Konrad Rękas: Ostatnia wojna Wyklętych? Jak kompromituje się legendę NSZ

Byli najbardziej nieprzejednaną organizacją podziemia antykomunistycznego. Wcześniej, podczas okupacji niemieckiej zdarzało im się uważać hitlerowców za mniejsze zło niż nadchodzących Sowietów. Narodowe Siły Zbrojne do dziś budzą żywe emocje, wywołując oskarżenia o przestępstwa wojenne (jak zbrodnia w podchełmskich Wierzchowinach) – ale i przyciągając młodzież swą heroiczną legendą. Historycy zauważają, że specyficznym rysem NSZ było równie radykalne prowadzenie walk wewnętrznych, co walka z wrogami zewnętrznymi. Narodowcy podczas wojny byli jedynymi, którzy… zastrzelili własnego Komendanta Głównego, gdy nie spodobał się jednej z ich frakcji (poza tym zlikwidowanie własnego przywódcy przydarzyło się jeszcze tylko komunistom). Wydaje się, że te same tradycje przetrwały w szeregach współczesnego Związku Żołnierzy NSZ, organizacji wyjątkowo skłóconej nawet jak na standardy polskiego kombatanctwa.

Nastoletni kombatanci

Związek trudno zresztą uznać za organizację ściśle kombatancką. Przeciwnie, prawdziwi weterani NSZ stanowią już… mniejszość jego członków. Większością zaś nie są nawet członkowie rodzin (jak w innych stowarzyszeniach tego typu, które dopuściły podobną możliwość uratowania swojego dorobku), ale sympatycy idei nacjonalistycznego podziemia czy może raczej swoich o nim wyobrażeń. Od prawie dekady młodzi działacze, głównie ze środowiska Ruchu Narodowego, Młodzieży Wszechpolskiej, ON, TG Sokół itp. – angażują się w prace ZŻ NSZ. Z jednej strony – opiekują się wiekowymi weteranami, przypominają działalność trzeciej największej armii podziemnej polskiego podziemia, organizują imprezy patriotyczne i rocznicowe oraz kultywują tradycję. Niestety, także tradycję dawnych rozłamów i walk wewnętrznych i to z zarzutami kryminalnymi w tle. Tyle tylko, że tym razem do siebie nie strzelają i nie wydają wzajemnie Niemcom…

Donosiciele vs. przekręciarze?

…ale tylko Niemcom, bo już wobec prokuratury i policji nie są tak dyskretni. Prokuratura Rejonowa Lublin-Północ przez ostatnie miesiące prowadziła zakrojone na szeroką skalę działania chcąc ustalić, czy obecne kierownictwo ZŻ NSZ nie dopuściło się wyłudzenia dotacji z Ministerstwa Obrony Narodowej w kwocie 49.500 zł na organizację „Obozu Sekcji Sportowo-Obronnej Związku Żołnierzy NSZ„. Jak powiem dowiedzieli się śledczy – choć rozliczono go deklarując uczestnictwo ok. 100 osób, w rzeczywistości miało być ich najwyżej dwudziestu kilku. Prokuratura, rzecz jasna, nie zdradza przyczyn swoich wątpliwości, ani źródeł informacji – jednak członkowie Związku są pewni, że miał miejsce „obywatelski donos” i to ze strony dawnych kolegów, czyli… poprzednich władz ZŻ NSZ. Ci zaprzeczają, podnosząc z kolei, że pod rządami obecnego prezesa, Karola Wołkaźle się dzieje”. Wśród zarzutów pojawia się i nadmierne upolitycznienie organizacji, przy zabieganie o poparcie, a z nim i pieniężne wsparcie od organów administracji rządowej kierowanych przez Prawo i Sprawiedliwość.

PiS grilluje narodowców

Z kolei nie jest tajemnicą, że oponenci – również nie stronią od politycznych sympatii, tyle, że lokują je raczej po stronie nowej siły – Konfederacji. Ta zaś od dłuższego czasu jest „grillowana” przez media obozu rządzącego. Do rywalizacji między PiS i narodowcami chętnie też włącza się prokuratura (ostatnio badając m.in. czy Brygada Lubelska Obozu Narodowo-Radykalnego nie „propagowała ideologii totalitarnej” przypominając o… rocznicy urodzin przedwojennego walońskiego nacjonalisty, Leona Degrelle’a). Jednak wobec ZŻ NSZ – śledczy wykazali się znacznie większą pobłażliwością, i to pomimo początkowego zaangażowania. Z początku starano się bowiem nawet dojść prawdy – przesłuchując ściągane z całego kraju osoby z listy rzekomych uczestników Obozu. Zdaniem opozycji – uzyskując szereg zaprzeczeń odnośnie uczestnictwa w sfinansowanej ze środków publicznych imprezie. Rozwojowość prowadzonego postępowania potwierdził Piotr Marko, rzecznik prasowy Prokuratury Regionalnej w Lublinie. A jednak…

Znienacka nastąpiła nie tylko zmiana stanowiska Prokuratury, ale i przerwanie prowadzonego z widokami postępowania. – Zakończyło się ono decyzją z dnia 27. czerwca 2019 r. o umorzeniu postępowania wobec braku znamion czynu zabronionego.  Tym samym postanowieniem prokurator podjął także decyzję o umorzeniu postępowania w zakresie czynu polegającego na wprowadzeniu w błąd Ministerstwa Obrony Narodowej co do poniesionych wydatków i przedłożenia nierzetelnych sprawozdań dotyczących uzyskanych dotacji na rzecz Stowarzyszenia im. Kazimierza Wielkiego ( kwota 58.100 zł) oraz Urzędu d/s Kombatantów i Osób Represjonowanych (kwota 23.741 zł)    na organizację uroczystości 73 rocznicy wyzwolenia niemieckiego obozu koncentracyjnego w Holiszowie. W zakresie wątku drugiego zaś prokurator wskazał, że zgromadzone dowody nie dostarczyły podstaw do uznania, że doszło do wyłudzenia środków publicznych lub fałszowania dokumentacji – poinformowała prok. Agnieszka Kępka, rzeczniczka prasowa Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ.

 

Jedyne kryterium

Jak widać, neo-kombatanci obracają całkiem sporymi pieniędzmi, nic więc dziwnego, że jest o co walczyć. Chodzi też o prestiż – wszak któż by nie chciał być ostatnim komendantem NSZ? Legenda tamtej organizacji jest wciąż żywa, może też służyć doraźnym celom politycznym – na przykład uwiarygodnieniu patriotyzmu zainteresowanej partii politycznej – stąd decyzja Prokuratury niczego bynajmniej w wewnętrznej wojnie narodowo-pisowskiej nie kończy. Przeciwnie – teraz padają zarzuty o „załatwienie umorzenia” i domysły czego za to będzie wymagać partia rządząca. Jedno jest pewne – nikt łatwo nie odpuści.

18 października 1944 r. do mieszkania w Częstochowie, będącego tajną kwaterą Komendanta Głównego NSZ, płk. Stanisława Nakoniecznikoff-Klukowskiego weszło dwóch jego podkomendnych. Oddali w kierunku dowódcy kilka strzałów, mordując go z zimną krwią. Szło o ważne, ideowe wybory podziemnej armii. Teraz przebiega to wprawdzie znacznie łagodniej, ale też chodzi tylko o kilka pustych tytułów i trochę budżetowych pieniędzy…

Tymczasem praktyka powinna być przecież zupełnie inna. Tak jak haniebnym było zachowanie kierownictwa Ruchu Narodowego i Stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” odcinającego się od lubelskiego ONR-u w wyjątkowo dętej „aferze Degrelle’a”, tak fatalne w skutkach może być publiczne pranie brudów przez niektórych liderów ZŻ NSZ. Nie dość bowiem, że niepotrzebnie babrze to tę piękną historyczną nazwę w jakieś małe kombinacyjki i ambicje, ale stanowi wykroczenie przeciw najważniejszej zasadzie, którą zapamiętać i stosować winny wszystkie środowiska nie-systemowe, patriotyczne, a zwłaszcza narodowe: KIEDY POLUJĄ NA POLAKÓW – MUSIMY STAĆ RAZEM! Kiedy szczują media, nieważne, GW, GaPa, TVN czy TVP – nie donosić na siebie, nie opluwać, z wrogiem polskości w konszachty nie wchodzić. Kiedy nasyłają śledczych i prowokatorów – izolować, blokować, nie dawać przystępu.

Potem znów możemy się różnić, spierać, kłócić i rywalizować – nawet ostro. Ale wobec wrogów Polacy muszą być razem, nieważne z jakiej są organizacji i jaką przeszli drogę. Jest bowiem tylko jedno kryterium warte uwagi w polityce – za Polską, czy przeciw Polsce. I to rozstrzyga.

Konrad Rękas

3 komentarze

  1. Konrad Rękas

    „„NIeprzejednaność” jako godna pochwały właściwość…” – a ktoś pochwalił?

  2. Jasiek Chrust

    Ciekawe. „NIeprzejednaność” jako godna pochwały właściwość…

  3. Pomijając główny temat artykułu, a odnosząc się do kwestii ewentualnych zbrodni NSZ trzeba zaznaczyć, że ze wszystkich większych formacji zbrojnych podziemia oddziały NSZ najmniej zawiniły, nie jest też jasne na kim spoczywa odpowiedzialność za zbrodnię w Wierzchowinach, czy na oddziale Pazderskiego, czy na grupie pozorowanej NKWD. Pewne jest jedynie rozstrzelanie współpracujących z komunistami, odpowiedzialność za masakrę cywili jest niewyjaśniona.

Dodaj komentarz