Ronald Lasecki: Metafizyczne znaczenia kary śmierci i jej zniesienia

Przeformułowanie na początku sierpnia bieżącego roku przez papieża Franciszka kanonu 2267 Katechizmu Kościoła katolickiego tak, iż na gruncie doktryny katolickiej kara śmierci została potępiona jako sprzeczna z nienaruszalnością i godnością osoby ludzkiej, wpisuje się w dłuższy trend rozkładu cywilizacji w Europie Zachodniej, trwający co najmniej od pięciu wieków i związany z narodzinami nowożytnej formacji humanistycznej i antropocentrycznej. Z kolei mające charakter ewolucjonistyczny uzasadnienie wprowadzonych zmian to świadectwo przenikania do doktryny katolickiej światopoglądu postmodernistycznego, polegającego na subiektywizacji wszystkich twierdzeń i zaprzeczaniu istnieniu twierdzeń subiektywnie nieuwarunkowanych.  Przyjrzyjmy się zatem na przykładzie rozumienia kary śmierci, jak w ostatnich wiekach w zachodniej Europie obumierała Tradycja:

Kara śmierci w światopoglądzie tradycyjnym

Przede wszystkim, w tradycyjnych społeczeństwach europejskich, wobec winowajców różnych kategorii społecznych stosowano odmienne rodzaje kar takie jak powieszenie, ścięcie, spalenie, pogrzebanie żywcem, ćwiartowanie, łamanie kołem. Po drugie zaś, egzekucji dokonywano publicznie, podczas zgromadzeń całej społeczności w miejscu kaźni. Publiczne rytuały egzekucyjne cieszyły się powszechną aprobatą społeczną, przyciągały setki ludzi i były punktem kulminacyjnym  spektakularnego festynu ludowego.

Dziś te wszystkie zwyczaje wydają nam się makabryczne i barbarzyńskie. Ze zgrozą czytamy, że niekiedy wciąż bywają praktykowane w niektórych krajach pozaeuropejskich. Światopogląd człowieka żyjącego w uniwersum Tradycji był jednak zupełnie inny, niż światopogląd ukształtowanego w humanizmie człowieka Zachodu. Okrutne metody egzekucji wpisywały się w archaiczną świadomość duchową, religijną i polityczną, samo stracenie skazańca nabierało zaś rangi aktu obrzędowego, misteryjnego i rytualnego. Archaiczny religijny i magiczny obraz świata średniowiecznego mieszkańca Europy obejmował również wiedzę na temat metafizycznych treści winy i kary.

W kulturze tradycyjnej celem egzekucji nie jest wymierzenie sprawiedliwości, lecz przywrócenie metafizyczno-moralnego ładu zachwianego przez zbrodnię. W świadomości człowieka tradycyjnego każdy czyn posiada znaczenie metafizyczne, sam człowiek nie istnieje zaś inaczej, niż w swojej społeczności. Społeczność ponosi kolektywną odpowiedzialność za zbrodnie i występki, których dopuścili się jej członkowie. Złoczyńca swoją zbrodnią burzy ordo mundi, ściągając na społeczność boski gniew i narażając ją na nieszczęścia. Wytrącony z równowagi Kosmos mógłby bowiem powrócić do niej wówczas w sposób gwałtowny i niemożliwy do zniesienia dla winnej wytrącenia go ze stanu uporządkowania wspólnoty ludzkiej.

Kara śmierci jako odkupienie wspólnoty

Społeczność mogła się jednak moralnie oczyścić, nakładając na zbrodniarza karę, której surowość dorównywałaby randze jego zbrodni. Zróżnicowany system kar reglamentowany jest w społeczeństwie tradycyjnym przez tradycyjne rytuały, a jego przestrzeganie jest wyraźnym żądaniem ludności. Obecność publiczności podczas egzekucji oraz milczące przyzwolenie na nią i jej poświadczenie przez lud są niezbędne, by egzekucja nabrała prawnej ważności. Publiczność kontroluje też prawidłowy przebieg egzekucji oraz, poprzez modlitwy i prośby o wstawiennictwo, dopełnia chrześcijańskiej posługi – zgodnie z wyrażanym w większości przypadków życzeniem skazańca.

W kulturze tradycyjnej zgromadzony lud mógł też wpływać na przebieg egzekucji. W sensie ontologicznym to bowiem nie władca egzekwował wobec siebie posłuszeństwo w tak drastyczny sposób jakim było uśmiercenie skazańca, lecz egzekucji dokonywała za pośrednictwem funkcjonariuszy ludowych cała społeczność, oczyszczając się w ten sposób i zmazując z siebie winę w obliczu Boga. Gdy zatem kat kilkukrotnie przy ścięciu nie trafił w szyję skazańca lub jeśli pod wisielcem zerwał się sznur, był to znak od Boga, wskazujący że skazaniec powinien zostać uwolniony. Stracenia należało również zaniechać, gdy dziewczyna na krótko przed egzekucją zapowiedziała wyjście za skazańca za mąż, lub jeśli kat obiecał poślubić skazaną kobietę.

Sakralny i magiczny wymiar egzekucji

Elementem rytuału był także handel egzekucyjnymi utensyliami jak sznury szubieniczne i części ciała skazańców. Rytuały krwi celebrowane były powszechnie przez uczestników egzekucji, spożywanie krwi zaś i określonych części ciała skazańców miało znaczenie magiczne i lecznicze. Krew ściętych uważana była na przykład za wyjątkowo skuteczny środek przeciw epilepsji. Jeszcze w XVII w. w wielu miastach Europy wolno było katom, za przyzwoleniem sędziowskim, napełniać kubki krwią ściętych i sprzedawać je chętnym.

Nie tylko kara śmierci

Średniowieczne prawo karne znało cały szereg rozmaitych kar cielesnych i pozbawiających czci, które uzupełniały karę śmierci. Karano banicją, postawieniem pod pręgierzem, publicznym biczowaniem, napiętnowaniem (wypaleniem hańbiącego znaku na czole, policzkach lub na plecach), oślepieniem, obcięciem ucha, języka, palca lub ręki. Kary więzienia nie były znane, a skazańców wtrącano do lochu jedynie dla przetrzymania ich tam do czasu ogłoszenia wyroku, który zazwyczaj szybko później wykonywano.

Zakopywanie żywcem

Kobiet w tradycyjnych społeczeństwach europejskich nie karano ścięciem, bowiem krew kobieca jest nieczysta, temu zaś kto ją zobaczy lub jej dotknie, groziło nieszczęście. Złodziejki, zdrajczynie, trucicielki, dzieciobójczynie i kobiety winne spędzania płodów karano utopieniem lub pogrzebaniem żywcem. Skazaną wkładano do dołu wypełnionego ciernistymi krzakami i zakopywano, niekiedy pozostawiając jej słomkę do oddychania, by wydłużyć agonię. Pozostawiano też otwór w ziemi prowadzący do serca skazanej, by kat mógł dokonać ostatecznego uśmiercenia. Odbywało się to przez wbicie skazanej w serce osinowego kołka. Ciernie w grobie i przebicie serca drewnianym palikiem zapobiegały powrotowi straconej pod postacią upiora.

Powieszenie

Aż do XVIII w. wyłącznie męską karą było natomiast powieszenie. Uważano tę karę za najbardziej hańbiącą i karano nią koniokradów, złodziei-recydywistów oraz włamywaczy. Początkowo wystarczała lina przerzucona przez konar drzewa, już jednak w monarchii Karola Wielkiego powstają pierwsze szubienice. Umieszczano je na „wzgórzach wisielców” na obrzeżach miast, tyleż jako odstraszający przykład dla zbrodniarzy, co jako manifestację statusu miasta, cieszącego się przywilejem tracenia skazańców. Były to miejsca niebezpieczne, gdyż naznaczone duchowym piętnem egzekucji i karanej zbrodni. W okolicy wzgórza wisielców błąkały się udręczone dusze zbrodniarzy i lepiej było takie miejsca omijać.

Szubienice były symbolem samorządnego statusu miast i największe ośrodki miejskie Europy posiadały ich szczególnie dużo i wyjątkowo wymyślnej konstrukcji. „Miastem szubienic” nazywano Londyn, gdzie nie tylko na obrzeżach, ale też w centrum metropolii było ich dziesiątki, co nadawało stolicy Anglii specyficzne piętno. W Paryżu zbudowano dwupiętrową szubienicę o wysokości piętnastu metrów i szesnastu filarach. Można było na niej powiesić równocześnie kilkanaście osób.

Im wyżej ktoś był powieszony, tym bardziej hańbiąca była jego kara. Wisielcom nie przysługiwał pogrzeb. Ich zwłoki pozostawiano na szubienicy, by, wystawione na działanie burz i na żer ptaków, rozkładały się i kawałkami opadały na ziemię. Dusza skazańca nie mogła zaznać spokoju, a jego ciało powinno zostać ofiarowane duchom burz i wiatrów oraz krukom. Pozostawienie na szubienicach niepogrzebanych zwłok skazańców miało być też przestrogą dla obywateli i przybyszów, oraz demonstracją autorytetu władzy. W Anglii konserwowano ciała wisielców, zakuwano je w kajdany i wieszano za skute ręce na szubienicach, gdzie często wisiały ku przestrodze żyjących przez wiele lat.

Różne kraje Europy i rożne grupy społeczeństwa średniowiecznego znały różne narzędzia i techniki powieszenia. Na Półwyspie Iberyjskim do połowy XX w. stosowano na przykład garotę, czyli pętlę zaciskaną na szyi unieruchamianego na fotelu skazańca. Specjalny rytuał egzekucji opracowano dla żydów, których wieszano żywych głową w dół, z powieszonymi za tylne łapy psami po lewej i po prawej stronie skazańca. Psy gryzły i drapały skazańca, aż do śmierci z wyczerpania własnej i jego. Powieszony w 1588 r. we Frankfurcie nad Menem żyd wyzionął ducha po siedmiu dniach takiej walki, psy zdechły zaś po ośmiu. Żydów zawsze wieszano na najwyższym piętrze szubienicy, nazywanym w średniowiecznej Europie „żydowską szubienicą”, co miało podkreślić niski status społeczny członków tej grupy.

Palenie na stosie

Pełne oczyszczenie z grzechów i co za tym idzie zbawienie duszy możliwe było poprzez płomienie stosu. Na drodze spalenia tracono winnych czarów, herezji, homoseksualizmu, sodomii, kazirodztwa, fałszowania pieniędzy i podpaleń. Spalenie dokonywało się na stosie, kości i popiół wrzucane zaś były do rzeki, co gwarantowało całkowitą fizyczną eliminację skazanego. Jako wariant tej kary, w późnym Średniowieczu stosowano również gotowanie skazańca w kotle z olejem.

Ofiarą płomieni padło szczególnie wiele czarownic. Trudno dziś z całą pewnością określić, w ilu przypadkach było to prześladowanie wymierzone w przetrwałe w warstwach ludowych relikty rdzennych wierzeń indoeuropejskich, a w ilu reakcja na patologiczne odwrócenie chrześcijaństwa w satanicznych kultach zła. Dość powiedzieć, że palenie czarownic, tak jak i palenie heretyków, było chrześcijańskim rytuałem religijnym i wyrażało nabożność oraz głębokie współczucie dla skazanych.

Ramy dla palenia czarownicy tworzyły często kazanie i suma. Spalenia dokonywano nie dla uciechy gawiedzi i w ramach radosnego festynu ludowego, lecz jako aktu wiary i dla pomnożenia chwały bożej. Stos był sceną chrześcijańskiego misterium, gdzie dokonywało się męczeństwo dla odkupienia i zbawienia duszy. Skazany mógł przed śmiercią wyrzec się błędów, nawrócić i otworzyć sobie drogę do zbawienia. Zgromadzona publiczność modliła się za odpuszczenie mu przez Boga grzechów i wstawiennictwo za nim przed boskim Obliczem. Kaźń stawała się wtedy oczyszczającym aktem pokuty i godną żałoby śmiercią chrześcijanina nawróconego do Boga.

W wielu innych przypadkach kat w drodze szczególnej łaski dokonywał uduszenia skazańca, jeszcze zanim stos został podpalony. Często również najpierw pozbawiano skazańca życia na szubienicy, by potem jego zwłoki oddać płomieniom – tak zginął między innymi jeden z najgłośniejszych chrześcijańskich fundamentalistów, Girolamo Savonarola którego stracono we Florencji w 1498 r.

Ćwiartowanie

Winnych ojcobójstwa, matkobójstwa, żonobójstwa, mordu na tle rabunkowym, a także trucicieli, zamachowców politycznych i zdrajców stanu łamano kołem lub tracono przez ćwiartowanie. Obie te metody stracenia stosowano rzadko i karom takim podlegali wyłącznie mężczyźni. Były one rytuałami usprawiedliwionej i oczyszczającej kary za szczególnie brutalne i podstępne zbrodnie. Wykonywano je na największym placu miejscowości i zawsze przyciągały najliczniejszą publiczność.

Najpierw skazańca zawijano w świeżą krowią skórę i koń ciągnął go w takim stanie na miejsce egzekucji. Napełnione złem ciało skazańca mogło zanieczyścić ziemię, zło wydzielające się z ciała mogło opętać mieszkańców i sprowadzić nieszczęście na miejscowość. Krowia skóra, izolując skazańca, miała chronić lud i zamieszkiwaną przez niego ziemię oraz ziemię na miejscu straceń.

Następnie nagiego skazańca przywiązywano do stołu, kat zaś wypruwał mu wnętrzności, odcinał głowę, a wreszcie ćwiartował. Organy wewnętrzne poćwiartowanego były zakopywane w ziemi, pozostałe zaś części ciała nabijano na wysokie pale ustawiane przy drogach. Tak właśnie swoich przeciwników politycznych karał otoczony legendami wołoski książę Vlad Dracula.

Innym wariantem ćwiartowania było przywiązanie skazańca za ręce i nogi do czterech koni, pędzonych następnie na cztery strony świata. Niekiedy jednak nawet silne konie nie były w stanie rozerwać ciała, dopóki kat nie poprzecinał skazańcowi ścięgien.

Robert-François Damiens, winny nieudanego zamachu na króla Ludwika XV w 1757 roku, stracony został przez rozerwanie końmi. Wcześniej ucięto mu prawą rękę, obdarto go ze skóry, palono płynną siarką i ołowiem, po rozerwaniu zaś – prochy spalono na stosie. Kaźń trwała dwie i pół godziny. Była to ostatnia tego rodzaju egzekucja w dotychczasowej historii Francji.

Zatrata treści rytualnych kary śmierci w absolutyzmie

Stosunek do tradycyjnych kra zmieniać się zaczyna w epoce nowożytnej, wraz z narastaniem monarszego absolutyzmu. Egzekucja nie ma już być aktem samooczyszczenia wspólnoty, lecz demonstracją nieograniczonej władzy monarchy i środkiem zastraszenia ludu.

W perspektywie absolutystycznej, zgromadzony na miejscu kaźni lud powinien być jedynie biernym widzem. Przestają być honorowane stare tradycje uprawniające lud do ułaskawienia skazańca. W XVI i XVII w. dochodzi w związku z tym często do tumultów wśród publiczności, obrzucania katów obelgami, ataków na nich często kończących się poranieniem lub śmiercią kata.

Na przełomie XVIII i XIX w. publiczne egzekucje zatracają ostatecznie swój rytualny charakter, stając stając się masowymi festynami i imprezami rozrywkowymi. Wznoszono specjalne trybuny, miejsca na których sprzedawano za wygórowane ceny członkom elit społecznych. Egzekucjom towarzyszyły jarmarki, pokazy cyrkowe, przedstawienia wędrownych teatrów, handlarze zaopatrywali publiczność w napoje. Teatr grozy zamienił się w komedię. To, co miało demonstrować srogość absolutnej władzy monarszej, stało się populistycznymi „igrzyskami” dla mas.

Monarchia absolutna niszczyła różnorodność i polimorfizm tradycyjnego społeczeństwa średniowiecznego. W jej ramach zacierano różnice między różnymi kategoriami poddanych. W XVI i XVII w. topór zostaje zastąpiony przez symbolizujący królewską władzę miecz w roli najczęściej używanego narzędzia egzekucji. Między XVII i XVIII w. ścięcie mieczem, lub rzadziej toporem, stosować się zaczyna na równi wobec mężczyzn, jak i wobec kobiet.

Mechanizacja w epoce nowoczesnej

Rewolucja we Francji 1789 r. przynosi upowszechnienie wynalazku gilotyny, która ma służyć usprawnieniu i standaryzacji wykonywania egzekucji. Jako pierwszego w kwietniu 1792 r. ścięto przy jej pomocy rozbójnika Nicolasa J. Pelletiera. Egzekucja przebiegła szybko, dokładnie i w mało widowiskowy sposób. Zgromadzona publiczność była rozczarowana. Gilotyna stała się jednak symbolem narodzin nowoczesności z jej zracjonalizowanym, dokonywanym beznamiętnie i zmechanizowanym procesem eksterminacji świata tradycyjnego.

Mające nastąpić niedługo po straceniu N. Pelletiera zbrodnie rewolucjonistów znaczyły już początek Wieku Rozumu, gdy w imię antrpocentrycznych, postępowych i humanitarnych ideałów dokonywano planowych eksterminacji i aktów ludobójstwa. Epoka nowoczesna miała spłynąć krwią i łzami ludów eksterminowanych w imię ludzkości i ludzi mordowanych w imię człowieczeństwa – od ludobójstwa Indian w USA, poprzez belgijskie Kongo, po brytyjską Tasmanię. Jej naturę najlepiej oddają słowa Hannah Arendt o „banalności zła” obsługujących nazistowskie obozy koncentracyjne w Polsce.

Ku humanitarnemu totalitaryzmowi

W epoce nowoczesnej którą zapoczątkowała rewolucja 1789 r. stopniowo zanika tradycyjny rytuał egzekucji. Przestaje się stosować kary takie jak łamanie kołem, utopienie czy ćwiartowanie. Ciała wisielców kat dyskretnie usuwa i grzebie na cmentarzu. Stopniowo rezygnuje się z publicznych egzekucji, które coraz częściej wykonywane są za murami więzień. Względnie najdłużej różne rodzaje kar pozostają w użyciu w przesiąkniętej duchem ewolucjonizmu i niechętnej abstrakcyjnemu racjonalizmowi Wielkiej Brytanii.

W XIX w. ciało przestaje być centrum kary. Jak zaś wskazuje Michel Foucault w swojej pracy „Nadzorować i karać. Narodziny więzienia” (1975), znaczenia nabiera próba odkształcenia duszy skazańca, podejmowana poprzez stworzenie doskonałego systemu nadzoru i kontroli („wiedza-władza”) na wzór zaprojektowanej przez angielskiego liberała Jeremy’ego Benthama utopii Panoptikonu – więzienia idealnego, w którym nadzorca miałby możliwość obserwacji każdej czynności osadzonych, oraz totalną nad nimi kontrolę.

Pozbawienie wolności, izolacja, racjonowanie jedzenia, praca przymusowa mają otworzyć drogę do „resocjalizacji” przestępcy, czyli nagięcia go do obowiązującej normy społecznej. Zabiegi są odzwierciedleniem na poziomie stosunku do jednostki antropologii i socjologii rewolucjonistów francuskich 1789 roku, uważających że społeczeństwo można dowolnie odkształcić i przekształcić, stosownie zmieniając warunki jego funkcjonowania i poddając odpowiednim naciskom i presji.

Praktycznym skutkiem takich teorii jest „pluszowy totalitaryzm”dzisiejszych państw demoliberalnych, gdzie przy pomocy wszechobecnych kamer, aplikacji internetowych i urządzeń elektronicznych, a także leków, kredytów i popkultury człowiek poddawany jest nieustającej „resocjalizacji” w duchu poprawności politycznej i społecznego konformizmu.

Taką, zrodzoną w nowoczesności logiką posługuje się też w swojej argumentacji papież Franciszek, obecnie zaś stała się ona obowiązującą katolików doktryną umocowaną w Katechizmie tego Kościoła. Papieski ideał powszechnej resocjalizacji przestępców to nic innego jak zaprawiona humanitarną demagogią uwspółcześniona koncepcja Panoptikonu J. Benthama. To foucaltowskie „Nadzorować i karać”oraz narodziny świata jako jednej wielkiej „kliniki”(1). Kara ma być dokonywaną w imię ideałów humanitaryzmu swoistą inżynierią duszy skazańca, w istocie nie różniącą się od praktyk stosowanych w powieści „Mechaniczna pomarańcza” (1962) Anthony’ego Burgesa. Nowa koncepcja katolicka w sprawie kary śmierci wpisuje się w zabiegi przekształcające państwa Zachodu w kraje „pluszowego totalitaryzmu”.

Odwrócenie się od Absolutu

Ważniejszym jednak aspektem zniesienia kary śmierci jest odrzucenie w ramach nowoczesności wszelkich metafizycznych i religijnych treści egzekucji, która przestaje być rytuałem przywracającym ordo mundi i misterium jednającym skazańca z Bogiem, a staje się spowszedniałą i wykonywaną beznamiętnie rutyną – nieograniczaną już prawem bożym ani etyką religijną, a jedynie wydajnością techniczną, oraz racjonalnością ekonomiczną i humanitarną. W wieku jungerowskiej „perfekcji techniki”egzekucja jest już tylko mechaniczną eliminacją elementu ciążącego społeczeństwu. Klasyfikacja danego elementu jako obciążającego jest przy tym również kwestią czysto instrumentalną. Kara śmierci traci swój metafizyczny i moralny sens, będąc wyłączona z wszelkich transcendentnych odniesień i wyprana z uzasadnianych nimi immanentnych znaczeń.

W indoeuropejskiej tradycji kara ma służyć przywróceniu zachwianej zbrodnią równowagi moralnej w świecie oraz odkupieniu zbrodniarza. Odarcie w obecnym nauczaniu katolickim kary z tych metafizycznych znaczeń i treści, oraz zakazanie samego rytuału egzekucji, to – mówiąc językiem tradycjonalizmu integralnego – działanie „kontrinicjacyjne”, izolujące i odwracające człowieka od Boga. Katolicy nie mogą już przywrócić równowagi moralnej zachwianej przez zbrodniarza. Jego zbrodnia nie może zostać odkupiona przez sprawiedliwą karę– ani przez niego, ani przez jego społeczność. Kraje i ludy które przyjmą tę fałszywą naukę, zapłacą za to straszliwą cenę.

Ronald Lasecki

1. Nawiązuję tu oczywiście do prac M. Foucaulta „Nadzorować i karać. Narodziny więzienia” (Warszawa, 2009) oraz „Narodziny kliniki. Archeologia spojrzenia medycznego” (Warszawa, 1999).

Dodaj komentarz