Konrad Rękas: Po co mamy należeć do NATO? – czyli o Polskę polską

To jakiś przymus jest, jak do TPPR w czasach mojej podstawówki (kiedyś nie zapisałem się jako jedyny w całej szkole i teraz nie wiem gdzie się zgłosić po uprawnienia kombatanckie i rentę z tego tytułu)?

Na wojnie z historią i geografią

Zadziwiające jak często w rzadkich, bo rzadkich, ale jednak czasem wywoływanych wśród narodowego uśpienia dyskusjach nad obecnością Polski w NATO – pada „argument„: „Musimy należeć do NATO, bo 17. września 1939 r. Stalin zadał nam cios w plecy!”. Cóż, może to być dla niektórych szok, ale obawiam się, że NATO nie obroni nas przed sowiecką agresją w 1939 r… Oczywiście, zawsze w takich przypadkach niezastąpione są też rozbiory. Przecież z tego, że straciliśmy Witebsk wynika niezbicie, że jutro odbiorą nam Ciechanów! No i oczywiście greps rozstrzygający: Gruzja/Osetia, Donbas i Krym. Zatem, po ciekawostce historycznej – pora na newsa z geografii: żadne z tych miejsc NIE LEŻY W POLSCE!

Ta dam!

Na tym z reguły wszelka wymiana zdań się kończy. Czasem, ewentualnie dochodzą jeszcze. Nord Stream (?) i Tupolew i naprawdę rozmówcy są przekonani, że konieczność polskiego członkostwa w NATO została w ten sposób udowodniona, zagrożenie rosyjskie – bezsporne, a tłumaczenie takich oczywistości wręcz zbędne. Zaprawdę, jaka to fascynująca planeta, ta Polska… Niczym więzienie bez strażników…

Mimo wszystko jednak, nawet tak pozornie jałowe wymiany zdań – mogą okazywać się pożyteczne. Dobrze bowiem ilustrują przyczyny, dla których polskie poparcie dla członkostwa w NATO pozostaje w istocie bezrefleksyjne (by nie powiedzieć dosadniej…). Oto z jednej strony istnieje przekonanie, że „przecież trzeba gdzieś należeć” – bez żadnego wyjaśnienia skąd bierze się to założenie, czemu Polska miałaby z góry rezygnować z kształtowania swojej polityki zagranicznej i wojskowej. „Jeśli nie NATO – to co?!” powtarzane jest natrętnie pytanie, jakby przynależność do bloków militarnych była obowiązkowa.

Oczywiście, wiąże się to z założeniem drugim również nawet nie uprawdopodobnianym, a mianowicie, że „Rosja zagraża Polsce, bo taka już jest agresywna/zawsze to robiła itp.”. I znowu, zdanie to podawane jest do wierzenia, a od wiernych nie sposób dowiedzieć się na czym konkretnie zagrożenie owo miałoby dla Polski polegać, a gdyby nawet istniało – to czy jest przyczyną czy raczej skutkiem naszej przynależności do NATO? Niestety, ale w szczątkowej polskiej debacie publicznej wszystko to są kwestie pozarozumowe, oparte wyłącznie na fałszywie przyjętych aksjomatach, podszytych emocjami i zwykłą niewiedzą. Bo też fałsz, histeria i ignorancja są najczęstszym podglebiem najfatalniejszych decyzji politycznych – zwłaszcza w dziejach Polski

O co chodzi z tą Rosją…

Tymczasem, rozbierając kolejno – najprostsza i w dodatku prawdziwa odpowiedź na pytanie co Polska miała zrobić zamiast wstąpienia do NATO brzmi…Nie wstępować. Po prostu. A na pytanie co miałaby zrobić teraz – odpowiedź jest jeszcze oczywistsza: WYSTĄPIĆ. Bo tak z ręką na sercu – do czego NATO jest Polsce potrzebne? Przed czym konkretnie nas „broni„?

A, no tak, przed Rosją… No to od początku.

Po kolei – to Gruzja w 2008 r. napadła na Osetię i Rosję, a nie odwrotnie. Zaatakowała stojące w Osetii rosyjskie siły rozjemcze, których obecność wcześniej wielokrotnie akceptowała. Czy zwolennicy przynależności Polski do NATO też chcą kogoś, nie daj Boże, napadać?

Idźmy dalej. Na Ukrainie nacjonalistycznie nastawiony parlament w 2014 r. odebrał ludności rosyjskojęzycznej (i polskojęzycznej również, ale Polska – jak zwykle – nie zareagowała…) prawa językowe, kulturalne i oświatowe, a gdy ta zaczęła protestować – zaatakowano cywilów podczas pokojowych manifestacji w Doniecku. Stąd konflikt, mord w Odessie, odpadniecie Krymu. W tym ostatnim przypadku – wobec naruszenia konstytucji Ukrainy przez kadłubowy skład Rad Najwyższej, a więc w sytuacji przewidzianej po referendum w 1991 r. – mieszkańcy Półwyspu mieli prawo wypowiedzieć się ponownie na temat statusu swego kraju i tak też uczynili. Akt ten nie naruszał więc w żaden sposób ani prawa ukraińskiego (złamanego za to już wcześniej w Kijowie), ani umów i zobowiązań ukraińsko-rosyjskich. A nawet zresztą, gdyby tak było – to, czy gdyby o pomoc państwo polskie poprosili Polacy z Litwy czy Ukrainy, to Rzeczpospolita miałaby im takiej pomocy nie udzielić tylko dlatego, że paru polityków wciąż liczy na zrobienie osobistej kariery w biurokracji Paktu Północnoatlantyckiego, a inni pośredniczą przy łapówkarskich w charakterze inwestycjach zbrojeniowych firmowanych przez NATO? Wiem, pytanie jest retoryczne – Polacy z Kresów o pomoc nigdy nie poproszą, bo doskonale wiedzą, że by jej od III RP nie otrzymali…

Wszystko to nie zmienia też jednak faktu, że ani Krym, ani Donbas nie mają związku z sytuacją Polski. Nie ma w Polsce terenów i ludności rosyjskiej czy rosyjskojęzycznej o sytuacji analogicznej do położenia Szachtarów i Rosjan krymskich. To, co zdarzyło się Osetyńcom, Gruzinom, Ukraińcom, Szachtarom, Rosjanom we wszystkich tych krajach – zdarzyło się więc INNYM. Pytanie brzmi natomiast i zawsze, i wyłączanie brzmieć powinno: czy Rosja (czy ktokolwiek inny) ma JAKIEKOLWIEK roszczenia i żądania WOBEC POLSKI ?

W Polsce nie ma mniejszości rosyjskiej, nie mamy z Rosją sporów granicznych, Polska nie jest częścią Ruskiego Miru i w praktyce nikogo szczególnie w Rosji nie interesuje. To gdzie tu jakieś punkty sporne? Jeśli NATO faktycznie miałoby nas „bronić przed Rosją” – to jest tym bardziej zbędne.

Z przeglądu internetowych „argumentów” (i tak brawo, że ktoś zdobywa się na wysiłek, by w ogóle uzasadniać, większość uważa wszak przynależność Polski do NATO za aksjomat, którego w żaden sposób podbudowywać wręcz nie wolno!) – mamy też: „Roszczenia Rosji, póki co dotyczą nieusuwania pomników radzieckich”. No i…? Za te pomniki chcą od nas np. Suwałk? Czy po prostu mówią, że im się to nie podoba? Nord Stream… Jasne, ominięcie Polski przez gazociąg nie jest w naszym interesie, ale niby czemu… miałoby być? Polska świadomie i celowo nie weszła do konsorcjum realizującego tę inwestycję (choć była doń zapraszana), ani wcześniej nie zgodziła się na proponowaną przez Rosjan nitkę JAMAL-2 – wszystko w imię interesów… ukraińskich, a dokładniej dla zabezpieczenia możliwości podkradania przez Kijów rosyjskiego gazu idącego przez ten kraj. Sorry więc, ale nie dość, że to sprawy ekonomiczne, a nie stricte militarne – to jeszcze sami je sobie ściągnęliśmy na głowy, w dodatku dla pięknych oczu Ukraińców. To do kogo powinniśmy mieć pretensje, do Rosjan, czy do samych siebie, za głupotę i szkodnictwo naszych rządzących?

Dokładnie zresztą tak samo jest z cenami gazu – które sobie również sami dzielnie tak wynegocjowaliśmy, żeby mieć relatywnie wysokie (acz i tak niższe od amerykańskich). I co, NATO nam obniży ceny gazu i zbombarduje niemiecko-rosyjski gazociąg po Bałtyku? I don’t think so…

Jeszcze bardziej śmieszno-straszne (mimo smutnej materii) jest wysuwanie w relacjach polsko-rosyjskich nieszczęsnego Tupolewa. Zwłaszcza, że jeśli już – to jest to przecież polskie (?) roszczenie wobec Rosji, a nie odwrotnie. I choć szczerze mówiąc nie wiadomo tak naprawdę do czego niby ten wrak miałby być nam jeszcze potrzebny – to i tak zostaje pytanie: czy zdaniem podnoszących ten… „argument” należymy do NATO, żeby nam Rosjanie oddali szczątki samolotu? Na pewno? I znowu – jak nam Pakt w tym wielkim dziele pomaga?

Niestety, ale czego się więc nie tknąć w wątłej „argumentacji” ślepo popierających NATO – po poskrobaniu zawsze okazuje się, że Rosjanie jednak nie zgłaszają i nie mają żadnych realnych roszczeń wobec Polski. Tylko robią to z jakąś taką niefajną miną! Tak, wychodzi, że to jednak poważna sprawa…

Wojsko Polskie – argument przeciw NATO

Z kolei miły mi i szanowany przeze mnie bardzo prof. Romuald Szeremietiew tradycyjnie korzysta ze straszenia Rosją, by wspierać swój odwieczny postulat wzmocnienia Sił Zbrojnych RP. Postulat ze wszech miar słuszny! Już pal diabli, dlaczego i pod jakim pretekstem – ale Wojsko Polskie musi być silne! Tego wymaga odpowiedzialna polityka państwowa i narodowa. Tyle tylko, że skoro po DWUDZIESTU LATACH przynależności do NATO nasza armia wciąż jest zacofana niedosprzętowiona i źle zorganizowana – to znaczy, że Pakt w niczym nie służy modernizacji militarnej Polski! A nawet może przeciwnie – i w tym zakresie nasze bezpieczeństwo osłabia, bo jednych wprost usypia („na co nam jacyś żołnierze i sprzęt, Amerykańcy nas obronią!”), a innych wiedzie na manowce – bo na cholerę nam dalekomorskie fregaty czy wyposażenie do walk pustynnych w sytuacji, gdy zagrożenia bezpieczeństwa Polski mogą prędzej pojawić się pod Przemyślem?

Dotyczy to zresztą całej polityki zakupowej kolejnych ekip MON, wynikającej właśnie z należenia Polski do NATO, a ostatnio już wprost wymuszanej przez prezydenta Donalda Trumpa i jego uroczą panią ambasador. Czy cokolwiek od NATO dostajemy w prezencie? Płacimy, ciężkie miliardy płacimy, tyle że za sprzęt zbędny albo przynajmniej nie pierwszej potrzeby dla obronności Polski. Wmusza nam się przede wszystkim broń bynajmniej nie obronną, jak ostatnio te nieszczęsne F-35, w założeniu mające służyć przede wszystkim jako samolot bombardującego wsparcia, a więc jako broń ofensywna – podczas gdy lepsze efekty dałoby dla polskiego lotnictwa choćby konsekwentne inwestowanie w program własnej modernizacji MIGa-29, podobnie wcześniej było z jeszcze głośniejszą kwestią zakupu śmigłowców wielozadaniowych, które z powodzeniem mogliśmy modernizować na bazie zakładów w Świdniku, gdyby jakiś zdrajca, zamiast dofinansować – nie odsprzedał ich obcemu kapitałowi.

Mówiąc jeszcze prościej (bo do niektórych to i tak noblizm…) – NA GRZYB NAM TE SAMOLOTY? W ogóle? Czemu nie możemy modernizować tych, które mamy, utrzymywać w ten sposób miejsca pracy w Polsce, a w USA, a oszczędzone pieniądze wydawać na szkolenie rezerw i wyposażanie ich w coś, co przyda się powiedzmy nad Pilicą (oby nie…) czy nad Wilią i Zbruczem (oby tak…), a nie na Wzgórzach Golan?

Cały pakiet łże-prawd związanych z członkostwem w NATO nie wytrzymuje więc chwili zastanowienia! W czym doświadczenie zdobyte na pustyni pomoże podczas wojny toczonej dajmy na to w Wołominie? W czym broń służąca atakowi na położone daleko za frontem cele przeciwnika pomaga w obronie? W jaki sposób uczestniczenie w AGRESYWNYM i OFENSYWNYM bloku militarnym (vide Jugosławia) oddala groźbę wojny od Polski? A może przeciwnie, to aktywność po stronie agresywnej może ściągnąć na nas odwet?

NATO jako zagrożenie dla Polski

Dotyczy to przecież tak nieszczęsnej kwestii rosyjskiej, jak i dużo bardziej realnej, islamistycznej. Nawet zwolennicy obecnych układów przyznają bowiem, że to NATO prowokuje Rosję, a tym samym ŚCIĄGA NIEBEZPIECZEŃSTWO na Polskę. Jeśli bowiem kiedykolwiek do konfliktu rosyjsko-polskiego miałoby dojść (a już ustaliliśmy, że nie ma ku niemu przesłanek w relacjach dwustronnych) – to właśnie W SKUTEK przynależności Polski do NATO, a nie pomimo niej. W podobnej sytuacji jest zresztą i reszta europejskich członków Paktu. Po prostu, na resztę Europy też Rosja nie ma powodów napadać – więc NATO w ogóle (w) Europie jest zbędne.

Jasne, być może za chwilę przyjdzie odprężenie w relacjach amerykańsko-rosyjskich, propagandzie wojennej na tym odcinku nakazany zostanie odwrót – i powróci tym silniej kwestia na cholerę to całe NATO (zapewne z konkluzją, że przecież właśnie obroniło nas przed Rosją, niemniej już chyba doszliśmy do nieco mniej żenującego poziomu…). W takich momentach pojawia się z reguły broń ostateczna – „NATO broni nas przed zagrożeniami POTENCJALNYMI”. Aha. Czyli jakimi? Przyjdzie Potencjusz Potencjowski i nas zje?

No właśnie, po co nam to całe NATO – to chyba jakaś najgłębiej chroniona tajemnica państwowa, skoro sami zadające to pytanie od razu ciupasem lądują na lata w areszcie, o czym przekonał się jeden z głośniej pytających, lider ZMIANY Mateusz Piskorski. Sprawa jednak naprawdę okazuje się szalenie tajemnicza, bowiem Pakt chronić ma nas „przed nieznanymi jeszcze zagrożeniami w przyszłości z bliżej nieokreślonej strony„. Genialne, a często spotykanie sformułowanie celowości istnienie sojuszu wojskowego, nieprawdaż? I jakie praktyczne! Wyjdź z domu w kaloszkach, płetwach, nartach, uszance, kąpielówkach i w grubym futrze, bo nie wiadomo, co może się zdarzyć! A, i koniecznie wzuj kask…Tak, to chyba załatwi kwestię bezpieczeństwa. No chyba, że się ktoś przedźwiga, zagrzeje i odwodni od takich ultra-naukowych eksperymentów. A następnie s…i ze schodów.

Co nieuchronnie czeka i III RP z całą jej polityką (nie)bezpieczeństwa. Przecież dowody na to (nomen omen) już mamy. Oto np. Polacy ginęli podczas okupacji NATO-wskiej w Afganistanie i Iraku. Czy NATO chroni Polskę przed zagrożeniem ze strony Afgańczyków i Irakijczyków? Ano nie, to NATO ściąga na Polaków to zagrożenie, bo gdyby nie bezsensowny udział w Pakcie – to przecież by tam Polaków nie było, tylko pilnowalibyśmy własnych, polskich spraw. I co więcej? Tak, dobrze Państwo kombinują – takich zagrożeń w ramach NATO może być tylko więcej. Np. obecność wojsk amerykańskich nieuchronnie przyciąga uwagę terrorystów, np. islamskich. I tak – ZAGROŻENIE ROŚNIE. A od czego? Od PRZYNALEŻNOŚCI POLSKI DO NATO. Musimy więc pozbyć się tych „potencjalnych zagrożeń”, co to nas przed nimi NATO chroni. Pozbyć natychmiast WYSTĘPUJĄC Z PAKTU i usuwając US Army z terytorium RP.

Polska jako szwajcarski scyzoryk

I co dalej? Jak to co, przecież kolejni ministrowie obrony obiecują, że zrobią z nas drugą Szwajcarię. Czy więc rozumieją co to znaczy? Szwajcaria to wysokie nasycenie ściśle dopasowanym do specyfiki kraju sprzętem wojskowym (najlepiej produkowanym lokalnie), to powszechne przeszkolenie wojskowe, to ściśle defensywna doktryna obronna, to siły lądowe, które również moglibyśmy rozwijać – gdybyśmy mieli POLSKĄ POLITYKĘ BEZPIECZEŃSTWA, a nie doktrynę wojenną NATO zamiast niej.

Fakty są proste. Jak wynika z dyskusji z dowolnym zwolennikiem przynależności RP do Paktu Północnoatlantyckiego – interes Polski to w rzeczywistości WYSTĄPIENIE z NATO oraz skupienie się na budowie siły własnej naszego państwa i narodu: gospodarczej, cywilizacyjnej, militarnej i politycznej. W CZYM PAKT PRZESZKADZA. Współpracować z innymi krajami możemy swobodnie nie należąc do NATO, bo to nie ten układ tworzy ku temu platformę, a nawet ogranicza polską suwerenność w samodzielnym kształtowaniu naszego bezpieczeństwa międzynarodowego.

Niestety, wciąż dla zbyt wielu nasza alternatywa geopolityczna sprowadza się do wydumanego wyboru między „Polską amerykańską” i „Polską rosyjską„.

Jakby niektórzy nie mogli przyjąć do wiadomości, że może być po prostu… Polska polska.

Konrad Rękas

3 komentarze

  1. LunarianAryan

    NATO zmienia Polskę z nieistotnego geopolitycznie z rosyjskiego punktu widzenia sąsiada w bazę wypadową północnoatlantyckiego systemu oddziaływania, a więc potencjalne zagrożenie. Słono więc płacimy za niepotrzebne prowokowanie naszego sąsiada i rujnowanie relacji z potencjalnymi partnerami (ostatnio Iran, generalnie państwa bliskiego wschodu).

  2. Niech Polska wstąpi do Ruchu Państw Niezaangażowanych to będzie najlepsza opcja.

  3. Ogółem zgadzam się z przesłaniem tekstu.

Dodaj komentarz