Eugeniusz Onufryjuk: Zasady polityki kresowej

Trudno mówić o czymś, co nie istnieje. Po raz ostatni próby sformułowania czegoś, co można byłaby nazwać polityką kresową, były podejmowane w II RP, ale nawet wtedy państwo, pokaźną część którego stanowiły tereny, nazywane Kresami Wschodnimi, zamieszkałe przez konglomerat ludów i religii, nie wypracowało spójnego programu postępowania z tymi terytoriami. W województwach kresowych więcej do powiedzenia w kwestii polityki narodowościowej miała administracja wojewódzka niż centralna: jeden model postępowania obowiązywał w województwie lwowskim, inny na Wołyniu, jeszcze inny na Polesiu. Zmiana miejscowego wojewody mogła oznaczać zmianę polityki narodowościowej w konkretnym województwie, co szczególnie dobrze widać na przykładzie województwa poleskiego, w którym przed wojną zmieniło się 5 wojewodów, z których każdy miał własne pomysły na to, co robić z nieuświadomioną narodowo ludnością wschodniosłowiańską. Zadanie utrudniały też dwie plagi ziem wschodnich w międzywojniu: komunizm, wspierany przez Związek Sowiecki (na Kresach Północno-Wschodnich) i ukraiński nacjonalizm (na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej) wspierany przez Niemcy i, o czym się zapomina, Czechosłowację. Mimo że niektórzy białoruscy historycy twierdzą, iż II wojna światowa uratowała ludność białoruską przed polonizacją, co oznaczałoby pewną skuteczność polityki kresowej na tym odcinku, to jednak wojna ta miała miejsce, co drastycznie zmieniło kształt stosunków narodowościowych w naszej części świata.

            Nowa granica polsko-sowiecka była cięciem na żywym organizmie naszego narodu. Poza macierzą znalazła się liczna grupa Polaków, a najliczniejsza z nich, czyli Polacy w Białoruskiej SRS, była pozbawiona jakichkolwiek praw narodowościowych. PRL z przyczyn oczywistych w żaden sposób nie mógł działać na rzecz polepszenia sytuacji rodaków za granicą wschodnią. Przesiedlenie Kresowiaków na Ziemie Odzyskane nie było rozwiązaniem problemu z kilku powodów:

1) Polacy mają prawo do zachowania własnej tożsamości. Istotną rolę w kształtowaniu tej tożsamości odgrywa zarówno miejsce urodzenia, jak i miejsce, w którym znajdują się groby przodków. Kresowiacy, mimo że są nieodłączną częścią polskiego narodu, są odrębną grupą wewnątrz tegoż narodu. Przesiedlenia na ziemie zachodnie faktycznie zabijały kulturową i językową odrębność Kresowiaków.

2) Kresy są też częścią kulturowego i historycznego dziedzictwa Polski, lecz to dziedzictwo nie może trwać bez obecności żywiołu polskiego na tych terenach.

Po upadku Związku Radzieckiego i transformacji ustrojowej władze w Warszawie sabotowały inicjatywy na rzecz polskiego odrodzenia narodowego na Kresach, dbając bardziej o interesy różnych dziwnych tworków parapaństwowych niż swoich rodaków. Dla Polaków mieszkających na Kresach pozostawiono tylko jedną opcję zachowania przynależności do narodu polskiego – przeprowadzkę w granice państwowe Rzeczpospolitej. Dziwnym trafem ta strategia całkowicie odpowiada pomysłom tamtejszych szowinistów na rozwiązanie kwestii polskiej. Można nawet wysnuć kolejną teorię spiskową, znając proukraińskość i prolitewskość rządzących naszym krajem, jak i aktywne wsparcie dla ośrodków działających na rzecz „demokratyzacji” Białorusi, co oznaczałoby przyjęcie przez Białoruś modelu postsowieckiego narodowego liberalizmu. Ten postsowiecki narodowy liberalizm jest w istocie mariażem skrajnych liberałów z miejscowymi nacjonalistami – w takim układzie nacjonaliści zazwyczaj otrzymują możliwość kształtowania polityki historycznej, kulturowej i narodowościowej, natomiast liberałowie odpowiadają za integrację kraju ze strukturami zachodniego kapitalizmu. Jak pokazuje doświadczenie, takie siły nie są zbyt przychylnie nastawione do Polaków zamieszkujących tereny aktualnie wchodzące w skład ich państw. Według nich, Polacy powinni albo się zasymilować, albo opuścić te ziemie.

            Należy zwrócić uwagę na to, że zarówno lata Związku Sowieckiego, jak i istnienia niepodległych państw zerwały więź, która powinna łączyć rodaków po obu stronach Bugu. Bardzo często Kresowiacy nie czują jedności z rodakami mieszkającymi w granicach pojałtańskich i na odwrót. Temat Kresów i Polaków tam mieszkających jest prawie nieobecny w polskiej świadomości. Większość Polaków po prostu nie obchodzi sytuacja Polaków na Wschodzie, a część szczerze nie rozumie jak to jest, że ktoś, urodzony na Litwie czy Białorusi może być Polakiem. Kwestia kresowa została wyrzucona z dyskursu politycznego po wojnie i zmiana ustroju nie zmieniła tego stanu rzeczy.

            Mimo wszystko Polacy tam żyją, a żadne środowisko w Polsce, aspirujące do miana „narodowego”, nie może tych kwestii ignorować, a nawet musi jak najbardziej wspierać sprawę kresową, na miarę swoich możliwości. Również państwo polskie ma obowiązek wspierania rodaków za pojałtańską granicą. Pewne zagadnienia, które polityka kresowa powinna zawierać, można streścić w kilku punktach.

1) Przywrócenie do świadomości Polaków tego, Kresy są zamieszkane przez ich rodaków, którzy nigdy nie opuścili Polski. Niestety, dla niektórych osób, Polacy na Wileńszczyźnie są takimi samymi „emigrantami”, jak ci w Chicago czy Londynie. Takie myślenie mija się z prawdą i jest krzywdzące dla Kresowiaków.

2) Państwo Polskie powinno dbać o szkolnictwo polskie na Kresach, dofinansowując naukę, zapewniając uczniom dostęp do podręczników wydanych w Polsce i wysyłając do tych szkół polskich nauczycieli. Wiąże się to też z zaostrzeniem polityki w stosunkach ze wschodnimi sąsiadami, którzy nie będą chcieli pozwolić na funkcjonowanie tych szkół.

3) W stosunkach z Litwą, Białorusią czy Ukrainą na pierwszym miejscu powinny stać interesy Polaków, mieszkających w tych krajach. W przypadku Litwy czy Ukrainy Polska jest wystarczająco mocna, by w stosunkach z tymi krajami występować z pozycji siły.

4) Polacy za Bugiem jak najbardziej zasługują na to, by nie opuszczając swoich domów dostać obywatelstwo polskie. Polityka III RP w sprawie obywatelstwa dla osób narodowości polskiej jest ewenementem na skalę Europy Wschodniej. Prawie wszystkie państwa w naszym regionie w XX wieku albo straciły część swojego terytorium na rzecz innych bytów państwowych, albo na dłuższy czas utraciły państwowość. Po przeminięciu niesprzyjających warunków zewnętrznych wspomniane państwa przyjęły uproszczony tryb nadania obywatelstwa dla rodaków, którzy znaleźli się poza aktualnymi granicami tych państw. Wszystkie państwa oprócz Polski. Polacy mieszkający za granicą pojałtańską według prawa nie mają podstaw by ubiegać się o obywatelstwo na jakichś innych zasadach, niż cała reszta cudzoziemców nie opuszczając swoich domów. Jedyne rozwiązanie ze strony państwa polskiego to Karta Polaka, która nie daje żadnych szczególnych uprawnień jej posiadaczom. Z resztą, z Kartą Polaka związane są liczne nadużycia, szczególnie na Ukrainie, czyli cały zamysł tego dokumentu się nie sprawdził. Polskie obywatelstwo przyznawane osobom, które polskości się nigdy nie wyrzekły to minimum, który Polska powinna dla nich spełnić. I kto wie, czy nie mógłby to być również pierwszy krok w kierunku odwrócenia decyzji trzech zbrodniarzy wojennych o naszej granicy wschodniej.

Warto również pamiętać o tym, że państwo polskie nie może prowadzić efektywnej polityki na Kresach będąc członkiem struktur zachodnich. W wizji zachodu Europa Wschodnia ma być kordonem sanitarnym oddzielającym Europę Zachodnią od Rosji. W myśl tych szkodliwych założeń, Polska nie może sobie pozwolić na konflikt ze swoimi sojusznikami i na ołtarzu antyrosyjskości powinna złożyć w ofierze swoich własnych rodaków.

W kontekście rewizji granic często się mówi, że retoryka rewizjonistyczna czy działania podważające aktualny kształt granicy wschodniej tylko pogorszą sytuację Polaków za granicą pojałtańską. Taki tok rozumowania jest częściowo słuszny, bo każde państwo będzie bronić swoich granic. Tyle, że każde zdecydowane wsparcie dla mniejszości polskiej będzie traktowane przez państwa aktualnie administrujące na Kresach jako zagrożenie dla swojej integralności terytorialnej. Nawet sama nazwa Kresy jest dla tych państw obraźliwa. Prowadzenie polityki kresowej w ten czy inny sposób zawsze spowoduje pogorszenie wzajemnych relacji, powiedzmy, polsko-litewskich. Państwo polskie będzie oskarżane o zapędy rewizjonistyczne i nie pomogą tu żadne zapewnienia o tym, że władze szanują suwerenność Litwy i jej panowanie nad Wileńszczyzną. Jak pokazuje doświadczenie historyczne, granice w naszej części świata są czymś zmiennym. Trzeba być tego świadomym.

Eugeniusz Onufryjuk

3 komentarze

  1. Powiedzmy sobie szczerze: polskość na Ukrainie została prawie całkowicie „wykoszona” przez sowietyzm oraz banderyzm i w związku z tym należy skupić nasze wysiłki na walce o prawa polskiej mniejszości na Białorusi i Litwie.

  2. Na podstawie aktualnej sytuacji politycznej (kiedy Polska, de facto, utraciła status podmiotu politycznego) rozwiązanie problemu ludności polskiej na „terytoriach wschodnich” decyzja zostaje odroczona na czas nieokreślony. Ponieważ najmniejsza próba rozmowy o prawach Polaków na Litwie lub Ukrainie zostanie to potraktowane jako próba „rewanżyzmu”.

    Weźmy przykład Rosji. Niespodziewanie (po wielu latach, kiedy kraj czuł się jak największy fragment ZSRR i zachował się odpowiednio) nagle przywódcy FR stanęli w obronie rosyjskojęzycznej ludności, którzy okazali się „obcokrajowcami” po rozpadzie Związku Radzieckiego. W rezultacie Krym wrócił do Rosji. 90% ludności (rosjanie) półwyspu w referendum głosowało za powrotem.

    I co się stało? Rosja jest uważana za analogię nazistowskich Niemiec, cała „społeczność światowa” podjęła przeciwko niej broń, USA nałożyły sankcje i grożą inwazją wojskową. Gdyby to zrobili Rosji.. wyobraźcie sobie, co by się stało, gdyby pewnego dnia Polacy wileńscy lub lwowscy ogłosili swoje prawa, a polski rząd je poprze?

  3. Słusznie.

Dodaj komentarz