Bartosz Bekier: O wspólny mianownik Europy Środkowej

Znana jest opinia premiera Węgier Victora Orbana, który życzyłby sobie, aby Polska odgrywała wiodącą rolę w Europie Środkowej. Na przestrzeni historii, w tym także w relatywnie niedalekiej przeszłości, podobne poglądy wielokrotnie zdobywały popularność na Słowacji, a nawet w tradycyjnie sceptycznych wobec Polski Czechach. Obserwując poczynania plutokratycznych elit III RP, głęboko uzależnionych od zachodnich subwencji, fundacji i całej masy „organizacji pozarządowych” utrzymujących się głównie z eksterieru, można odnieść niepokojące wrażenie, że elity te robią dosłownie wszystko, by Polska nigdy nie stała się silnym i wpływowym graczem nawet w skali środkowoeuropejskiej.
Współpraca w ramach Grupy Wyszehradzkiej (V4) zawsze zajmowała ważne miejsce w corocznych exposé przygotowywanych przez polskie MSZ. Przykładowo, w roku 2012 przekonywano o „najlepszych w historii” relacjach w ramach Grupy, rok później optymistycznie oceniano V4 jako twardy  i rosnący w siłę „sojusz negocjacyjny” oraz spełnione marzenie o „regionie zintegrowanym”, a w 2014 roku posunięto się do stwierdzenia, że Polska może liczyć na Czechy, Słowację i Węgry, ponieważ łączą nas wspólne cele polityczne, „także w zakresie polityki wschodniej”. Czy rzeczywiście tak jest?

Nawet pobieżny przegląd wydarzeń międzynarodowych mijającego roku każe przypuszczać, że to właśnie polityka wschodnia, jak żaden inny aspekt środkowoeuropejskiej współpracy, ukazała w całej rozciągłości problem izolacji i oderwania Warszawy od polityki prowadzonej przez Pragę, Bratysławę i Budapeszt. Trudno przecenić udział Zachodu, zwłaszcza zakulisowej gry dyplomatycznej i środków materialnych płynących z Waszyngtonu i Brukseli, w eskalacji krwawych wydarzeń na Ukrainie, których finałem stał się de facto upadek państwa ukraińskiego. Stworzony z udziałem cudzoziemców rząd w Kijowie po ponad pół roku wojny domowej nie kontroluje dużej części swojego terytorium, w tym nawet niektórych oddziałów walczących o jego integralność; stoi on na krawędzi bankructwa, oddając się całkowicie w ręce Międzynarodowego Funduszu Walutowego i powierzając resort finansów ściągniętej w pośpiechu obywatelce USA.

Genezę obecnej sytuacji, której źródeł należy szukać na św. Euromajdanie (beatyfikowanym w polskich mediach), przywództwo polityczne Czech, Słowacji i Węgier ocenia zupełnie inaczej, aniżeli polska klasa rządząca. W Polsce, zarówno dla „koalicji”, jak i  „opozycji”, za wszelkie wytłumaczenie wystarczają dwa hasła: „Rosja” i „Putin”. Polityka wobec Ukrainy, czy w ogóle roli Europy Środkowo-Wschodniej, jest u nas pochodną stosunków z Rosją, które postrzegane są wyłącznie w neokonserwatywnych kategoriach konfrontacji. Znany jest w Polsce przykład węgierskiego przywództwa politycznego, które udowadniając niezależność i operatywność swojej polityki względem proatlantyckich schematów, dokonuje wyborów korzystnych z punktu widzenia swojego interesu narodowego, nie licząc się z poprawnością polityczną, np. przy podpisaniu węgiersko-rosyjskiego porozumienia w sprawie współpracy w dziedzinie energetyki jądrowej ze stycznia b.r. Przyjrzyjmy się więc pokrótce, jak bardzo stanowisko Warszawy dotyczące przyczyn kryzysu ukraińskiego i roli Europy Środkowej w strategii wobec Wschodu, różni się względem stanowisk rządowych i atmosfery politycznej u dwóch naszych południowych sąsiadów – na Słowacji i w Czechach – z którymi Polska, wraz z Węgrami, tworzy Grupę Wyszehradzką, gdzie jest obecnie izolowana i osamotniona z uwagi na swoją bezkrytycznie „euroatlantycką” politykę.

Słowacja

Pozycje jednoznacznie niechętne polityce Zachodu wobec Rosji i Ukrainy zajęła Bratysława. Premier Słowacji i lider rządzącej od 2012 roku partii SMER Robert Fico wielokrotnie wypowiadał się przeciwko polityce wschodniej prowadzonej przez Unię pod dyktando Waszyngtonu i jego satelitów. „Zarówno pierwsza, jak i druga runda sankcji nie zmieniły niczego w postępowaniu zainteresowanych stron. Sankcje szkodzą przede wszystkim Europie Środkowej”, przekonywał we wrześniu b.r. przed szczytem UE. Wyliczył przed opinią publiczną wysokość strat w milionach euro, jakie przyniosły słowackiej gospodarce sankcje, oraz obiecał koordynację swoich działań z czeskim premierem Bohuslavem Sobotką, równie sceptycznym wobec poświęcania interesów regionu dla nowych władz w Kijowie. Jego działania zyskały również oficjalną aprobatę w Budapeszcie. Robert Fico poinformował też o spodziewanych, w związku z sankcjami, stratach w rozlokowanym na Słowacji przemyśle motoryzacyjnym, oraz generalnym spadku zatrudnienia. Premier i lider SMER ostrzegał: „Już teraz płynie do nas mniej gazu, Rosjanie grożą też zamknięciem przestrzeni powietrznej dla państw UE. A co jeśli zakażą importu samochodów? Dlaczego to my mamy ucierpieć na geopolitycznej wojnie Zachodu ze Wschodem?”. Rząd słowacki odmówił zastosowania sankcji wobec lokalnej filii rosyjskiego banku Sberbank, a także zaprotestował przeciwko unijnemu zaostrzeniu przepisów dotyczących eksportu do Rosji towarów podwójnego zastosowania.

Podczas, gdy Polska domagała się zwiększenia obecności NATO, a stremowany premier Tusk witał po angielsku grupkę amerykańskich żołnierzy, którzy właśnie przylecieli do Polski, Fico stanowczo odrzucił możliwość zainstalowania na Słowacji natowskich baz, nawet gdyby miało to oznaczać jego odejście z polityki. Międzynarodową i krajową dyskusję na temat stanowiska słowackiego rządu, oraz oświadczenia prezydenta Obamy, który przekonywał o konieczności zwiększenia obecności USA w Europie Środkowej, Fico komentował słowami: „To, że jesteśmy w NATO, nie oznacza, że musimy mieć na swoim terytorium bazy z obcymi żołnierzami. Gdyby ktoś próbował  nas do tego zmusić, zorganizowałbym referendum”. Z przeprowadzonych we wrześniu badań wynika, że aż 75% Słowaków kategorycznie nie wyraża zgody na zainstalowanie baz NATO w swoim kraju, zaś przeciwny pogląd wyraża zaledwie 12,5% ankietowanych. W tym samym miesiącu, odnosząc się do generalnej sytuacji geopolitycznej w Europie, premier Słowacji w wypowiedzi dla dziennika „Nový Čas” stwierdził, że sankcje przeciwko Rosji przynoszą Europie Środkowej jedynie poważne szkody gospodarcze, zaś w sferze politycznej nie odnoszą żadnych rezultatów, przyczyniając się jedynie do zwiększania napięcia. Na zakończenie dodał: „Pytanie brzmi: czy to nie jest tak, że komuś zależy na zwiększaniu tego napięcia? Nie widzę świata w czarno-białych barwach”.

Czechy

Zajęcie Krymu przez Federację Rosyjską na przełomie lutego i marca 2014 roku spotkało się z negatywną reakcją czeskich elit. Znacznie częściej niż w Polsce podkreślano jednak „zrozumienie dla będących w większości, rosyjskojęzycznych obywateli Krymu, który w 1954 roku został przyłączony do Ukrainy za sprawą bezmyślnego dekretu Chruszczowa”, jak wyraził się Miloš Zeman, prezydent Republiki Czeskiej. Zamek na Hradczanach stał się wkrótce konsekwentnym ośrodkiem oporu wobec polityki USA i UE względem Rosji i Ukrainy. W okresie wielkiej dyskusji o możliwie skutecznym uderzeniu w Moskwę sankcjami gospodarczymi i restrykcjami dotyczącymi przepływu osób, prezydent Zeman wywołał prawdziwą konsternację i niedowierzanie na brukselskich i waszyngtońskich salonach, gdy ogłosił konieczność całkowitego zniesienia wiz dla Rosjan w związku ze spadkiem ruchu turystycznego w ČR. Czeska głowa państwa niechętnie przyglądała się próbom wplątania Europy Środkowej w antyrosyjską retorykę NATO i unijne plany nacisku gospodarczego. Zeman argumentował: „Mamy szansę polepszyć płaszczyznę naszej współpracy [z Rosją], nie mówić o sankcjach, o izolacji. Izolacja jeszcze nigdy nie wiodła do sukcesu, a jedynie do wzajemnych nieporozumień i dalszej nieufności”. Wtórował mu premier Bohuslav Sobotka, który również wyraził swój sprzeciw wobec planów zaostrzania sankcji przeciwko Rosji. Podczas odbywającego się w Brukseli sierpniowego szczytu UE Sobotka zastrzegł, iż Czechy nie dołączą do niekończącej się spirali posunięć odwetowych, które mogą godzić w interesy gospodarcze jego kraju.

Tymczasem na wrześniowym szczycie NATO w Walii prezydent Zeman uznał, że zaostrzenie sankcji może być potrzebne tylko wówczas, gdy Rosja dokona rzeczywistej inwazji na Ukrainę przy użyciu armii, na co nie ma dowodów. W reakcji na tę wypowiedź szwedzki minister Carl Bildt rzucił gniewnie: „Nie wiem czy istnieje czeski wywiad, macie go? [Zeman] mógłby się go o to zapytać”. Prezydent Czech pośrednio ustosunkował się do tej wypowiedzi w rozmowie z byłymi ministrami spraw zagranicznych USA i Niemiec Henrym Kissingerem i Hansem-Dietrichem Genscherem: „Nasze poglądy na Ukrainę da się streścić do jednego zdania – to co dzieje się na Ukrainie to wojna domowa. W Hiszpanii też była wojna domowa, z jednej strony interweniowali Rosjanie i Francuzi, a z drugiej Niemcy i Włosi. Nikt z tego powodu nie przekonuje, że to nie była wojna domowa, nikt nie twierdzi, że to była niemiecka, włoska, rosyjska lub francuska inwazja. Hiszpan walczył przeciwko Hiszpanowi, choć oczywiście z pomocą swoich sojuszników”. Prezydent Zeman ponownie skrytykował sensowność sankcji i wezwał Europę Środkową do oporu wobec „szkodliwej” polityki Brukseli i Waszyngtonu. W październiku do prezydenckiej i rządowej krytyki dołączył też czeski minister przemysłu Jan Mládek, który komentując kolejny spadek czeskiego eksportu, tym razem o 6%, przekonywał:  „Doświadczenie uczy nas, że Stany Zjednoczone wprowadzają sankcje, a następnie jako pierwsze je anulują, dzięki czemu amerykańskie firmy mają potem największe udziały w rynku. Nie chcemy, aby czeskie firmy padły ofiarą gier USA!”.

Środkowoeuropejski region zintegrowany

W perspektywie czeskiej, słowackiej, a także węgierskiej polityki zagranicznej, buńczuczne majaki kolejnych polskich szefów dyplomacji o V4 jako „regionie zintegrowanym”, czy popierającym polską politykę wschodnią, należy włożyć między bajki. Jest dokładnie odwrotnie – pozostałe państwa Grupy Wyszehradzkiej w niczym tak się nie zgadzają, jak w tym, że należy przeciwstawić się polityce Warszawy, pragnącej uczynić z Europy Środkowo-Wschodniej antyrosyjski bufor i kordon sanitarny NATO, marchię wschodnią Brukseli i Waszyngtonu zajmującą się eksportem „liberalnej demokratyzacji”, „zachodnich wartości” itd. Czesi, Słowacy i Węgrzy wolą eksportować na Wschód swoje towary, z wyraźnym zyskiem dla swoich gospodarek, które w ostatnich latach z roku na rok zwiększały swoje obroty handlowe z Rosją, aż do gwałtownego załamania się tej tendencji w związku ze spiralą sankcji w 2014 roku.

Ta pragmatyczna chęć zachowania neutralności w przypadku Czech, Słowacji i Węgier, których wzajemne relacje są obecnie najlepsze od dekad, może być uznawana za prawo małych państw do nieponoszenia kosztów w „wielkich sporach geopolitycznych”, jak określił to Robert Fico. Neutralność narodów środkowoeuropejskich nie będzie jednak miała głębszego sensu, poza szlachetną próbą uchronienia własnych gospodarek i społeczeństw przed skutkami konfrontacji Wschód-Zachód, jeśli wśród państw neutralnych zabraknie Polski. O ile chowanie się w „szczelinach historii” jest bardziej roztropne, aniżeli odgrywanie roli pionka w obcej grze, pierwszego do poświęcenia i rozwalcowania, w czym specjalizują się ostatnio (?) Polacy, to rola Europy Środkowej powinna być znacznie bardziej doniosła, chociażby z racji jej strategicznego położenia.

Nie jest tajemnicą, że suma potencjałów małych i średnich państw środkowoeuropejskich nie stanie się nigdy trzecią siłą pomiędzy Wschodem a Zachodem, przeciwwagą dla obydwu tych potęg jednocześnie. Możliwe jest natomiast uczynienie tego regionu suwerennym obszarem, niezaangażowanym w krucjatę zachodniego liberalizmu na Wschód. Wyłączenie się z tej ryzykownej, nieopłacalnej i niezgodnej z duchem narodów środkowoeuropejskich gry, leży również w żywotnym interesie państw bałkańskich i bałtyckich. Pozbycie się ideologicznych, fanatycznych klisz demokracji liberalnej pozwoliłoby na rozszerzenie środkowoeuropejskiego porozumienia na osamotnioną w swojej neutralności Białoruś, a w przyszłości także na Ukrainę, dla której neutralność jest warunkiem sine qua non fizycznego przetrwania jako państwo. Tak jak w myśl założeń Planu Rapackiego z 1957 roku Europa Środkowa miała stać się przestrzenią wolną od broni jądrowej zimnowojennych mocarstw, tak środkowoeuropejski region zintegrowany powinien być wolny od NATO i baz amerykańskich, czy rosyjskich. Utworzona w ten sposób przestrzeń mogłaby zostać objęta nowym systemem bezpieczeństwa zbiorowego, opartym na odbudowie potencjału militarnego państw członkowskich, nie zaś papierowe plany operacyjne „pomocy z Zachodu”, ze smutną rolą Polski jako państwa buforowego, jak ma to miejsce obecnie.

Zerwanie z aksjologią liberalnego Zachodu na poziomie międzynarodowym przyniosłoby nie tylko następstwa geopolityczne, ale otworzyłoby cały wachlarz nowych możliwości w polityce wewnętrznej, z których należy wymienić m. in. rozbudowę narodowych środków produkcji, renacjonalizację strategicznych sektorów gospodarki, zachowanie suwerennej polityki monetarnej i ochronę rodzimego handlu przed rakową naroślą zwolnionych z podatku transnarodowych korporacji. Konsekwencje uczynienia z Europy Środkowej kolonii i buforu Zachodu, marchii wschodniej liberalizmu, możemy natomiast dobrze zaobserwować na przykładzie Ukrainy, państwa upadłego zarządzanego przez MFW i naturalizowaną w trybie przyspieszonym radę ministrów. Zainstalowanie na Ukrainie baz NATO, jak uczyniono to w Kosowie, a o co zabiegają m. in. polscy, neokonserwatywni lokaje Ameryki, przyczyniłoby się do eskalacji zagrożenia dla obszaru środkowoeuropejskiego do poziomu krytycznego. Polsce potrzebna jest nowa siła polityczna, szerokie porozumienie na rzecz zmian, by nigdy nie stało się to możliwe.

Bartosz Bekier

10491246_10202571553236393_8244759520072283518_n

6 komentarzy

  1. Obawiam się że Polska nie może z racji swojej obecnej pozycji gospodarczo-militarnej i czysto geograficznej pozostać państwem neutralnym. Powinniśmy pragmatycznie wykorzystywać dostępne narzędzia na swoją korzyść. Unię Europejską do ekspansywnej polityki gospodarczej nie tylko w ramach gospodarek członkowskich, ale atut ten wykorzystywać również na rynkach afrykańskich, azjatyckich i ameryki południowej czyli na terenach eldorado i państw rozwijajacych się, głodnych przemysłu, handlu i innowacyjnych rozwiązań. Samo NATO wykorzystywać do pozyskiwania i wymiany rozwiązań technologicznych. V4 może funkcjonować i funkcjonuje ale w ramach tych dwóch bytów i powinniśmy wspólnie akcentować swoją odmienną pozycję. Wycofując się z projektu UE i NATO niejako sami siebie pozbawilibyśmy w miarę równorzędnego głosu z innymi państwami regionu. Trzeba być jak Chińczycy, cierpliwymi aż te dwa byty same się rozpadną i dopiero wtedy na ich gruzach zbudować bardziej autonomiczną grupkę państw Europy Środkowej.
    Naprawdę bawi mnie komentarz Franza, który broni PRLu i Układu Warszawskiego zależnego od Rosji Sowieckiej, a jednocześnie zapomina że obecnie funcjonujemy w podobnym sytsemie, ale po drugiej stronie i ze zdecydowanie większymi możliwościami działania i ze zdecydowanie większym oddechem, jakkolwiek by nienawidzić tej UE. Nie wychylajmy się w sprawie Ukrainy przed szereg i analogicznie nie wychylajmy się w drugą stronę bo na to samo wyjdzie. Musimy umiejętnie poruszać się na tym śliskim terenie.

  2. Украина в ближайшие годы развалится по этой причине рекомендую “Фаланге” задуматься как обеспечить себе влияние на бывших польских землях на Украине,чтоб в процессе развала на Галичине и Волыни не возникло нацистское госсударство.Это реально что могут сделать польские патриоты.

  3. Polską rządzi klasa burżujów, która pełni rolę kompradorów realizując interesy zachodnich imperialistów. Pilnując kraju otrzymują w zamian dostęp do pieniędzy i wysokich stanowisk w strukturach unijnych czy korporacjach. To dotyczy zarówno reprezentantów koalicji i pseudo-opozycji. Tutaj nic się nie zmieni bez obalenia tego układu siłą. Skoro została zniszczona baza gospodarcza pochodząca z Polski Ludowej i zastąpiona rynkowym kabaretem oferującym mizerne środki większości pracujących obywateli, a jednocześnie przez te lata wyprowadzającym ogromny kapitał poza granice. Podmioty się zadłużają, aby móc wegetować, więc co takiego uzależnia resztę społeczeństwa poddawanego bezlitosnej pauperyzacji? Wszechogarniająca propaganda czy możliwość harówki w obcych krajach? Czy to nie jest baza jaką można wykorzystać do buntu? Ile jest ludzi oderwanych od udziału w politycznym przedstawieniu zwanym demokracją?

  4. Jeżeli ktokolwiek w obecnym czasie twierdzi lub uważa że możliwe jest powstanie NIEZALEŻNYCH państw w Europie Środkowowschodniej bez pomocy, wstawiennictwa i protektoratu Rosji, zarówno w zakresie ekonomii jak i militariów, jest naiwnym dzieckiem, dezinformatorem lub głupcem. Każdy kraj środkowoeuropejski ma związane ręce poprzez przynależność do Unii Europejskiej i podpisanie traktatu lizbońskiego, poprzez przynależność do NATO, poprzez uzależnienie swoich finansów od kredytów i działalności międzynarodowego funduszu walutowego czy banku światowego, poprzez współprace gospodarczą i ekonomiczną opartą na zachodnich koncernach oraz zachodnim przemyśle. Taki pomysł byłby realny w 1989r zaraz po rozpadzie RWPG i Układu Warszawskiego, dziś gdy jesteśmy uzależnieni od okcydentu który zlikwidował nasz przemysł jako swoją konkurencje, steruje naszym rolnictwem, w części państw wprowadził euro to niestety ale SUWERENNI i NIEZALEŻNI nie będziemy nigdy. Bankierzy w Europie już dawno postawili na gospodarkę Niemiec, Wielkiej Brytanii, Holandii czy Francji. My jesteśmy państwem kadłubowym, marginalnym, praktycznie pozbawionym przemysłu, zależnym od Niemiec, skłóconym z Rosją, patrzeć tylko jak w majestacie prawa odbiorą nam tzw ziemie odzyskane. To przecież ZSRR był gwarantem nienaruszalności tych ziem, czyżbyśmy o tym zapomnieli?! Musimy odbudować relacje i stosunki z Rosją na uczciwych zasadach takich jak np Rosja-Białoruś, jeżeli tego nie uczynimy to ZAWSZE BĘDZIEMY NIKIM ponieważ takie miejsce wyznaczyli nam możnowładcy tego świata. Musimy się pozbyć rusofobii, zrozumieć ciężką wspólną historię która jest zafałszowana do granic możliwości, wytłumaczyć Polakom np że Katyń to zbrodnia NKWD(84% Żydzi) i że w tym Katyniu ci sami ludzie z tej samej broni zastrzelili prócz Polaków ponad 40 tysięcy oficerów armii czerwonej, że ZSRR to przecież państwo w którym panował i rządził terror żydowski który utopił naród rosyjski we krwi, natomiast obecna Rosja Putina to zupełnie dwa odrębne państwa, oni przynajmniej nie wypierają się swojej historii, u nas młodzi ogłupieni syjonistycznym mlekiem Polacy plują na własną historie PRL!

  5. Socjal Patriota

    Analiza i przemyślenia w dziesiątkę, uważam tak samo. Niezależne centrum siły państw środkowoeuropejskich, z możliwością szerszej współpracy z Rosją.

  6. Panie Bartoszu POlska POlityka nie kieruje się racjonalizmem. Jest to jawne zaprzedanie się naszych elit Obamie i CIA. Czechy, Wegry, Słowacja , Serbia itd. rozumieją więcej. Nie są tak łatwo sprzedajni. Trzeba wykryć amerykańskich szpiegów w POlskim rządzie i wyżej.

Dodaj komentarz