Konrad Rękas: Wielka Polska Liberalna?

Starcza to czy dziecięca choroba nawrotowa ruchu narodowego? Znowu czytam i słyszę coś w guście „Wielka Polska Liberalna„. A przecież jeśli (nadal) będzie „liberalna” – nigdy nie stanie się Wielka. Za to coraz mniej będzie polska…

Kolejny już raz tak zwana niezależna część sceny politycznej – okazuje się być zależna od wciąż tych samych haseł, w żaden sposób nie będących realną alternatywą dla istniejącego systemu społeczno-ekonomicznego w Polsce. Najzabawniejsze bowiem, że co by nie mówić – to jednak JKM wychował wnuki… Balcerowicza.

Przez trzy dekady z jednej strony obowiązywał w polityce gospodarczej III RP paradygmat neoliberalny (oparty na pewności siebie Ał!-torytetów), a jednocześnie jako alternatywa ludowa wobec niego przedstawiał się liberalizm korwinowy, który jako jedyny cokolwiek w ogóle próbował tłumaczyć. W efekcie już kilka lat temu salon zauważył, że (przynajmniej w młodszych pokoleniach) nie tylko nie następuje spodziewany i oczywisty opór i odejście od haseł liberalnych, ale przeciwnie, są one postrzegane jako jedyna możliwa opozycja wobec… siebie samych.

Dorosła kolejna już więc generacja karmiona przekonaniem, że ideologia ta jest nieomal obiektywnym prawem przyrody. W dodatku też coraz liczniej pojawiały się korwinięta bez Korwina. To do nich więc najpierw próbowano skierować ofertę Palikota, następnie Petru, teraz zaś łowi w tym gronie Gwiazdowski czy próbuje się tam wpasować nieszczęsnego Jakubiaka. Zaprawdę bowiem, jeśli Polsce przydarzy się nieszczęście funkcjonalnego przetrwania III RP – to odbędzie się to właśnie do wtóru haseł liberalnych, a więc tak, jak ten potworek został nam adoptowany.

Przyczyna wydaje się prosta. Nikt nigdy niczego Polakom z ekonomii nie wyjaśniał, stąd ci aktywniejsi przyzwyczaili się, że liberalizm jest jak majeranek – we wszystkich daniach i potrawach: charakterystyczny dla prawicy, typowy dla lewicy, normalny dla centrum, pasujący i do rządu, i do opozycji. „Poza liberalizmem nie ma życia!” – panuje wiara.

A tymczasem liberalizm to tylko choroba powodująca bezpłodność. Intelektualną.

Kołowrotek UBER Alles!

Jej objawy napotykamy niemal na każdym kroku, w codziennym życiu. Nudny będę, ale starcie taksówkarze vs. UBER/Wiedzący z Internetu – to kolejny przykład jak celowa i skuteczna jest pułapka niskich dochodów, w której Polacy trzymani są od wczesnych lat 90-tych. Dzięki „konkurowaniu niskimi kosztami pracy” – Polacy są całkowicie nieodporni na to właśnie nieszczęsne „g… mnie to obchodzi, ważne, że taniej!„. Takim grepsem gaszącym załatwiono w Polsce m.in. produkcję („ch… z dziewiarstwem, tylko chińskie dresy!”), handel („g… mnie obchodzi jakiś polski handel, w markecie taniej!„) czy transport („ch… z busami, koleją, PKS-ami, chcemy jeździć za złotówkę, niech zachodnie korporacje przejmą rynek!„) i w zasadzie ze wszystkim, co tylko zamarzyło się w polskiej gospodarce kontrolować podmiotom zagranicznym, wiedzącym co to dumping, psychologia sprzedaży i jak używać takich sztuczek do likwidowania lokalnej konkurencji.

Poza zaś prostym naciskiem ekonomicznym – zmieniano też świadomość Polaków, utrwalając w nas kliszę: „nie określa się co robisz, jak zarabiasz na życie i ile zarabiasz – definiuje cię tylko bycie konsumentem!„. Stąd właśnie współczesny uczestnik gospodarki nie widzi się inaczej niż jako kupujący, pasywnie domagający się tylko jak najtańszego produktu, przy pełnym ignorowaniu skąd się on bierze i jakie są systemowe następstwa danego pojawiania się towarów i usług. Poza byciem konsumentem dajemy się jeszcze postrzegać tylko jako płatnicy – i tylko płatnicy, bo już w żaden sposób nie beneficjenci! – podatków. Oczywiście, „zbyt wysokich!„.

Już banałem jest, że działa to także w drugą stronę. Niskie dochody ułatwiają też rozszerzanie… pułapki niskich dochodów. To kolejna cecha śmieciowej gospodarki liberalnej, kołowrót: zarabiasz mało – więc chciej jak najtańszego – w związku z czym nie miej gdzie pracować – zatem walcz dla nas o prawo dorabiania sobie najwyżej paru groszy, np. jako taryfiarz bez licencji.

Mysz w kołowrotku. Sama napędza swoje więzienie.

Wolny rynek” czyli oligarchia

Zawód taksówkarza wyewoluował w oparciu o szczególne umiejętności, niegdyś wyjątkowe i wymagające znacznego wkładu pracy, następnie dodatkowo skodyfikowane i uznane za wymagające formalnego potwierdzenia:

  • umiejętność kierowania pojazdem,

  • znajomość danego miasta/terenu.

Druga, jak się podnosi – została w dużej mierze wyeliminowana przez postęp technologiczny. Pierwsza – bynajmniej nie, przynajmniej dopóki autonomiczne kapsuły taksówkowe, jeżdżące już eksperymentalnie np. w Londynie się nie upowszechnią.

Dalej – zawód taksówkarza budzi często niechęć nie tyle dlatego, że ktoś kiedyś został przewieziony dłuższą drogą, ani że odruchowo wiemy, że przed zielonym światłem powinno się wciskać gaz, a nie hamulec. Zawód taksówkarza wkurza, bo – dopowiedzmy to – nie jest z tego świata! A dokładniej – nie jest ze świata wolnego rynku. Branża indywidualnych przewozów pasażerskich jest bowiem RYNKIEM REGULOWANYM, co współcześnie budzi szok niczym przetrwanie dinozaurów. Tak mszczą się dekady wmawiania, że liberalizm to „po prostu normalność„, a nie ideologia służąca akumulacji kapitału i zysków z niego w ręce oligarchicznych monopoli. „Jak można regulować rynek, to się przecież w głowie nie mieści!” – czytamy i słyszymy, i faktycznie, niektórym się ewidentnie… nie mieści. Taksówkarze (ale także np. w różnym stopniu przewoźnicy międzymiastowi, aptekarze, prowadzący nocną sprzedaż alkoholu itd.) funkcjonują w realiach administracyjnego regulowania dostępności do zawodu, jego liczebności, a nawet stawek/bazy dochodów. Przyznajmy – nie zawsze ma to sens, czasem jest skutkiem zupełnie już anachronicznych zaszłości, które jednak przede wszystkim powinny być dostrzeżone, zweryfikowane i zrozumiane, a nie tylko wciąż zakrzykiwane. Zwłaszcza, że jakże często tak w swoim czasie modne „otwarcie zawodów” sprowadza się najpierw do ich pauperyzacji, a następnie przejęcia, kontroli cen, monopolizacji i wtórnej (przeważnie nieformalnej) regulacji, tylko już nie przez państwo, samorząd czy korporacje zawodowe, ale przez korporacje finansowe (swoją drogą to też charakterystyczne, że właśnie w walce z dawnymi korporacjami zawodowymi – współczesne korpo zdobyły nie tylko obecną pozycję, ale nawet ukradły pobitym wrogom ich nazwę…).

Używanie przeciwko nim argumentów wolnorynkowych jest więc NIEPOROZUMIENIEM, krytykowaniem ryby, że po drzewach nie chodzi. W istocie bowiem atakowany jest nie „zły, pazerny taksówkarz„, tylko sam mechanizm, sama możliwość regulowania rynku (o ile nie reguluje go jeszcze w jakimś segmencie finansjera). To zaś nam tłumaczy motyw i cel całej operacji. Wszędzie i zawsze tam, gdzie wznoszony jest sztandar „nieskrępowanej wolności gospodarczej„, gdzie opowiada się o „konsumenckim prawie wyboru„, no i oczywiście o „konkurowaniu ceną” – chodzi o interes jakiegoś wielkofinansowego monopolu/oligopolu.

W tym zaś konkretnie przypadku – także o jasno wyrażone życzenie Stanów Zjednoczonych, które wszystkie te bajeczki o „wolnym rynku” głoszą tylko wtedy, gdy to wygodne finansjerze, do której należy to państwo.

Konkretne wnioski

Niestety, liberalna choroba zaraziła także politykę w Polsce, w tym sporą część środowisk lubiących określać się jako niezależne. Kto zaś nawet jeszcze nie zachorował – rozważa często ustąpienie przed szantażem moralnym i pseudointelektualnym, że oto znów pojawia się jakaś zupełnie ostania szansa całkowitego odmienienia oblicza III RP, tylko wystarczy przymknąć oczy na drobiazg. Że będzie ona III RP… jeszcze bardziej trzecioerpowską – liberalną, antykomuszą, geopolitycznie ślepą (więc nadal zależną), może tylko trochę bardziej pobożną. A dokładniej – nie będzie nawet taka, tylko ktoś tam gdzieś może zdobędzie sobie kolejne źródło pozyskiwania posłów dietetycznych.

Istnieją bowiem kolejne stopnie wtajemniczenia wyborców. Najpierw trzeba otrząsnąć się z głosowania „na złość tamtym” i żeby „ale mieli miny!”. Następnie należy oduczyć się głosowania „no, ale jednak nie są tamtymi…”. Dalej/w międzyczasie jest jeszcze „faktycznie, są całkiem do bani, ale ci lepsi i tak nie mają szans…!”. Potem jednak, kiedy już, już wydaje się, że obciążenia zniknęły i głosuje się swobodnie – pojawia się to najtrudniejsze: niedoskonałość tych, którzy zostali.

Czytam na prawicowych portalach iście kołczowskie zaklinania, żeby „nie przejmować się, że może coś nie jest doskonałe…”, że to skrajna małostkowość tak czepiać się o nieporuszanie wszystkiego w kampanii wyborczej…, że przecież liczy się ogólne przełamanie duopolu, bez wdawania w dzielące szczegóły i że w sumie najważniejsze, to… zaufać. ZNOWU.

Tymczasem zaufanie to jedna z najgłupszych przesłanek w dokonywaniu wyborów politycznych. Przykro mi, ale jeśli ktoś już dziś, tworząc swoją platformę wyborczą w założeniu wyrazistą i radykalną:

  • unika wskazania realnych przyczyn fatalnego położenia Polski,
  • nie potrafi właściwie nazwać jej sytuacji międzynarodowej,
  • nie wskazuje po imieniu wrogów…

…i tylko mrugając i półsłówkując sugeruje: „ZAUFAJCIE nam, a my to potem tak jakoś, tego, po(d)opisujemy” – to niby jakim cudem mamy wierzyć, że nabierze odwagi i przenikliwości na przyszłość?

Nie, nie widzę sensu głosowania na listy, która obiecują tylko, że będą wrzucać fajne filmiki z przemówień w Parlamencie Europejskim, jednocześnie niczego realnie nie zmieniając w położeniu geostrategicznym Polski, a więc i nie wyciągając jej z gospodarczej pułapki. Przecież w ten sposób zostanie tylko zajęte na jakiś czas miejsce na scenie politycznej III RP, jakby się prosiak uwalił w kałuży i za szczyt nonkonformizmu uważał uwalanie błotem – ale realnie w Polsce na lepsze nie zmieni się nic.

Bo jeśli Polska będzie liberalna – nie tylko nie będzie Wielką. Po prostu – nigdy nie będzie normalną.

Konrad Rękas

 

10 komentarzy

  1. CzytelnikX

    Ogólnie to zawsze śmieszyło mnie że różni ludzie odwołujący się do np. rewolucji konserwatywnej, NR, i ogólnie ideowo do tego co Bogdan Kozieł określił jako „rewolucję na prawicy” czyli teoretycznie odrzucający System, gdy przychodzi co do czego to raz za razem na kolejnych wyborach wzywają do głosowania lub sami głosują… Ja może nie palę urn wyborczych jacyś maoiści w Peru, ale zamiast na wybory idę po prostu na spacer…

    Rozumiem że obecnie słowo „rewolucja” straciło większe znaczenie i dziś tym hasłem określa się w mediach byle przewrót taki jak Majdan, ale to właśnie powinno skutkować tym większym naciskiem na przywrócenie temu słowu prawdziwego znaczenia przez ludzi myślących.

    Można być przeciwnikiem podejścia rewolucyjnego ale wtedy trzeba nazywać się ewolucjonistą, reformistą… ale trzeba wiedzieć co oznacza dane pojęcie

    A Rewolucja stanowi zawsze wyłamanie się poza przyczynowo-skutkową logikę starego Systemu, wyjście poza jego prawo, negację starego państwa i budowę nowego. Legitymacja nowej władzy nie jest czerpana od momentu rewolucji ze starego Systemu i jego norm prawnych

    Rewolucja to jedyny autentyczny akt wolności społecznej, narodowej
    Wolność w kapitalizmie polegająca na zakupie marsa lub snikersa, nike lub adidasa, wyborze PiSu lub PO – to nie jest wolność.
    Wolność jest wtedy gdy ludzie mają autentyczny wybór, rewolucja wtedy gdy po załamaniu starego – rodzi się nowe. To musi być autentyczne zerwanie ze starym. Nowe społeczeństwo budowane od podstaw.

    Jak uznajemy że System to Zło, że demoliberalna IIIRP to nie jest państwo polskie, i w ogóle nie jest to „państwo”, to głosowanie (choćby teoretycznie) nie ma najmniejszego sensu. Należy całkowicie zanegować to państwo. Oczywiście wszyscy tu żyjemy, coś kupujemy, gdzieś pracujemy, studiujemy itd. Ale chodzi o negację polityczną.

    Praktyczne konsekwencje to np. minimum nie uczestniczenie w wyborach jako jednostki, w sensie organizacyjnym budowa struktur rewolucyjnych czyli dążących do obalenia władzy demoliberalnej i całkowitej przemiany społeczeństwa. Naprawdę na poważnie uważam, że rację miał Limonow mówiąc że „Lenin mógł i my możemy”

    Zresztą nawet praktycznie… jak ktoś uważa że w państwie w którym stacjonują obce wojska, co wkrótce pewnie wpiszą do konstytucji, możliwa jest ewolucyjna przemiana na drodze wyborów, to ciężko z taką naiwnością dyskutować

    Piosenka Jegora Letowa jak ktoś nie zna…”Zabiłem w sobie państwo”

  2. Przez trzy dekady z jednej strony obowiązywał w polityce gospodarczej III RP paradygmat neoliberalny (oparty na pewności siebie Ał!-torytetów), a jednocześnie jako alternatywa ludowa wobec niego przedstawiał się liberalizm korwinowy, który jako jedyny cokolwiek w ogóle próbował tłumaczyć. W efekcie już kilka lat temu salon zauważył, że (przynajmniej w młodszych pokoleniach) nie tylko nie następuje spodziewany i oczywisty opór i odejście od haseł liberalnych, ale przeciwnie, są one postrzegane jako jedyna możliwa opozycja wobec… siebie samych.

    ___

    Pięknie ujęta, zwarta synteza, absurdy popularności korwinizmu wśród młodzieży…

  3. Głosowanie na Konfederację w wyborach do parlamentu Europejskiego to terapia mobilizująca dla PiS , gorzka pigułka, która jeszcze niczego nie zmieni w kraju, ale zadziała jako potężne ostrzeżenie ze strony wyborców. Powinni głosować na nia nie tylko PiS-owcy, ale i lewactwo, dokładnie z tych samych powodów.

    • Głosuj albo nie głosuj – zgodnie z własnym sumieniem…

      Ja pozostanę wierny słowom Ernsta Jungera „Ani jednego głosu na jakąkolwiek partię!” i nie zagłosuję na Konfederację…

      Po prostu pamiętam czasy gdy w Brukseli była już delegacja LPR. Były te same hasła. I nic to nie dało. Bo nie tędy droga.
      A dodajmy że ówczesna giertychowska LPR którą tak wyklinali wówczas młodzi NR za demoliberalizm, bezideowość, karierowiczowstwo, (i słusznie!) to przecież była naprawdę patriotyczna partia w porównaniu z przypadkową zbieraniną jaką jest Konfederacja….

      Przypomina mi się że Robert Winnicki gdy zostawał szefem MW popełnił pewien tekst w Myśl.pl w którym wytknął i wspaniale opisał wszystkie błędy giertychowskiej LPR:
      – budowa ruchu czysto wyborczego
      – brak zaplecza ani w „ulicy” ani w think tankach
      – odcinanie się od radykalizmu
      – zapatrzenie w sondaże wyborcze
      – wchodzenie w zgniłe kompromisy
      – zamiast ideowego wychowanie, wykorzystywanie idealizmu młodzieży do darmowego rozdawania ulotek i klejenia plakatów
      Itd. itp.
      itp. itd.

      I Winnicki popełnił następnie wszystkie błędy które wytknął w tym tekście Giertychowi i LPR…

      Jasne, że z sympatią słucha się obecnie wystąpień sejmowych Winnickiego skierowanych w roszczenia, w UE, momentami w USA czy syjonizm, może to naprawdę ideowy koleś – tylko że naprawdę ja pamiętam jeszcze wystąpienia sejmowe posłów LPR, były jeszcze radykalniejsze I KOMPLETNIE NIC NIE DAŁY (a dlaczego? – patrz wyżej wymieniona lista)

  4. Ja piernicze, to już wole Korwina lub tego żydka Kelthuza i jechać Uberem do domu za pół ceny niż naszą taksówką. Wole też allegro i dhla niż czekać tydzień na poczte polską, gdzie przesyłke musisz często odpierać osobiście na poczcie. Polska edukacja czy służba zdrowia to gówno. Bo taka jest prawda że to co państwowe nie jest innowacyjne i już dawno jest w tyle. Narodowcy to jednak nie za mądre gostki. Nie jesteśmy już w sytuacji lat 90 i możemy uwolnić maksymalnie gospodarke na konkurencje.

    • Z pewnością szkoły prywatne różnią się poziomem nauczania z państwowymi (no chyba, że w dół):-) Tu trzeba zmienić cały system edukacji! To samo się tyczy także służby zdrowia. Patologie w sprywatyzowanych szpitalach są jeszcze większe niż w państwowych. Już dawno gospodarka jest uwolniona, a w jakim miejscu jesteśmy to każdy widzi

  5. Każdy kto pamięta początki liberalnej III RP i wyniszczenie polskiego przemysłu to nigdy nie powinien zaakceptować tego systemu jako panaceum dla Polski. Zdecydowane odcięcie się środowisk narodowych od liberalnego dogmatu (chociaż nie są jego wielkimi zwolennikami) może przynieść tylko pozytywne efekty dla Polski, Polaków i nich samych. Obecnie Polska jest najbliżej przepaści w całym ostatnim 30- leciu i także tutaj postawa narodowców powinna być zdecydowana, bo czeka nas klęska, i to być może bez wojny!

  6. Piger Henricus

    Tym razem krótko, bo właściwie nic dodać ni ująć, niestety – oto żywy dowód omawianej patologii w groteskowo czystej ideologicznie postaci :

    https://www.youtube.com/watch?v=VcliX1HDJ28

    No dobrze, ale na kogo w takim razie oddać głos ? Bo z tego co tu napisano właściwie wynika, że paradoksalnie na… PiS, gdyż ten przynajmniej zachowuje jakieś pozory przyzwoitości udając prospołecznych etatystów, trzeba im oddać dość skutecznie, stanowiąc retoryczną niechby przeciwwagę dla kompletnie już rozbestwionej i zmenelonej kucerii jak i KODerastów – ? A odpuścić tych wyborów nie sposób bowiem jak nigdy bodaj w historii unijnego burdelu na kółkach są kluczowe i jakaś kontra nawet jeśli tylko symboliczna należy się takim larwom ludzkim jak Róża von Szrot und Hurenstein.

    • Między PIS a PO nie ma żadnych różnic oba środowiska wywodzą się generalnie z AWS
      PiS i PO głosowały:
      ZA prywatyzacją po 89 roku
      ZA wejściem do NATO
      ZA wejściem do UE
      ZA udziałem Polski w wojnie z Jugosławią, Afganistanem, Irakiem,
      I zdania nie zmieniły
      można wymieniać w nieskończoność
      To jest System, a System nie ma błędów – System jest błędem.

      ___

      Mniejszego zła nie należy NIGDY wspierać. Nie znaczy to że „mniejsze zło” nie istnieje.
      Zatem oceniając rzecz z perspektywy historycznej, pojawia się pytanie „czy mniejszym złem było dalsze trwanie rządów PO czy dojście do władzy PIS?”
      I moja odpowiedź jest jednoznaczna:
      Mniejszym złem było dalsze trwanie rządów PO.
      Dlaczego?
      Tylko i wyłącznie Dlatego, że nastrój ulicy, potencjał rewolucyjny, tendencja wśród młodych itp. itd. była wówczas po stronie prawych sił.
      PIS nie zrobił nic pozytywnego (nie mógł zrobić – patrz wyżej) ale swoimi działaniami dodatkowo otworzył puszkę pandory postmodernistyczego libero-lewactwa, uaktywniły się środowiska pro-aborcyjne, genderowe itd.
      Dodatkowo:
      – Geopolitycznie za PO próbowało rozgrywać czy też raczej było rozgrywane przez Waszyngton i Brukselę, tymczasem PIS w pełni i całkowicie podporządkował Polskę tylko i wyłącznie USA, włącznie z wprowadzeniem obcych wojsk do naszej ojczyzny.

      ___

      Oczywiście nie oznacza to że OBECNIE dojście do władzy PO będzie „lepsze”. Nie, PO gdy dojdzie do władzy nasili procesy rozkładowe i tyle…

      ___

      Tak widać musiało być i tyle, dialektyka dziejów.
      Jedyny plus rządów PIS mógłby być jedynie taki, że ostatecznie pokazałyby że systemowa „prawica” to takie samo zło jak „liberałowie” czy „lewica” i narodowcy ostatecznie zrozumieliby że systemowa prawica to taki sam lub nawet gorszy wróg.
      Niestety nie widzę jakiegokolwiek opamiętania, wręcz przeciwnie, póki co PIS skanalizował większość ruchu młodzieżowego…

  7. #saynotojustact447

Dodaj komentarz