Konrad Rękas: Co wygra wybory europejskie – i po co?

FB-ukowy temat dnia: czy ostatnie sondaże w Polsce ustawił Sekielski czy raczej Mosbacher?

 

Jałowy antyklerykalizm – realna świeckość

 

Cóż, przede wszystkim trzeba podkreślić, że wiara w rewolucję antyklerykalną w Polsce – to objaw chciejstwa i naiwności. Tych samych cech, które niektóre środowiska objawiały np. po „Klerze„. Tymczasem są to zdarzenia oddziałujące raczej na już przekonanych, ich wpływ na wyniki wyborcze może być co najwyżej pośredni i nie jednoznaczny – mobilizując OBIE strony podzielone stosunkiem do Kościoła by poszły na wybory. Co do zasady natomiast, bez żadnych rewolucji i cudownych filmów – jesteśmy w Polsce świadkami naturalnego świecczenia społeczeństwa, osłabiania emocji religijnych, słowem zjawisk ogólnocywilizacyjnych, tyle że jak to w Polsce – zachodzących z opóźnieniem i wolniej.

 

Jeszcze paręnaście lat temu np. formacja taka jak Konfederacja nie mogłaby się obyć bez eksponowania wątków religijnych – a dziś wprawdzie nadal są one obecne, jednak zdecydowanie bardziej w tle, użytkowo i znacznie mniej emocjonalnie. Po prostu, nawet kręgi z natury swej radykalniejsze, na przykład młodzież – nie odczuwają już takiej więzi akurat z tą tematyką. Ba, równoprawną pozycję zdobyły sobie specyficzny prawicowy klerosceptycyzm i co najmniej agnostycyzm!

 

Jasne, w niczym to nie osłabia żarliwości fanatyków antykościelnych, jednak ich sukcesy nie wynikają bynajmniej z przekonywania ogółu, że księża są niefajni. W naturalny (?) sposób – dzisiejszy świat, samego Kościoła nie wyłączając, staje się coraz bardziej letni, obojętny, relatywny i relatywistyczny, a tego żadna religia trwale nie zniesie. Ot i wszystko.

 

Nagłośniony filmik znaczącego wpływu sondażowego raczej więc nie ma – na co wskazują przepływy elektoratów: nie w stronę Wiosny, Lewicy Razem czy nawet KE, ale z PiS-u do Konfederacji, a z KUKIZ’15 do PiS-u, zatem ewidentnie POZA tematyką okołoreligijną, tak chętnie pobudzoną przez oba główne podmioty wyborcze, liczące na mobilizację swych twardych elektoratów.

 

Pseudokościelność PiS-u, kargizm neo-lewicy

 

Miotając się w szukaniu przyczyn i zgadywaniu rozkładu poparcia – niektórzy zdają się też zapominać o starych, a podstawowych zasadach. Po pierwsze – w podawaniu wyników badań opinii liczy się nie pojedynczy wynik, tylko trend. A po drugie, na dwa tygodnie przed głosowaniem sondażownie zaczynają przeważnie kłamać trochę mniej – żeby się ostatecznie nie skompromitować i żeby komercyjni klienci nie przestali korzystać z ich usług. I dopiero wtedy pojawia się coś, co może z grubsza przypominać ostateczne wyniki. A potem ekszperci się głowią co też to, jaka wypowiedź, artykuł czy film w ostatniej chwili odmieniły rezultaty wyborów???

 

Jasne, wierzących w antyklerykalizm to nie przekona – choć sami są dowodem, że na prawdziwą wiarę wiele poradzić się nie da. Być może bowiem PiS nie będzie pierwsze w tych wyborach. Czego to jednak miałoby dowodzić, czy bijący w partię rządzącą akurat „kościelną pedofilią” naprawdę czekają na wyjęcie z urn miliona kart z napisem „Sekielski mnie przekonał – nie głosuję na PiS bo to księża!”? To może ja przepowiem, że JKM sprowadza deszcz! Siądziemy i poczekamy aż zacznie padać – a zaręczam, że w końcu zacznie! I co, wyjdzie na moje?

 

Nie można przecież popadać w paralogizmy, w typie Post hoc ergo propter hoc. Tymczasem to jest swego rodzaju kargizm neo-lewicy: „puścimy jeszcze 100 filmów o złych księżach, to ten katolicki samolot w końcu, k…, spadnie!”. Ostatnie ruchy sondażowe wynikają więc z jakiejś dziwnej wiary, że filmik obejrzeli wyłącznie wyborcy PiS-u i na pewno od razu poszli nasprejować na najbliższej bazylice „j..ć Kaczora i papieża!„. Każdy liberał i antyklerykał w Polsce nagle stał przekonany, że ma wgląd w psychologię typowego katolickiego wyborcę PiS-u, już cieszy się na „niedostateczną i chaotyczną” reakcję Kościoła i rządu ignorując, że przeważnie oblegani mają jednak inny sens i cel działania niż oblegający, stąd też i reagują inaczej niż się to atakującym zamarzyło itd. Tym samym typowy sekielszczyk stanowi odmianę PiS-owca wierzącego, że PO spadnie, gdy jej wyborcy obejrzą „Smoleńsk„.

 

Przede wszystkim zaś to przeciwnikom PiS-u partia ta zlewa się w jedno z Kościołem. Rzeczywistość jest bardziej złożona. Można głosować na Kaczyńskiego i nie lubić księży, można być szczerze wierzącym i PiS-u nie znosić[i].

 

Nie tędy droga do osłabienia tej władzy.

 

Bzdurna reakcja

 

Ta, rzecz jasna – popełnia własne błędy, inne jednak niż suflowane im ze strony liberalno-antyklerykalnej. Dla przykładu, wszyscy, którzy (słusznie!) załamują ręce nad bzdurnością przepychanej (w dodatku niezgodnie z procedurami) przez PiS nowelizacji kodeksu karnego – powinni sobie jednak z ręką na sercu odpowiedzieć: Ile razy bezmyślnie przytakiwali wcześniej pohukiwaniom w stylu „czemu rząd nie robi niczego w sprawie [tu wstawić jakieś medialne zdarzenie, do którego od razu dopisywano żądanie uchwalania nowych ustaw]?!”?

 

Jeśli bowiem zdarzało wam się wierzyć, że rząd faktycznie może jedną ustawą zabronić wypadków drogowych, usunąć z obiegu wszystkie dobrowolnie spożywane a szkodliwe substancje, jak również w trybie ustawowym zapewnić wszystkim szczęśliwość powszechną – to kolejna głupia ustawa jest także waszą i właśnie waszą winą. Przestańmy od tych durniów wymagać „żeby coś robili„, bo się dla świętego spokoju przejmują, robią co bądź i potem tylko więcej z tego problemów!

 

Korwin europejski, narodowy Ikonowicz?

 

Czy zatem wyjściem z nich miałoby być poparcie Konfederacji, jak zdaje się uważać ta część wyborców PiS-u, którzy zdecydowali się na przeniesienie swojego poparcia? By zweryfikować ten pogląd, warto posłuchać konsekwentnego, acz merytorycznego krytyka obu tych formacji – Piotra Ikonowicza. „Siłą narodowców przez długi czas było jednak to, że mieli pewien ukłon socjalny. Powstanie Konfederacji to świetna wiadomość właśnie dlatego, że korwiniści, wchodząc do ruchu narodowego, rozkładają go od wewnątrz. On był groźny tylko wtedy, gdy był socjalny” – zauważył lider RSS. I ma rację – bo przyjmując program quasi-libertariański Konfederaci sami budują sobie szklany sufit i twardy mur, uniemożliwiający jakiekolwiek większe przepływy ze strony PiS-u. Jest to zgodne z ogólną strategią JKM – lepszy margines ciasny, ale własny, natomiast dla neo-narodowców to istotne samoograniczenie.

 

Dla odpowiedniego przemyślenia przebiegu i skutków takich ewolucji warto przypomnieć zamierzchłe wybory prezydenckie 2000 r. – nb. z udziałem tak JKM, jak i… Ikonowicza. Czuło się wówczas, że wreszcie wybrzmi w nich głos wkurwionych III RP, nikt jednak nie mógł być pewnym jaki to będzie głos, chętnych do jego reprezentacji było więc kilku, objawiając przy tym nadspodziewaną zdolność do znacznej elastyczności programowej. Spodziewano się też, że jedną z istotnych dla wyborców kwestii – będzie stosunek do integracji z UE, również w kontekście skutków układu stowarzyszeniowego, kwestii socjalnych i prawo-człowieczych. Znowu jednak, wnioski wyciągano różne.

 

Przed 2000 r. sam JKM i jego środowisko (zwłaszcza… Stanisław Michalkiewicz) znajdowali się na pozycjach coraz wyraźniej PRO-UNIJNYCH: bo wspólny rynek europejski, prymat gospodarki itp. Ikonowicz i jego socjaliści byli natomiast przeciw: bo korporacje, wyzysk taniej siły roboczej – wiadomo. W ostatnim roku XX wieku panowie liberał i socjalista się jednak… zamienili. Odpaliły audycje wyborcze i okazało się, że JKM umyślił sobie stanąć na czele eurosceptycyzmu polskiego (co ostatecznie zajęło mu 19 lat…), a Ikon z kolei postanowił na przykładzie UE uczyć Polaków co to są prawa socjalne i pracownicze. Zabawne, że gdyby wybrali inaczej – Korwin mógłby dziś być jedną z twarzy Koalicji Europejskiej, a Ikonowicz… liderem Konfederacji! Czym wobec tego byłyby dzisiejsze wymiany poglądów i ruchy elektoratów…

 

Największy sondaż III RP

 

I wreszcie warto się zastanowić czemu w ogóle służą wybory europejskie, same będące w istocie niczym więcej niż sondażem w dużej skali. Stąd właśnie kluczowe pozostaje odpowiedź na pytanie nie kto – ale CO wygra to głosowanie i do czego wynik ów może zostać użyty. W doświadczeniu III RP taką sondażową rolę pełnią zwyczajowo elekcje o nic – czyli właśnie do Parlamentu Europejskiego oraz prezydenckie. Już pierwsze wybory, w 1990 r. podpowiedziały partiom znaczenie faktora socjalnego – dla nas dziś szczególne znaczenie ma jednak nauka z pierwszej kampanii do PE w 2004 r. To ówczesny wynik Ligi Polskich Rodzin – II miejsce, aż15,92 proc. oddanych głosów nauczyły Prawo i Sprawiedliwość (III miejsce, jedynie 12,67 proc.) znaczenia czynnika narodowego. Dodajmy do tej lekcji prezydencki wynik Andrzeja Leppera w 2005 r. (III miejsce, 15,11 proc.) czyli wielki głos antyestablishmentowego socjału – i mamy… całe dzisiejsze PiS, które przestało prezentować się jako „taka Platforma tylko bardziej od sądów”, a zamieniło się w mix ligowo-bronowy, dopasowany do zasygnalizowanych skłonności Polaków.

 

Miejmy więc świadomość, że głosowanie w następną niedzielę służyć będzie dokładnie temu samemu! Nawet wyrażenie sprzeciwu wobec systemowych partii III RP – może je wręcz paradoksalnie wzmocnić, pozwalając tym lepiej zmanipulować ich kłamliwe oferty na jesień. Zamiast dać się więc znów okraść PiS-owi i innym z programów i instynktów – czy nie lepiej nadal mówić własnym głosem? Zwłaszcza o tym, czego adaptować system nie byłby w stanie, co najwyżej imitując: o suwerenności Polski, o całkowitym demontażu III RP, o odbudowie własnych zdolności gospodarczych, wreszcie o realizmie geopolitycznym. Że brzmi to podobnie do tego, co głoszą ci duzi? To dobrze. Tylko drobiazg – w przeciwieństwie do nich uparcie trzeba mówić prawdę.

 

Konrad Rękas

 

[i] Takie dysonanse już zresztą się zdarzały. Zapomniana już nieco Samoobrona (która sobą wykarmiła przecież dzisiejszy PiS) miała elektorat plebejsko-antyklerykalny („pacz jako se bryke katabas wyrychtował!„), a program ostatecznie twardo katolicki, z bezwzględnym zakazem aborcji włącznie.

 

7 komentarzy

  1. CzytelnikX

    [ten komentarz / tekst gdzie szerzej analizuję historię LPRu]

  2. CzytelnikX

    [Do Redakcji: napisałem dwa komentarze, to opublikujcie ten dłuższy, krótszego nie ma potrzeby]

  3. CzytelnikX

    O ile kompletnie nie śledzę „politycznej bieżączki”, całego ścieku medialnego płynącego z wszystkich stron bo to nuda i rzygowiny o tyle pokuszę się o kilka refleksji i ogólniejszych analiz

    STARE DZIEJE CZYLI STRACONE SZANSE I WYBORCZE ZŁUDZENIA

    Myślę, że największą straconą szansą polskich antysystemowców były wybory w 2001 roku. Wtedy na fali bezrobocia i protestów społecznych epoki Buzka wzrosły w siłę formacje opozycyjne, między innymi Liga Polskich Rodzin i Ruch Społeczny „Alternatywa”. Alternatywa stanowiła wówczas coś w rodzaju polskiego „sojuszu ekstremów” łącząc niezależne siły różnej orientacji ideowej, zjednoczone hasłem zachowania niepodległości i zakwestionowaniem prywatyzacji majątku narodowego przez Balcerowicza. Gdyby Alternatywa dostała się wówczas do Sejmu to łącząc się z potencjałem chłopskiego protestu Samoobrony, mogłaby stać się ogniskiem realnego oporu… nie wiemy jak by to się dalej potoczyło… ale wiemy co się stało…

    Cała tragedia polegała być może na tym, że niestety z błogosławieństwem Ojca Dyrektora do Sejmu weszła Liga…

    Historia to nie gdybanie, możemy tylko analizować zaistniałe fakty..Dalszy ciąg tej znamy..

    LPR podzieliła się na związaną z Rydzykiem frakcję „oszołomską” (między innymi Macierewicz z RKN) i frakcję „staro-endecką” (ludzi z SN i ówczesnej MW – Kotlinowski i Giertych). W konsekwencji Giertych wyrzucił po kolei ludzi Radia.
    Następnie LPR stopniowo coraz bardziej łagodziła swój przekaz (przełomem był pozorny sukces w wyborach do Europarlamentu w 2004), a za pierwszego rządu PiSu chcąc nie chcąc włączyła się do Koalicji jako „przystawka” i została połknięta, podobny los spotkał Samoobronę. Nieudana koalicja wyborcza „Liga i Samoobrona”, nastąpiła już po społecznej kompromitacji obu ugrupowań. Dalsze losy wyborcze np. w postaci partii „Libertas” to tylko pozbawiona znaczenie próba dostania się do koryta przez tych samych ludzi. (W międzyczasie frakcja „oszołomska” również dołączyła do PiSu zamieniając spiskowe wyznawane wcześniej spiskowe teorie „żydo-masońskie” na spiski „ruso-komusze” a później „religię smoleńską”)

    Oczywiście na spadek poparcia dla LPR i Samoobrony wpłynął też zdecydowany spadek bezrobocia. Spowodowany oczywiście nie tyle „rozwojem gospodarczym” co masowym wyjazdem milionów Polaków na Zachód.

    Późniejszego „odrodzenia ruchu narodowego” ery Marszu Niepodległości itd. komentował nie będę szczegółowo bo większość czytelników Xportalu prawdopodobnie zna to z „autopsji”

    ___

    AKCJA WYBORCZA SYSTEMU

    Co do podziałów między systemowymi partiami.Tu sprawa jest prostsza… ale przypomnę

    Między PIS a PO nie ma żadnych różnic oba środowiska wywodzą się generalnie z AWS

    Obie partie rządziły po 89 roku na przemian z liberałami z SLD

    PiS i PO (oraz SLD) głosowały:
    ZA prywatyzacją po 89 roku
    ZA wejściem do NATO
    ZA wejściem do UE
    ZA udziałem Polski w wojnie z Jugosławią, Afganistanem, Irakiem,
    I zdania nie zmieniły
    można wymieniać w nieskończoność
    To jest System, a System nie ma błędów – System jest błędem.

    Różnica dotyczy jedynie walki o stołki. Kwestia sporów post-Solidarności i post-PZPR jest jasna.

    Natomiast co do sporu obecnego PiSu i PO czy szerzej „rządu” i „opozycji” to również rzecz jest dość prosta do opisania.

    Wyjaśnić należy ją tym, że podczas gdy korzenie PO tkwią w środowisku wysokich rangą działaczy „Solidarności”, o tyle PiS to działacze średniego szczebla sfrustrowani tym, że w nie tak dużym stopniu partycypowali w przemianach po 89 roku.

    Oczywiście następują zmiany pokoleniowe, ale „mit i etos” jest właśnie taki.

    W skrócie obie partie to frakcje „Solidarności” przy czym:
    PO = liberalna część AWS + UW
    PiS = „prawicowa” część AWS + resztkówka z mniejszych grupek typu „Solidarność Walcząca”

    Większe różnice „ideowe” pojawiły się dopiero po zwycięstwie przez PiS w wyborach w 2015 roku..

    ___

    Mniejszego zła nie należy NIGDY wspierać. Nie znaczy to że „mniejsze zło” nie istnieje.
    Zatem oceniając rzecz z perspektywy historycznej, pojawia się pytanie „czy mniejszym złem w wyborach 2015 było dalsze trwanie rządów PO czy dojście do władzy PIS?”
    I moja odpowiedź jest jednoznaczna:
    Mniejszym złem było dalsze trwanie rządów PO.
    Dlaczego?
    Tylko i wyłącznie dlatego, że nastrój ulicy, potencjał rewolucyjny, tendencja wśród młodych itp. itd. była wówczas po stronie prawych sił.
    PIS nie zrobił nic pozytywnego (nie mógł zrobić – patrz wyżej) ale swoimi działaniami dodatkowo otworzył puszkę pandory postmodernistyczego libero-lewactwa, uaktywniły się środowiska pro-aborcyjne, genderowe itd.
    Dodatkowo:
    Geopolitycznie za swoich rządów, PO próbowała rozgrywać czy też raczej była rozgrywana przez Waszyngton i Brukselę, radykalizm antyrosyjski łagodziły powiązania ekonomiczne.
    Tymczasem PIS w pełni i całkowicie podporządkował Polskę tylko i wyłącznie USA, włącznie z wprowadzeniem obcych wojsk do naszej ojczyzny.

    Oczywiście nie oznacza to że OBECNIE dojście do władzy PO będzie „lepsze”. Nie, PO gdy dojdzie do władzy nasili procesy rozkładowe i tyle…

    Tak widać musiało być i tyle, dialektyka dziejów.

    Jedyny plus rządów PIS mógłby być jedynie taki, że ostatecznie pokazałyby że systemowa „prawica” to takie samo zło jak „liberałowie” czy „lewica” i narodowcy ostatecznie zrozumieliby że systemowa prawica to taki sam lub nawet gorszy wróg.
    Niestety nie widzę jakiegokolwiek opamiętania, wręcz przeciwnie, póki co PIS skanalizował większość ruchu młodzieżowego…

    ___

    O KONFEDERACJI CZYLI GŁOS ODDANY TO GŁOS ZMARNOWANY

    Ja pozostanę wierny słowom Ernsta Jungera „Ani jednego głosu na jakąkolwiek partię!” i nie zagłosuję na Konfederację…

    Po prostu pamiętam czasy gdy w Brukseli była już delegacja LPR. Były te same hasła. I nic to nie dało. Bo nie tędy droga.
    A dodajmy że ówczesna giertychowska LPR którą tak wyklinali wówczas młodzi NR za demoliberalizm, bezideowość, karierowiczowstwo (i słusznie!) to przecież była naprawdę patriotyczna partia w porównaniu z przypadkową zbieraniną jaką jest Konfederacja….

    Przypomina mi się że Robert Winnicki gdy zostawał szefem MW popełnił pewien tekst w Myśl.pl w którym wytknął i wspaniale opisał wszystkie błędy giertychowskiej LPR:
    – budowa ruchu czysto wyborczego
    – brak zaplecza ani w „ulicy” ani w think tankach
    – odcinanie się od radykalizmu
    – zapatrzenie w sondaże wyborcze
    – wchodzenie w zgniłe kompromisy
    – zamiast ideowego wychowanie, wykorzystywanie idealizmu młodzieży do darmowego rozdawania ulotek i klejenia plakatów
    Itd. itp.
    itp. itd.

    I Winnicki popełnił następnie wszystkie błędy które wytknął w tym tekście Giertychowi i LPR…

    Jasne, że z sympatią słucha się obecnie wystąpień sejmowych Winnickiego skierowanych w roszczenia, w UE, momentami w USA czy syjonizm, może to naprawdę ideowy koleś – tylko że naprawdę ja pamiętam jeszcze wystąpienia sejmowe posłów LPR, były jeszcze radykalniejsze I KOMPLETNIE NIC NIE DAŁY (a dlaczego? – patrz wyżej wymieniona lista)

    __

    O REWOLUCJI CZYLI LEPIEJ BYĆ MARZYCIELEM NIŻ NAIWNIAKIEM

    Kończąc rozważania tych nudnawych wyborczych rozgrywek (ich efekty w 2019 roku widać gołym okiem) napiszę parę słów o podejściu antysystemowym

    Ogólnie to zawsze śmieszyło mnie że różni ludzie odwołujący się do np. rewolucji konserwatywnej, NR, i ogólnie ideowo do tego co Bogdan Kozieł określił kiedyś w wydawanym przez NOP „Szczerbcu” jako „rewolucję na Prawicy” czyli teoretycznie odrzucający System, gdy przychodzi co do czego to raz za razem na kolejnych wyborach wzywają do głosowania lub sami głosują… Ja może nie palę urn wyborczych jak jacyś maoiści w Peru, ale zamiast na wybory idę po prostu na spacer…

    Rozumiem że obecnie słowo „rewolucja” straciło większe znaczenie i dziś tym hasłem określa się w mediach byle przewrót taki jak Majdan, ale to właśnie powinno skutkować tym większym naciskiem na przywrócenie temu słowu prawdziwego znaczenia przez ludzi myślących.

    Można być przeciwnikiem podejścia rewolucyjnego ale wtedy trzeba nazywać się ewolucjonistą, reformistą… ale trzeba wiedzieć co oznacza dane pojęcie

    A Rewolucja stanowi zawsze wyłamanie się poza przyczynowo-skutkową logikę starego Systemu, wyjście poza jego prawo, negację starego państwa i budowę nowego. Legitymizacja nowej władzy nie jest czerpana od momentu rewolucji ze starego Systemu i jego norm prawnych

    Rewolucja to jedyny autentyczny akt wolności społecznej, narodowej, samodzielny wybór nowej drogi, a nie przepychanki o miejsce przy korycie wyborze
    Wolność jest wtedy gdy ludzie mają autentyczny wybór, rewolucja wtedy gdy po załamaniu starego – rodzi się nowe. To musi być autentyczne zerwanie ze starym, z całą IIIRP zbudowaną w oparciu o symboliczną datę 89. Nowe społeczeństwo budowane od podstaw.

    Jak uznajemy że System to Zło, że demoliberalna IIIRP to nie jest państwo polskie, i w ogóle nie jest to „państwo”, to głosowanie (choćby teoretycznie) nie ma najmniejszego sensu. Należy całkowicie zanegować to państwo po to by Ojczyzna odzyskała wolność. Oczywiście wszyscy tu żyjemy, coś kupujemy, gdzieś pracujemy, studiujemy itd. Ale chodzi o negację polityczną.

    Praktyczne konsekwencje to np. minimum nie uczestniczenie w wyborach jako jednostki, w sensie organizacyjnym budowa struktur rewolucyjnych czyli dążących do obalenia władzy demoliberalnej i całkowitej przemiany społeczeństwa.

    Zresztą nawet praktycznie… jak ktoś uważa że w państwie w którym stacjonują obce wojska, co wkrótce pewnie wpiszą do konstytucji, możliwa jest ewolucyjna przemiana na drodze wyborów, to ciężko z taką naiwnością dyskutować

  4. Ani głosu na partie!
    Osobiście sam oleję wybory do PE, nie zamierzam uczestniczyć w tym cyrku dla frajerów uważających, że te euro-wybory cokolwiek znaczą.

    • Chociaż z drugiej strony zastanawiam się nad zagłosowaniem na Konfederację, bo może nagłośnią w ten sposób problem żydowski.

  5. CzytelnikX

    Wartościowy tekst

    ____

    Myślę że największą straconą szansą dla polskiego ruchu antysystemowego było to, że w wyborach parlamentarnych w 2001 roku do Sejmu dostała się giertychowska (wówczas jeszcze ogólnie rydzykowa) Liga Polskich Rodzin a nie autentycznie niezależna Alternatywa Ruch Społeczny. „Alternatywa” była w ówczesnych warunkach autentycznym ruchem polskiego „sojuszu ekstremów”, głosem niezależnych środowisk politycznych. Gdyby w sejmie znalazła się wówczas „Alternatywa” to łącząc swój potencjał z reprezentującą radykalizm chłopski Samoobroną Leppera, mogłaby przynajmniej poprowadzić do realnego oporu w głównych kwestiach…

    Niestety historia to nie gdybanie…
    Do Parlamentu, z błogosławieństwem Ojca Dyrektora dostała się Liga, a resztę smutnej historii znamy…

    ___ ___ ___

    Dzisiaj opór na tym terenie, na wyborach, jest już zwyczajną mrzonką…

    Pozwolę sobie wkleić moje komentarze z innego artykułu, liczę na dyskusję na poziomie…

    ___

    CO DO PRZEPYCHANEK MIĘDZY PIS I OPOZYCJĄ

    Między PIS a PO nie ma żadnych różnic oba środowiska wywodzą się generalnie z AWS
    PiS i PO głosowały:
    ZA prywatyzacją po 89 roku
    ZA wejściem do NATO
    ZA wejściem do UE
    ZA udziałem Polski w wojnie z Jugosławią, Afganistanem, Irakiem,
    I zdania nie zmieniły
    można wymieniać w nieskończoność
    To jest System, a System nie ma błędów – System jest błędem.

    Mniejszego zła nie należy NIGDY wspierać. Nie znaczy to że „mniejsze zło” nie istnieje.
    Zatem oceniając rzecz z perspektywy historycznej, pojawia się pytanie „czy mniejszym złem było dalsze trwanie rządów PO czy dojście do władzy PIS?”
    I moja odpowiedź jest jednoznaczna:
    Mniejszym złem było dalsze trwanie rządów PO.
    Dlaczego?
    Tylko i wyłącznie Dlatego, że nastrój ulicy, potencjał rewolucyjny, tendencja wśród młodych itp. itd. była wówczas po stronie prawych sił.
    PIS nie zrobił nic pozytywnego (nie mógł zrobić – patrz wyżej) ale swoimi działaniami dodatkowo otworzył puszkę pandory postmodernistyczego libero-lewactwa, uaktywniły się środowiska pro-aborcyjne, genderowe itd.
    Dodatkowo:
    – Geopolitycznie za swoich rządów, PO próbowało rozgrywać czy też raczej było rozgrywane przez Waszyngton i Brukselę, radykalizm anty-rosyjski łagodziły interesy ekonomiczne. Tymczasem PIS w pełni i całkowicie podporządkował Polskę tylko i wyłącznie USA, włącznie z wprowadzeniem obcych wojsk do naszej ojczyzny.

    Oczywiście nie oznacza to że OBECNIE dojście do władzy PO będzie „lepsze”. Nie, PO gdy dojdzie do władzy nasili procesy rozkładowe i tyle…

    Tak widać musiało być i tyle, dialektyka dziejów.
    Jedyny plus rządów PIS mógłby być jedynie taki, że ostatecznie pokazałyby że systemowa „prawica” to takie samo zło jak „liberałowie” czy „lewica” i narodowcy ostatecznie zrozumieliby że systemowa prawica to taki sam lub nawet gorszy wróg.
    Niestety nie widzę jakiegokolwiek opamiętania, wręcz przeciwnie, póki co PIS skanalizował większość ruchu młodzieżowego…

    ___

    CO DO NADCHODZĄCYCH WYBORÓW I NADZIEJ ZWIĄZANYCH Z KONFEDERACJĄ

    Pozostanę wierny słowom Ernsta Jungera „Ani jednego głosu na jakąkolwiek partię!” i nie zagłosuję na Konfederację…

    Po prostu pamiętam czasy gdy w Brukseli była już delegacja LPR. Były te same hasła. I nic to nie dało. Bo nie tędy droga.
    A dodajmy że ówczesna giertychowska LPR którą tak wyklinali wówczas młodzi NR za demoliberalizm, bezideowość, karierowiczowstwo (i słusznie!), to przecież w sumie była naprawdę patriotyczna partia w porównaniu z przypadkową zbieraniną jaką jest Konfederacja….

    Przypomina mi się że Robert Winnicki gdy zostawał szefem MW popełnił pewien tekst w Myśl.pl w którym wytknął i wspaniale opisał wszystkie błędy giertychowskiej LPR:
    – budowa ruchu czysto wyborczego
    – brak zaplecza ani w „ulicy” ani w think tankach
    – odcinanie się od radykalizmu
    – zapatrzenie w sondaże wyborcze
    – wchodzenie w zgniłe kompromisy
    – zamiast ideowego wychowanie, wykorzystywanie idealizmu młodzieży do darmowego rozdawania ulotek i klejenia plakatów
    Itd. itp.
    itp. itd.

    I Winnicki popełnił następnie wszystkie błędy które wytknął w tym tekście Giertychowi i LPR…

    Jasne, że z sympatią słucha się obecnie wystąpień sejmowych Winnickiego skierowanych w roszczenia, w UE, momentami w USA czy syjonizm, może to naprawdę ideowy koleś – tylko że naprawdę ja pamiętam jeszcze wystąpienia sejmowe posłów LPR, były jeszcze radykalniejsze I KOMPLETNIE NIC NIE DAŁY (a dlaczego? – patrz wyżej wymieniona lista)

    ___

    PARĘ SŁÓW O REWOLUCJI

    Ogólnie to zawsze śmieszyło mnie że różni ludzie odwołujący się do np. rewolucji konserwatywnej, NR, i ogólnie ideowo do tego co Bogdan Kozieł określił jako „rewolucję na prawicy” czyli teoretycznie odrzucający System, gdy przychodzi co do czego to raz za razem na kolejnych wyborach wzywają do głosowania lub sami głosują… Ja może nie palę urn wyborczych jacyś maoiści w Peru, ale zamiast na wybory idę po prostu na spacer…

    Rozumiem że obecnie słowo „rewolucja” straciło większe znaczenie i dziś tym hasłem określa się w mediach byle przewrót taki jak Majdan, ale to właśnie powinno skutkować tym większym naciskiem na przywrócenie temu słowu prawdziwego znaczenia przez ludzi myślących.

    Można być przeciwnikiem podejścia rewolucyjnego ale wtedy trzeba nazywać się ewolucjonistą, reformistą… ale trzeba wiedzieć co oznacza dane pojęcie

    A Rewolucja stanowi zawsze wyłamanie się poza przyczynowo-skutkową logikę starego Systemu, wyjście poza jego prawo, negację starego państwa i budowę nowego. Legitymacja nowej władzy nie jest czerpana od momentu rewolucji ze starego Systemu i jego norm prawnych

    Rewolucja to jedyny autentyczny akt wolności społecznej, narodowej
    Wolność w kapitalizmie polegająca na zakupie marsa lub snikersa, wyborze PiSu lub PO – to nie jest wolność.
    Wolność jest wtedy gdy ludzie mają autentyczny wybór, rewolucja wtedy gdy po załamaniu starego – rodzi się nowe. To musi być autentyczne zerwanie ze starym. Nowe społeczeństwo budowane od podstaw.

    Jak uznajemy że System to Zło, że demoliberalna IIIRP to nie jest państwo polskie, i w ogóle nie jest to „państwo”, to głosowanie (choćby teoretycznie) nie ma najmniejszego sensu. Należy całkowicie zanegować to państwo. Oczywiście wszyscy tu żyjemy, coś kupujemy, gdzieś pracujemy, studiujemy itd. Ale chodzi o negację polityczną.

    Praktyczne konsekwencje to np. minimum nie uczestniczenie w wyborach jako jednostki, w sensie organizacyjnym budowa struktur rewolucyjnych czyli dążących do obalenia władzy demoliberalnej i całkowitej przemiany społeczeństwa. Naprawdę na poważnie uważam, że rację miał Limonow mówiąc że „Lenin mógł i my możemy”.

    Zresztą nawet praktycznie… jak ktoś uważa że w państwie w którym stacjonują obce wojska, co wkrótce pewnie wpiszą do konstytucji, możliwa jest ewolucyjna przemiana na drodze wyborów, to ciężko z taką naiwnością dyskutować

    ___

    Rewolucja jest zawsze najtrudniejszą z dróg.
    Ale wolę być marzycielem
    Wolę wierzyć, że kiedyś Naród Polski obudzi się i doprowadzimy tak czy inaczej do Narodowej Rewolucji
    To jest marzenie, mało prawdopodobne i trudne do realizacji w dzisiejszych warunkach nie możemy nawet wyobrazić sobie jego realizacji…

    Ale przynajmniej nie jestem naiwniakiem, nie wierzę w wybory, nie wierzę, że ewentualna „o zmianę przecinka w ustawie” lub „obecność patriotów w Brukseli” cokolwiek zmieni…
    I nigdy więcej nie będę kleił plakatów, rozdawał ulotek i wierzył w kolejną reinkarnację Giertycha obiecującego „obalenie okrągłego stołu” przez zasiadanie w sejmowej ławie

    • „Myślę że największą straconą szansą dla polskiego ruchu antysystemowego było to, że w wyborach parlamentarnych w 2001 roku do Sejmu dostała się giertychowska (wówczas jeszcze ogólnie rydzykowa) Liga Polskich Rodzin a nie autentycznie niezależna Alternatywa Ruch Społeczny. „Alternatywa” była w ówczesnych warunkach autentycznym ruchem polskiego „sojuszu ekstremów”, głosem niezależnych środowisk politycznych. Gdyby w sejmie znalazła się wówczas „Alternatywa” to łącząc swój potencjał z reprezentującą radykalizm chłopski Samoobroną Leppera, mogłaby przynajmniej poprowadzić do realnego oporu w głównych kwestiach…”
      Czysta prawda!
      Poza tym ARS był też NOP, a w takiej Konfederacji próżno doszukiwać się jakiegokolwiek ugrupowania NR/NS, czy w ogóle radykalnie nacjonalistycznego.

Dodaj komentarz