Tomasz Wiśniewski: Perennialistyczna higiena życia duchowego

Należy z całą mocą twierdzić, iż dzieło szwajcarskiego psychologa Carla Gustava Junga (1875-1961) jest stanowczo zbyt mało znane w kręgach polskiej prawicy (meta)politycznej, która istoty swojego zaangażowania doszukuje się na planie duchowym. Tymczasem u tego autora napotykamy nieprzebrane pokłady błyskotliwych obserwacji, pomocnych wskazówek oraz niebanalnych refleksji dotyczących „życia symbolicznego” człowieka.

Niniejsza książka jest zbiorem naprawdę różnorodnych pism szwajcarskiego psychologa. Mimo iż jej perspektywa jest przede wszystkim lekarska (ukierunkowana na zastosowanie medyczne), to Jung silnie podkreśla konieczność znajomości światowego dziedzictwa kosmologicznego, mitologicznego i w ogóle religijnego dla skutecznego radzenia sobie z psychologicznymi problemami człowieka. Teoria Junga za punkt wyjścia obiera przede wszystkim istnienie uniwersalnej, zbiorowej nieświadomości ludzkiej. Jego przedmiotem troski jest ludzka dusza, celem zaś – jej uleczenie. Sprzeciwiał się gorąco panseksualizmowi psychoanalizy Sigmunda Freuda, atakował wszelkie sprowadzanie problemów psyché na plan biologiczny czy fizjologiczny. Duża część książki poświęcona jest zmaganiom ze znaczeniem i rolą jakie na zdrowie psychiczne człowieka wywierają jego sny. Wyobrażenia senne nie stanowią zaledwie przypadkowych zobrazowań doświadczonych na jawie sytuacji, lecz również wskazują na duchowy stan człowieka, zwarcie przedstawiają przebieg jego drogi życiowej, przygotowują do ważnych (czasami wręcz ostatecznych) doświadczeń, a niekiedy wprost zapowiadają przyszłość. Żeby umieć je odczytać i zinterpretować, analityk winien poświęcić się wpierw zaznajomieniu z duchowymi tradycjami ludzkości, a szczególnie wyrobieniu wrażliwości na historyczny kontekst motywów, jakie mogą pojawić się u jego pacjentów.

Kto nie zna Junga albo dotychczas kojarzył go tylko z mętną metafizyką lub modami typu New Age, rozjaśnienie swoich horyzontów zacząć może chociażby od tej wielce wartościowej książki. Szwajcar ukazuje się na jej kartach jako bezkompromisowy tradycjonalista, wrażliwy duchowo i pragnący uczulić cały świat na ważność życia symbolicznego dla zachowania prawidłowej kondycji natury ludzkiej. Dowiadujemy się nieco o jego rozumieniu archetypów, natrafiamy na bezustanne odniesienia pewnych stanów ducha do działalności bytów nadprzyrodzonych. Jung okazuje się być wielkim przyjacielem i apologetą Kościoła katolickiego – co powinno dziwić, zważywszy na silnie protestanckie tradycje jego rodziny oraz silne zanurzenie jego samego w różnych filozofiach Wschodu. Pisze – czy raczej mówi, bo duża część tej publikacji to stenogramy z jego wykładów – rzeczy, jakich nie powstydziłby się żaden ultramontanin. Broni katolickich dogmatów o Niepokalanym Poczęciu, nieomylności papieskiej i jedynozbawczości Kościoła. W ataku na oschłość i rozdrobnienie protestantyzmu oraz w jednoczesnej sympatii do anglikanizmu i prawosławia przypomina Josepha de Maistre’a, jakiego znamy ze stron O Papieżu. Szczególną sprawiedliwość oddaje naszym praktykom sakramentalnym (chrzest, spowiedź) jako mającym realne znaczenie inicjacyjne i oczyszczające. Chwali również misterium Mszy jako demonstrację i doświadczenie fizycznej obecności Boga. Mało tego, czyni to w obliczu audytorium złożonego z duchownych anglikańskich i innych protestanckich. Wielokrotnie podkreśla, że jako psychoterapeuta (z sześćdziesięcioletnią praktyką!) katolickich pacjentów miał dosłownie kilku – na nerwice i psychozy, które niekwestionowalnie uznaje za autentyczne schorzenia duszy, znacznie częściej cierpią protestanci, a najliczniej – Żydzi. Uważa, że na takie problemy najlepiej pomagają praktyki religijne właściwe wyznaniu pacjenta, toteż to do nich ich odsyła – jak twierdzi, przejście do terapii tylko komplikuje te sprawy i świadczy właściwie o beznadziejności (czy „patologiczności”) przypadku. Wielu ludzi po leczeniu przez Junga przeszło na łono katolicyzmu, a tym nielicznym katolikom, z którymi miał do czynienia, dopomógł w regeneracji życia duchowego – w efekcie jednej z takich „interwencji” uzyskał nawet osobiste błogosławieństwo jednego z papieży (jak się zdaje, było to w okresie międzywojennym). Czytając takie laurki katolik może czuć się dumny ze swojej wiary oraz cieszyć się z relatywnego bezpieczeństwa duszy zawdzięczanego trwaniu w ciele Kościoła.

Horyzont intelektualny Junga jest oczywiście szerszy i nie ogranicza się do przychylnych uwag pod adresem jednej tylko instytucji religijnej. Przypuszcza on generalny atak na scjentyzm, racjonalizm i materializm, a zwłaszcza na naznaczony nimi XIX wiek. Zauważa, że popularne wówczas spirytyzm i okultyzm pojawiły się jako zjawiska typowo kompensacyjne. Poza tym Jung zarysowuje przed czytelnikiem wizje właściwie perennialistyczne. W jego przekonaniu archetypy są uniwersalne, wspólne pod względem pochodzenia i właściwe ludzkości jako takiej. Wyobrażenia wszelkich duchowych istot czy sił uznaje za odpowiadające rzeczywistości. To oczywiste, że zawartość wierzeń pogańskich jest prawdziwa – idzie jednak o to, by człowiek nie uległ tym złowrogim często żywiołom. Do tego potrzebna jest pewna higiena duchowa, staranne prowadzenie tytułowego „życia symbolicznego”, o którego zachowanie troska jest głównym motywem większości omawianego tomu. Tradycjonalizm (nawet ten rozumiany jako doktryna czy ideologia) z pewnością mógłby zaczerpnąć od Junga to pojęcie jako istotny przyczynek do swojej metodologii. Poza tym pokusić się można o ujęcie Tradycji „Pierwotnej” (Sophiae Perennis, Pierwotnego Objawienia) właśnie jako zespołu Jungowskich archetypów, relacji pomiędzy nimi oraz natchnionego, najwyżej uprawnionego sposobu ich interpretacji.

Psycholog analityczny Jung to kolejny w rzędzie naukowców, których dorobek winien dać intelektualną pożywkę tradycjonalistycznej ideokracji – stoi on, co oczywiste, tuż obok Mircei Eliadego, lecz jego archetypy stanowią poza tym istotny pomost, po którym droga prowadzi nas wprost w kierunku numinosum Rudolfa Otto czy „struktur głębokich” Claude’a Léviego-Straussa.

Życie symboliczne składa się przede wszystkim z zapisów wygłoszonych przez Junga seminariów, przede wszystkim z I połowy XX wieku. Dochodzi do tego seria krótkich recenzji książek traktujących przeważnie o psychiatrii. Otrzymujemy ponadto zwięzłe sprawozdania i komentarze do pewnych dzieł czy teorii, m.in. Freuda. Pochodzą przeważnie ze wczesnego etapu działalności autora. Chociaż niniejszy tom obejmuje zaledwie skromny wycinek jego dorobku, to nawet w nim Jung jawi się być istnym tytanem, myślicielem monumentalnym, jakby samotnie dźwigającym odpowiedzialność za losy, stan i kondycję ludzkiego ducha. Mimo tej wielkości (objawiającej się głównie w objętości oraz zróżnicowaniu jego dorobku) potrafił określać się żartobliwie jako człowiek pierwotny – przykładowo wobec księży, których obdarzał mianem „cywilizowanych” – a to z powodu, iż zajmował się najniższymi, źródłowymi pokładami ludzkiej duszy: zbiorową nieświadomością.

Ta krótka prezentacja aż się prosi, aby uwieńczyć ją wymownym cytatem:
„Człowiek współczesny nie rozumie, jak bardzo jego «racjonalizm» (który zniszczył zdolność do reagowania na numinalne symbole i idee) wydał go na pastwę jego psychicznego «świata podziemnego». On sam uwolnił się od «przesądów» (w każdym razie chciałby w to wierzyć), lecz w związku z tym w przerażającej mierze utracił również wartości duchowe. Jego tradycje moralne, intelektualne i psychiczne uległy rozkładowi – teraz płaci on cenę za ten rozpad, cierpiąc na dezorientację i tkwiąc w stanie rozkładu” (s. 282).
Jak widać, do swojej walki przeciwko światu tradycjonalizm może zaprząc również psychologię – a przynajmniej jedną z jej gałęzi.

Carl Gustav Jung, Życie symboliczne (Dzieła. T. 8), przełożył Robert Reszke, Wydawnictwo KR, Warszawa 2007.

2 komentarze

  1. Dzięcioł

    Swoją drogą najśmieszniejsze będzie jeśli Jung ma rację także z zupełnie racjonalistycznego i scjentystycznego punktu widzenia.

  2. Dzięcioł

    Swoją drogą najśmieszniejsze będzie jeśli Jung ma rację także z zupełnie racjonalistycznego i scjentystycznego punktu widzenia.

Dodaj komentarz