borykania się z zewnętrznym naciskiem i wewnętrzną infiltracją, przy wciąż nie dość mocnym wsparciu ze strony potencjalnych alternatywnych partnerów z Chin i Rosji. Z jednej więc strony samemu nie podoławszy wyzwaniu przetrwania i oporu – trudno, byśmy od naszych południowych braci oczekiwali większej siły i wytrwałości. Zwłaszcza, że i w ostatnich trzech dekadach przeszli dużo więcej niż my, których przynajmniej wojny – jeszcze – oszczędziły. Coś jednak możemy przynajmniej podpowiedzieć, a może i pośrednio – pomóc…?

Jak pomóc Słowianom Południowym?

Zarówno Macedonia, jak i Serbia są obecnie na równi pochyłej nie w skutek NIE DOŚĆ pro-zachodniej polityki, ale właśnie PRZEZ swą coraz silniejszą pro-zachodniość, czyli – jak wspomniano – coś na kształt sytuacji Polski w latach 90-tych, w okresie antyszambrowania we Wspólnotach Europejskich w ramach naszej nieszczęsnej umowy stowarzyszeniowej. Macedończykom i Serbom wpiera się powtarzanie m.in. polskich błędów, stąd właśnie Polacy winni dzielić się z południowymi braćmi naszymi doświadczeniami i ostrzegać przed zagrożeniami. NATO nikogo, a już na pewno ani Polaków, ani Macedończyków przed nikim nie obroni – a przeciwnie, jedynie ściąga i potęguje niebezpieczeństwa grożące naszym nacjom. Unia Europejska to interes, a nie przedsięwzięcie charytatywne – dąży więc do maksymalizacji własnych zysków, w tym także kosztem mniejszych i uzależnionych bytów, takich jak Polska czy Macedonia (a także m.in. Serbia itd.). Zadaniem na dziś nie jest więc dywagowanie jak wciągać kolejne stolice, Skopje czy Belgrad w orbitę wpływów NATO (i USA) oraz UE – tylko działanie by się samemu spod tej dominacji, w polskim interesie wykaraskać. Dopóki zaś nieszczęśliwie wciąż jesteśmy składową tych przeciw-polskich struktur – właściwiej byłoby użyć tej naszej przynależności, by… utrudnić i zawetować Anschluß Macedonii i Serbii do Unii i NATO.

Jeszcze by nam kiedyś nasi słowiańscy bracia za to podziękowali.

Konrad Rękas

[i] http://www.stat.gov.mk/Default_en.aspx

[ii] http://www.balkaninsight.com/en/article/south-stream-halt-will-not-affect-macedonia

 

 

Dodaj komentarz