Ronald Lasecki: „Wolność” i „własność”

Dwa ujęte w tytule tej wypowiedzi pojęcia stanowią centralne idee dzisiejszej prawicy. Obydwa są fałszywe i zasługują na odrzucenie przez ruch tożsamościowy, który powinien na ich miejsce wprowadzić kategorie bardziej tradycyjne i organiczne.

Weźmy na początek „wolność”. Na wstępie należy odnotować, że kategoria ta ma charakter „negatywny”.  Wolność zawsze jest „od czegoś”. Jest zatem odrzuceniem – powinności, zwierzchności, norm. Tak zwana wolność pozytywna, tak więc „wolność do” jest w rzeczywistości prawem, tak więc sankcjonuje roszczenie do jakiejś wartości. „Prawo” to coś zupełnie innego niż „wolność” i mieszanie tych dwóch kategorii jest nieporozumieniem. Wolność możliwa jest w stanie bezrządu i społecznego solipsyzmu, czyli pełnej izolacji jednostki od otoczenia.

Stan taki równoznaczny jest ze śmiercią organizmu społecznego i ekologicznego, postulat wolności jest zatem postulatem zdezorganizowania harmonii Natury i mechanicznego rozbicia organicznej całości na jednostki. „Wolność”jest hasłem abstrakcyjnym, zaś przy próbach jej osiągnięcia, prowadzi do działań ekologicznie i społecznie destrukcyjnych. Pochodną tego jest fakt, że podmiotem wolności jako kategorii abstrakcyjnej może być jedynie abstrakcyjny byt społeczny – tak więc byt konkretnie nieistniejący. Takimi bytami w nowoczesnym paradygmacie zachodnim stały się „jednostka” mająca zastąpić konkretne osoby i „naród”mający zastąpić konkretne ludy.

Oprócz wymyślonego podmiotu, „wolność” posiada też wymyślony „przedmiot”. Przy braku odniesienia do konkretnej sytuacji i podmiotu, nie sposób bowiem określić treści „wolności” – jakie elementy należą do jej istoty, jakie zaś nie? czy, na przykład, wolność od norm zakazujących pijaństwa w miejscach publicznych, to wolność folgowania swym pragnieniom, czy zniewolenie przez nie? Dochodzimy tu do wniosku, prezentowanego już kiedyś na łamach naszego portalu, że można być tylko niewolnikiem własnych zasad lub niewolnikiem własnych pragnień. „Wolności” zaś nie ma.

Dużo trafniej rzeczywistość opisuje kategoria „zwolnień”; w odróżnieniu od odmienianej w języku polskim w zasadzie jedynie w liczbie pojedynczej „wolności”, możliwa do pojmowania w ujęciu mnogim. Jeśli zaś mnogim, to odnoszonym do wielu różnych sytuacji. Czyli kontekstualizowanym. Tak więc konkretnym i partykularnym.

Podmiotem zwolnienia może być konkretna osoba, rodzina, zrzeszenie, społeczność zamieszkująca daną miejscowość lub ziemię. Zwolniona jest zawsze na określony czas (nawet jeśli, w danym przypadku, jest to „po wsze czasy”). Zwolniona jest od konkretnych powinności (świadczonych zawsze na rzecz konkretnych podmiotów) lub zwierzchności konkretnych podmiotów. „Zwolnienie” nie jest nigdy kategorią abstrakcyjną, a zawsze konkretną. Zgodnie z prawdą opisuje zatem rzeczywistość.

Kategoria „zwolnienia”wpisuje się zatem w paradygmat organiczny i ekologiczny; zakłada istnienie, całości złożonej ze współzależnych sobie i powiązanych wzajemnie elementów. W takim holistycznym układzie odniesienia możliwe są konkretne zwolnienia, ale niemożliwa jest abstrakcyjna wolność. Dlatego właśnie kategorię „wolności” w myśli tożsamościowej należy odrzucić. 

Podobnie ma się sprawa z „własnością”- ma ona zawsze charakter wykluczający inne podmioty; coś jest naszą własnością, jeśli możemy zrobić z tym cokolwiek, a warunek taki zostaje spełniony, gdy inne podmioty nie mają do danej rzeczy żadnych praw. Idea „własności” implikuje więc nieorganiczny indywidualizm i społeczną atomizację. „Własność” to wyłączność, a wyłączność to separacja. Z kolei separacja jest zabiegiem sztucznym i destrukcyjnym w świecie, o którym wiemy, że jest organiczną całością.

Nie na darmo Alexandre Saint-Marc napisał że „własność prywatna jest wrogiem ochrony przyrody” – ponieważ przyroda jest systemem naczyń połączonych i jej parcelacja na prywatne działki niszczy jej organiczną jedność i ją samą jako organiczną całość. Parcelacja dóbr jako własności implikuje też separację właścicieli jako izolowanych podmiotów. Nie przypadkiem wprowadzanie własności prywatnej i sankcjonującego ją prawa rzymskiego przez mocarstwa kolonialne zawsze niszczyło organiczną jedność poddanych takiej zachodniej tyranii ludów i dezorganizowało harmonię ich kultur.

Jak wspomnieliśmy wyżej, takie ludy i kultury żyjące w uniwersum Tradycji, nie znają podobnej atomizacji i alienacji. Antropologia kulturowa opisuje je jako plątaninę niezliczonych, krzyżujących się i zachodzących na siebie zobowiązań i zwolnień, obejmujących zresztą nie tylko ludzi i nie tylko świat postrzegany zmysłowo. W społeczeństwie tradycyjnym każdy ma jakieś prawa wobec innych, jak i każdy jest obiektem takich praw ze strony innych, ciążą na nim zatem wobec innych zobowiązania. Niekiedy można być z niektórych z nich zwolnionym, o czym pisaliśmy wyżej, lecz nie zmienia to zasadniczo faktu, że spoiwem takich społeczeństw i całości ekologicznych jest współzależność.

Obejmuje ona również różnorakie dobra materialne; określone prawa mają do nich osoby, grupy ludzkie, bogowie, przyroda. Prawa określonych podmiotów do danych dóbr ograniczają przy tym prawa do nich innych podmiotów. Mieszkańcy danej wsi mają na przykład prawa do użytkowania pastwiska w określone dni tygodnia, kiedy nie mogą go użytkować mieszkańcy innej wsi, mający do tego prawo w inne dni. Bogowie mają prawo do określonej części dóbr, które składane są im w ofierze i do których wobec tego nie mają prawa ludzie. Gospodarz ma prawo do mleka krowy, sam z kolei będąc wobec niej zobowiązany do jej karmienia i opieki nad nią. Mieszkańcy mają prawo do odłowu konkretnej ilości zwierząt w lesie lub ryb w rzece lub jeziorze w konkretnej porze roku, ale zwierzęta te mają z kolei prawo do swobodnego życia poza tym określonym limitem odłowu.

Społeczeństwo tradycyjne i organiczne spajane jest siecią zachodzących na siebie praw i współzależności. Prawa do wytwarzanych w danym kraju dóbr są więzami tworzącymi strukturę zamieszkującego go ludu i istniejącej w nim całości ekologicznej. Będąca wyłącznością praw własność, zaburza harmonię kraju gdzie zostanie zaprowadzona, paraliżuje jego homeostazę, powodując jego obumieranie i rozkład. W społeczeństwie organicznym prawa natomiast na siebie zachodzą, nawzajem się w ten sposób wzmacniając, ich wyłączność jest zaś rzadkim wyjątkiem, tak naprawdę w czystej postaci nigdy nie występując (nawet w przypadku najściślejszych tabu i świętych miejsc, bogowie dzielą prawa do nich z najwęższą choćby grupą kapłanów).

Odrodzenie społeczeństwa organicznego i cywilizacji tradycyjnej będzie zatem możliwe pod warunkiem wyjścia z nowoczesnego solipsyzmu „własności” i pochodnego jej indywidualizmu. W miejsce tych fałszywych, nowoczesnych idei, które rozrywają społeczeństwo organiczne, zagnieździć się muszą prawdziwe, tradycyjne idee, które społeczeństwo organiczne spajają: idee „uprawnień” i „zwolnień”. Jak wskazaliśmy wyżej, te drugie mają zawsze charakter społeczny i osobowy – zawsze odnoszą się do konkretnej osoby osadzonej w konkretnym ontologicznym układzie odniesienia, na tle którego definiuje się ona zresztą jako autonomiczna całość – osoba właśnie.

Przekładając ten filozoficzny postulat na język politycznej praktyki, opowiadać by się należało za rozbudową tego co publiczne (zatem społeczne), a zaniechaniem parcelacji tego co publiczne, na to co prywatne (zatem atomizujące). Do tego co publiczne można mieć prawa: do użytkowania urządzeń sportowych lub korzystania z transportu publicznego zgodnie z określonymi zasadami. Można być też zwolnionym z powinności w odniesieniu do danych dóbr: na przykład do zakupu biletów w komunikacji publicznej w przypadku osób zasłużonych lub wiekowych. W odniesieniu do dobra będącego własnością danego podmiotu, odmawia on praw do tego dobra innym: na przykład grodząc osiedle lub dojście do rzeki czy na plażę. Dobra publiczne działają na społeczeństwo dośrodkowo i integrująco, własność działa zaś odśrodkowo i dezintegrująco, prowadząc do wykształcenia się takich patologicznych postaw i zachowań jak egoizm, szpan, chciwość.

To, co publiczne, posiadając wymiar społeczny, nakłada też na użytkownika ograniczenia w użytkowaniu, uwzględniające dobro i potrzeby innych. Nic podobnego nie występuje tymczasem w przypadku własności, której użyć można stosownie do własnego kaprysu, pod warunkiem że nie szkodzi się przy tym innym – kontekst w postaci dobra wspólnego tu nie występuje. W przypadku praw do korzystania z dóbr, użycie tych dóbr obwarowane jest zatem normami moralnymi. W przypadku własności, takie obwarowania byłyby sprzeczne z jej istotą.

„Wolność” i „własność” to elementy nieorganicznej i antytradycyjnej cywilizacji zachodniej. Występują obok takich koncepcji i tendencji cywilizacyjnych jak alienacja, atomizacja, mechanicyzm, formalizm, kontraktualizm. Zrodziły nowoczesność i stanowią jej cywilizacyjną oś. Przyniosły śmierć zachodnim ludom i przyrodzie, pośród której one żyły. Każde odrodzenie w Tradycji musi rozpocząć się od odrzucenia idei „wolności” i własności”, a w nowym cyklu cywilizacji nie może być dla nich miejsca.

Ronald Lasecki

2 komentarze

  1. Robert Olejniczak

    Brak własności prywatnej nie wyklucza egoizmu. Jestem pewien że urzędnicy państwowi decydujący o wszelkiej własności w państwie bez własności prywatnej, będą się zachowywać jak najbardziej egoistycznie ! Własność państwowa powoduje korupcję i nepotyzm

  2. Robert Olejniczak

    Cywilizacja tradycyjna oznacza w Polsce cywilizację łacińską, w której własność prywatna istnieje.
    Brak własności prywatnej oznacza wszechwładzę rządu. Brak własności prywatnej powoduje absolutną zależność człowieka od władz państwowych i dlatego stanowi poniżenie jego godności. Pomijam już “problemy techniczne” związane z życiem w państwie bez własności prywatnej. Proszę sobie wyobrazić że np mieszkania, meble, ubrania, narzędzia są państwowe

Dodaj komentarz