Barbarossa Umtrunk

Scena militarno-industrialna obejmuje wiele zespołów (czy raczej projektów) muzycznych, które na pierwszy rzut oka (ucha) wydają się być do siebie podobne – w emitowaniu posępnej, mrocznej muzyki, eksponowaniu surowej estetyki, operowaniu bojowymi i natchnionymi treściami, wszystkim tym oczywiście skierowanym „przeciwko nowoczesnemu światu”. Dopiero po przebrnięciu przez mnogość konceptualnych składanek obserwator może uchwycić pewne przewijające się szyldy tych twórców, by następnie skupić się na poznawaniu dorobku konkretnego z nich. Podczas tego poznania dociera się do poszczególnych inspiracji, ideowego pochodzenia i tła danego zespołu.

Jednym z takich twórców jest projekt Barbarossa Umtrunk (wpierw cztero-, a obecnie dwuosobowy), który po wyłowieniu z szarady innych okazuje się być dość niebanalnym przedsięwzięciem. Przyznam, że moje pierwsze skojarzenia nie były oryginalne: „Barbarossa” – wiadomo, od średniowiecznego cesarza z dynastii Hohenstauf, a jeśli nie – to kryptonimu niemieckiego ataku na ZSRR podczas II WŚ. Pierwszym poznanym przeze mnie ich utworem był „Heil Ungern Khan” z promocyjnej składanki polskiego wydawnictwa War Office Propaganda. A więc słuchacza od razu nachodzą myśli typu „kolejni monumentalni Niemcy, volkistowscy mistycy, wielbiciele swojego wojowniczego bałtyckiego rodaka”. Grup tego pokroju jest pełno, co przyzna każdy zaznajomiony ze sceną neofolk-martial-industrial. Grają oczywiście podobną muzykę – niskie, mroczne tony, ostre werble, sample wypowiadane nieznoszącym sprzeciwu głosem, czasem gitara. Ta charakterystyka wprawdzie w dużej części odnosi się i do Barbarossa Umtrunk, ale nie do końca.

Otóż projekt ten jest… francuski, co dziwi bardzo zwłaszcza po przesłuchaniu większej części ich dorobku, gdzie zdecydowanie wybijają się (choć może nie dominują liczebnie) tytuły w języku niemieckim, nawiązujące do tradycji i historii Rzeszy. Sami przyznają, że nazwa ich projektu odnosi się do przydomku żyjącego w latach ok. 1125-1190 cesarza rzymsko-niemieckiego Fryderyka I, jednego z wodzów III krucjaty (podczas której zginął), postaci stojącej u źródeł proimperialnego gibelinizmu. Te i inne wątki zbiegają się oczywiście w sferze zagadnień tradycjonalizmu integralnego, ale trudno nie podejrzewać u Barbarossy pewnej germanofilii. Francuzi i Niemcy są niby wrogami, ich spuścizny duchowe wydają się być sobie obce, a tu francuscy „muzycy” komponują utwory poświęcone zmitologizowanemu cesarzowi Fryderyku Barbarossie i jego śnie w górze Kyffhäuser, jak również organizacjom czy kosmogonicznym teoriom niemieckich okultystów. Do tego niemieckie organizacje łączone z pewnymi epizodami historycznymi. Ale obecne są również inne motywy, inaczej umiejscowione geograficznie czy duchowo – jak podziemna kraina Agharty/Szambala, elementy islamu czy hinduizmu, a jeden utwór zatytułowano nawet „Militia Immaculatae”. Widać jasno, że zainteresowania tych twórców są eklektyczne i że wybierają oni z różnych sfer/rodzajów duchowości to, co wydaje im się być najbardziej „tajemnicze”, „transcendentne” czy po prostu natchnione, a wywołujące żywy oddźwięk u różnych przecież słuchaczy.

Barbarossa Umtrunk zastrzega się, że nie jest zespołem promującym jakieś ideologie polityczne, ale lecz zajmuje się „czystym” okultyzmem i ezoteryką. Określa się jako projekt militarno-ambientowy eksplorujący nordyckie dziedzictwo duchowe czy mity indoeuropejskie. Czyli rzeczy, które to nikomu a nikomu nie kojarzą się z żadną orientacją polityczną. Sądzę, że ich poglądy, przekonania są jasno określone, a wzbraniają się tylko przed wskazaniem konkretnych formacji/rozwiązań, bo to może rodzić konflikty natury personalnej czy taktycznej, oczywiście uzasadniane intelektualnie przez toczących słowne boje ideologicznych luminarzy. Inspiratorzy Barbarossy to postacie powszechnie znane (oczywiście – w zorientowanych kręgach), czasem wyśmiewane, ukazywane jako groteskowe przykłady głupoty/fanatyzmu. Z ich duchowych dociekań i poszukiwań wywodzi się zresztą coś, co można określić stroną duchową tudzież mitologią narodowego socjalizmu. Mowa o postaciach takich jak Guido von List (twórca ariozofii, badacz run) , madame Helena Bławacka (niemiecko-rosyjsko „teozofka” teoretyzująca nt. „zaginionego kontynentu” Lemurii) czy Hans Hörbiger (twórca tzw. kosmogonii glacjalnej, lodowej, której to teorii została poświęcona druga płyta BU). Opracowane przez nich doktryny mają nawiązywać do źródłowych aryjskich norm i postaw wobec świata. Pośrednio wiążą się z protonazistowskim Stowarzyszeniem Thule, wspierającym Hitlera i jego kompanów w początkowym okresie działalności NSDAP – Barbarossa Umtrunk jedną ze swoich płyt zadedykowała tej właśnie organizacji.

Na myspace’owej witrynie zespołu można znaleźć cytaty z ajatollaha Chomeiniego czy dopiero co zmarłego rumuńsko-francuskiego nowoprawicowego ezoteryka Jana Parvulesco. Tak więc równoczesne nawiązania czy to do islamu, buddyzmu czy hinduizmu nie są dla Barbarossy żadną sprzecznością a zbiegają się w typowym, podawanym za mistyczny, tyglu tradycjonalizmu integralnego. Zapatrywania artystyczne więc, jak widać, nie wymagają szczególnej konsekwencji co do obranej ścieżki, ale mogą być jak najszersze przy uzasadnieniu ich rzekomym wspólnym, „duchowym” mianownikiem. Wpływa to na treść bardziej urozmaicająco, daje twórcom szersze pole do pokazania, jak potrafią sobie radzić z łączeniem tych odmiennych nurtów, nasuwających przecież odmienne formy.

Możemy więc przejść do dźwiękowej strony twórczości projektu. Trochę specyfiki znajdziemy oczywiście i tutaj. Chociaż jest to typowy industrial, to eklektyczne wtrętu dodają mu egzotycznego smaku, związanego przecież z ogólną tematyką twórczości. Niskie, pulsacyjne tony, metaliczne szmery i postukiwania. Na to zachodzą klasycyzujące motywy instrumentalne, czasem egzotyczne zaśpiewy szamańskie. Nieraz onomatopeja, jak wycie wilków czy z zakresu zjawisk atmosferycznych – wiatr itp. W niektórych dłuższych utworach można natknąć się na wszystkie te elementy, a przynajmniej ich większość. Współobecność dźwięków naturalistycznych oraz stechnicyzowanego dudnienia jest oczywiście prostym, efekciarskim paradoksem nakierowanym na pewną nastrojowość. Wiernie oddaje to inspirujące twórców klimaty duchowe czy historyczne. Miejscami możemy usłyszeć nawet quasi-orkiestralne aranżacje wzbogacane mową wokalisty, samplem czy zaśpiewami chóru. Francuskie zespoły zajmujące się produkcją tego rodzaju muzyki są dla mnie w ogólności czymś niepospolitym, gdyż dla mojego ucha ich język niezbyt pasuje do militarnego i surowego tempa czy wręcz aury sceny neofolk/martial industrial. Jest zbyt „miękki”, „zaokrąglony”, jeśli nie po prostu „delikatny” czy „słodki”. BU też trochę tym razi.

Jak na razie Barbarossa Umtrunk ma na swoim koncie 4 samodzielnie skomponowane, pełne płyty (Regnum Sanctum, Glazialkosmogonie, Wehrwolf Dharma oraz Agharti), parę splitów (m.in. z Seuchensturm czy Front Sonore, jak również obecność w albumie Scontrum Act V naszego wydawnictwa War Office Propaganda), umieściło też swoje utwory na kilkunastu składankach, poświęconym czy to szczególnym osobom, miejscom czy wydarzeniom historycznym.

Jako słuchacz, którego uwagę Barbarossa Umtrunk przykuło dość szczególnie (ale dopiero po poszukiwaniach i zapoznaniu się z całością dorobku), mam nadzieję, że w przyszłości zespół ten rozwinie swoją twórczość w swojej dziedzinie, zwłaszcza poprzez wyrobienie niepowtarzalnego stylu i estetyki. Wiele innych projektów jest naprawdę rozpoznawalnych na scenie neofolk-military-industrial, BU za to chyba dość ciężko wyłowić z całego środowiska i panującej w nim niemalże jednorodnej tematycznie atmosfery. Na swoim obecnym etapie BU jest dość mało charakterystyczna, ale w miarę czasu powinna stać się na scenie symbolem pewnych konkretnych, ukierunkowanych na motywy duchowości wschodniej zapatrywań.

http://www.myspace.com/barbarossaumtrunk

Tomasz Wiśniewski

Dodaj komentarz