Ronald Lasecki: Léon Degrelle jako mit i i figura symboliczna

Sprzed kilku lat pamiętam, że bohaterami moich kolegów aspirujących do współtworzenia integralnej Prawicy byli ludzie tacy jak Bolesław Piasecki, Julius Evola, Jukio Miszima, Ernst Jünger, José Antonio Primo de Rivera, Corneliu Zelea Codreanu, czy też Léon Degrelle – o którym ostatnio zrobiło się ponownie głośno, choć nie w kontekście w którym życzyć mógłby sobie tego człowiek integralnej Prawicy. Z dawniejszych pokoleń fascynowali nas Joseph de Maistre, Juan Donoso Cortés, czy Konstantin Leontjew – oni jednak żyli w innych czasach i swą kontrrewolucyjną pracę prowadzili w innych warunkach, mogli być zatem jedynie inspiracją pośrednią.

Choć jednak „Prawie każde pokolenie ma całkiem nowy konserwatyzm, kością w gardle stający konserwatywnym ojcom” (Armin Mohler), to świadomi jednak byliśmy pewnej tyleż duchowej, co i w gruncie rzeczy ideowej kontynuacji pomiędzy XIX-wieczną kontrrewolucją, a XX-wieczną prawicą rewolucyjną. W obydwu przypadkach chodziło przecież o ład wspólnotowy, spajany autorytetem, skierowany ku Bogu. Ale chodziło też o umożliwiającą rozpoznanie prawdziwości tego ładu odpowiednią „temperaturę krwi”, pozwalającą wznieść się w „wyższy krąg życia, który zachowywany jest przez duchowy chleb ofiary” oraz uczestniczyć w „mistycznej wspólnocie awanturniczego serca” (Ernst Jünger).

Bohaterami byli więc dla nas powstańcy Wandei, włoscy sanfedyści, meksykańscy Cristeros, książę von Metternich, Konstantin Pobiedonoscew, Karol X, w bliższych nam czasach zaś Azjatycka Dywizja Konna barona Romana von Ungern-Sternberga, bohaterowie hiszpańskiej krucjaty 1936-1939, polscy rewolucyjni nacjonaliści z RNR, belgijscy Rex-iści, czy wreszcie bohaterowie wojny z bolszewizmem – Division Azul z Hiszpanii, Légion Wallonie z Belgii, Legion Charlemagne z Francji. Czerpało się też z Dmowskiego, ale był to już Dmowski czasów Obozu Wielkiej Polski i poszukiwań korporacyjnej alternatywy wobec kryzysu kapitalizmu ’29 roku, nie zaś Dmowski – pozytywista i okcydentalista.

Dziś coś się zmieniło: gdy przeglądam czasem fora internetowe dla prawicowej młodzieży, widzę odwołania do Ziemkiewicza, Wildsteina, Łysiaka, Rafała Matyi, Tomasza Merty, namiętną lekturę „Pressji” lub rozważania o „dywersji w świecie popkultury” lub o tym, „dlaczego Polska potrzebuje neosarmackiego republikanizmu”. Coś poszło nie tak, bo jeszcze przed kilku laty czytywało się Gabisia, Bartyzela, Danka. Dziś wzorcami dla młodego prawicowca są Wipler, Bosak i Rzymkowski. Prawdopodobnie doszło po prostu do głosu pokolenie wychowane na nieświętej pamięci forum „Frondy” i zwanym „gejbelką” forum „Rebelyi”.

Na tle takich inspiracji nie dziwi, że postać Léona Degrelle’a staje się pokoleniu „millennialsów” obca. Przypomnijmy zatem w tym miejscu, za co go cenimy:

  • Degrelle był przedstawicielem chrześcijańskiego narodowego radykalizmu.

Wymienia się go z tego powodu często obok José Antonio, Corneliu Codreanu i Bolesława Piaseckiego. Nacjonalizm ich wszystkich ufundowany był na duchowej głębi i bogactwie mistycznie pojmowanego chrześcijaństwa, nie popadając przy tym w kabotyński klerykalizm i parafiańszczyznę – tak charakterystyczne dla mieszczańskiego nacjonalizmu starszych pokoleń.

Był to też nacjonalizm społecznie radykalny – rzecz zupełnie niezrozumiała dla pokolenia fanów Korwina, Wiplera i Bosaka, wymagająca zatem krótkiego wyjaśnia. Termin „radykalizm” nie oznaczał bowiem w tamtych czasach „skrajnego nacjonalizmu” (czyli narodowego szowinizmu), jak rozumieją go dziś działacze organizacji starających się godzić nacjonalizm z polityczną prawicowością i poparciem dla „wolnego rynku”. Określanie się mianem „radykała” w belgijskim (ale też w polskim) kontekście politycznym było nawiązaniem do wpływowej wówczas w Europie francuskiej tradycji politycznej i oznaczało troskę o warunki życia warstw uboższych (ludowych, plebejskich) takich jak robotnicy, chłopi, czy drobnomieszczaństwo. Narodowy radykał (we Francji, w Belgii) chciał je bronić przed wyzyskiem kapitału, Żydów i biurokracji państwowej.

W Polsce dodatkowo dochodził czynnik dyktatury Piłsudskiego – która krwawo tłumiła protesty chłopskie i robotnicze, choć to przecież plebs polski ocalił w Bitwie Warszawskiej „panów oficerów” od klęski w wojnie wznieconej przez nich groteskową wyprawą kijowską. Za narodowe oddanie polskiego chłopa i robotnika Piłsudski odpłacił mu rządami oligarchii i biurokracji, a jego następcy brutalnym tłumieniem strajków w 1937 r. i więzieniami. Polscy narodowi radykałowie stanęli w tej konfrontacji w obronie polskiego ludu i sprawiedliwości społecznej przed dyktaturą szlachecko-oficerskiej kliki z I Brygady.

Dokonajmy teraz historycznego przeskoku i przyjrzyjmy się współczesnemu nam narodowcowi: uczestniczy on w kleconej właśnie konfederacji wyborczej z libertarianami i katolicką prawicą. Jak zawsze w podobnych przypadkach, najniższym wspólnym programowym mianownikiem libertarian, prawicy i narodowców staje się poparcie dla „wolnego rynku” i „walka z socjalizmem” pod którą prawacki nieuk rozumie walkę z każdym nieliberalnym ustrojem ekonomicznym – nieważne, czy chodzi akurat o dystrybucjonizm, spółdzielczość, syndykalizm, państwo opiekuńcze, katolicką naukę społeczną, czy cokolwiek innego; dla wychowanków Korwina i Wiplera to wszystko „pobożny socjalizm” lub „narodowy socjalizm” (co ich idol powtarza, z upodobaniem unosząc przy tym prawą rękę).

Programowym i medialnym obliczem libertariańsko-narodowo-katolickiej koalicji stały się więc likwidacja transportu publicznego, płatne szkolnictwo i służba zdrowia, zniesienie płacy minimalnej i praw pracowniczych, likwidacja ubezpieczeń społecznych, hulaj dusza dla zachodnich korporacji i zniesienie dopłat do rolnictwa, „walka z aborcją” poprzez likwidację jakiejkolwiek opieki nad rodzicielstwem i troski o wychowanie młodego pokolenia – oto bowiem najbardziej „katoliccy” uczestnicy nowej formacji opowiadają się równocześnie za swobodnym dostępem do narkotyków i pornografii, bo jakakolwiek polityka społeczna i gospodarcza państwa to oczywiście „socjalizm” („pobożny” lub „narodowy”, gdy przebąkuje o tym ktoś z prawicy) i „zamordyzm”. Z takim oto przesłaniem narodowcy w konfederacji z libertarianami i prawicą zwracają się do elektoratu głosującego za 500+ i „piątką Kaczyńskiego”. Efekt nietrudno odgadnąć….

Degrelle jako przedstawiciel tego, czym rzeczywiście był katolicki i narodowy radykalizm do takiego obrazka oczywiście nie pasuje, więc trzeba się od niego „odciąć”. Dzisiejsi narodowcy nie skrytykują przecież Morawieckiego za sprowadzenie do Polski JP Morgan i Goldman Sachs; za tzw. Pracownicze Plany Kapitałowe” w ramach których nasze składki emerytalne (wraz z uzupełniającymi dopłatami z budżetu państwa) zasysane będą przez zachodnie fundusze kapitałowe, by przepaść w którejś z nieuniknionych w warunkach giełdowego kapitalizmu nietrafionych inwestycji; nie wysuną postulatu skrócenia łańcucha pośredników pomiędzy rolnikami a konsumentami i zastąpienia w nich supermarketów i zachodnich korporacji spółdzielniami i kooperatywami; nie podniosą postulatu bankowości bez lichwy, bo przecież to wszystko „lewactwo” i „socjalizm”.

  • Degrelle to przedstawiciel romantyzmu politycznego i chrześcijaństwa oraz nacjonalizmu rewolucyjnego.

Pojęcie politycznego romantyzmu zostało nieszczęśliwie spaczone tak przez samych romantyków jak i pozytywistycznych wrogów romantyzmu. Zdystansowani od tych historycznych już sporów, interpretować je powinniśmy przez pryzmat tego, co stanowi jego istotę i czynnik dystynktywny zarazem. Najbardziej wartościowym elementem romantyzmu jest jego gnoseologia. Romantycy postulują wyjście poza poznawcze ograniczenia rozumu instrumentalnego, oraz sięgnięcie pokładów rzeczywistości dla niego niedostępnych. Romantyczna epistemologia zasługuje więc na pozytywną ocenę w świetle integralnego tradycjonalizmu i platońskiego realizmu, prowadzi nas bowiem do wyjścia poza świat cieni – ku rzeczywistości prawdziwej.

Ideowy i duchowy horyzont politycznego romantyzmu sięga zatem daleko poza „mierzony łokciem kramarza” i przeliczany na szekle i kwintale zboża „interes narodowy”. Degrelle chce palingenezy narodu belgijskiego i jego duchowego odrodzenia w mistycznym i heroicznym chrześcijaństwie rodem z epoki wypraw krzyżowych i zakonów rycerskich. Chce nowego Średniowiecza, ożywienia ducha rycerstwa, chce nowych gildii i nowej ascezy. Inspiracją są dla niego pisarze katolickiego odrodzenia jak Charles Péguy, czy Georges Bernanos, których dzieła namiętnie czytuje i przedłużeniem pisarstwa których w Belgii, jest do pewnego stopnia jego własna młodzieńcza, zaangażowana społecznie i przesycona duchem katolickim twórczość poetycka. Polityczny romantyk Degrelle chce ponownie rozpalić w duszach swojego narodu żar wiary i miłości – bo warte czegoś są przecież tylko „les âmes qui brûlent”.

Dla kolegi Konrada Rękasa jest to „bajdurkowanie” i „bajkopisarstwo”. Co jednak moglibyśmy temu „bajdurkowaniu” przeciwstawić? Endecki „sklepikarski realizm”, lub nawet uprawianą namiętnie w pewnych kręgach „filozofię kurewstwa”; imperatyw narodowy sprowadzającą do tego, by „żreć i żyć”, by „przeżyć w spokoju i mieć czego się nażreć”. Nauczyciele tego rodzaju „endeckiej szkoły polityki” narzekają czasem, że młodzi polscy nacjonaliści wolą heroiczny mit Żołnierzy Wyklętych i Marszałka Piłsudskiego, niż wykładane przez naszych „mędrców” drobnomieszczańskie z ducha i porywające niczym „sen pasażera tramwaju o piątej po południu” (Jünger) nauki. Można by za tych wszystkich młodych ludzi odpowiedzieć kolejnym cytatem z niemieckiego konserwatywnego rewolucjonisty: „Ale my kochamy to, co nieświadome; kusi nas wino, miłość i krew”, problem jest jednak zbyt istotny, by nie poświęcić mu obszerniejszego wyjaśnienia.

Już wspominając wyżej o Platonie, wymieniłem słowo „realizm”. Zrobiłem to w nawiązaniu do terminologii filozoficznej, w której „idealizm” nie oznacza bynajmniej uznania obiektywnego istnienia idei, lecz nowoczesny prąd w filozofii niemieckiej za punkt odniesienia biorący wewnętrzne stany umysłowe podmiotu. Wróćmy jednak do potocznego rozumienia idealizmu jako brania sobie za punkt odniesienia obiektywnie istniejących idei. Jak wspomniałem, elementy tak pojętego idealizmu stanowią najbardziej wartościową i najbardziej dla nas interesującą składową romantyzmu. Romantyzm polityczny odnosi się zatem do horyzontu duchowego i aksjologicznego podmiotu. Oznacza sięganie do inteligibiliów. Czym jest to w oczach wyznawcy „filozofii kurewstwa”? „Bajdurkowaniem”, „bełkotem”. Nie sadzę by akurat dla kolegi Konrada sięganie poza krawędź własnego kramu było rzeczywiście „bzdurą”, co domniemywam w oparciu o jego inne wypowiedzi. Dobrane przez niego określenia odzwierciedlają jednak obrazowo zawężone horyzonty wyznawców „sklepikarskiego makiawelizmu”, którzy, gdy komentują Degrelle’a, są – wedle trafnego bon motu powieściowego Karola Borowieckiego – „niczym świnia, która próbuje rozumować o orle”.

Metafizyczny horyzont zakreślony przez polityczny romantyzm (będący w sensie filozoficznym ontologicznym realizmem, czyli potocznie rozumianym idealizmem) nie wyklucza się bynajmniej z realizmem rozumianym jako umiejętność poprawnego rozpoznania warunków działania i doboru osiągalnych w danych okolicznościach celów oraz możliwych do użycia środków – podług ograniczeń nakładanych przez zastane warunki. Pożądanym kształtem dojrzałej politycznie osobowości jest zatem dopełnienie romantyzmu (idealizmu) przez realizm. Niekompletność tego układu z którejkolwiek strony, mianowicie romantyzm bez realizmu lub realizm bez romantyzmu tworzy konstelację wybrakowaną i politycznie niefunkcjonalną. Romantyzm bez realizmu to „mierzenie sił na zamiary”. Realizm bez romantyzmu to horyzonty egzystencjalne i duchowe wieprza krzątającego się u koryta za paszą, czego intelektualnym wyrazem jest, uprawiana przez pewne kręgi z godnym lepszej sprawy poświęceniem, „szkoła polityczna” sklepikarskiego makiawelizmu.

  • Degrelle był antykomunistą i przedstawicielem nacjonalizmu wykraczającego ku patriotyzmowi europejskiemu

Nacjonalizm Degrelle’a jest nacjonalizmem oczyszczonym w katolicyzmie z pozytywizmu i socjaldarwinizmu, tak więc również z egoizmu narodowego. Wśród współczesnych polskich nacjonalistów krytykują go zarówno demoliberałowie, jak i narodowi egoiści. Egoizm jednak – nieważne czy jednostkowy, czy narodowy – inaczej niż w tytule zbioru esejów pewnej żydowskiej pisarki z Rosji która dokonała życia w USA – w wywodzonej z chrześcijaństwa europejskiej etyce nie jest uznawany za „cnotę”, lecz za moralne niedomaganie. Wbrew temu zatem co pisze kolega Konrad („Dobrą, bezwzględnie dobrą stroną jest bowiem tylko interes narodu polskiego – a złą działanie na jego szkodę”.), etyka nie pełni roli instrumentalnej wobec egoistycznie pojętego „interesu narodowego”, a dobro narodu i jego słuszne prawa wpisane są w porządek obiektywnych norm moralnych, naród zaś posiada zobowiązania również wobec społeczności wyższego (cywilizacja, wspólnota wyznaniowa, w najbardziej ogólnym ujęciu nawet ludzkość), jak i niższego (etnos, region, ród, rodzina, osoba ludzka etc.) rzędu. Hierarchię tych uprawnień i powiązań określa chrześcijański porządek miłości a nie „zasada egoizmu narodowego” – zobowiązuje on do sprawiedliwej troski o słuszne prawa danej wspólnoty, ale wyklucza zabieganie jej o interesy z pogwałceniem obiektywnych norm moralnych i słusznych praw innych wspólnot.

Degrelle taki porządek miłości rozpoznawał, zabiegając przed wojną o dobro swojej rodzimej wspólnoty walońskiej bez sprzeniewierzenia się przy tym lojalności wobec wyższego rzędu wspólnoty politycznej państwa belgijskiego; pod okupacją niemiecką zabiegał zaś o pozycję Belgii w spojonej solidarnością wspólnocie narodów europejskich; by wreszcie przelewać krew podczas swej antykomunistycznej krucjaty na froncie wschodnim za swą większą europejską ojczyznę i za wolność ludów Europy w prawdzie chrześcijaństwa.

Wódz ludu walońskiego jest jednak solą w oku nie tylko dla wyznających socjaldarwinizm i etykę egoizmu narodowego „pozytywistycznych złogów” w polskim ruchu narodowym. Nie do strawienia jest również dla grupy „moskiewskich gównojadów”, dla której kryterium oceny dowolnej postaci lub ruchu politycznego z historii Polski lub nawet świata jest to, czy sprzyjały one interesom Moskwy. Największa choćby kanalia zyska w ich oczach uznanie, jeśli tylko popiera lub jest popierana przez Rosję, a człowieka bez skazy, który jednak miał nieszczęście znaleźć się po przeciwnej niż Rosja stronie politycznej barykady, są gotowi utopić w łyżce wody. Oto bowiem Ryszard Kukliński – który zdradził państwo polskie na rzecz USA, jest w ich oczach potworem w ludzkiej skórze, jednak Zygmunt Berling – który zdradził państwo polskie na rzecz Rosji, jest bohaterem. I tak w każdym innym przypadku – logika ta obejmuje również Degrelle’a, wyklętego z powodu walki u boku Niemiec, gdyby jednak przeszedł on na stronę Armii Czerwonej lub chociaż był radzieckim agentem, patrzyliby już na niego zapewne zupełnie inaczej.

Mamy wreszcie narodową lewicę – sympatycznych skądinąd kolegów-epigonów PRL, z którymi łączy nas wiele poglądów na sprawy współczesne, dzielą natomiast oceny wielu kwestii historycznych.  Mówiąc najkrócej: nasze poparcie dla PRL nie wynika z tego, że było to państwo komunistyczne, lecz stąd, że było to państwo polskie. Państwo jest koniecznym instrumentem zabezpieczania porządku i zabiegania o dobro wspólnoty politycznej, jest zatem dobrem, o które należy dbać. Może nam się nie podobać oblicze religijne, klasowe, ustrojowe, orientacja geopolityczna lub zależności zewnętrzne danej historycznie formy polskiej państwowości, nawet jednak państwo ułomne jest dobrem. My walczymy o państwo, a nie przeciwko państwu. Jeśli coś nam się w państwie nie podoba, to chcemy je naprawić i wzmocnić, a nie osłabiać i rozwalać. Dlatego Polska Ludowa byłaby również naszym państwem. Popieralibyśmy je i dążyli do jego naprawy, a nie do jego rozwalenia, do zwiększenia jego niezależności i siły, a nie do rozmontowania go do fundamentów czy wręcz do podpiwniczenia.

Nie jest natomiast naszą ideową ojczyzną lewica ani komunizm, choć – w odróżnieniu od naszych lewicowych kolegów – potrafimy dostrzec i docenić patriotyzm i dorobek również zwolenników odległych nam tradycji ideowych i obozów politycznych. Swoich wzorców ideowych nie upatrujemy jednak w bojownikach Brygad Międzynarodowych, bolszewickich rewolucjonistach ani stalinowcach. Realny socjalizm i sowiecki komunizm były czymś obiektywnie mniej szkodliwym niż jest demoliberalizm i kapitalizm. W realnym socjalizmie – w nieorganicznej i niepełnej formie ale jednak – zachowana została społeczna solidarność i wspólnotowość. Kapitalizm i demoliberalizm je korodują i niszczą, pozostawiając na ich gruzach „samotny tłum” – pozbawione formy zbiorowisko „wolnych i równych” jednostek-atomów. Czymś obiektywnie lepszym niż realny socjalizm i sowiecki komunizm był jednak nacjonalizm i faszyzm, ponieważ oprócz wspólnotowości i solidarności społecznej zachowywał też (lub odtwarzał) docelowo mającą być opartą na autorytecie społeczną hierarchię. W porządku nowoczesnych paradygmatów ideowo-politycznych najmniej zepsutym jest więc nacjonalizm, bardziej od niego realny socjalizm, żadnych zaś pozytywów nie posiadają tylko demoliberalizm i kapitalizm.

Oczywiste jest zatem, że naszych odniesień ideowych upatrywać będziemy na Prawicy, nie zaś pod czerwonym sztandarem. A w latach ’30 i ’40 niemal cała integralna prawica wiązała swe nadzieje z Niemcami i zaangażowana była w walkę z komunizmem. Nie zamierzamy odcinać się od inspirujących dla nas ideowo środowisk i postaci jedynie dlatego, że zawierucha historyczna XX w. oraz tragiczna i niepotrzebna europejska wojna domowa rzuciły kilkadziesiąt lat temu nasz naród na przeciwną niż ich stronę barykady. Nasze idee są ich ideami, a większość ich idei jest naszymi ideami. Jeśli garstce dzisiejszych epigonów sowieciarstwa i PRL-owszczyzny się to nie podoba, to jest to ich, a nie nasz problem. Prawica odcinająca się od swoich ideowych korzeni i wyznająca radziecką wersję historii i komunistyczną „antyfaszystowską” propagandę byłaby czymś zbyt groteskowym nawet jak na Polskę.

Do prawdy historycznej nie dojdziemy powtarzając z uporem propagandowe kalki o „radzieckich wyzwolicielach” i „uratowaniu Polski przez ZSRR”, tak samo jak nie dojdziemy do niej łykając kłamstwa historyczne IPN i Anglosasów. Rozwiązaniem nie jest ani kserowanie zachodniej (żydowsko-anglosaskiej) ani kurczowe czepianie się radziecko-rosyjskiej wersji historii – w obydwu przypadkach jest to pozycjonowanie Polski jako peryferii. Do prawdy dojść można konfrontując ze sobą różne wersje historii i odczytując je z perspektywy narodu zamieszkującego dziś między Odrą i Bugiem. Pomocniczo sięgnąć można przy tym i po narrację komunistyczną, i po „Wiek Hitlera” Degrelle’a, i po „Nieznaną wojnę” Skorzeny’ego, i po książki Irvinga, i po prace Kara-Murzy, i jeszcze po wiele innych. Ważne, by podchodzić do nich refleksyjnie i krytycznie.

  • Degrelle był dzielnym żołnierzem i wybitnym talentem literackim

W dyskusji z oponentami powoływania się przez polską Prawicę na Degrelle’a pojawiają się czasem pomówienia go o zbrodnie wojenne. Wynikać może to jedynie z ignorancji, ponieważ nie są dziś znane żadne dowody czy choćby poszlaki mogące obciążać Degrelle’a pod tym względem. Nawet powojenny belgijski sąd, który skazał go na karę śmierci i którego sędziom nie zależało przecież na obronie dobrego imienia Degrelle’a, nie oskarżył go o zbrodnie wojenne. Jako, że dorabianiem Degrelle’owi takiej czarnej legendy z upodobaniem zajmują się różne neokomunistyczne „dźwigi”, warto w tym miejscu anegdotycznie wspomnieć, że rycerska postawa Degrelle’a kontrastuje wyraziście z perypetiami jego „komunistycznego odpowiednika” Che Guevary, który spory polityczne z towarzyszami rozwiązywał często skrytobójczym strzałem z rewolweru, a najwięcej przeciwników politycznych pozbawił życia nie na froncie jak Degrelle, tylko wydając wyroki śmierci jako przewodniczący trybunału rewolucyjnego w więzieniu politycznym La Cabana na Kubie. Anegdotycznie warto też wspomnieć, że ruch Rex był ewenementem wśród faszyzmów przedwojennej Europy, przez cały ten czas opowiadając stanowczo przeciwko przemocy politycznej i nie tworząc żadnych bojówek (czy należy to Rexistom poczytywać za zaletę, to inna sprawa).

Nie będziemy tu oczywiście rozwodzić się nad frontowymi dokonaniami Degrelle’a, ani nad jego mistrzowskim literacko pisarstwem, ograniczając się jedynie do zestawienia go z zawdzięczającym sławę podobnym czynnikom Ernstem Jüngerem. Wrócimy natomiast do pytania zadanego przez kol. Konrada Rękasa, „co Polaków ten facet w ogóle obchodzi?” (skoro walczył po przeciwnej stronie frontu). Otóż, po pierwsze, obchodzi nas z tego samego powodu co jego krajan Gotfryd z Bouillon, lub co Roger Coudroy – reprezentował nasz świat ideowy, a przy tym był bohaterem wojennym. Po drugie, obchodzi nas również dlatego, że był wybitnym wojownikiem i pisarzem, uosabiając faszystowski ideał harmonijnego połączenia „libro e moschetto”; mistrzostwa we władaniu mieczem i mistrzostwa we władaniu piórem. Z tego powodu jest dla nas wzorem osobowym i bohaterem prawicowego mitu.

W uznaniu wybitnych dokonań Degrelle’a na tych polach nie powinien stać na przeszkodzie fakt, że walczył on po przeciwnej niż Polacy stronie wojennej barykady. My, na Prawicy potrafimy docenić i bohaterstwo obrońców Leningradu, i dowódczy geniusz Wasilija Czujkowa, i zwycięskie boje zdobywców Berlina, pomimo że jesteśmy ideowo i politycznie od nich jak najodleglejsi. Ba! Sam Degrelle w swoich wojennych wspomnieniach w kilku miejscach wyraża się z uznaniem o bohaterstwie żołnierzy spod znaku Czerwonej Gwiazdy. Przytacza nawet z podziwem historię bohaterskiej śmierci otoczonego przez Niemców żołnierza radzieckiego, który tuż przed rozstrzelaniem wzniósł dłoń w hitlerowskim pozdrowieniu wykrzykując „Heil Stalin!”.

Nasza „lewica patriotyczna” (mniej przyjaźnie nazywana niekiedy „endokomuną”) wyznaje natomiast moralność zalecaną przez Iliję Erenburga, by w „faszystach” widzieć nie ludzi, ale dzikie bestie zasługujące jedynie, by je zakłuć. Problemem dzisiejszej „lewicy patriotycznej” jest, że za Erenburgiem stał wszechpotężny Stalin i mocarstwowy Związek Radziecki, dzisiejsza „endokomuna” to zaś kilkuosobowe grono zmarginalizowanych frustratów, których jeśli ktoś w ogóle słucha, to – o paradoksie! – raczej na prawicy, niż na lewicy. W każdym razie, chciałbym przekazać im stąd sugestię, że jeśli chcieliby brzmieć poważniej, to powinni zdjąć z oczu ideologiczne klapki, przestać powtarzać w kółko propagandowe radzieckie slogany na które już nikt poza Rosją (gdzie są one elementem narodowej polityki historycznej) się nie łapie, i nauczyć się dostrzegać wybitne osobowości również po przeciwnej niż ich własna stronie; a jedną z takich postaci jest Léon Degrelle (co skądinąd przyznają na swoich forach internetowych nawet Rosjanie – wystarczy wpisać po rosyjsku jego nazwisko do wyszukiwarki).

Podsumowanie: Léon Degrelle jako symbol

W młodości pochłaniałem pasjami wszystko na temat Léona Degrelle. Po polsku nie było tego za wiele, ale gdy nauczyłem się francuskiego, mogłem dodatkowo przeczytać kilka jego książek dostępnych w internecie. Do dziś lubię czasem wracać do Degrelle’a – choćby myślami, podobnie jak lubię niekiedy wracać do lektury czytanych w dzieciństwie awanturniczych powieści przygodowych Alfreda Szklarskiego, Julesa Verne’a, Jacka Londona, Rafaela Sabatiniego, Roberta Louisa Stevensona, czy Jamesa Fenimore’a Coopera.  Degrelle jako narodowy radykał, Degrelle jako chrześcijański rewolucjonista, Degrelle jako polityczny romantyk, wreszcie Degrelle jako człowiek czynu i człowiek pióra – jako taki istnieje w świadomości polskich nacjonalistów i symbolizuje sobą wszystkie te idee.

Z upływem lat i w miarę dokładniejszego zapoznania się z tą postacią, obraz historycznego Degrelle’a staje się oczywiście bardziej wycieniowany i ambiwalentny – jak obraz ojca w oczach dorastającego chłopca. Okazuje się, że frontowe dokonania Degrelle’a były nieco podkoloryzowane a swoją lojalność wobec towarzyszy politycznych i żołnierzy frontowych złożył na ołtarzu osobistej kariery; że jego narastająca z upływem czasu fascynacja Hitlerem i nazizmem już przed końcem wojny przekroczyły granice zdrowego rozsądku i moralnej przyzwoitości; że jego współczesne opinie polityczne były z dzisiejszej perspektywy naiwne i błędne. Czy to wszystko może mieć jednak wpływ na prawdę mitu i prawdę symbolu?

Prawda mitu jest prawdą moralną, prawdą idei. Jest autonomiczna, a często bywa wręcz niezależna od prawdy historycznej i empirycznej. Tak jest z prawdą mitu marszałka Piłsudskiego; historyczny Piłsudski jest postacią kontrowersyjną, przeciw której można wysunąć wiele uzasadnionych zarzutów. Mit Marszałka – wodza Legionów, wskrzesiciela państwa polskiego, pogromcy bolszewików pod Warszawą i nad Niemnem, autora Zamachu Majowego jest jednak polskim mitem bohaterskim. Nie zaszkodziła mu i nie ma szans zaszkodzić historyczna dłubanina próbujących go „dekonstruować” endeckich karłów, tak jak za komuny biblistyczna dłubanina Zenona Kosidowskiego nie zaszkodziła mitowi chrześcijaństwa ani jego prawdzie.

Mit Degrelle’a wydobywa ze swoich fascynatów to, co w nich najlepsze, tak jak i polscy fascynaci tego mitu wydobywają z niego to, co w nim najbardziej wartościowe. Nie znam nikogo, kto pod wpływem Degrelle’a stałby się nazistą, chorobliwym germanofilem, lub nawet nazistowskim rewizjonistą historycznym. Mit ten porusza raczej w duszach swoich adeptów ich wewnętrzne skrzydła, które „starsi wiekiem i doświadczeniem działacze” chcą im obciąć, by zamiast wychować ich na mężczyzn, zrobić z nich oślizgłych karierowiczów na swoje podobieństwo – noszących po brukselskich korytarzach teczki za jakimiś „republikanami” lub „katolickimi wolnościowcami”. Jeszcze inni chcą nam zabrać Degrelle’a, by zamienić nas w „moskiewskich gównojadów”, łykających niczym pelikany przeżutą już tysiąc razy i wyplutą propagandę historyczną o „złych faszystach” którą pół wieku temu straszono komsomolców i zetempowców.

Nie uda im się, bo bohaterowie nie umierają nigdy. Towarzyszą nam stale w bardziej subtelnym i trudniej uchwytnym wymiarze rzeczywistości, ich obecność daje nam zaś siłę, by nie pozwolić się obleźć pełzającemu wokół demoliberalnemu robactwu: ulizanym karierowiczom, oślizgłym oportunistom, tchórzom, cynikom, kunktatorom, salonowym wykwintnisiom, interesownym egoistom, partyjniackim wymoczkom i pustym duchowo materialistom. Aż „pewnego dnia w Europie lub wśród bezmiaru Rosji pojawi się genialny reformator z miotłą w ręku, niosąc ludowi prawdziwy program gospodarczego i społecznego odrodzenia, a wtedy wpadną w otchłań łżedemokratyczne mafie, niczym lepkie kłębowisko spęczniałych z obżarstwa glist. Demokrację czeka pogrzeb, tylko chwilowo zabrakło grabarzy” (Degrelle).

Zakończmy nasz wywód słowami samego Degrelle’a – niech przemówi sam za siebie i niech jego słowa zostaną z Czytelnikiem w ich oryginalnej postaci:

„Młodzi europejscy koledzy – nadeszła wasza kolei.

Fizycznie, to jasne, ale przede wszystkim duchowo i psychicznie bądźcie gotowi na wszelkie ofiary. Niech wasze umysły będą doskonale wyćwiczone, ciało silne i gotowe na najtrudniejsze walki, dusza rozjaśniona przez wasze idee.

Wtedy, choćby bój był srogi, wrócicie dzierżąc w waszych silnych ramionach tarczę zwycięstwa w które nie wierzyli słabi.

Z tarczą wracają tylko ci, którzy wierzą i którzy stawiają czoła przeznaczeniu!

Wierzcie więc! Walczcie!

Świat się traci albo zdobywa. Zdobądźcie go!

Na pustyni gdzie beczy tyle baranów, bądźcie lwami!

Bądźcie silni i nieustraszeni jak one.

Niech wam Bóg dopomoże!
Czołem koledzy!”

Ronald Lasecki

55 komentarzy

  1. Oberschlesier

    Sytuacja na dziś jest taka: Żydzi wszelkimi środkami eksterminują Ariów (w tym Polaków). Ale co to obchodzi naszych „narodowców”, lepiej żyć dalej w 1942 roku i srać w kółku, że Niemcy/hitlerowcy chcieli nas eksterminować a żydowskim (obojętnie czy tym demokratycznym czy komunistycznym) zwycięzcom z 1945 czy 1989 roku zawdzięczamy „ocalenie” (chociaż ci „dobrzy” żydowscy „wyzwoliciele” wszystko jedno czy ci co przyszli z zachodu czy ze wschodu, niczego innego od 1945 roku nie robią, poza dążeniem do wytępienia nie tylko Polaków, ale i wszystkich pozostałych aryjskich narodów! Proszę tylko spojrzeć na demografię polskiego narodu od 1945, a zwłaszcza od 1989 roku… w innych białych narodach jest jeszcze gorzej, bo prócz równie katastrofalnego spadku dzietności dochodzi kolorowa inwazja, przymusowa integracja vel mieszanie ras… Wielka wymiana (wymierających i miksowanych rasowo Ariów na kolorowych i mieszańców rasowych) z zacierającymi ręce Żydami w tle…

    TO (WSPÓŁCZESNY ŚWIAT) JEST PUNKT ODNIESIENIA DLA DOKONYWANIA OCEN, A NIE NIEKOŃCZĄCE SIĘ SRANIE W STYLU: „NIE LUBIĘ DEGRELLE’A BO WALCZYŁ PO STRONIE HITLEROWCÓW”.

    • „TO (WSPÓŁCZESNY ŚWIAT) JEST PUNKT ODNIESIENIA DLA DOKONYWANIA OCEN, A NIE NIEKOŃCZĄCE SIĘ SRANIE W STYLU: „NIE LUBIĘ DEGRELLE’A BO WALCZYŁ PO STRONIE HITLEROWCÓW”.”
      Kluczowe stwierdzenie. Niektórym wydaje się jakby czas zatrzymał się na 4 dekadzie XX wieku…

    • „Współczesny świat jako punkt odniesienie”.

      Płomień idealizmu wskrzeszony, że ja nie mogę 🙂

      • Idealizm nie oznacza autystycznego tkwienia w czasie, który minął (czyli „naziści są zagrożeniem”). Współczesny świat jest punktem odniesienia, ponieważ problemy i wrogów należy rozpoznawać zgodnie ze współczesnymi uwarunkowaniami. Hitleryzm jako okupant naszego kraju już dawno przeminął (zresztą ogromną dziejową pomyłką było to, że hitleryzm stał się przeciwnikiem Polaków, a zwłaszcza polskich nacjonalistów), dzisiaj wrogiem dla ideowych spadkobierców polskiego podziemia narodowego są ci sami, przeciwko którym walczyły państwa Osi. Sama IIWŚ nie była czarno-białym konfliktem, o czym musimy pamiętać.
        Albo nie zrozumiałeś zdania, które napisał Oberschlesier, zrozumiałeś je jako „bycie z tego świata”, albo chciałeś go zgasić szyderstwem, co Ci się nie udało 🙂

      • Oberschlesier

        @JasiekChr

        Wiesz co to znaczy czytać ze zrozumieniem?

  2. Oberschlesier

    Kluczowym błędem który robią różni plujący na Degrelle’a polscy „narodowcy”, ach tak bardzo zatroskani o „polski interes narodowy”, jest ten że oceniają go z perspektywy 1942 roku, zamiast z perspektywy tu i teraz. Pytam zatem: jakież to śmiertelne zagrożenie dla polskiego interesu narodowego stanowi Degrelle (i/lub jego zwolennicy) w 2019 roku? Czy my żyjemy dziś pod okupacją niemiecką, hitlerowską czy może żydowską? Odpowiadam: żydowską. I to jest punkt odniesienia: z jednej strony ZOG i jego polityka ludobójstwa na białe rasie, z drugiej strony jego wrogowie. I z tej perspektywy należy oceniać Degrelle’a (tzn. oceniać go pozytywnie, jako bohatera walczącego o ocalenie Białej Rasy przeciw marksistowskim pachołkom ZOG), a nie tego, że w IIWŚ walczył po przeciwnej stronie frontu (zresztą tylko dlatego, że Polacy walczyli po złej stronie, a nie dlatego, że on walczył po złej stronie).

  3. Oberschlesier

    „Objawiła się ponownie dychotomia dzieląca część środowisk narodowych/prawicowych/konserwatywnych, a sprowadzająca się do przeciwstawienia: „polski interes narodowy vs. europejska/biała/antykomunistyczna/aryjska wspólnotowość”.

    Nie zgadzam się. Dziś podział na prawicy jest bardzo prosty: z jednej strony faktycznie antysystemowi biali preserwacjoniści (i antysemici oraz faszyści w tym hitlerowcy, ponieważ z białego preserwacjonizmu logicznie wynika zarówno antysemityzm, jak i konieczność totalnej rewizji historii, rewizja poprzez położenie w pierwszym kresu kampanii nienawiści wymierzonej w faszyzm w tym w hitleryzm), z drugiej różni pseudo-antysystemowi, w rzeczywistości totalnie prosystemowi, antyrasistowski, libertariańscy, prożydowscy, proizraelscy, wierzący w holo-HOAX, antyfaszystowscy, antyhitlerowscy CUCKserwatyści i patrIDioci (tak się dziwnie składa, że w skrócie to: CiP-y), tworzący kontrolowaną przez ZOG „opozycję”.

    14 words, Jews are our misfortune, Hitler was right, holocaust is a lie – to są dziś hasła prawdziwej opozycji. Dlaczego ZOG nie rozpętuje kampanii nienawiści wymierzonej w Rękasa czy takiego dajmy na to Korwina, tylko bez przerwy uderza w białych preserwacjonistów, antysemitów i faszystów w tym zwłaszcza hitlerowców? Niech każdy sam odpowie sobie na to pytanie.

    • Dokładnie. Dzisiaj istotną kwestią decydującą o tym, kto jest faktycznie antysystemowy jest stosunek do kwestii zachowania białej rasy i etnicznej autonomii dla białych narodów.
      W takim obrocie spraw komiczne są apele Konrada Rękasa o „jednoczenie prawicy” lub o „solidarność” we wpisie informacyjnym o represjach działaczy ONRu za Leona Degrelle.
      Nie ma jedności pomiędzy tymi środowiskami, a prawicą rozumianą w Twój sposób (czyli wszelkimi środowiskami białych preserwacjonistów).
      Osoby typu Konrad Rękas nie rozumieją, że nie żyjemy w czasach IIWŚ, dzisiaj priorytety się zmieniły, to nie inne białe narody nam grożą tylko anty-białe politpoprawne „elity”, a różne grupy spośród nie-białych nie rozróżniają Europejczyków na inne narody, dla nich jesteśmy jednym i tym samym. „Anty-nazizm” całkowicie się zdezaktualizował, z tego powodu należy inaczej patrzeć na mit Leona Degrelle współcześnie niż na jego walkę Polak patrzyłby w czasie IIWŚ (o ile źle by tę walkę wtedy odbierał). Nawet jeśli przyjąć, że żyłbym w czasie IIWŚ i miałbym o przywódcy Christus Rex negatywne zdanie (co jest wątpliwe) to nie znaczy, że w 2019 roku ma być tak samo.

  4. Leszek Szczepaniak

    Panie Yark jeśli panu nie obrzydza to bardzo mnie pana żal. Pominąwszy już kolaborację Degrela z hitlerowską III Rzeszą i walki jego formacji z naszymi na Pomorzu muszę stwierdzić, że jako człowiek jest to postać niegodna czci. Został ekskomunikowany, pobił księdza i zamknął w grobowcu, pragnął od początku wojny zebrać rzesze ochotników i wyrżnąć Rosjan i innych Słowian na Wschodzie bo jego zdaniem to nie byli Europejczycy – chrześcijanie. Cóż. To ma być katolicki tradycjonalista i kontrrewolucjonista?
    Ja Degrella promował nie będę, a od tych co go wychwalają będę się trzymał z daleka.

    • Oberschlesier

      1. „Pominąwszy już kolaborację Degrela z hitlerowską III Rzeszą”

      To jest zarzut?

      2. „Walki jego formacji z naszymi na Pomorzu”.

      Naszymi?

      3. „Został ekskomunikowany.”

      Tacy abp Lefebvre i bp Williamson też zostali „ekskomunikowani” przez jakiś tam modernistycznych szabesgojów, what of it?

      4. „Pragnął od początku wojny zebrać rzesze ochotników i wyrżnąć Rosjan i innych Słowian na Wschodzie bo jego zdaniem to nie byli Europejczycy”

      Myślałem, że zbierał ochotników do walki w obronie Belgii i Europy przeciw czerwonym, a tu się „okazuje”, że robił to by wyrżnąć Słowian, LOL.

      • 3. No bez jaj, w czasie wojny modernizm w Kościele mimo wszystko chował się do budy, wątpię by Kościół ekskomunikował Degrella z powodów modernistycznych, prędzej z powodów „polit-poprawności” (czego nie popieram).
        Z resztą się zgadzam.

    • Oberschlesier

      5. „To ma być katolicki tradycjonalista i kontrrewolucjonista?”

      Czy Leszek Szczepaniak (którego drażni krytykowanie ZSRR, radzieckich „wyzwolicieli” i antyfaszyzmu) to ma być katolicki tradycjonalista i kontrrewolucjonista? Ja Szczepaniaka promował nie będę, a od tych co go wychwalają będę się trzymał z daleka.

    • 1. „Pominąwszy już kolaborację Degrela z hitlerowską III Rzeszą i walki jego formacji z naszymi na Pomorzu muszę stwierdzić”
      To, że walczył po stronie państw Osi nie biorę mu tego za jego czarną kartę na życiorysie, a raczej uważam za głos rozsądku. Faktycznie to państwa Osi były nacjonalistycznym blokiem walczącym z anty-nacjonalistycznymi głównymi siłami, bo trzeba zrozumieć to, że dla dygnitarzy III Rzeszy II wojna światowa na terenach Polski po kampanii wrześniowej była poboczną sprawą. Nie można im też zarzucić walki z Ludowym Wojskiem Polskim na Pomorzu – był front wschodni i walczyli z kim się zetknęli. Chyba Pan nie myśli, że żołnierze Legionu Walońskiego mogli wybierać „z Armią Czerwoną walczymy, z LWP nie”. To byłoby absurdalne.
      2. „Został ekskomunikowany, pobił księdza i zamknął w grobowcu”
      O ile to prawda, nie znam motywów tak więc nie wypowiem się. Mimo wszystko, w moich oczach nie dyskwalifikuje to Leona Degrelle, traktuję to jako incydent.
      3. „pragnął od początku wojny zebrać rzesze ochotników i wyrżnąć Rosjan i innych Słowian na Wschodzie bo jego zdaniem to nie byli Europejczycy – chrześcijanie”
      No niech Pan nie opowiada mi takich pierdół, bo aż żal dupę ściska 😀

  5. Leszek Szczepaniak

    „Do prawdy historycznej nie dojdziemy powtarzając z uporem propagandowe kalki o „radzieckich wyzwolicielach” i „uratowaniu Polski przez ZSRR”,

    „Degrelle był dzielnym żołnierzem i wybitnym talentem literackim”

    ” by zamienić nas w „moskiewskich gównojadów”, łykających niczym pelikany przeżutą już tysiąc razy i wyplutą propagandę historyczną o „złych faszystach” którą pół wieku temu straszono komsomolców i zetempowców.”

    __

    Panie Lasecki pod powyższym to się zapewne podpisze spora część przeciwników tego portalu np. cześć konfederatów czy pisiorów.

    Pan mi obrzydza Xportal.

    • „Do prawdy historycznej nie dojdziemy powtarzając z uporem propagandowe kalki o „radzieckich wyzwolicielach” i „uratowaniu Polski przez ZSRR”,

      „Degrelle był dzielnym żołnierzem i wybitnym talentem literackim”

      ” by zamienić nas w „moskiewskich gównojadów”, łykających niczym pelikany przeżutą już tysiąc razy i wyplutą propagandę historyczną o „złych faszystach” którą pół wieku temu straszono komsomolców i zetempowców.”
      Konfederaci i PiSuary raczej pod dwoma ostatnimi nie podpiszą się, ja się „pod powyższym” podpisuję.
      „Pan mi obrzydza Xportal”
      A mi wręcz przeciwnie 😀

      • Oberschlesier

        A i, no tak, pod tym hasłem kpiącym z żydowskiej propagandy o „złych” faszystach szabesgoje z PiSuaru i Pornfederacji też się nie podpiszą.

    • Oberschlesier

      Już widzę jak szabesgoje z pisuaru i konfederacji podpisują się pod apologią Degrelle’a. Mnie dla odmiany Lasecki irytuje swym antyrasizmem i antyhitleryzmem.

  6. UPA też walczyła bohatersko z bolszewizmem.

    • Walczyła i nie odbieram im tego za złą stronę. Nie porównujmy jednak Leona Degrelle do UPA, bo dowódca Legionu Walońskiego nie odpowiada za żadne zbrodnie.

      • Oberschlesier

        Widziałem kiedyś jakiś na JewTube film dokumentalny po niemiecku o Degrell’u, oczywiście robiony przez jakiś Żydów czy szabesgojów (końcowe przesłanie było mnie więcej takie: „Szkoda”, że Degrelle zamiast zaakceptować ach tak bardzo wspaniały „świat współczesny” (=ZOG) i zerwać ze „złą” (nacjonalistyczną, rycerską, romantyczną) przeszłością, nie robi nic innego tylko gloryfikuje Hitlera, NS, III Rzeszę, swych towarzyszy broni z Wehrmachtu i Waffen-SS itd. Ale tam zdaje się, w tym żażydzonym filmie, wyszukano Degrellowi, że chyba pod koniec wojny zlikwidował jakiegoś tam szabesgoja-antyfaszystę albo może nawet paru szabesgojów-antyfaszystów. Jeśli tak nawet zrobił – trudno uznać likwidację zdrajców rasy za „zbrodnię”.

    • Oberschlesier

      No i co z tego, że UPA walczyła z bolszewizmem – bo nie rozumiem intencji @leo69? Jak dla mnie: bardzo dobrze, że z nim walczyła!

  7. Konrad Rękas

    Przy okazji sporu o Degrelle’a – objawiła się ponownie dychotomia dzieląca część środowisk narodowych/prawicowych/konserwatywnych, a sprowadzająca się do przeciwstawienia: „polski interes narodowy vs. europejska/biała/antykomunistyczna/aryjska wspólnotowość”.

    Wbrew pozorom nie jest to wcale różnica czysto ideologiczna czy historyczna, bez bieżących następstw. Otóż ci, z którzy z obrzydzeniem odrzucają „mały polski egoizm” – to w efekcie często także ci, którzy niczego nie chcą zrozumieć z tego co dzieje się w rzeczywistości geopolitycznej (albo – jak niekiedy Ronald – popadają w sprzeczności i/lub chciejstwo przy próbach jej opisu i wyjaśnienia).

    Ważniejsze dla nich bowiem pozostaje nieodmiennie czy dany polityk „był przeciw czerwonym”, czy jakieś zdarzenie „przyniosło ból dupy lewactwu” – a nie dane zjawisko przyniosło Polsce korzyści, szkody, a może było dla interesu Polaków doskonale obojętne.

    Nie jest zresztą jedyny przypadek, gdy ignorancję myli się z ideowością…

    • „Przy okazji sporu o Degrelle’a – objawiła się ponownie dychotomia dzieląca część środowisk narodowych/prawicowych/konserwatywnych, a sprowadzająca się do przeciwstawienia: „polski interes narodowy vs. europejska/biała/antykomunistyczna/aryjska wspólnotowość”.”
      Ja przepraszam ale odrzucam przeciwstawianie tożsamości polskiej i „euro-aryjskiej”. Polacy czy tego my lub inne narody europejskie chcemy, czy nie razem z nimi wywodzimy się z pnia indo-europejskiego determinującego naszą tożsamość etniczną.
      „Otóż ci, z którzy z obrzydzeniem odrzucają „mały polski egoizm” – to w efekcie często także ci, którzy niczego nie chcą zrozumieć z tego co dzieje się w rzeczywistości geopolitycznej”
      Rozumiem, że „dzisiejszą rzeczywistość geopolityczną” determinuje historyczna działalność Leona Degrelle? Bądźmy poważni…
      „Ważniejsze dla nich bowiem pozostaje nieodmiennie czy dany polityk „był przeciw czerwonym”, czy jakieś zdarzenie „przyniosło ból dupy lewactwu” – a nie dane zjawisko przyniosło Polsce korzyści, szkody, a może było dla interesu Polaków doskonale obojętne”
      Bynajmniej nie należę do tego typu osobowości.
      „Nie jest zresztą jedyny przypadek, gdy ignorancję myli się z ideowością”
      Ignorancją jest marginalizowanie roli kwestii etnicznej w pojmowaniu interesu narodowego.
      Takim tokiem myśląc można Angelę Merkel uznać za żeńskiego „męża” stanu, a BRD GmbH uznać za emanację niemieckości, jak to robi prawicowe oszołomstwo.

    • Oberschlesier

      1. Dla mnie moja (biała) rasa jest moim narodem, ja oceniam z punktu widzenia interesu rasy, a nie tylko jednego z narodów, czy etnosów wchodzącego w skład tej rasy. Jest to po prostu inny punkt widzenia, nie wiem co to ma wspólnego z „ignorancją”, ale niech tam panu będzie.

      2. „Ważniejsze dla nich bowiem pozostaje nieodmiennie czy dany polityk „był przeciw czerwonym”, czy jakieś zdarzenie „przyniosło ból dupy lewactwu” – a nie dane zjawisko przyniosło Polsce korzyści, szkody, a może było dla interesu Polaków doskonale obojętne.” – I słusznie rozumują, bo wszystko co szkodzi czerwonym („mówiąc czerwoni mam na myśli Żydów, a nie robotników” – jak napisał Codreanu w „For my legionaries”) jest dobre dla Polaków.

  8. LunarianAryan

    Degrelle może nie powinien być traktowany jako mit dla ogółu polskiego społeczeństwa, ale jako inspiracja dla kształtującej się duchowej elity jest jak najbardziej na miejscu, zwłaszcza jeśli jeśli ową duchowość stanowić ma radykalny katolicyzm. Argument, iż dla świadomych historycznie i politycznie działaczy nie może być inspiracją, gdyż „nie był Polakiem”, sprowadza to zagadnienie do poziomu jakiejś plemiennej selekcji. Nie twierdzę, że powinien on zastąpić część panteon naszych narodowych (broń Boże!), ale dla narodowych radykałów jego przemyślenia i doświadczenia (zwłaszcza traktowane z pewną dozą dystansu) stanowią cenne źródło inspiracji, był SSmannem, czy nie.

    Co do korwinizmu, liberalizmu i somalijskich pomysłów na Polskę pełna zgoda, jest to moim zdaniem szkodliwa narośl na polskiej myśli narodowej. Bezkrytyczne rusofilstwo, podobnie jak jankesofilstwo, pewnych środowisk także nie pomaga.

    Ogólnie, moim zdaniem, dobry tekst.

    • Konrad Rękas

      „radykalny katolicyzm” vs. „plemienna selekcja”? Fajnie.

      A jakieś inne pomysły?

    • Dokładnie, Degrelle powinien być inspiracją dla ludzi o wyższych horyzontach myślowych, a nie dla mentalnego plebsu.
      „Argument, iż dla świadomych historycznie i politycznie działaczy nie może być inspiracją, gdyż „nie był Polakiem”, sprowadza to zagadnienie do poziomu jakiejś plemiennej selekcji. Nie twierdzę, że powinien on zastąpić część panteon naszych narodowych”
      Też się zgadzam, to, że Degrelle nie był Polakiem to nie znaczy, że mamy zamknąć się na inspiracje z zewnątrz jak jakieś szowinistyczne sekciarstwo, w ostateczności motywy przyświecały mu podobne co polskiemu podziemiu pomimo że walczył po przeciwnej stronie. Inspiracja Leonem Degrelle nie wyklucza rodzimego panteonu bohaterów narodowych, jeśli prezentujemy wyższy poziom rozumowania historycznego to powinniśmy odrzucić schematyczne myślenie, że „skoro za bohaterów mamy polskie podziemie to nie powinniśmy oglądać się za mitem Leona Degrelle, bo on walczył po stronie Niemców”.
      „Co do korwinizmu, liberalizmu i somalijskich pomysłów na Polskę pełna zgoda, jest to moim zdaniem szkodliwa narośl na polskiej myśli narodowej”
      Te środowiska nawet nie klasyfikowałbym do polskiego nacjonalizmu.
      „Bezkrytyczne rusofilstwo, podobnie jak jankesofilstwo, pewnych środowisk także nie pomaga”
      Pełna zgoda. O ile sprzeciw wobec jankesofilstwa nie podlega dyskusji wśród polskich nacjonalistów to mocno mnie razi rusofilia w polskim ruchu narodowym. Nie chodzi tu o stosunek do bratniego narodu rosyjskiego tylko do Federacji Rosyjskiej i rządu rosyjskiego, który nie uważam za warty poparcia. Federacja Rosyjska to jest mimo wszystko imperium w porównaniu do większości państw europejskich, które co najwyżej instrumentalnie „wspiera” (to chyba za dużo powiedziane) pewne grupy nacjonalistów żeby mieć w tych środowiskach swoje wpływy, nie zależy im na przejęciu władzy przez nacjonalistów.
      Za Adinolfim powtórzę – Eurazja to utopia.

  9. Jaroslaw Szydlowski

    Bardzo naciagane to wszxystko, w kazdym punkcie. Ostatecznier szanujmy belgijskiego faszyste bo byl dzielny i mial idealy prawicowe, chocia naprawde ta dzielnosc to mit na uzytek lemingow,

    • Leon Degrelle był dzielnym dowódcą i żadne poszczekiwania ludzi, którzy są kurduplami w porównaniu z nim tego nie zmienią. Leona Degrelle szanuję, bo w 100% podzielam jego idee, a to, że walczył w Waffen-SS w żadnym razie go nie deprecjonuje. To my źle wybraliśmy sojusze, nie Degrelle.

      • Konrad Rękas

        „Leon Degrelle był dzielnym dowódcą”. No i co z tego?

        • A co ma być z tego? Odniosłem się do konkretnego komentarza, pytanie zbędne i nic nie wnoszące do dyskusji.

          • Konrad Rękas

            A o czym miałaby być taka dyskusja? Co ma „dzielność żołnierska” Degrelle’a, podobnie jak jego zdolności pisarskie, wzrost, waga i kolor oczu – wspólnego z interesami narodu polskiego?

            Bo to jest istotne, „lubić” to sobie prywatnie każdy może kogo mu się żywnie podoba, a to są kwestie polityczne.

            • Oberschlesier

              Co ma „dzielność żołnierska” Degrelle’a (…) wspólnego z interesami narodu polskiego?

              To, że dzielnie walczył przeciw dla białej rasy przeciw ZOG, a przecież walka dla białej (naszej) rasy przeciw ZOG, jest w najlepszym interesie narodu polskiego. Więc niech będzie dla Polaków wzorem walki o wyzwolenie białej rasy z kajdan ZOG.

            • Jeśli czytał Pan artykuł to wie Pan, że nie jest on o „zdolnościach pisarskich, wzroście” itd.
              Pan zamyka się tylko na polską perspektywę, ja mam szerszą, ogólnoeuropejską.
              Obserwujemy ogólny upadek cywilizacyjny, kulturowy i demograficzny białego człowieka, a z drugiej strony po 1945 roku narodził się pan-biały nacjonalizm, w którym widzę potencjał ideowy dla białych narodów. Egoizm narodowy tak naprawdę jest wypalony, zresztą jego elementy stosują wrogowie polityczni.
              Patrząc w takiej perspektywie uznaję mit Leona Degrelle za pożyteczny.

  10. Konrad Rękas

    Co do reszty zaś – nie zamierzam polemizować.

    Po pierwsze dlatego, że swoje zdanie o całej sprawie już wyraziłem.

    A po drugie bo nie mam pewności odnośnie motywu kol. Ronalda, tzn. nie wiem czy naprawdę odleciał w stronę „cnót moralnych” w polityce, zdziecinniał do poziomu tego chłopca czytającego z wypiekami itd. – czy nadal realizuje wykoncypowany wcześniej makiaweliczny plan zdobycia rządu dusz nad takimi właśnie nastolatkami poprzez schlebianie ich podnietom – nawet kosztem sensu i zdrowego rozsądku.

    Niech mu tam się darzy, w każdym razie. Razem z Degrellem, skoro lubi.

    • Siegfried Kircheis

      A jaki rząd dusz zdobył p. Rękas i nad kim? Bo jakoś nie widać go poza niszowymi portalikami. Przy okazji, co słychać u Powiernictwa Kresowego? Odzyskało już coś? Działa? Umarło?

      • Konrad Rękas

        Działa. I walczy. A poza tym – czemu odbiera Pan KOMENTARZ, jako dążenie do konfrontacji?

        W dodatku przecież nie z Panem, kimkolwiek by Pan nie był…

      • W samo sedno trafiłeś 😀
        Nie wiem czemu ma służyć komentarz KR zarzucający mitowi Leona Degrelle „schlebianie podnietom nastolatków kosztem sensu i zdrowego rozsądku”. Niepoważne

  11. Konrad Rękas

    Poprawka – co Polaków ten facet w ogóle obchodzi nie dlatego, że „walczył po przeciwnej stronie frontu”.

    Po prostu – polski panteon narodowy należy budować z Polaków, a nie Walonów, Rosjan, Niemców czy Argentyńczyków (z Kuby).

    Polskie dzieci niech się uczą patriotyzmu od polskich bohaterów.

    • Nie zgadzam się. Ja się czuję nie tylko Polakiem, ale też białym Europejczykiem i dla mnie jako białego Europejczyka Degrelle jest bohaterem.
      Poza tym ograniczanie swojego panteonu bohaterów do rodzimego podwórka jest dobre dla przeciętnych januszy, ja nie czuję się przeciętnym januszem, moje horyzonty historyczno-tożsamościowe są szersze i bardziej urozmaicone, dlatego moi bohaterowie to zarówno Polacy, jak i obcokrajowcy zarówno z bratnich, białych europejskich krajów jak wspomniany Degrelle, jak i z krajów innych ras, choćby japońscy kamikaze.

      • Konrad Rękas

        „białym Europejczykiem” Ile Pan ma lat?

        • „„radykalny katolicyzm” vs. „plemienna selekcja”? Fajnie.

          A jakieś inne pomysły?”
          „„Leon Degrelle był dzielnym dowódcą”. No i co z tego?”
          „Ile Pan ma lat?”
          A można jakieś rzeczowe argumenty? Bo gimbaza już ma lepsze argumenty.
          W dodatku ośmieszanie mojego utożsamiania się z ideą białej Europy śmierdzi mi antifą.
          Rozumiem, że Pan może się nie zgadzać z poglądami podobnymi do moich ale traktowanie stanowisk innych z buta nie wzmacnia Pana argumentów.

        • „Ile Pan ma lat?”
          Bagatelizowanie czynnika rasowego oznacza, że konserwatyści, obywatelscy/kulturowi „nacjonaliści” są prawicowymi alter-ego ludzi pokroju Baumana w kwestiach etnicznych.

          • Uznawanie, że istnieje jakaś wspólnota interesów rasy jest takim samym wymysłem jak uznawanie, że istnieje wspólnota interesów ludzkości. To wy jesteście tym tzw. prawicowym odbiciem tamtej strony.

            • Oczywiście, że istnieje wspólnota interesów rasy, jest nią poprawa wskaźników demograficznych rdzennych Europejczyków, zatrzymanie podmiany ludności w Europie, wzbudzenie ogólnoeuropejskiej świadomości rasowej (tak jak ruchy narodowy i ludowy wzbudziły ogólnopolską świadomość narodową wśród Polaków), odsunięcie od władzy demoliberalnych „elit”, wygaśnięcie animozji między białymi narodami i utworzenie Imperium Europa, co postulował przykładowo Oswald Mosley. Prawica, w tym cuckserwatyści nie rozumieją tego, tak samo jak lewactwo i o ile lewactwo walczy z interesami białych ludzi, ponieważ z natury są anty-biali to prawicowi cuckserwatyści negują te interesy, ponieważ są pożytecznymi idiotami demoliberalizmu. Dlatego właśnie
              konserwatyści, obywatelscy/kulturowi „nacjonaliści” są prawicowymi alter-ego „tamtej strony”, nie my, nawet nie uzasadniłeś dlaczego my „mielibyśmy” być nimi, ani nie uzasadniłeś dlaczego rzekomo nie istnieje wspólnota interesów rasy.

              • A co do wspólnoty interesów ludzkości to też bym nie powiedział, że nie istnieje. Przykładowo starania o ochronę środowiska w celu optymalnego regulowania zmian klimatycznych jest w interesie całej ludzkości.
                Tyle tylko, że nie wierzę w ogólnoludzką tożsamość w przeciwieństwie do tożsamości rasowej, chyba że uwierzę kiedyś w istnienie kosmitów, ale Wałęsą nie jestem, nie odwaliło mi.

            • Oberschlesier

              JasiekChr@ to jaką wspólnotę postulujesz? Masz coś lepszego niż rasa? Poza tym cóż to jest za żałosna forma argumentacji, polegająca na rzucaniu sloganami („to jest wymysłem”, „to wy jesteście odbiciem” itd.) bez silenia się na choćby najmniejszą próbę ich uzasadnienia.

      • gall anonim

        Szkoda tylko, że dla „Białych Europejczyków”, wraz z panem Degrellem Polacy to byli i są wschodni podludzie, którzy powinni zasuwać niewolniczo na cywilizowane narody, i w zasadzie tylko to ich różniło od Hitlerowców, którzy postulowali wszystkich Słowian całkowitą eksterminację. Trzeba się z tym pogodzić, Polska nigdy nie była i nie będzie „równą” wobec „Białej Europy”, bo tamtejsi ludzie, czy to zlewaczona większość czy to „biali prawicowi nacjonaliści” Słowian uważają za gorszych z definicji. Dlatego trzeba się zdecydować: albo się jest Polakiem i ma się świadomość że zachodni faszyści pokroju Degrellego uważaliby cię za podczłowieka, a nawet jeśli weszłoby się w ich grono to byłoby się jak uszlachcony chłop w czasach feudalnych: no niby wedle prawa nasz, ale przecież to dalej cham od gnoju, albo dalej żyje się w świecie abstrakcyjnej ideologii, zapominając że to co jest tu i teraz dzieje się z przyczyn obiektywnych, tak samo jak to co się działo 80 lat temu też miało swoje obiektywne przyczyny wynikające z setek lat historii, a nie żydo-masońsko-bolszewicko-lewackiego spisku przeciwko białym europejczykom…

        • „Szkoda tylko, że dla „Białych Europejczyków”, wraz z panem Degrellem Polacy to byli i są wschodni podludzie, którzy powinni zasuwać niewolniczo na cywilizowane narody”
          „Dlatego trzeba się zdecydować: albo się jest Polakiem i ma się świadomość że zachodni faszyści pokroju Degrellego uważaliby cię za podczłowieka”
          Szkoda tylko że to nie jest prawda…
          „Polska nigdy nie była i nie będzie „równą” wobec „Białej Europy”, bo tamtejsi ludzie, czy to zlewaczona większość czy to „biali prawicowi nacjonaliści” Słowian uważają za gorszych z definicji”
          Proszę mi podać jakikolwiek cytat słów Leona Degrelle gdzie on mówił, że Słowianie to podludzie.
          „zapominając że to co jest tu i teraz dzieje się z przyczyn obiektywnych, tak samo jak to co się działo 80 lat temu też miało swoje obiektywne przyczyny wynikające z setek lat historii, a nie żydo-masońsko-bolszewicko-lewackiego spisku przeciwko białym europejczykom…”
          Dyskutuje Pan z własnymi tezami.

          • gall anonim

            „Proszę mi podać jakikolwiek cytat słów Leona Degrelle gdzie on mówił, że Słowianie to podludzie.” Cytatów nie trzeba(bo ich nie ma, co walońskiego nacjonalistę obchodzili jacyśtam Polacy, aczkolwiek jak w swoich wspomnieniach o Słowianach ogólnie pisze, to o biedzie, zacofaniu i nieporadności), wystarczy praktyka postępowania, zarówno w tamtych czasach jak i dzisiaj.
            ” Polak nie może wierzyć w białą (swoją) rasę, bo Hitler” Ależ może, jest wolność wyznania i nikt nikomu tego nie zabrania. Ale utożsamianie się przy okazji z rasistami z Europy Zachodniej to nonsens, bo dla nich Polak niczym się nie różni od Rosjanina, Mongoła, Araba(też białego…) czy innego Murzyna. Ogólnie sam rasizm jako tworzenie sobie wspólnot ze względu na kolor skóry to też nonsens, ale to materiał na inną dyskusję. Ogólnie, tak samo jak Autor nie widzę w panu Degrelle czegokolwiek czym Polak mógłby się inspirować, tym bardziej jeśli poczuwa się też do wiary katolickiej

            • „Cytatów nie trzeba(bo ich nie ma, co walońskiego nacjonalistę obchodzili jacyśtam Polacy, aczkolwiek jak w swoich wspomnieniach o Słowianach ogólnie pisze, to o biedzie, zacofaniu i nieporadności)”
              No jak widać Twojej tezy, że dla Leona Degrelle „Polacy to podludzie” nie da się udowodnić. Degrelle na froncie wschodnim zobaczył biedę, zacofanie i nieporadność u ludności ZSRR to opisał ją zgodnie ze stanem faktycznym, miał zmyślać?
              „wystarczy praktyka postępowania, zarówno w tamtych czasach jak i dzisiaj”
              LOL, jakoś z tej „praktyki postępowania” nic nie wynika w ocenie Leona Degrelle.
              Popełniasz dwa błędy: jeden to taki, że próbujesz Leona Degrelle dopasować do schematu mentalności społeczeństw Europy zachodniej, które faktycznie nie darzyły i nie darzą estymą Europejczyków z umownego „wschodu”. Leon Degrelle był osobą niekonwencjonalną, niemieszczącą się w jakichkolwiek schematach i nawet jeśli krytykował pewne trendy cywilizacyjne jakichkolwiek ludów to nie znaczy, że uważał ich za „podludzi” (zresztą nie biorę tego terminu na poważnie, faktycznie to znaczenie tego terminu zostało wyolbrzymione przez zwycięzców wojny po to, by zdemonizować ich wrogów). Niejeden polski nacjonalista gardzi powszechną w Rosji mentalnością homo sovieticusów, nie znaczy to, że taki polski nacjonalista jest wrogi narodowi rosyjskiemu, czy rosyjskim nacjonalistom.
              „Ale utożsamianie się przy okazji z rasistami z Europy Zachodniej to nonsens, bo dla nich Polak niczym się nie różni od Rosjanina, Mongoła, Araba(też białego…) czy innego Murzyna”
              Nie słyszałem o żadnych rasistach z Europy zachodniej, którzy nie rozróżniają Polaków od Mongołów, Arabów itd. Jeśli już to szowinizm wobec Polaków w największym stopniu manifestują w tamtych krajach odpowiedniki „nacjonalistów obywatelskich” w Polsce. Organizacje takie jak National Action, National Front, GUD i im podobne odrzucają szowinizm wobec Polaków, ponieważ dla nich wrogość wobec innego europejskiego narodu jest sprzeczna z nacjonalizmem. Druga sprawa to nie widzę powodu, by bliżsi mi byli zwolennicy multikulti niż owi „rasiści”.
              „Ogólnie sam rasizm jako tworzenie sobie wspólnot ze względu na kolor skóry to też nonsens, ale to materiał na inną dyskusję”
              Wiesz, że rasa to coś więcej niż kolor skóry, czy reszta cech antropologicznych?
              Nie da się prowadzić dyskusji jeśli pojęcie rasy sprowadza się do samego fenotypu.
              „Ogólnie, tak samo jak Autor nie widzę w panu Degrelle czegokolwiek czym Polak mógłby się inspirować”
              Autor tego artykułu broni Leona Degrelle oraz podkreśla jego katolicyzm.

            • Oberschlesier

              1. Proszę mi wskazać choćby jednego „rasistę z Europy zachodniej” – obojętnie współczesnego czy z przeszłości, dla którego Polak nie różni się niczym od Mongoła, Araba czy Murzyna (co do Rosjan, to też Biali, więc zestawianie ich z Polakami mnie nie martwi).
              2. Arabowie to nie Biali dla mnie. Dla mnie: Biały = europejskiego pochodzenia.
              3. „Ogólnie sam rasizm jako tworzenie sobie wspólnot ze względu na kolor skóry to też nonsens” tu już palnąłeś jak łysy o beton. Przede wszystkim: Rasa to nie tylko kolor skóry. Rasa to dziesiątki, albo nawet setki tysięcy lat ewolucji. Rasa to inteligencja bądź jej brak. Rasa to moralność lub jej brak. Rasa to twórczość lub destrukcja. Rasa to kultura lub jej brak. Rasa to cywilizacja lub jej upadek. Po drugie: nie trzeba tworzyć wspólnot ze względu na kolor skóry, gdyż one już istnieją, są to wspólnoty, które wyrosły i wyrastają naturalnie (no ale zapomniałem, przecież setki tysięcy lat ewolucji to „nonsens”). Trzeba dążyć do ich zachowania – poprzez dążenie do zachowania przede wszystkim własnej grupy rasowej (rasowy preserwacjonizm – który bezwględnie wymaga dwóch elemntów: rasowego separatyzmu i pronatalizmu). Jednolite rasowo wspólnoty – to nie nonsens, tylko zdrowy rozsądek i natura, są to jedyne naturalne, organiczne i mające przyszłość wspólnoty. Nonsensem są sztuczne wspólnoty wielorasowe, które zawsze się rozpadają, albo prowadzą do wymieszania ras – i w ten sposób do destrukcji wyższej rasy. Ani multirasowość ani integracja (mieszanie ras) nie mogą być sztandarem Aryjskiej prawicy/tradycjonalizmu/konserwatyzmu/rasizmu/nacjonalizmu/patriotyzmu, czy jak tam się jeszcze chcemy nazwać, tylko rasowy separatyzm.

            • Oberschlesier

              „Nie widzę w panu Degrelle czegokolwiek czym Polak mógłby się inspirować, tym bardziej jeśli poczuwa się też do wiary katolickiej”

              Jeśli ktoś nie widzi niczego inspirującego w człowieku walczącym i poświęcającym dla Boga, Rasy i Ojczyzny, i gotowym oddać dla tych Ideałów życie, tak jak Degrelle, to musi być ślepy na oboje oczu.

        • Oberschlesier

          Tak, wiem, Polak nie może wierzyć w białą (swoją) rasę, bo Hitler. Litości.

        • Oberschlesier

          „Albo dalej żyje się w świecie abstrakcyjnej ideologii, zapominając że to co jest tu i teraz dzieje się z przyczyn obiektywnych, tak samo jak to co się działo 80 lat temu też miało swoje obiektywne przyczyny wynikające z setek lat historii, a nie żydo-masońsko-bolszewicko-lewackiego spisku przeciwko białym europejczykom…”

          1. Cóż to za przyczyny obiektywne tego co się dzieje i działo (i tu kolejne pytanie: co się dzieje i działo? – o jakie konkretnie wydarzenia czy procesy chodzi?) wynikające z setek lat historii poznał @Gall Anonim?

          2. Abstrakcyjna ideologia? Rozumiem, że przykładowo tacy wybitni biali nacjonaliści jak Henry Ford, Adolf Hitler, Corneliu Codreanu, William Pierce, David Duke – to wszyscy „abstrakcyjni ideologowie” (no bo przecież według @Galla Anonima taki przykładowo problem żydowski to nie problem realny, tylko abstrakcyjny, urojony)?

Dodaj komentarz