Ronald Lasecki: Baśń o ludowych mścicielach i odkupienie Rosji. Recenzja filmu „Dzieciaki”

Opowieści o ludowych mścicielach wyrażały zawsze brak zaufania społeczeństwa do istniejącego status quo i odczuwanie go jako niesprawiedliwego. Pojawiały się i przybierały na popularności w okresach załamania norm moralnych spajających społeczeństwo i niewydolności mających ich bronić instytucji. Nie inaczej jest z najnowszym (2012) filmem Dymitra Astrachana (ur. 1957) „Деточки” („Dzieciaki”).

Bohaterami produkcji są podopieczni jednego z domów dziecka w nieznanym z nazwy mieście rosyjskim (film kręcono w blokowiskach Mińska białoruskiego). Ich nauczycielem wychowania fizycznego jest emerytowany trener Specnazu, ćwiczący je między innymi w posługiwaniu się nożem i w sztuce samoobrony. Nocami dzieci wymykają się z budynku, przywdziewają czarne bluzy z kapturami i zabijają tych, którzy krzywdzą inne dzieci, a wobec których państwowe organy porządkowe są bezsilne. Sami bohaterowie filmu także pozostają bezkarni. Policja nie potrafi ich zidentyfikować, opiekunka z domu dziecka zaś niemal do końca nie może uwierzyć że jej wychowankowie to otoczeni nimbem miejskiej legendy mściciele, powszechnie nazywani Dzieciakami.

Skuteczność działania bohaterowie zawdzięczają jednak przede wszystkim mieszkańcom swego miasta, ukrywającym ich, odmawiającym współpracy ze ścigającą młodocianych mścicieli policją, pomagającym im wręcz w sprawstwie. Świadkiem rzezi pedofilów w domu dziecka jest występujący tam skrzypek, który widząc co się dzieje, nie podnosi alarmu lecz odwraca uwagę strażników. Handlarz narkotyków ginie niemal na oczach setek uczniów i nauczycieli ze szkoły, na plac przed którą zaciągnięte zostają w środku dnia jego zwłoki. Nikt nie wzywa policji, nikt nie filmuje zdarzenia kamerą ani telefonem komórkowym, w czasie przesłuchań policyjnych wszyscy zaś świadkowie bądź to odmawiają składania zeznań, bądź to składają zeznania fałszywe i wewnętrznie sprzeczne.

Największe wrażenie robi jednak scena egzekucji skorumpowanego lekarza, przywodząca wręcz skojarzenia z jakiegoś rodzaju archaicznym rytuałem. Najpierw z głośników dworca kolejowego odczytane zostają winy zbrodniarza i zapadły na niego wyrok śmierci. Idąc korytarzem pomiędzy peronami słyszy on początkowo odczytywane przez mikrofon słowa oskarżenia, po czym rozpoznaje w napiętnowanym winowajcy siebie samego i jako taki rozpoznany zostaje przez innych. Coraz szybciej ucieka, widzi jednak w różnych miejscach, wśród otaczającego go tłumu, kolejne zbliżające się do niego postaci w czarnych kapturach. Wreszcie w głównej poczekalni otoczony zostaje przez zacieśniający się krąg gapiów, jak się następnie okazuje, również poniekąd uczestników egzekucji. Rzuca się na kolana i zaczyna błagać o litość. Swoje rozpaczliwe krzyki, co charakterystyczne, kieruje do wszystkich uczestniczących w egzekucji. W tradycyjnych, średniowiecznych rytuałach stracenia skazańca na rynku miejskim publiczność odgrywała wszak aktywną rolę; milczące przyzwolenie i poświadczenie z jej strony konieczne było dla prawowitości egzekucji, czuwała ona nad jej właściwym przebiegiem i mogła okazać skazańcowi łaskę.

Tym razem jednak winny nie może liczyć na łaskę. Gdy próbuje uciekać, tłum otaczających go gapiów zastępuje mu drogę. Moralny i społeczny ład zakłócony przez jego zbrodnię przywrócony może zostać jedynie straceniem złoczyńcy. Społeczeństwo oczyszcza się ze zbrodni, poprzez rytuał stracenia zbrodniarza. W jednej z późniejszych scen, tropiący młodocianych mścicieli policjant przyrównuje ich do „aniołów zagłady zesłanych na ziemię za nasze grzechy”. I rzeczywiście, zdemoralizowane posowieckie społeczeństwo, bierne na co dzień wobec krzywdy dotykającej tych najbardziej bezbronnych spośród siebie – dzieci i nieletnich, może doznać moralnego odkupienia jedynie dzięki działalności mścicieli. Występują oni nie we własnym imieniu, ale jako wykonawca moralnej powinności całej wspólnoty. Bezimienne zakapturzone postaci wyłaniają się spośród tłumu i otaczają zbrodniarza, którego postać znika nam na chwilę z oczu pod czarnymi bluzami nachylających się nad nim egzekutorów, po czym widzimy go już leżącego w kałuży krwi. Nożownicy rozpływają się wśród przyglądających się tej scenie gapiów. W czasie późniejszego śledztwa okazuje się, że nikt nic nie widział, nikt zdarzenia nie sfilmował, nagrania kamer straży dworcowej pokazują zaś tylko rozmazany i niewyraźny obraz, zupełnie nieprzydatny dla identyfikacji sprawców.

Prawdziwymi wykonawcami egzekucji bowiem – zdaje się nam mówić reżyser – nie były żadne konkretne osoby, lecz całe rosyjskie społeczeństwo, w ten sposób szukające odkupienia za demoralizację epoki demoliberalnej „smuty” czasów Gorbaczowa i Jelcyna. Dymitr Astrachan dał swojemu filmowi podtytuł „Baśń”. Jego opowieść jest właśnie współczesną miejską baśnią ludową o pomście za krzywdy i za niesprawiedliwość. Społeczeństwo rosyjskie odbudowuje ordo mundi przywracając rękami nastoletnich nożowników zatraconą moralną równowagę. Mściciele wymierzają kary za krzywdy tych, na niesprawiedliwość wobec których Rosjanie przez lata nie reagowali i starali się jej nie dostrzegać. Dzieciaki wyrażają pragnienie i dążenia rosyjskiego społeczeństwa do moralnego odkupienia. Zdobywają miłość ludu, gdyż otwierają mu drogę do odkupienia. Dokonują  aktów wymierzenia sprawiedliwości, poprzez które społeczeństwo rosyjskie się oczyszcza i może liczyć na rozgrzeszenie oraz uniknięcie bożego gniewu. Rosja zmywa z siebie plamę zbrodni, by móc ponownie stanąć czysta przed obliczem Boga.

Dzieciaki nie są po prostu grupą wyrostków. Działają w imieniu ludu i spełniają wolę ludu. Wychowują się w domu dziecka w bezimiennym rosyjskim mieście, mogącym być tak naprawdę każdym rosyjskim miastem. Nie mają żadnych bliskich, lub ich związki z bliskimi ulegają w trakcie filmu definitywnemu rozerwaniu. Stają się postaciami niejako anonimowymi, ich życie znajduje się „w punkcie zerowym”.Gdy jeden z dorosłych bohaterów próbuje odwieść nastoletnich nożowników od dalszej działalności, przywódca grupy tłumaczy, że dla niego i dla towarzyszącej mu siostry nie ma już innego życia. Bohaterowie przestali być konkretnymi osobami, stając się egzekutorami ludowej sprawiedliwości, ożywionymi postaciami z dziejącej się współcześnie miejskiej baśni. W Rosji świat nie został wcale odczarowany, a w scenerii miejskiego blokowiska wciąż może rozegrać się dramat moralnego odkupienia wspólnoty poprzez krwawy rytuał złożenia zbrodniarza w ofierze przebłagalnej za wyrządzone przez niego zło. Film Astrachana odwołuje się do archaicznego postrzegania świata, w którym zachwianą moralną równowagę przywracają bezimienni ludowi mściciele. Anonimowość bohaterów filmu sugeruje nam ich tożsamość z rosyjskim ludem. Zwrócenie się przeciwko nim, jest zarazem zwróceniem się przeciwko ludowi. W zakapturzonym nastoletnim nożowniku tkwi każdy Rosjanin, a każdy rosyjski nastolatek to mściciel w czarnej bluzie z nożem schowanym w rękawie.

Uczynienie egzekutorami dzieci mogłoby się na pierwszy rzut oka wydawać nieprzemyślanym posunięciem reżysera. Rosyjskiej kinematografii nie są przecież obce opowieści o ludowych miejskich mścicielach – w 1999 r. na ekrany kin wszedł „Woroszyłowski strzelec”(„Ворошиловский стрелок”) Stanisława Goworuchina (ur. 1936), gdzie jednak w roli wymierzającego sprawiedliwość grupie gwałcicieli pojawił się żyjący ze skromnej emerytury były kolejarz, zarazem weteran II wojny światowej. W filmie Astrachana mścicielami są dzieci, co oczywiście odbiera opowiadanej historii najmniejsze choćby pozory prawdopodobieństwa. Nie ono przecież jest jednak istotą ludowej legendy, a z nią to mamy właśnie w tym przypadku do czynienia! Zrozumienie filmu wymaga od widza przekroczenia perspektywy racjonalistycznej i pozytywistycznej. Widz musi zanurzyć się w myśleniu mitycznym i archaicznym. Prawda baśni nie jest prawdą empiryczną, lecz prawdą moralną. Dzieci są niewinne. Ich sumień nie obciążają grzechy społecznego rozprzężenia czasów Gorbaczowa i Jelcyna, które zdemoralizowały pokolenie ich rodziców. W dzieciach wyraz swój znajduje siła moralna nowego pokolenia Rosjan, które pomści krzywdy i niesprawiedliwość, odkupi grzechy ojców oraz przywróci w Rosji ład moralny.

Film Astrachana nie jest dziełem wybitnym pod względem formalnym ani warsztatowym. Wiele zarzucić można wykorzystanym kilka razy efektom specjalnym. Wypowiadane kwestie nie zawsze odpowiadają ruchom ust aktorów. Sama gra aktorska momentami bywa sztuczna. Przebranie używane przez pomagającego grupie nożowników byłego trenera Specnazu wywołuje skojarzenia z charakteryzacją postaci Freddy’ego Krugera z serii „Koszmar z Ulicy Wiązów”. Szczególnie w drugiej połowie filmu ogromne już natężenie nieprawdopodobieństw i wręcz naiwności zmienia formułę opowieści w ten nieszczęśliwy sposób, że z początkowo nieco mrocznej baśni o krwawej zemście i ludowej sprawiedliwości, staje się  pełną zaskakujących zwrotów akcji historią przygodową, co zupełnie odbiera dziełu Astrachana kompozycyjną spójność. Na szczęście, ostatnia scena, pomimo pewnej sztuczności, niesie ze sobą szereg rozmaitych możliwości interpretacyjnych i przez to staje się mocnym akcentem kończącym film.

„Dzieciaki” nie są może filmem dobrym, ale są jednak pomimo tych wszystkich niedostatków filmem ważnym. W Rosji wywołał on dość ożywioną debatę prasową nad problemem samosądów ludowych, stosunkiem społeczeństwa do władzy i do porządku prawnego, nad współczesnymi realiami życia w kraju wreszcie. Niewątpliwie wyraża niepokoje i tęsknoty moralne współczesnych Rosjan, wśród których mity o ludowych mścicielach są jednymi z częściej spotykanych miejskich legend. Oddźwięk i popularność jakimi film cieszy się w Rosji, świadczą że reżyserowi udało się w nim przedstawić zagadnienia dla współczesnych Rosjan istotne.

Ronald Lasecki    

„Деточки”

rok i miejsce produkcji: 2012, Rosja

reżyseria: Dymitr Astrachanow

występują: Włodzimierz Kabalin, Andrzej Łuszeczkin, Jegor Kotow i in.

język: rosyjski

Detochki

Jeden komentarz

  1. Dobre ! Cos takiego tylko w realu potrzebne jest w Polsce !

Dodaj komentarz