Konrad Rękas: PAX w III RP?

Popieracie ten cały realizm w PRL – to czemu nie chcecie być realistami III RP? – słychać niekiedy. Jedni sądzą, że krytyków atlantycko-demoliberalnej polityki państwowej złapią w końcu na jakieś niekonsekwencji i sprzeczności. Inni szczerze mylą realizm z oportunizmem, tak historycznie, jak zwłaszcza współcześnie. Czemu więc faktycznie, skoro już bawimy się w analogie – dziś nie pora na PAX, ale raczej na Uderzeniowe Bataliony Kadrowe?

Ślepi patrzą zadziwieni

Zaraz będą mówić niemi…”

Najlepiej zademonstrować to na przykładzie, a by ten zdobyć – udajmy się na chwilę do alternatywnego Wszechświata, w którym taki niby-realizm załóżmy, że sobie zaistniał. Oto odbywa się tam uroczyste posiedzenie Sejmu VI RP i mamy możliwość zapoznania się oficjalną z niego relacją (odnajdując może nawet jakichś znajomych…):

W imieniu Koła Poselskiego ZNAK oświadczenie wygłosił poseł Biabłowski deklarując, że środowisko atlantycko zaangażowanych eurazjatów komunizujących stoi twardo na stanowisku nienaruszalności naszego sojuszu z bratnimi Stanami Zjednoczonymi, jak i deklaruje swój udział w umacnianiu osiągnięć kompradorskiego kapitalizmu – jednocześnie jednak apeluje o poszanowanie prawa do wielonurtowości atlantyckiego zaangażowania i miejsca w nim dla światopoglądu eurazjatycko-komunizującego.

Jak zapowiedział poseł Biabłowski – Koło Poselskie ZNAK poparło budowę piramidy Trumpa ze środków uzyskanych z likwidacji podatków w Polsce, proponując tylko, by w jego budowę włączyć szersze masy społeczne, mogące stanowić podstawę naturalnych sojuszy VI RP. – Apelujemy do Polskiej Zjednoczonej Antykomunistycznej Partii Liberalnej, której przewodnią rolę w pełni akceptujemy, by nie ograniczała ideologii atlantyckiej tylko do jednego, co prawda historycznie zwycięskiego światopoglądu, lecz by dopuściła dojście do wspólnego celu wieloma drogami – zakończył poseł Biabłowski.

Obszerne fragmenty jego wystąpienia zostały opublikowane na Portalu Powszechnym, życzliwe, acz pryncypialne omówienia zamieściły oficjalne organy – „GaPa” i „GazWyb”. – Uznajemy w zasadzie pozytywną rolę ruchu atlantycko zaangażowanych eurazjatów komunizujących w budowie atlantyckiej, liberalnej VI RP. Zapewniamy, że dostrzegamy różnicę między zaangażowaniem Koła Znak, Portalu Powszechnego i innych środowisk atlantycko zaangażowanych, a jaczejkami międzynarodowego eurazjatyzmu i jego miejscową agenturą ekstremistyczną – podkreślili red. Adam Michniewicz i Tomasz Sichnik. Jak zaznaczyli jednak – na zaufanie trzeba najpierw zasłużyć, nie może być też mowy, by na drodze do w pełni kompradorskiego kapitalizmu przewodził naszemu państwu ktoś inny niż klasa średnia, zorganizowana pod kierownictwem PZAPL – podsumowali zgodnie Panowie Redaktorzy.

Nieznośna pewność bytu

I to jest problem pierwszy. Najpierw sami Sowieci wkraczając do Polski, a następnie także liderzy PZPR – mieli świadomość wyalienowania komunizmu w naszych realiach. Oczywiście, z czasem i u wielu wyobcowanie przeszło w poczucie fałszywej elitarności i ekskluzywizmu, niemniej z różną intensywnością w kolejnych okresach władza objawiała zainteresowanie pozyskiwaniem i włączaniem w system całych środowisk funkcjonujących poza nim czy na jego marginesie. Jasne, robiono tak w interesie samych rządzących. Oczywiście, nie zamierzano dzielić się realną władzą. W tym rzecz jednak, że zainteresowanie samym porozumieniem, gwarantującym choćby margines niezależności i określoną wartość samodzielności – było jednak możliwe i obustronnie akceptowalne. Nic takiego obecnie nie zachodzi. Władza, klasa polityczna czuje się w przewadze nad społeczeństwem, jego szerokie kręgi poddały się bezwolnie indoktrynacji, a zatem nie ma realnej płaszczyzny dla szukania kompromisu. Możliwy jest tylko oportunizm, akcesja do systemu bezwarunkowa, bez własnych celów o wymiarze politycznym. Ba, tym bardziej niemożliwa wydaje się koncesja na jakieś własne wyodrębnione poletko – bo takie nie mają prawa w ogóle istnieć, czego doświadczyli dotkliwie ci, którzy starali się takie sobie stworzyć. Zaś do pewnego poziomu aktywności koncesja przecież w ogóle potrzebna nie jest, przynajmniej dopóki mowa o działalności publicystycznej czy po prostu obecności w internecie i na skraju debaty publicznej. No to po się k…ć?

Stracone zachody miłości

Rzecz drugą również można wywieść z porównawczej pamięci historycznej. W czasach PRL ówczesna władza cierpiała na kompleks niebycia kochaną. W dzień płakała, że inteligencja robi fochy, w nocy spać nie mogła, że społeczeństwo nie wykazuje szczerego entuzjazmu, a nad ranem leciała sprawdzić czy księdzu biskupowi czegoś nie brakuje (tylko rolników generalnie jak w każdej epoce rządzący mieli w d…).

W tej rozpaczliwej pogoni za popularnością sięgnięcie po dorozumianą nie-sowieckość było najłatwiejsze. Od straszenia prawie wprost „wiecie, że jak nie my, to kto przyjdzie…!„, przez mrugania „wiecie w jakim kraju żyjemy„, przepuszczanie przez cenzurę kawałów o „kalarepie największej na świecie„, po wprost zniecierpliwienie i nieufność wobec środowisk, które jakąś swoją warunkową akceptację dla PRL wiązały właśnie z jej odnalezieniem się geopolitycznym. To Partia mniej lub bardziej świadomie, dla własnych, małych, partykularnych celów podtrzymywała w Polakach antysowietyzm!

Teraz nic takiego nie zachodzi. Nie ma cudzysłowu, nie ma mrugania, nie ma odbębniania akademii. Jest pryncypialność, entuzjazm i prześciganie się w nadgorliwości. Tu nie ma miejsca na pseudo-realizm. To realizm właśnie nakazuje być przeciw.

„…i mój, i mój, i mój!

I wreszcie argument trzeci, najprostszy: wtedy po prostu nie było innego wyjścia. A teraz – jest. A w każdym razie być może. Alternatywa „współrządzić czy nie kłamać” nie ma tym razem charakteru ostatecznego. Przede wszystkim zaś – należy pamiętać, że program realizmu politycznego był i jest optymalną strategią w dwóch sytuacjach:

  • szczególnie natężonego bezpośredniego zagrożenia dla substancji narodowej, kiedy kolaboracja bywała, czy byłaby po prostu jedyną deską ratunku oraz
  • przewlekłości sytuacji kryzysowej (jak choćby w okresie zaborów).

Nie ma żadnych podstaw ku przypuszczeniom, że trwający od 30 lat stan uzależnienia Polski od struktur zachodnich (ze swymi cywilizacyjnymi, świadomościowymi, gospodarczymi i społecznymi następstwami) – ma cechy dalszej trwałości. Przeciwnie:

  • wewnętrzny kryzys światowego systemu kapitalizmu korporacyjnego (a raczej osłabiające go raz za razem kolejne fale kryzysów),
  • erozja systemu politycznego Zachodu, jego wyraźne pęknięcia (pogłębiane stopniową emancypacją kolejnych podmiotów),
  • funkcjonowanie i pojawianie się nowych podmiotów geopolitycznych, na różnym, niekiedy znaczącym poziomie niezależności

– pozwalają uważać obecny moment za schyłkowy. To zaś każe znowu postępować według sprawdzonych wzorców, stworzonych przez twórców nie żadnych innych, ale realistycznych szkół myślenia: konserwatywnej, endeckiej, falangistowskiej (a do pewnego stopnia nawet komunistycznej). A co one takiego wymyśliły? Że wobec przełomu należy tworzyć programy dla nadchodzącej zmiany. W tym także obejmujące obstawienie różnych orientacji, zwłaszcza geopolitycznych. I to jest właśnie taki czas – kiedy nie warto już zastanawiać się jak się przyłączyć, tylko jak i czym ZASTĄPIĆ kruszejący (nie)ład.

Nie wiemy czy jesteśmy dziś w jakimś nowym roku 1913 czy 1938 (a pod pewnymi względami może nawet 1944) – lecz z pewnością czeka nas zmiana. PAX był mądrością określonego etapu, tak jak był nią w innych realiach Ruchu Narodowo-Radykalny. Ale już wkrótce jeszcze potrzebniejszą nam wszystkim lekcją historyczną – może być Wymarsz Uderzenia!

Konrad Rękas

15 komentarzy

  1. Piger Henricus

    Z ”trawionym wewnętrznym kryzysem, osłabłym” kapitalizmem raczy Pan żartować – kapitalizm nigdy bodaj w swej historii nie miał się tak dobrze jak obecnie, to on sam właśnie prokuruje te kryzysy i nimi się karmi, zwłaszcza w jego obecnej opartej głównie na spekulacji formie nieodłącznie związanej z ryzykiem krachu, załamania koniunktury itp., stąd spekulant jawi się tu jako postać emblematyczna czująca się niczym ryba w wodzie w świecie ”wysokiego ryzyka” i permanentnej niepewności wywołującej z monotonną regularnością stany zbiorowej histerii i opętania, i zarabiająca na tym sumy o których przeciętnym śmiertelnikom nawet się nie śniło [ a kto powiedział, że celem jest ”dobrobyt ogółu”?! ]. Zresztą i konwencjonalna działalność produkcyjna jest możliwa nawet w sytuacji całkowitego upadku państwa, ruiny ekonomicznej społeczeństwa i wojny domowej czego dowodem świetnie prosperujące koncerny Zachodu jak i Wschodu na terenie Syrii czy Libii, które stać na sowite opłacanie się walczącym stronom i notującym mimo to astronomiczne zyski. Przede wszystkim jednak do dziś nie doczekałem się ani jednego sensownego argumentu ze strony p. Rękasa czy redaktorów tegoż portalu przemawiającego za tym jakimże to cudem stosujące u siebie jeszcze bardziej brutalny neoliberalny wyzysk Rosja, Chiny czy przeżywająca właśnie burzliwy okres uwłaszczania się partyjnej i wojskowej nomenklatury Korea Płn. miałyby tu robić za ”alternatywę”, bo chyba tylko ktoś serio traktujący putinowskie pokazówki obsobaczanych przed kamerami przez ”ojca narodu” oligarchów może się na to nabrać, ale być może czegoś nie wiem i doczekam się wreszcie przekonujących dowodów przemawiających jednak za niniejszą tezą – ?

    • „Przede wszystkim jednak do dziś nie doczekałem się ani jednego sensownego argumentu ze strony p. Rękasa czy redaktorów tegoż portalu przemawiającego za tym jakimże to cudem stosujące u siebie jeszcze bardziej brutalny neoliberalny wyzysk Rosja, Chiny”
      Zgadzam się co do oceny Rosji, nie do końca zgadzam się co do oceny Chin, w Chinach nie ma neoliberalizmu, chociaż wyzysk pracownika (jeszcze) jest. Geopolityka to jednak nie gospodarka, moim zdaniem stosunek nacjonalistów do Rosji i Chin pod względem orientacji geopolitycznej powinien być czymś pomiędzy entuzjazmem, a sceptycyzmem. Nie popieram rusofobii PiSuaru, ale też daleko mi do pełnego orientowania się na Rosję i Chiny.
      „czy przeżywająca właśnie burzliwy okres uwłaszczania się partyjnej i wojskowej nomenklatury Korea Płn.”
      Można byłoby coś więcej na ten temat? Szczerze to zaskoczyły mnie te słowa.

    • Bschentschischtschikiewitch

      Nieważne, jaki jest ustrój gospodarczy w Rosji, Chinach i kto się uwłaszcza w KRLD (przecież tam nie mieszkasz). Ważne jest, żeby te kraje nie wpadły pod but Żydów i nie stały się prowincjami NWO. Poza Chinami, Rosją i pomniejszymi państwami z nimi współpracującymi na arenie międzynarodowej, nie ma innej alternatywy wobec żydowskiego rządu światowego. Po prostu nie ma takiej siły. Kto jest przeciw koalicji chińsko-rosyjskiej, ten jest (świadomie lub nieświadomie) za NWO.
      A co do tego, co napisał K. Rękas, to kapitalizm-demoliberalizm wcale nie upada, tylko się wzmacnia. Skończy się to wkrótce wycofaniem gotówki z obiegu na rzecz „pieniądza” elektronicznego i będzie tak, jak jest to zapisane w Biblii, czyli niepokorni nic nie kupią ani nie sprzedadzą, a więc będzie można ich odłączyć od systemu (a więc od podstawowych potrzeb życiowych) jak komputerowego awatara. Buntu żadnego też nie będzie, bo po przepuszczeniu kilku-kilkunastu roczników dzieci przez formację genderową w przedszkolach i szkołach, w latach 30-tych ludzie będą mieli w głowach mniej więcej to, co Adam Curlykale, który nieco wyprzedził swoją epokę.
      https://www.popularne.pl/adam-curlykale-zapozowal-nago/
      Tak więc albo koalicja chińsko-rosyjska+ rozpirzy NWO w stosunkowo krótkim czasie (czego bym chciał, ale w co niestety nie wierzę), albo jest pozamiatane.

      • Chiny co najwyżej mogą być taktycznym partnerem (na pewno nie sojusznikiem), bo ich nacjonalizm w zasadzie w niczym nie różni się od nacjonalizmu żydowskiego – co najwyżej różni się metodami działań, ale cel mają taki sam – zdobycie hegemonii, niby są otwarci na współpracę z obcymi, ale w rzeczywistości będą dążyć do ich hegemonizacji.
        Rosja? Uważanie Rosji za opozycję wobec żydostwa i międzynarodowego kapitalizmu jest totalną naiwnością. Oni są raczej drugą stroną tej samej monety, a zachód pierwszą. Co najwyżej mogą być stroną neutralną, bo aktualne spięcia na linii Rosja – Zachód nie zmieniają faktu, że żadną opozycją wobec neoliberalizmu nie są, a powiązania między „rosyjskim” (czyli Żydów rosyjskich) biznesem, a biznesami oligarchów zachodnich nadal istnieją. Polityka bliskowschodnia również o niczym nie mówi. Co najwyżej można stwierdzić, że Rosja na Bliskim Wschodzie prowadzi dwuznaczną politykę – z jednej strony utrzymuje dobre relacje z Izraelem, robi interesy z Arabią Saudyjską i innymi państwami utrzymującymi relacje z Zachodem, z drugiej strony utrzymuje relacje z Osią oporu (Syria, Iran itd.).
        Zresztą na Bliskim Wschodzie nigdy w ostatnich kilkudziesięciu latach nie było sytuacji i stosunków zero-jedynkowych, kraje i rządy, do których nacjonaliści mieli (i mają) sentyment nierzadko rywalizowały, czy nawet walczyły ze sobą. Mogę się zgodzić tylko co do oceny KRLD.

        • Bschentschischtschikiewitch

          Nic mi nie wiadomo, aby Chiny dążyły do budowy rządu światowego, do czego dążą Żydzi. A o hegemonię niech sobie walczą – na świecie zawsze byli jacyś hegemoni, a ja wolę, żeby byli to Chińczycy, a nie Żydzi. Chińczycy nie są – tak jak państwa i instytucje ponadnarodowe kontrolowane przez Żydów – rozsadnikiem wszelkich dewiacji, ani nie są rozsadnikiem aborcji (mimo, że mają ją u siebie). Chiny to także kraj stroniący od wojen (państwa kontrolowane przez Żydów oraz NATO wojny i przewroty wywołują praktycznie cały czas). Chiny praktycznie nie wtrącają się w wewnętrzne sprawy innych państw (nawet dużo słabszych państw swojego regionu), a już na pewno nie wtrącają się w sprawy religijne, kulturowe, obyczajowe czy imigracyjne. Państwa i instytucje ponadnarodowe kontrolowane przez Żydów wtrącają się (w sposób niszczycielski) dosłownie we wszystko.
          Co do Rosji, to jak najbardziej jest opozycją do żydostwa, o czym świadczy wściekły atak na nią dokonywany przez państwa i instytucje ponadnarodowe kontrolowane przez Żydów, odkąd Putin odsunął od władzy ich marionetkę – Jelcyna.
          Co do Bliskiego Wschodu, to gdyby nie Rosja (i Chiny zresztą też), to Syria już dawno temu byłaby pozamiatana i prawdopodobnie już by płonął Iran, albo nawet byłoby również po Iranie. Sama H. Clinton utyskiwała przecież, gdy była sekretarzem stanu USA, że podbój Syrii jest niemożliwy z powodu rosyjskiego zaangażowania.
          To samo tyczy się zresztą Wenezueli – bo niby czemu USA nie odważyły się napaść zbrojnie na ten wielokrotnie słabszy kraj (który znajduje się na terenie ich „bliskiej zagranicy”), jeśli nie z powodu Rosji i Chin?
          Co do Putina i oligarchów: http://drnowopolskiblog.neon24.pl/post/144427,polityka-iii-rp-jako-rezultat-zbiorowego-psyche-polakow

          • 1. Chiny po prostu dążą do tych samych celów, co Żydzi, tylko że innymi środkami. Tereny sobie najbliższe chcą lub będą chcieli sobie albo skolonizować (na pewno tak będzie z Mongolią, na pewno tak będzie z Syberią gdy zmieni się sytuacja geopolityczna), albo będą chcieli uzależnić od siebie i zrobić z nich strefy wpływów (Azja Środkowa – tam mają konkurencję, realną lub potencjalną z Rosją; Birma, Indochiny, Malaje, Tajlandia i Filipiny – tam mają wpływową społeczność chińską, z przyczyn geograficzno-politycznych na logikę powinni próbować związać ekonomicznie te kraje ze sobą, by następnie integrować ich armie ze sobą, w tych krajach mamy mieszankę z jednej strony kontaktów z Chinami, z drugiej strony rywalizacji; Korea Północna – Chiny chcą, by KP zmieniła swój model gospodarczy na chiński – znaczy się chodzi im o wpływy ekonomiczne w Korei Północnej i zależność KP od Chin. Oczywiścir KP nie zamierza iść tą drogą, bo wie, że przy obecnym modelu są „tylko” sojusznikiem chińskim, co prawda słabszym od Chin, a w ten sposób mniej wpływają oni na Chiny niż na odwrót, ale przynajmniej nie są wasalem Chin). W dalszych krajach próbują albo zaszachować konkurencję (w przypadku dużych państw), albo zalewać te kraje swoim kapitałem, monopolizować i ekonomicznie uzależniać (w przypadku mniejszych, mniej znaczących państw). Gdy Chiny chcą inwestować w takich krajach jak Polska, kraje afrykańskie to nie po to, by z tych krajów zrobić drugą Szwajcarię, tylko po prostu chcą stopniowo zdobywać swoje wpływy oraz mieć te kraje albo jako rynek zbytu, albo jako bazę surowcową. Co prawda nie prowadzą polityki wojskowej takiej, jaką prowadzi USrael – tylko dlatego, że na razie nie mogą sobie na to pozwolić, dlatego ograniczają się na razie do Morza Żółtego i Południowochińskiego z pewnymi wyjątkami, jak baza chińska w Dżibuti.
            W kwestiach kulturowych – Chiny nie narzucają swojej kultury innym krajom, to dlatego, że na razie nie przyszedł na to czas, ale wątpię, by z takim potencjałem nie chcieli tego robić w przyszłości. To samo tyczy się kwestii rozpowszechniania dewiacji – swoją drogą na pomysł walki z rywalem poprzez jego degenerację wpadł niejaki Sun Tzu, niewykluczone, że Chiny kiedyś ten środek wykorzystają.
            A nawet jak nie wykorzystają – nie mówiłem, że Chiny stosują te same środki, tylko że mają ten sam cel, co Żydzi. Oni (Chińczycy) nie wykorzystują instytucji ponadnarodowych tak jak Żydzi – bo zwyczajnie tego nie potrzebują, ich jest 1,5 miliarda (a rząd chiński może wymusić na narodzie swoją polityką wzrost demograficzny), podczas gdy Żydów jest niewielu – raptem kilkanaście milionów, przez co w celu rządzenia na świecie muszą uciekać się do kryptokracji poprzez instytucje ponadnarodowe, grupy lobbingowe i szabesgojów.
            Nie możemy zapominać o podstawie – sinocentryzm jest zakorzeniony w kulturze chińskiej od tysięcy lat, ich kraj w języku chińskim ma wiele nazw, między innymi „państwo środka”, „wszystko, co jest pod niebem”, w ich kulturze zakorzeniona jest ambicja do bycia hegemonem, poza tym w zasadzie społeczeństwa wszystkich krajów znajdujących się blisko Chin widzą w Chinach imperialistycznego molocha, a tam, gdzie jest duża mniejszość chińska (np. w Malezji) rywalizacja ekonomiczna między rdzennymi społecznościami, a społecznością chińską jest analogiczna do przedwojennej rywalizacji ekonomicznej między Polakami, a mniejszościami żydowską i niemiecką.
            Błędem wśród nacjonalistów jest stawianie sobie za punkt odniesienia walkę z Żydami jako taką – oczywiście, Żydzi są przeciwnikiem, ale nie oni jako tacy, tylko jako siła imperialistyczna, naszym wrogiem jest ich imperializm przez kryptokrację, czyli walcząc z Żydami walczymy z imperializmem. Mamy popierać jakikolwiek inny imperializm tylko dlatego, że jest niezależny od żydostwa? Bez jaj. Między taktyczną współpracą, a poparciem jest pewna różnica.
            Jestem przeciwko hegemonii jakiegokolwiek nie-białego narodu nad białym narodem, po pierwsze dlatego, że jestem białym nacjonalistą, po drugie dlatego, że jeśli jeden biały naród zostanie zwasalizowany przez nie-białych to jest większe prawdopodobieństwo, że inny biały naród (w tym Polska) też zostanie. Chodzi tu po prostu o geopolityczną przestrzeń życiową i etniczną autonomię dla białych narodów.
            2. Co do Rosji to oczywiście, Rosja nie jest żadną opozycją do żydostwa, bo sama jest kontrolowana przez nich poprzez żydowskich oligarchów i sektę Chabad-Lubavich. To, że amerykańskie żydostwo walczy z Rosją o niczym nie świadczy, bo jednocześnie to samo żydostwo współpracuje z kaganem-begiem Rosji, jakim jest żydostwo „rosyjskie”. Jednocześnie Rosja współpracuje z Izraelem i wcale z nim nie walczy, bo wspiera Syrię i Iran w taki sposób, by jednocześnie nie wystąpić przeciw Izraelowi, ma po prostu interesy ekonomiczne z Iranem, chce mieć swoje strefy wpływów w regionie i walczy z islamistami, bo oni mogą stać się zagrożeniem wewnętrznym dla Rosji z uwagi na liczną społeczność muzułmańską. Co prawda Rosja w Syrii prowadzi wojnę hybrydową z USA, jednakże w tym kontekście (kontekście rywalizacji z Rosją, który należy odróżnić od kontekstu walki z Iranem i ze Syrią) USA to państwo amerykańskie, nie międzynarodowy Żyd, który się za USA ukrywa.
            Przyjmujesz perspektywę zero-jedynkową, która jest błędna. Oczywiście, że działania mające na celu obronę Syrii i Wenezueli (z Iranem to inna sprawa, uważam że Rosja niedostatecznie wspiera Iran) są na plus dla Rosji, ale między całkowitą wrogością wobec Rosji, a całkowitym jej poparciem istnieją stany pośrednie, jestem za zakończeniem machania szabelką w stronę Rosji, jak to robi PiSuar, co nie znaczy, że z nacjonalistycznej perspektywy system putinowski ma pozostać na zawsze nienaruszony i nie znaczy też, że mamy się podniecać jak niemające w pełni rozwiniętego mózgu nastolatki tym, co się dzieje na Ukrainie.

  2. Matwiej Płatow

    Są Ludzie tzw. ,,wiekowi ” którym tęskno do PAX , i Myśli Endeckiej które PAX.Czyli więcej Budowy Dobra Narodu ,a mniej Nacjonalizmu.Czyli Dobro Narodu ,ponad promowaniem Jednej Religi.Narodowiec to ten co stawia Dobro Narodu na Piedestale ,a nie Religie.

    • To widać ma Pan jakąś nową definicję nacjonalizmu XD
      Dobro narodu reprezentują w największym stopniu radykalni nacjonaliści w tym neofaszyści i NS.

      • Matwiej Płatow

        Proponuje przeczytać artykuł Nacjonalista XXI wieku.I przemyśleć . Dla Mnie Narodowcem jest ten co Dobro Ojczyzny-Kraju-Narodu stawia na Piedestale. A co do Religi to Boga mamy Jednego ,a sposoby modlitwy i oddawania Holdy promuję Religia ( Twórcami religii są Prorocy ,Apostołowie ,Nauczyciele). Czy wiesz ILE Krwi przelali Polscy Muzułmanie plus Tatarzy ,ile krwi oddali Protestanci i Prawosławni w obronie Polski.Nie sądź ,a nie będziesz sądzony,czy Oni nie mają prawa mówić o Sobie jestem Polskim Nacjonalistom-Narodowcem ,bo BRONIE Polski. .Czy wiesz ,że około 90% wojen to pretekst Który daje Religia.

        • Co Pan ma z tą religią, że Pan ją cały czas wałkuje? Proponuję odnosić się do mojego komentarza, a nie w odpowiedzi na mój komentarz dyskutować ze swoimi przemyśleniami odbiegającymi od tematu.
          A wracając do meritum, żaden artykuł nie przekona mnie do obywatelskiego „nacjonalizmu”, swoje stanowisko nt. kwestii rasowej przedstawiłem w poniższym artykule:
          https://kierunki.info.pl/bartosz-poznanski-narod-pipiprawicy/
          W skrócie jestem etnicznym polskim nacjonalistą i białym nacjonalistą, popieram wszystkie współczesne ruchy polityczne, które mają na celu odrodzenie cywilizacyjne białej rasy, w nich zawierają się neofaszyzm i narodowy socjalizm (w kontekście współczesnym, nie II wojny światowej), ideologicznie raczej daleko mi do endecji.
          Co do kwestii tatarskiej – nie neguję zasług wielu Tatarów dla Polski, ale wydaje mi się, że współcześnie wielu narodowców wyolbrzymia fascynację Tatarami podlaskimi. Ot, zwykli obywatele polscy, nie widzę problemu, by Tatar z Podlasia był polskim białym nacjonalistą.
          W kwestiach religii osobiście uważam, że wiara katolicka jest jedyną prawdziwą wiarą, ale mam tyle oleju w głowie, by nie warunkować bycia Polakiem i nacjonalistą na podstawie religii. Polak-nacjonalista może być każdej religii (o ile ta religia jest zgodna z etnicznym i rasowym nacjonalizmem), ale nie można być Polakiem i polskim nacjonalistą (czyli narodowcem) jeśli nie jest się po pierwsze – białego/europejskiego pochodzenia, po drugie – jeśli nie jest się kulturowo Polakiem (tzn. można się spolszczyć, ale o ile jest się pochodzenia narodów pokrewnych Polakom, czyli pochodzenia innych narodów białych/europejskich). Osoby mieszane rasowo mogą być Polakami, osoby innej rasy nie mogą – nazywanie takiego Olisadebe Polakiem to robienie sobie jaj z polskości, jeszcze z 20 lat temu to było dla każdego oczywiste.
          Moje poglądy są jasne – 14/88
          Znaczy się – 14 słów, 88 spostrzeżeń.

          • Matwiej Płatow

            A szkoda NIE DOGADAMY Się.Ja RASIZMU nie POPRĘ .A co do Nacjonalizmu w rozumowaniu Pańskim też nie Poprę.Bo były już tzw. Narody Wybrane ,np: Izraelici ( przez Kogo wybrani ,skutki tego wyboru odczuwają Narody do dziś) , Niemcy Naród wybrany przez Wujka Adolfa.DZIĘKUJE za tak rozumowany Nacjonalizm.Na tym Kończę było Mi Miło-Matwiej P.,który popiera Nacjonalizm XXI w ,czyli,tzw.Nowoczesny Endek.

            • To gratuluję braku rozróżnienia między rasowym nacjonalizmem, a rasową sumpremacją 🙂
              Oczywiście rozumiany „nacjonalizm” w taki liberalny sposób – endecki odrzucam, jest to „nacjonalizm” szabesgoiczny, szkodliwy dla polskiego interesu narodowego. Ten temat dobrze wyjaśnia publicystyka Szturmu, a w skrócie w luźny sposób wyjaśnił to niejednokrotnie w komentarzach Oberschlesier.
              To nie osoby takie jak Winnicki, Jakubiak, czy Bosak są prześladowane prawnie przez reżim ZOG, tylko ci, którzy walczą o Europę europejską – identytaryści, NSi, kontynuatorzy ideologii Mussoliniego – ideologii nawiazującej do dziedzictwa starożytnego Rzymu, biali nacjonaliści, alt-right, terceryści itp. środowiska. Pański „nacjonalizm XXI wieku” to tak naprawdę wentyl systemu – coś, co będzje cały czas torować drogę lewactwu poprzez odpuszczanie kolejnych pól i urabianie opinii publicznej będącej po prawej stronie, co skutkuje tym, że przykładowo w takiej Szwecji „skrajna prawica nacjonalistyczna” – Sverigedemokraterna organizuje parady homoseksualne, a ogłupiony „tradycyjny” plebs uczęszcza na nie.
              Dziękuję, takiej perspektywy nie kupuję.

              • Jeszcze co do tematu rasy. Powszechnie termin rasy rozumie się niekompletnie w następujących wymiarach: biologicznym, genetycznym, antropologicznym/fenotypowym, kulturowym, społecznym i genealogicznym. Oczywiście to są elementy, które składają się na pojęcie rasy, jednak dla nacjonalisty zawężanie pojęcia rasy wyłącznie do tych wymiarów jest błędne. Tę kwestię wyjaśnia Julius Evola. Rasa ma również następujące wymiary, o których zapomina się: duchowy, psychologiczny, kolektywny/wspólnotowy, tożsamościowy i metafizyczny. Negowanie istnienia rasy lub negowanie znaczenia rasy należy do tego samego prądu myślowego, do którego zalicza się negowanie znaczenia płci. Ten prąd ideologiczny nazywany jest powszechnie marksizmem kulturowym (chociaż faktycznie nie ma on nic wspólnego z myślą Marksa), polegającym na stopniowej podmianie kultury narodów na wspakulturę. Znaczenie rasy wyjaśnia również artykuł pod poniższym linkiem:
                http://www.monio.info/2011/02/19/rn3-o-naturze-rasizmu/
                Czy setki tysięcy lat ewolucji (lub jak kto woli doboru naturalnego), setki tysięcy lat pracy natury nic nie znaczy w porównaniu do względnych wytworów kulturowych człowieka (bo kultura to tak naprawdę w przeciwieństwie do rasy rzecz względna)?

              • Co do zaprzeczania znaczenia rasy w społeczeństwie lub samego zaprzeczania istnienia ras:
                To stanowisko w świecie naukowym zostało rozpowszechnione przez Żydów i ich szabesgoicznych „naukowców” będących pionierami lewackiej inżynierii społecznej. Co ciekawe te same grupy promujące negacjonizm rasy jednocześnie udowadniają, że Żydzi są rasą i przytaczają dowody w postaci chorób występujących wyłącznie u Żydów, mówią o genach żydowskich, a nawet wymyślają takie bzdury jak „gen holokaustu”, przy sprowadzaniu Żydów do Izraela proponują weryfikację genetyczną. Bo taka jest istota (((antyrasizmu))) – talmudystyczna, znaczy się tylko Żydzi są rasą, czyli tylko Żydzi są ludźmi i tylko oni mają duszę. Goje nie mogą być rasą, nie dzielą się na rasy, bo Goje nie są ludźmi, nie mają duszy, dano im jedynie uczucia i świadomość po to, by służyli Żydom, a w rzeczywistości są cielesnymi człekokształtnymi robotami. Do tego sprowadza się (((antyrasizm))) – czyli żydowski etnocentryzm, żydowski suprematyzm, żydowski rasizm. Alternatywą jest etniczno-rasowy nacjonalizm – etniczno-rasowy nacjonalizm dla białych narodów, czarnych, narodów MENA, latynoamerykańskich i Azjatów – etnopluralizm i etniczna autonomia. Obywatelsko-kulturowi „nacjonaliści” to tak naprawdę szabesgoje, nie ma z nich żadnego pożytku – wszystko przegrają, bo ich relatywizm ideowy ma w DNA wpisane przegraną.

  3. Pytanie jak przejść od działalności politycznej do tego co w artykule określono jako „Wymarsz Uderzenia”?
    Odpowiedzią jest historia partii „Wolna Ojczyzna” w Paragwaju i jej przekształcenia się w ruch partyzancki
    https://en.wikipedia.org/wiki/Partido_Patria_Libre
    https://en.wikipedia.org/wiki/Insurgency_in_Paraguay

Dodaj komentarz