Orazio M. Gnerre: W Noworosji toczy się walka o wyzwolenie Europy

Jak ocenia Pan obecne wydarzenia na wschodzie Ukrainy? Jakie jest geopolityczne znaczenie obecnego konfliktu?

Znaczenie konfliktu na Ukrainie rysuje się bardzo wyraźnie. Władze Stanów Zjednoczonych próbując utrzymać jednobiegunowy ład świata dążą do okrążenia Rosji i umożliwienia ekspansji sił zbrojnych NATO wokół granic Federacji Rosyjskiej. Obecnie mamy do czynienia z kolejnym kryzysem narzuconego światu imperializmu – wydarzenia na Ukrainie łączą się z narodzinami Państwa Islamskiego na Bliskim Wschodzie, systematycznym ludobójstwem, któremu poddawani są Palestyńczycy i podjętą przez te same czynniki próbą destabilizacji Libanu i Wenezueli. To próba destabilizacji na wszystkich frontach skierowanej przeciwko wszystkim podmiotom politycznym zainteresowanym ładem wielobiegunowym.

Jest jasne, że Rosja, którą (także z racji jej panowania nad heartlandem) można uznać za jedną z głównych sił dążących do zwrotu wielobiegunowego jest jednym z głównych przeciwników dla wrogów wolności narodów. Dążą oni do zakłócenia rozpoczętej przez nią regionalnej integracji eurazjatyckiej, otoczenia jej i opanowania heartlandu. Ukraina, dla ładu wielobiegunowego, jest kluczowym punktem tego procesu. Bez Ukrainy, Rosja nie będzie mogła być mocarstwem i w konsekwencji zrealizować projektu eurazjatyckiego. Co więcej, dzięki bazom NATO na Ukrainie jednobiegunowy imperializm będzie mógł okrążyć Rosję. To kontynuacja konfliktu lądu i morza za pomocą innych środków. W szczególności zastosowania nietradycyjnych metod prowadzenia wojny nowej generacji.

Jak ważny jest konflikt w Noworosji dla Europy? Czy kraje europejskie wypracowały wspólne stanowisko wobec tego konfliktu?

Europa wydaje się poświęcać temu konfliktowi mniejszą uwagę niż powinna. Mamy do czynienia ze znajdującą się u granic Europy beczką prochu gotową wybuchnąć w każdej chwili. Pokazuje to słuszność uwag włoskiego filozofa Costanzo Preve zdaniem którego podczas – by użyć jego określenia – „czwartej wojny światowej”, żadne miejsce, także Europa, nie będzie bezpieczne. Na poziomie instytucjonalnym nie istnieje wspólne stanowisko Europy w sprawie konfliktu na Ukrainie. Jest nie do pomyślenia, by Europa porzuciła optykę atlantycką w tej sprawie, pozostaje bowiem pod militarną i polityczną kontrolą Stanów Zjednoczonych Ameryki. Konflikt na Ukrainie pokazuje fundamentalną przepaść między dwoma sposobami rozumienia Europy: Europą jako tworem działającym w interesie Ameryki Północnej i wspierającą protestujących z Euromajdanu, (Europa dziś reprezentowana przez swoje instytucje) i Europą jako terytorium narodów europejskich, przyjaznych wobec Rosji i wrogo odnoszących się do amerykańskich interwencji w sprawy Europy i Świata.

Jakie są interesy Europy odnośnie Ukrainy? Jaka rekonfiguracja geopolityki byłaby dla Europy najbardziej sprzyjająca?

Głównym interesem Europy w sprawie konfliktu ukraińskiego winno być dążenia do natychmiastowego przerwania ukraińskiej operacji zbrojnej na froncie wschodnim oraz stopniowe rozwiązanie problemu na drodze ponownego otwarcia kanałów dyplomatycznych z Federacją Rosyjską. Oczywiście, winna temu towarzyszyć eliminacja czynników, które doprowadziły do destabilizacji na Ukrainie. Europa nie powinna być zainteresowana wspieraniem tzw. Euromajdanu i jego tragicznych konsekwencji. Pogorszenie relacji między Europą a Rosją w związku z wydarzeniami na Ukrainie nie służy Europie z perspektywy energetycznej i ekonomicznej, nie przyczynia się też do zapewnienia stabilności w regionie.

Najwyższa pora, by Europa zrozumiałą co leży w jej własnym interesie i zdystansowała się od interesów Stanów Zjednoczonych. Przyszłość Europy jako wielkiej przestrzeni, siły geopolitycznej i cywilizacyjnej musi uwzględniać współpracę z innymi mocarstwami kontynentalnymi – Rosją i Chinami. Europa powinna nie tylko przyjąć aktywnie zwrócić się w stronę wielobiegunowości, ale także dążyć do zabezpieczenia kontynentu przed interwencjami z zewnątrz które owocują destabilizacją i w sposób sztuczny wzbudzają konflikty między narodami. Niestety, nadzieje na tym polu pozostaną płonne, dopóki Europa rządzona jest przez skorumpowaną biurokrację opłacaną przez międzynarodowy system finansowy.

Czy w razie otwartego zaangażowania Rosji w konflikt Europa jest gotowa na wojnę?

Europa nie ma swojej armii. To jeden z głównych powodów jej politycznej niespójności. Jednak wiele jej krajów należy do NATO. Wiele zależałoby od odpowiedzi NATO na ewentualne zaangażowanie Rosji na Ukrainie. Zastanawiam się ile krajów europejskich poparłoby interwencję zbrojną. W poprzednich wojnach NATO widoczna była niechęć Europy. Nie ma jednak wyraźnej wyzji, która pozwoliłaby Europie na konsekwentne i niezależne działanie we własnym interesie i zabezpieczyłaby ją przed wpadnięciem w pułapkę wojny z sąsiadem będącym regionalną potęgą. Dla Europy wojna byłaby katastrofą, to nie podlega dyskusji.

Jak obecna wojna wpływa na relacje Europy i Rosji?

Wiele straciliśmy. Jak już mówiłem, Europa ma wiele powodów by utrzymywać dobre stosunki z Rosją. Zagadnienia gospodarki i handlu to wystarczające powody. Rozumieli to przywódcy europejscy którzy cechowali się bardziej zaawansowanym spojrzeniem strategicznym. Nie wystarczy to jednak do pozyskania wsparcia opinii publicznej, którą można uznawać za niezależną od USA. Problemem jest zdominowania klasy politycznej Europy przez USA datujące się od końca II wojny światowej. Politycy nie są w stanie odciąć się od zasad, na których ufundowano UE, które nie zabezpieczają suwerenności europejskich państw przeciwko działaniom sił zewnętrznych. Możemy zatem, odwracając znaczenie pytania, stwierdzić, że konflikt ukraiński poprawił relacje Rosji i Europy. Mam na myśli prawdziwą Europę, siły europejskie przeciwne amerykańskiej jednobiegunowości. Rozumieją one, że walka o wyzwolenie Europy musi łączyć się z walką w obronie Rosji, a rozwój „fałszywej Europy (UE, Bruksela) nie leży w interesie narodów europejskich. Czynnik ukraiński stał się platformą łączącą moralnie niezależnych Europejczyków popierających naród rosyjski. W tym sensie jest on punktem zwrotnym.

Jak oceniać komponent ideologiczny nowej wojny w Europie? Dlaczego po stronie ukraińskiej walczą narodowi socjaliści sponsorowani przez żydowskich oligarchów, zaś wśród powstańców znajdziemy prawosławnych tradycjonalistów obok ludzi tęskniących za Związkiem Radzieckim?

Czynnik ideologiczny leżący w sercu „nowej europejskiej wojny” jest taki sam jak w wypadku „nowej wojny globalnej”. Można je określić jako wojnę liberałów i reszty świata. To nie wojna między dwiema wizjami świata, ale jedną koncepcją nie zostawiającą miejsca na alternatywy i wszystkimi innymi koncepcjami, wojna ludowa przeciwko standaryzacji kultury, przeciwko ponowoczesnej antykulturze, walka różnych społeczności przeciwko neoliberalizmowi. Linie podziału w tej wonie biegną pomiędzy wizją jedno- i wielobiegunową, co oznacza nie tylko różne struktury geopolityczne, ale także alternatywne drogi rozwoju, liczne i zróżnicowane jak ludzkie społeczności. Czynnik geopolityczny jest tu wielkim wyzwaniem, ponieważ zadaniem obecnej walki jest zaprowadzenie pokoju i jedności wśród biorących w niej udział środowisk. Traktowanie wojny na Ukrainie w kategoriach ideologicznych jest przesadą, czy raczej półprawdą. To, co postrzegamy jako konflikt batalionów neonazistowskich (co ciekawe, opłacanych przez syjonistycznych oligarchów) z patriotami, zarówno wiernymi tradycjom prawosławia, jak i nostalgikami ZSRR, jest wojną czwartej generacji prowadzoną przy użyciu metod niekonwencjonalnych, której celem jest osiągnięcie niepodległości kraju.

Oczywiście czynniki te mają także zastosowanie do mniejszości ideologicznych. Możemy uznać zwolenników społeczeństwa postępowego jak Femen i Pussy Riot oraz radykałów w rodzaju salafitów i neonazistów z Prawego Sektora za dwie strony tej samej monety. Grupy te, niezależnie od sztandaru, pod jakim działają, ślepo wykonują rozkazy Ameryki. Oczywiste jest, że po stronie zwolenników ładu wielobiegunowego znajdziemy wszystkich którzy nie akceptują powszechności zachodniego i liberalnego modelu rozwoju. Patriotyzm, nacjonalizm, socjalizm – wszytko to jest nie do zaakceptowania dla rządów liberalnych. Co więcej, z tego powodu wszelkie grupy radykalne których Stany Zjednoczone używają do destabilizacji, po wykonaniu zadania są stopniowo demobilizowane by zapewnić bezpieczeństwo modelowi liberalizmu. Jedność wszystkich, którzy sprzeciwiają się liberalnej hegemonii z jej politycznie poprawną kulturą, nieograniczoną ekspansją rynku, dominacją kapitalizmu finansowego jest niezbędna. Prawdziwym wyzwaniem jest jednak stworzenie wspólnego globalnego i ideologicznego frontu, dzięki któremu możliwy będzie wspólny, wielobiegunowy opór.

Czy zatem koncepcja “trzeciej drogi” dla Ukrainy jest narzędziem w rękach globalnego hegemona? Czy można przeprowadzić analogie historyczne z obecnym konfliktem?

Nie wydaje mi się, aby można było znaleźć historyczny odpowiednik dla tego wyjątkowego konfliktu. Badanie historii może nam pomóc poznać mechanizmy, ale wydarzenia nigdy nie są identyczne. Historia może pomóc nam wskazać źródła konfliktu i pokazać dokąd może on prowadzić. Każe nam to zastanowić się nad ekonomizacją świata, którą anglosaski Zachód prowadził przez wieki. Bitwa o Noworosję powinna być umieszczana wewnątrz tego wielkiego paradygmatu: to walka o wyzwolenie narodu od międzynarodowego porządku finansowego i militarnego narzucanego przez Stany Zjednoczone.

W sprawie “trzeciej drogi” uważam, że retoryka ukraińskich ultranacjonalistów zabrnęła w ślepy zaułek terminologii, co można tłumaczyć jedynie ich niewiedzą, tą samą, która pozwala im wierzyć, że interesy narodowe Ukrainy mogą być chronione pod flagą UE i z pomocą NATO. Mówiąc o “trzeciej drodze” myślimy o Chomeinim, Peronie, Naserze i panarabizmie. Za przedstawicieli “trzeciej drogi” można też uważać państwa niezaangażowane czasów zimnej wojny. Ale jak może istnieć trzecia droga, jeśli nie da się jej odnieść do opozycji binarnej? Teraz, gdy widzimy zmierzch amerykańskiej jednobiegunowości i narodziny świata wielobiegunowego integrującego wielkie przestrzenie, jak możemy mówić o trzeciej drodze? Projekt wielobiegunowy jest najbardziej spójnym następstwem “trzeciej drogi” czasów dwubiegunowości bowiem wraz z reintegracją przestrzeni postsowieckiej oferuje narodom niezależność i prawo do samostanowienia. Jedyna “trzecia droga” jaką mogą zaoferować ukraińscy ultranacjonaliści to coś pomiędzy jednobiegunowym, zachodnim światem neoliberalizmu i kapitalizmu finansowego i wielobiegunowością, innym światem promującym różnorodność kultur, tradycji i cywilizacji, sprzeciwiającym się każdej formie kapitalizmu i ekonomicznego pasożytnictwa. Fakty mówią za siebie – tertium non datur. Trzecia droga jest niemożliwa. Sprzeciw wobec geopolitycznej wielobiegunowości oznacza podjęcie walki za liberalny Zachód, nawet przy odniesieniu do odmiennych wartości. Działania ukraińskich ultranacjonalistów to demonstracja wiecznego powrotu „neokonserwatyzmu”.

Co stanie się po zakończeniu konfliktu? Jakie zmiany geopolityczne przyniesie on Europie?

Ciężko przewidzieć cokolwiek na temat końca konfliktu, zwłaszcza tego, co przyniesie dla mieszkańców Europy. Niemniej jednak jestem przekonany o jednym: Rosja nie opuści swoich braci w Noworosji. Putin działa w kategoriach obcych zachodnim politykom. To mąż stanu umiejący połączyć chłodny realizm z nieustępliwością w kwestii zasad.

Wśród nich jest jedność Rosjan, pod flagą Federacji czy nie. Dla Putina życie tysięcy mieszkańców Noworosji to nie karta przetargowa, lecz raczej kwestia imperatywu politycznego. Dlatego Putin różni się od liberalnego Zachodu. Używa myślenia instrumentalnego to implementacji zasad. Niemniej jednak, nie ma wątpliwości, że kryzys doprowadził do kolejnej wojny w Europie. Może nie doprowadzi on do pogłębienia problemów terytorialnych na kontynencie, ale należy zadać jedno pytanie: Jak długo Europejczycy mogą pozostać obojętni wobec cierpień swoich sąsiadów? Jak długo będą udawać, że nie widzą globalnego konfliktu, który staje się coraz bardziej oczywisty? Wydaje się, że Europejczycy zaczynają rozumięć dramatyczną sytuację. Ich bliskość duchowa lub faktyczna wobec mieszkańców Noworosji jest symptomem wielkich zmian, które już niedługo ujrzymy w Europie.

Rozmawiał Aleksandr Bowdunow
Źródło: novorosinform.org
Tłumaczenie: Redakcja Xportal.pl
Tytuł pochodzi od Redakcji

Orazio Maria Gnerre – włoski publicysta i geopolityk, związany z projektem Millennivm i biuletynem studiów i analiz „Nomos”. Współzałożyciel Coordinamento Solidale per il Donbass.

10696433_634621266658413_3955341311540864358_n

2 komentarze

  1. @Mariusz,
    Zgadza się, często jest tak, że różne mniejszości należące do tych podbitych Narodów współpracują z globalną władzą, na której czele stoi USA i służby specjalne. Te mniejszości, to często jednostki psychopatyczne, które nie są zainteresowane ideami patriotyzmu (chyba, że mogą na tym w jakiś sposób skorzystać) i przyłączają się do psychopatów z rządu USA. Ostatecznie dochodzi do tego, że na całym świecie powstaje ponadnarodowa siatka, psychopatyczna elita, pasożytująca na każdym z kraju z poszczególna. Warto zagłębić wiedzę na temat psychopatii i jakie ma ona znaczenia w adaptacji do zagadnień politycznych.

  2. Ukraina jest narzędziem USA/Izraela, które starają się za wszelką cenę umocnić swoją pozycję w Europie i na świecie. Rządy USA w Europie i na świecie to ciągła walka o demokrację i t.zw. “prawa człowieka, czyli destabilizacja i niszczenie państw: (Filipiny, Kolumbia, Dominikana, Haiti, Jugosławia, Serbia, Somalia, Irak, Libia, Syria, Afganistan i inne); zbrodnie wojenne (Indianie – ocenia się liczbę ludobójstwa na 13 milionów, Japonia – bomby atomowe, Wietnam – użycie broni chemicznej); śmierć 800 tysięcy jeńców niemieckich w obozach alianckich; amerykańskie tortury ludności cywilnej, w tym kobiet i dzieci (Guantanamo, Abu Ghraib).

Dodaj komentarz