Konrad Rękas: Nauka z wyborów, czyli po co komu Konfederacja?

Najważniejsza nauka ze wszelkich wyborów sprowadza się do tego, że łatwiej ludzi przekonać, że jest im dobrze, kiedy jest im źle – niż że jest im źle, kiedy czują się zadowoleni. Ktokolwiek zapomina tę lekcję – powiększa następnie grono baaaaardzo rozczarowanych wynikami.

 

Największe nawet rozczarowanie nie uzasadnia jednak irracjonalnej rozpaczy i reakcji infantylnych. Obserwując bowiem od niedzieli FB zaczynam coraz poważniej zadawać pytanie: czy całkiem rozsądne dotąd osoby – zupełnie powariowały? Że się podjarały wcześniej kampanią, zaangażowały emocjonalnie – to się zdarza, w każdym ponoć drzemie dziecko. Ale te internetowe bluzgi: a to „jaki mamy naród głupi!„, a to że „kruki, wrony…!” oraz „koniec historii…!” – to już zupełne zapamiętanie w zdziecinnieniu. Ludzie, przepraszam za poufałość – przecież to TYLKO WYBORY!

 

A już czemu biadolą ci, którzy w nich nie startowali, ani nawet do żadnej ze startujących partii podobni nie są – to już całkiem nie rozumiem.

 

Sami chcieli mieć kampanię „europejską”, a nie polską…

 

Zwłaszcza, że akurat w tej konkretnej kampanii, w konfrontacji z jej wynikami – powodów już nie tylko do biadolenia, ale przede wszystkim do zdziwień było wyjątkowo mało. Zdziwieni przede wszystkim nie powinni być wszyscy suflujący opozycji anty(?)-PiS-owskiej pomysły anty-religijne, wierzący w magiczną moc „Kleru-Bis” i im podobni. No bo jak to niby miało wyglądać: sądzili, że jak napadną na Kościół i obrażą Matkę Boską – to katolicki naród z samej wdzięczności na nich zagłosuje? Cóż, plan – trzeba przyznać – znamionował nieledwie geniusz. Aż dziw normalnie, że nie wypaliło!

 

Występujący w ramach tej samej kuchni genialnych pomysłów wyborczych tak zwani ludowcy również nie powinni być zaskoczeni zdecydowanym zwycięstwem PiS-u na polskiej wsi. Nie urażając nikogo – PSL NAPRAWDĘ nie jest już partią rolniczą, ani nawet wiejską, tylko urzędniczą. To nie wyzwisko, tylko stwierdzenie faktu. I tak nawet wyglądała kampania kandydatów Stronnictwa w ramach KE.  Oczywiście też jednak warto przy tym zauważyć, że choć PSL ostatecznie już chyba straciło podstawy do uzurpowania sobie pozycji „przedstawicieli polskiego rolnictwa” – to bynajmniej PiS-owcy się automatycznie takimi nie stali. Polskie rolnictwo (podobnie jak cała polska wieś) nie jest obecnie skutecznie reprezentowane politycznie – i to nadal jest bodaj najważniejszy, nierozegrany i potencjalnie rozwojowy element ewolucji społecznej w Polsce.

 

Wierzący” też nie lepsi…

 

Element zignorowany przez wszystkich poza PiS-em i to pomimo początkowych prób odnalezienia się na odcinku wiejskim takiej choćby Konfederacji. Jej liderzy liczyli jednak chyba, że ktoś im ot tak, właściwie bez powodu przyniesie głosy rolniczych wyborców tylko dlatego, że na chwilę przerwali ich pouczać o dobrodziejstwach kapitalizmu czy tak samo nie rozumiejąc – trochę mniej niż inni wyśmiewali. Sądząc zresztą z rozpaczy wylewanej z tej strony na wszystkich, w tym na „niewdzięcznych chłopków” – sytuacja wraca do normy i niby to anty-systemowa opozycja po staremu nie ma niczego tej części narodu do zaproponowania. No to czemu znowu się dziwi?!

 

Zresztą, w wymyślaniu sobie powodów do zdziwień akurat Konfederaci wydają się być szczególnie mocni. Patrząc na ich miny, nawet tuż po ogłoszeniu całkiem przecież jeszcze korzystnie brzmiących exit polls – to oni naprawdę wierzyli w 12 procent…

 

Cóż, szanuję żałobę, ale przypominam, że prawdziwą tragedią byłoby nie zwycięstwo jednej czy drugiej partii – tylko całkowita utrata poczucia humoru przez Polaków! Trzeba więc zauważyć, że trwające równo z biadoleniem, pomostowaniem na „głupich rodaków”, bierną młodzież itd. podsuwanie liderom Konfederacji nowych scenariuszy, sprowadzających się do montowania kolejnych układy i porozumień przed jesiennymi wyborami parlamentarnymi – nieuchronnie przypomina kalkulacje nieodżałowanego Balcerka z „Alternatywy 4”: „Żeby tak jeszcze pan Furman ochajtnął się z Ewą od Majewskich, a Manc z Zosią od profesora, to mamy tak!„. A i tak jest to lepsze niż snute jeszcze w nocy w tym środowisku wizje koalicji rządowej z PiS-em, z programem w rodzaju „wytargowania likwidacji podatku dochodowego!„…

 

Z poważniejszych (ale tylko trochę…) zagadnień ciekawsze wydaje się więc po tej stronie czy tym razem da się uniknąć rytualnie powyborczego palenia JKM? Trzeba bowiem przyznać, że w ostatnim przypadku ekipa składająca się na Konfederację nie zrobiła niczego szczególnie złego czy błędnego, nie palnęła żadnego większego (zauważalnego) głupstwa, ba, wykorzystano również chyba wszystkie możliwe szanse. Po prostu, taki jest potencjał niezadowolenia z polityki PiS-u w tej części społeczeństwa i z podnoszonych powodów.

 

Wchodząc w detale, również dyskusja o „winie Gwiazdowskiego” nie ma większego sensu, podobnie jak i sztuczne a niemożliwe dodawanie jego ułamka procenta, głosów na Kukiza i wyniku Konfederacji. Jeśli ktoś bowiem głosował na Polskę Fair Play – to raczej świadomie, CELOWO nie na konfederatów, a jeśliby nawet opcji tej nie było – ideowi wyborcy liberalni zostaliby zapewne w domach albo wyselekcjonowali Kolibry na listach kukizowych. Muzykowi w ogóle pozostał zdaje się elektorat, który prędzej zwróci się do PiS-u albo właśnie ku budowie ekskluzywnej formacji liberalnej niż dogada się z „oszołomami/zdrajcami/onucami” od JKM i RN.

 

Wszyscy się policzyli. Takie mamy realia. Tyle.

 

Rozpoznać wyborców

 

Niektórzy są jednak bekśliwi, a i wyniki po tej stronie sceny interesują ich szczególnie… Dobrze, zapytam jeszcze raz, może to komuś coś poukłada: Partia polityczna ma reprezentować określoną grupę interesu i interesy danej grupy. Proste pytanie: czyje interesy chciałaby właściwie reprezentować Konfederacja?

 

Tylko bez durnych odpowiedzi w rodzaju „całego narodu” albo „tych inteligentnych„. Jakieś pomysły? “Tych poza POPiSem”? Super. A co charakteryzuje tę „grupę” i jakie są jej interesy? No właśnie. „Mających na sercu dobro Ojczyzny!”? Jeszcze lepiej. Narodowców? Zwolenników niskich podatków? Cudnie. Tylko, że to wszystko są takie czy inne cele programowe, ideowe i inne. Ogólnie zapewne wszyscy się zgodzą, że chodzi o to „aby tego zła mniej na świecie było„. Chodzi jednak o mechanikę życia społecznego. Ta wyraża się przez interesy poszczególnych jednostek i grup, które znajdują swoją emanację – i organizację. W realiach demokracji przedstawicielskiej – są nią m.in. partie polityczne.

 

Stąd jest to pytanie zasadne: czyje interesy reprezentuje Konfederacja? Nie do czego dąży, jakie sobie cele stawia – tylko jakich interesów grupowych jest wyrazem? To kwestia kluczowa także dla określenia realnych możliwości choćby zbliżenia się tych ślicznych celów i ideałów. W dodatku zaś, działać powinno jeszcze sprzężenie zwrotne, a zatem dana grupa winna uznawać daną partię za swą reprezentację (w tym sensie bowiem na przełomie wieków reprezentacją polskiego szmolbiznesu nie była bynajmniej UPR, tylko… Samoobrona) – to już jednak jest wyższa szkoła jazdy. Nie można wiecznie wierzyć, że wystarczy napisać idealny program polityczny, a wyborcy sami się znajdą.

 

Cokolwiek by się liberałom czy socjalistom nie wydawało – partia to NIE JEST PROGRAM. Partia to INTERESY. I trochę sentymentów/emocji.

 

Rozpoznać własnych wyborców

 

Odpowiedzi na tak sformułowane pytania jednak brak. Więcej, samo zadawanie ich albo dziwi, albo wręcz obraża zaaferowanych znacznie poważniejszymi sprawami Kolegów-Polityków. Zamiast się jednak zastanowić i określić swoje miejsce w ramach mechanizmu społecznego – sam aktyw i fandom Konfederacji wolą rzucić się wir „reform„. A jedna wybitniejsza od drugiej!

 

Schować Korwina – nie chować Korwina tylko niech zakłada partię!

 

Mniej o Żydach – ale zachęcić kobiety! Albo może coś o ochronie środowiska!

 

I przede wszystkim, jak zawsze:

 

Walić inne tematy i napierdalać więcej o podatkach!

 

Nadto, choć PiS odebrał wyborców reszcie (centro)prawicy, gdy zaczął udawać swoją radykalizację – to reszta (centro)prawicy właśnie zaczyna z tego wyciąg z tego wniosek, że by odebrać tych wyborców PiS-owi – należy się samemu… deradykalizować. Jakież to logiczne!

 

I tak dalej. Przecież to środowisko nie ma najmniejszego nawet pojęcia ani dlaczego ktoś na nich zagłosował, ani dlaczego miałby to zrobić znowu!

 

Chcą więc albo powtarzać swoje czekając, że się wyborcom odmieni (i na pewną skalę to czasem działa, gdy już zagłosowano na wszystkich innych) – albo gwałtownie zmieniać wszystko. A oba warianty w emocjach i zaperzeniu.

 

Tymczasem, skoro więc nie ma już innych pomysłów – wypadałoby przynajmniej zidentyfikować własnych wyborców. Część z nich to uczniowie JKM. Ten elektorat nie jest, wbrew pozorom stabilny, jak bowiem widać choćby po ostatnich lamentach – znowu spróbują się na niego zaczaić zwolennicy „czystego liberalizmu bez szaleństw Korwina i oszołomów„. To realne zagrożenie, zwłaszcza, że znowu zanosi się na dekompozycję organizacyjną korwinistów. Sami neo-narodowcy żadnych własnych wyborców niemal nie mają – bo ci są w… PiS-ie. ALE właśnie na przykładzie Konfederacji widać, że mogą od PiS-u odpływać w miarę utraty zaufania do tej partii, choćby właśnie na odcinku żydowskim. Jasne, zapewne nigdy nie będzie to grupa duża – ale docelowo jakaś. I tyle panom z prawicy zostaje, skoro nie mają innej koncepcji czym są, ani kogo reprezentują.

 

Zamiast tego rozpamiętują sam wynik zapominając nawet, że taki ROP zaczął się od 6.86% Olszewskiego w ’95 (pamiętam jak w jego sztabie płakali jak to możliwe, że nie wygrał?!), a wielkie wejście Samoobrony od ledwie 3.05% Leppera w 2000r., gdy nikt nie płakał, bo zrozumiano potencjał sukcesu. Ale też wiedziano DO KOGO i JAKĄ ofertę skierować. A koledzy nar-librzy nie wiedzą…

 

Dla jasności zresztą – uważam zafiksowanie się akurat na kwestii wyniku Konfederacji za aberrację. Rozumiem jednak, że niektórzy Koledzy tak się zakleszczyli w tej nieszczęsnej III-RP-owskiej prawicowości, że nie mogą z niej wyleźć. Ba, sądzą, że innego wyjścia nie ma, stąd będą tę zabawę ciągnąć w nieskończoność. Co jednak mogę poradzić, skoro już muszą? Cóż, skoro już wzięli udział w wyborach – teraz mogą zrealizować naturalny etap drugi: rozpoznać rynek.

 

Łazic po domach, ze 100 dać się wyrzucić w jednym usłyszeć odpowiedzi: Na kogo pan głosował? O, na nas, a dlaczego? Czy zagłosowałby pan na nas znowu? A czemu? Co chciałby pan byśmy uwzględnili w swoich postulatach? Itd.

 

A za pół roku pójść do tego samego faceta, co najmniej dwa razy i upewnić się, że rzeczywiście zagłosuje.

 

I tak przez kolejne lata.

 

Po co komu „narodowy”-liberalizm?

 

Na marginesie warto zauważyć, że JKM na swój wyjątkowy sposób już rozpoczął budowę szerokiego ruchu społecznego, mogącego zwiększyć jego bazę wyborczą cytując (?) wulgarny i obraźliwy wpis o rolnikach, którym należy „napluć w gęby” za to na kogo głosowali –  co natychmiast wyłapał życzliwy dotąd Konfederacji lider AgroUnii, Michał Kołodziejczak. To bardzo ważny moment – dotąd bowiem ruch rolniczego protestu był przez prawicę poklepywany na zasadzie „dobra, dobra, fajni nawet jesteście, tylko koniecznie na nas zagłosujcie!”, podczas gdy realny kapitał społeczny ma właśnie… AgroUnia i to od niej powinni się lepiej nadambitnie neo-narodowcy i młodo-liberałowie uczyć. Nic z tego jednak, część liberalna Konfederacji bowiem wsi z natury nie zna, nie rozumie, nie znosi, wstydzi się albo wszystkiego po trochu (jakieś kompleksy rodzinne?), zaś część RN-owska od lat, mimo kolejnych klęsk nie może pozbyć się maniery „Jesteśmy, kurła, nowoczesnym ruchem narodowym i DOPIERO MY wszystkim pokażemy jak się zakłada partie/koalicje/wygrywa wybory!”. No i pokazują…

 

I ta właśnie unikalna zdolność do realnego zdobywania bazy społecznej każe porzucić dawanie niechcianych i niepotrzebnych rad samym Konfederatom (w końcu ich cyrk – ich małpy), a zamiast tego zastanowić się nad kwestią ważniejszą:

 

Jaką wartość dodaną miałoby w ogóle wnieść dla Polski i Polaków skanalizowanie pewnej części potencjalnego elektoratu protestu akurat w formie partii „narodowo-liberalnej”, a więc z natury swej jałowej, a hermetycznej?

 

Konfederaci bowiem nie wiedzą po co mieliby być komuś potrzebni, zaś nie-Konfederaci nie znają odpowiedzi na pytanie: po co właściwie Polsce i Polakom Konfederacja czy w co to środowisko jeszcze zamierza zmutować? Ruch polityczny bez bazy społecznej to jest ptak bez skrzydeł, który upiera się, że będzie latał i jeszcze się drze ze szczęścia, gdy ktoś go skopie ze skały – bo myśli, że szybuje. Jeśli więc celuje się w małą ideową partyjkę, to i tak trzeba pracować z wyborcami, poznać ich i dyskretnie pilnować. Jeśli zaś myśli się o polityce – trzeba odwołać się do sił większych niż wszystkie idee: do interesów. I na nich dopiero budować siłę.

 

Albo można wszystkich (i się na wszystkich) obrazić w internecie. To już jak ktoś tam woli.

 

 

Czego się nauczyliśmy?

 

Sytuacja III RP i ludzi w niej żyjących od lat jest już taka, że trudno spodziewać się i oczekiwać jakichkolwiek cudownych rozwiązań. Z drugiej jednak strony nie ma też „ostatnich barier„, żadnych „ostatnich bitew”. Przeciwnie, będą kolejne wybory i kolejne próby organizacji poza dużymi partiami. Choć, oczywiście, już dawno widać, że realny cel polityczny to uchwycenie władzy w jakiejś gminie/miasteczku i próby uczynienia życia jej/jego mieszkańców choćby trochę bardziej znośnymi.

 

To i tak byłoby dużo.

 

Tym bardziej, że umówmy się – jakie to naprawdę nowe jakości przedstawiono Polakom tym razem? A może raczej tak się niby odróżniając – znowu wszyscy się do wszystkich… upodobnili? Oto bowiem końcówka eurowyborów pozwoliła wszystkim już ogólnopolskim komitetom wyborczym podkreślić, że najważniejszą dla Polski i Polaków pozostaje… „kwestia rosyjska”.  Rzutem na taśmę także/nawet Konfederacja i Kukiz uznały za stosowne wyprzeć się jakichkolwiek zarzucanych im odstępstw od jedynie obowiązującej linii polityki zagranicznej i to swoich krytyków ogłosić – A jakże! – rosyjskimi agentami. Mamy więc nadal politykę III RP całkowicie wolną od rosyjskiej agentury – i w całości wypełnioną rusofobią.

 

Kto by bowiem nie został wybrany – i tak przecież rządzić będzie amerykańska ambasada…

 

Wiemy więc, że wybory nie przyniosły prawdziwych zdziwień – bo przecież miały tylko zasygnalizować dużym graczom dominujące tendencje elektoratu. Wiem, że nie przyniosły żadnych rozstrzygnięć – bo nie mogły, a ośrodek władzy politycznej nad Polską w Polsce się przecież nie znajduje. Wiemy wreszcie wyborcy głosujący poza bipolem (a także rolnictwo jako grupa społeczna w szczególności nadal nie są skutecznie reprezentowani), zaś kolejna próba ciągle takiego samego przedstawiania oferty niby-pozasystemowej, jeszcze-bardziej-liberalnej i ładnie-patriotycznej – znowu się nie udała. Wnioski pozostają do samodzielnego wyciągnięcia, bez zdziwień, zdziecinnień i histerii.

 

W końcu pamiętajmy: Afryka to świetny rynek dla producentów butów, skoro wszyscy chodzą boso.

 

Konrad Rękas

4 komentarze

  1. Tylko Popis i np. Biedroniowcy w Sejmie po jesiennych wyborach to byłaby katastrofa dla Polski, biorąc pod uwagę roszczenia żydowskie! Musi być jakaś opozycja, która akurat w tym temacie by protestowała, bo tamci przyjmą każdą ustawę podyktowaną przez usrael

  2. Piger Henricus

    Zaraz zaraz – akurat Braun i Bosak udzielili wywiadu ”Sputnikowi” co samo w sobie jest pewną deklaracją i wymaga jednak odrobiny choć ”cywilnej odwagi” w III RP, poza tym ten pierwszy od paru lat głośno kwestionuje sens stacjonowania w Polsce amerykańskich wojsk a JKM pojechał na Krym co skrzętnie wykorzystały ”judeochrześcijańskie” media, by ich obsmarować, nad wyraz skutecznie jak niestety się okazało, więc autor znowu sam sobie przeczy wypominając i suflując Konfederatom rozwiązania, które jeszcze bardziej pogrążyłyby ich w oczach ”jankesofilskiego” narodu, jak trafnie skonstatował Lasecki.

  3. Konfedracja zrobiła wszystko jak należy-powinni zaprosić jeszcze Agrounię i kilka znanych nazwisk-J.R Nowak, Andrzej Szlęzak, pan Konrad Rękas, Adam Wielomski. 🙂 Może uda się połączyć z Kukizem lub podebrać mu jeszcze część kadr. Trzeba pracować u podstaw i tyle.

  4. Na kogo powinna postawić kofederacja ? A na kim się do tej pory wspiera ? Młodzież, drobni przedsiębiorcy, a hasła antyżydowskie najbardziej chyba trafiają do miszkańców małych miast, gdzie większość nieraz kamieniczek jest pożydowska. Proponuję więc taki elektorat: młodzi, mieszkańcy małych miast, drobni przedsiębiorcy – tylko bardziej akcentować to niż do tej pory. Może zaprocentować

Dodaj komentarz