Adam Danek: Pokolenia Prawicy

Na historię Prawicy w Polsce składają się dzieje szeregu różnych pokoleń. Pokoleń nie tylko w zwykłym znaczeniu, ale też – jeszcze bardziej – różnych pokoleń w sensie ideowo-politycznym. Pytanie o podstawy tożsamości polskiej odmiany Prawicy zawsze jest w istocie pytaniem o to, które z owych pokoleń najpełniej wcieliło w historię ponadczasowe, fundamentalne dla niej normy i zasady.

Problem dotyczy najczęściej wieku dwudziestego, to jest ostatnich z owego szeregu pokoleń. Dla wielu wzorcem pozostaje tu pokolenie post 1914, rozkwitłe w schyłku drugiej i w trzeciej dekadzie XX wieku, ukształtowane w świecie wielkich napięć politycznych (a więc w duchu walki – w sensie dosłownym), na ruinach instytucji tworzących niegdyś sprawdzony, konserwatywny porządek społeczno-polityczny, znajdujące ostatnią opokę tego porządku w narodzie – żywej wspólnocie ducha, ziemi i krwi, która trwa pomimo przemijania poszczególnych instytucji. To generacja Obozu Wielkiej Polski i zrodzonego zeń „potomstwa obozowego”: ONR, ONR-ABC, RNR, Stronnictwa Wielkiej Polski, Związku Młodych Narodowców – z jej ideałami autorytetu, hierarchii, karności, dyscypliny, a zarazem dynamizmu (gr. dýnamis – „siła”). Pokolenie Jana Mosdorfa, Stanisława i Bolesława Piaseckich, Karola Stefana Frycza, Henryka Rossmana, Jana Korolca, Edwarda Muszalskiego, Juliusza Sas-Wisłockiego, Witolda Nowosada, Adolfa i Mariana Reuttów, Pawła Musioła, Wojciecha Wasiutyńskiego, Jana Zdzitowieckiego, Zygmunta Wojciechowskiego, Zdzisława Stahla, Tadeusza Gluzińskiego, Mieczysława Piszczykowskiego, Klaudiusza Hrabyka, Ryszarda Piestrzyńskiego, Adama Doboszyńskiego, Michała Howorki, Jerzego Drobnika.

Owo pokolenie poprzedza jednak w porządku chronologicznym inne – pokolenie 1914. Ludzie urodzeni pod zaborami, z silnym i żywym zmysłem polskiej tradycji historycznej, która musiała być im ojczyzną, ponieważ nie mieli ojczyzny w postaci państwa – i dlatego byli przeniknięci marzeniem o własnym państwie, z którego wypływała stalowa wola jego stworzenia. Wola uzbrojona w moc, gotowość działania, manifestującą się w kulcie Czynu, na przekór atmosferze epoki mieszczańskiego, liberalnego gadulstwa. Wrogowie zastanego porządku, konspirujący przeciw niemu, lecz noszący w sercach wizję porządku przyszłego, wyrastającą wprost z tradycji przedrozbiorowej Rzeczypospolitej, z jej wzorca kulturowo-politycznego, z pominięciem obcych inspiracji. To generacja piłsudczyków, pokolenie Walerego Sławka, Aleksandra Prystora, Ignacego Boernera, Adama Koca, Ignacego Matuszewskiego, Tadeusza Schaetzla, Bogusława Miedzińskiego, Edmunda Charaszkiewicza, Wiktora Tomira Drymmera, Juliana i Wacława Stachiewiczów, Tadeusza Hołówko, Henryka Józewskiego, Stanisława Józefa Paprockiego, Wacława Makowskiego, Romana Knolla, Tytusa Filipowicza, Michała Sokolnickiego, Jana Kowalewskiego, Adama Skwarczyńskiego, Stanisława Cara, Władysława Maliniaka, Zygmunta Sitnickiego, Antoniego Chmurskiego.

Pierwej niż te dwie płomienne generacje pojawia się wszelako jeszcze jedna – ostatnia, która miała szczęście żyć w prawdziwie konserwatywnym ustroju politycznym oraz społecznym i w nim uczyła się arkanów służby dobru publicznemu. To pokolenie ante 1914, przesycone ideą ładu i oddane poszukiwaniom jego obiektywnie istniejących podstaw normatywnych. Przechowało go w swej pamięci, wyniosło w niej z walącego się w pożodze Wielkiej Wojny starego świata, przerzucając pomost ciągłości pomiędzy dawnymi, zachowawczymi wspólnotami politycznymi a niepodległym państwem polskim, którego pomiędzy nimi nie było. Dzięki temu rozwinęło bodaj najgłębiej ugruntowaną wizję prawicowego ustroju. To generacja konserwatystów, pokolenie Władysława Studnickiego, Władysława Abrahama, Michała Bobrzyńskiego, Kazimierza Władysława Kumanieckiego, Stanisława Starzyńskiego, Stanisława Estreichera, Eustachego Sapiehy, Michała i Wojciecha Rostworowskich, Władysława Leopolda Jaworskiego, Stanisława Bukowieckiego, Ignacego Czumy, Władysława Glinki, Antoniego Peretiatkowicza, Macieja Starzewskiego, Stanisława Kutrzeby.

Dziedzictwo którego z tych pokoleń winno zostać uznane za najważniejsze i odgrywać przewodnią rolę dziś, kiedy po kilkudziesięcioletniej przerwie w historycznym continuum zachodzi potrzeba uformowania w Polsce kolejnej generacji Prawicy, osieroconej, bo pozbawionej (przez komunę) bezpośrednich poprzedników?

Pytanie jest źle postawione – chyba, że za prawidłową odpowiedź należy uznać: każde. Wszelkie toczone o to spory pozostają tyleż jałowe, co bezprzedmiotowe. Na przywołane tradycje polityczne, nazwane tu pokoleniami, nie należy patrzeć w kategoriach wzajemnego wykluczania się czy konkurencyjności, ale raczej postrzegać je jako części pewnej większej całości.

Tradycję często wyobraża się poprzez symbol korzeni. Historyczne polskie awatary Prawicy stanowią tedy korzenie: splecione ze sobą korzenie tego samego drzewa, z których wyrasta – lub powinna wyrastać – żywa, organiczna jedność.

Adam Danek

Dodaj komentarz