Ronald Lasecki: Peru u progu „populizmu integralnego”

Tożsamościowy zwrot szykują najprawdopodobniej wybory prezydenckie i parlamentarne w Peru, których pierwsza tura została przeprowadzona 11. kwietnia. Zwyciężył w nich z 19% poparcia kandydat patriotycznej lewicy Pedro Castillo, którego partia polityczna Wolne Peru (hiszp. Partido Político Nacional Perú Libre) zdobyła 14% glosów i 37 mandatów w 130-osobowym Kongresie Peru. W tyle pozostali kandydaci liberalni: prawicowi Keiko Fujimori (13,4%) z partii Siła Ludowa (hiszp. Fuerza Popular, FP) i libertariański ekonomista Hernando de Soto (11,63%) z partii Naprzód Kraju (hiszp. Avanza País –  Partido de Integración Social, AP), oraz lewicowa Verónika Mendoza (7,87%) z partii Razem dla Peru (hiszp. Juntos por el Perú, JP).

Zupełnym niepowodzeniem zakończyła się próba wprowadzenia “rzutem na taśmę” na fotel prezydencki kandydata środowisk ewangelikalnych z USA w osobie piłkarza (!) George’ Forsytha. Nie mający żadnych poglądów – poza otwarciem kraju na kapitał z USA i walką z przestępczoiścią –  kandydat ten był intensywnie promowany przez jankeskie środki masowego komunikowania, notując w sondarzach początkowo ok. 25% poparcia. Z czasem systematycznie ono topniało, osiągając ostatecznie w wyniku wyborczym 5,6% oddanych głosów. Klęskę tę należy interpretować jako załamanie się w Peru agendy politycznej, której promotorami byli Donald Trump i Steve Bannon z USA, oraz Jair Bolsonaro i Olavo de Carvalho z Brazylii.

 Trzecie miejsce w wyborach prezydenckich (11,75%) zajął konserwatywny kandydat Rafael López Aliaga z partii Ludowa Odnowa (hiszp.  Renovación Popular, R). Wiąże się z tym znacząca rekompozycja peruwiańskiej sceny politycznej, bowiem od R. Lópeza Aliagi odcięli się w trakcie kampanii liberalni K. Fujimori i H. de Soto, analogicznie jak od P. Castillo odcięła się reprezentująca liberalną lewicę V. Mendoza. Z drugiej strony, R. López Aliaga przyznał, że zgadza się z agendą P. Castillo, za wyjątkiem jego lewicowego programu ekonomicznego. Owo przegrupowanie polityczne zasługuje na bliższe wyjaśnienie.

Istotna linia podziału w peruwiańskiej polityce przebiega dziś pomiędzy zwolennikami jankeskiego liberalizmu obyczajowego a jego przeciwnikami, na co nakłada się sprzeczność pomiędzy zwolennikami “rodzimości” a zwolennikami ścisłych związków Peru ze światem północnoatlantyckim. V. Mendoza pogrzebała poparcie dla swojego ugrupowania, wyrażając poparcie dla globalizacji, aborcji oraz prawa do zawierania małżeństw i dla innych przywilejów dla zboczeńców. Z “otwartością” charakterystyczną dla “empatycznego konserwatyzmu”w typie Jarosława Gowina i Krzysztofa Bosaka wypowiedzieli się też o tych kwestiach stojący na gruncie hasła “przede wszystkim gospodarka, głupcze!” K. Fujimori i H. de Soto.

Przeciwny biegun uformował się wokół P. Castillo i partii Wolne Peru. Zwyciężca pierwszej tury wyborów prezydenckich zaprezentował się w swoich wystąpieniach jako przedstawiciel “nowego populizmu”, nadając mi wydźwięk prorobotniczy i prorodzinny zarazem. P. Castillo wspiera tradycyjne rozumienie płci i rodzinę oraz jest przeciwny nauczaniu “gender” w szkołach, jest przeciwnikiem podważania konsensu wokół karalności aborcji i przeciwko legalizacji eutanazji, odrzuca propagandę zboczeń seksualnych i przyznanie zboczeńcom praw do zawierania małżeństw.

Zwycięzca pierwszej tury wyborów prezydenckich opowiada się za wypowiedzeniem przez Peru Amerykańskiej Konwencji Praw Człowieka i przywróceniem kary śmierci oraz ściślejszą kontrolą nad środkami masowego komunikowania i ich “udomowieniem”. Jest również zwolennikiem militaryzacji narodu, militarnego przeszkolenia mlodzieży w celu krzewienia wartości rewolucyjnych, patriotycznych i tradycyjnej męskości, oraz stworzenia powszechnej organizacji paramilitarnej.

P. Castillo kwestionuje również ekonomiczny “consensus waszyngtoński”, opowiadając się za odrzuceniem modelu neoliberalnego, który oskarża o umożliwienie jankeskim kompaniom “przejęcia kontroli nad gospodarką, narastającego wyzysku siły roboczej” , jak również o to, że doprowadził on do “wzrostu nierówności i spowodował degradację kraju do statusu neokolonialnego”. Jego partia Wolne Peru opowiada się za nacjonalizacją kopalnii, ropy, gazu ziemnego, elektrowni wodnych i telekomunikacji. Sam P. Castillo zdystansował się podczas kampanii wyborczej od integralnej lewicy w szeregach swego ugrupowania, deklarując że porozumie się z zagranicznym kapitałem, by pozostawiał on 70% swoich zysków w Peru, nie zaś jak obecnie jedynie 30%. Zadeklarował równoecześnie walkę z chilijskimi oligopolami górniczymi i zamiar powołania państwowej linii lotniczej.

P. Castillo wyraził swoje poparcie dla Nicolása Maduro i sprzeciwił się działaniom antywenezuelskiej tzw. Grupy z Limy. Z pochwałą lidera peruwiańskich wyborów spotkała się też polityka Fidela Castro i Hugo Cháveza. P. Castillo i jego partia są również zdecydowanymi krytykami imperializmu Waszyngtonu i jankeskich agresji przeciw innym państwom i ludom świata.

Możliwego przyszłego prezydenta Peru należałoby zatem określić jako reprezentanta tendencji populistycznej i plebejskiej. Spośród nowoczesnych ideologii politycznych należałoby go łączyć z agraryzmem, etnonacjonalizmem, populizmem i socjalizmem. Jego ugrupowanie opowiada się za reformą odziedziczonej po Alberto Fujimorim konstytucji w kierunku decentralizacji kraju i upodmiotowienia prowincji oraz spychanych dotychczas na margines rdzennych etnosów Peru.On sam wykazuje skłonności autorytarne, stwierdzając “tym, który będzie rządził, będę ja”.

P. Castillo przyznaje się do inspiracji myślą komunistycznego peruwiańskiego filozofa José Carlos Mariátegui (1984-1930). Był on uczniem peruwiańskiego pozytywisty i anarchisty Manuela Gonzáleza Prady (1844-1918), ispirującego się z kolei myślą Pierre’a-Josepha Proudhona i Michaiła Bakunina i atakującego Kościół rzymskokatolicki, kolonializm hiszpański i latyfundystów za ciemiężenie Inków i peruwiańskiego plebsu. W późniejszym okresie życia, podczas swojego pobytu w Europie, J. Mariátegui zainspirował się woluntarystyczną myślą Georgesa Sorela i Leninowskim modelem rewolucji i “dyktatury proletariatu”. Zanim założył Komunistyczną Partię Peru (1928), J. Mariátegui był działaczem Amerykańskiego Ludowego Sojuszu Rewolucyjnego (hiszp. Alianza Popular Revolucionaria Americana, APRA), który ,wychodząc od antyimperializmu, łączył wątki marsistowskie, narodowe i plebejsko-tożsamościowe.

Najważniejszym dziełem J. Mariátegui było “Siedem esejów wyjaśniających rzeczywistość peruwiańską”(hiszp. Siete Ensayos de Interpretación de la Realidad Peruana, 1928) będące marksistowskim ujęciuem historii Peru, jako główną przyczynę jego niedostatków cywilizacyjnych wskazującym na koncentrację ziemi i władzy w rękach hacendados, latifundistas i gamonalistas (naczelników wsi). Interesująca z tożsamościowego punktu widzenia jest jednak przede wszystkim dokonana na kartach dzieła rewaloryzacja cywilizacji inkaskiej. J. Mariátegui dostrzega jej agrarny charakter, przytaczając jej motto iż “życie pochodzi z ziemi”.Ekonomię Tawantinsuyu miały, według niego, charakteryzować wspólnotowa własność ziemi rolnej, wód, lasów i pastwisk, kooperatywność i wspólna praca oraz indywidualna konsumpcja owoców pracy. Religia Tawantisuyu była, zdaniem J. Mariátegui, ściśle złączona z państwem w formie teokracji i nie była nastawiona eksterminacyjnie w stosunku do religii ludów podbitych.

Kolonializm hiszpański, w opinii peruwiańskiego filozofa, zniszczył tę organiczną, agrarną ekonomikę, nie zastępująć jej niczym równoważnym, bowiem hiszpańscy koloniści stworzyli jedynie system ekstensywnej eksploatacji złóż złota i srebra, dokonując ludobójstwa rdzennej populacji i zaprzęgając jej resztki do quasi-niewolniczej pracy lub je spychając na nieużytki Sierry. Również religia rzymskokatolicka, według J. Mariátegui, była częścią przedsięwzięcia kolonialnego, które można uznać za “ostatnią krucjatę”. W ten sposób, zdaniem autora “siedmiu esejów…”,  gospodarka Peru uformowana została jako gospodarka zależna i kolonialna, co utrzymalo się do XX wieku, pomimo liberalnych i kapitalistycznych reform w okresie niepodległości, promujących własnościowy indywidualizm – które, według J. Mariátegui, uderzyly zresztą głównie w indiańskie wspólnoty w głębi kraju.

Rekapitulując stanowisko P. Castillo wobec zagadnienia władzy, wypadałoby stwierdzić, że stoi on na gruncie “demokracji organicznej” – której istotą są z jednej strony podmiotowość ludu rozumianego jako organiczna wspólnota o podstawie etnicznej, z drugiej zaś – niepodległość państwa. Klasyfikację P. Castillo jako przedstawiciela “nowego populizmu” potwierdza jego pochodzenie społeczne: jest on nauczycielem pracującym w prowincjonalnej szkole i zarazem rolnikiem chodującym krowy i świnie oraz uprawiającym kukurydzę i słodnie kartofle. Karierę polityczną rozpoczynał jako działacz związkowy, występując w tradycyjnym poncho, w słomkowym kapeluszu i w gumowych sandałach. Wyborcze poparcie dla niego pochodziło głównie z prowincjonalnych, południowych i andyjskich części kraju, gdzie liberalne AP ani JP nie pozyskały zwolenników. Jak pisze peruwiański filozof polityczny młodego pokolenia Israel Lira, “Stało się tak, ponieważ wielu wciąż uważa że Peru to Lima. Ignorują oni problemy na prowincji, których liberalne rządy przez 30 lat nie były w stanie rozwiązać. Jest oczywiste, że mamy tu do czynienia z głosem protestu”.

P. Castillo spełnia zatem definicję “integralnego populizmu” przedstawioną przez Aleksandra Dugina w jego “Manifeście Wielkiego Przebudzenia”: stanowisko polityczne P. Castillo zawiera w sobie elementy tożsamościowej prawicy i tożsamościowej lewicy jednocześnie. Tym należy tłumaczyć regularne ataki na niego ze środowisk liberalnej prawicy i liberalnej lewicy na całej zachodniej półkuli, od USA poczynając. Prof. Javier Puente z USA ubolewa że P. Castillo “jest daleki od bycia lewicowym towarzyszem, który zaspokoi oczekiwania lewicy. Castillo to nowa twarz impulsu antysystemowego. (…) Jedynie w systemie neoliberalnym, który wyklucza, jako radykalizm, każdy głos sprzeciwu wobec gospodarki rynkowej, ktoś taki jak Castillo mógł znaleźć się na pozycjach lewicy”. O “podminowywanie demokracji”oskarżył również P. Castillo neoliberalny peruwiański pisarz Mario Vargas Llosa. Poparcie dla zwycięzcy pierwszej tury peruwiańskich wyborów prezydenckich wyrazili z kolei były prezydent Boliwii Evo Morales i były prezydent Urugwaju José Mujica.

Zreferowane tu pobieżne informacje na temat P. Castillo pozwalają sytuować go w gronie polityków wyrastających ze środowiska antysystemowego. Kwestią otwartą pozostaje, czy utrzyma on taką linię polityczną.

Pamiętać należy o bardzo podobnym fenomenie Ollanty Humali, który w kampanii wyborczej 2006 r. prezentował linię antysystemową, by w kolejnej kampanii w roku 2011, podobnie jak P. Castillo w obecnej kampanii, przejść na pozycje bardziej koncyliacyjne wobec Systemu. O. Humala ostatecznie całkowicie zawiódł pokładane w nim nadzieje, kończąc w 2016 r. swoją prezydenturę jako zamieszany w brazylijską mega-aferę korupcyjną Odebrechtu.

Z drugiej strony, znamy meksykański przykład Andrésa Manuela Lópeza Obradora, który, podobnie jak O. Humala, w 2006 r. startował w wyborach prezydenckich z agendą antysystemową, po tym jak jednak minimalnie je przegrał, w kolejnych wyborach startował już z pozycji bardziej umiarkowanych i jako taki został wybrany na prezydenta w 2018 r. A. M.  Lópeza Obrador, w odróżnieniu od O. Humali, prowadzi jednak politykę podmiotową i tożsamościową – na tyle, na ile możliwe jest to w przypadku Meksyku, przytłoczonego na północy ciężarem jankeskiego molocha.

Przypuszczać by należało, że ewentualna prezydentura P. Castillo bliższa będzie raczej prezydenturze A. M. Lópeza Obradora niż E. Moralesa. Pomimo tego, byłaby ona najprawdopodobniej przesunięciem we właściwą, tożsamościową stronę.

Ronald Lasecki

3 komentarze

  1. Od znajomej z Peru dostałem jakiś czas temu info, że Pedro Castillo stał się konserwatywny obyczajowo tylko na potrzeby kampanii. Nie wiem jaka jest prawda i czy jej wierzyć czy nie. Napewno zapowiada ograniczenie liberalnej demokracji i chęć sprawowania “dłuższych rządów”a w polityce zagranicznej pozytywny stosunek do Rosji. 🙂
    Castillo więc i tak jawi się jako lepszy od globalistyczno – kapitalistycznych oszołomów.

  2. Liczę na to, że Pedro Castillo w polityce ekonomicznej będzie bardziej podobny do Hugo Chaveza niż Maduro. Kraje latynoamerykańskie potrzebują pragmatyzmu ekonomicznego do rozwoju, nie przedogmatyzowania marksistowskiego. Inna kwestia, która powinna być rozwiązana to długoletnia walka z partyzantką Świetlistego Szlaku. Najbardziej optymalnym rozwiązaniem byłoby porozumienie się z bojówką co do jej rozbrojenia i samorozwiązania, a w zamian śladem Kolumbii można byłoby zagwarantować im kilka miejsc w parlamencie przez dwie kadencje, tak jak stało się w przypadku FARC. Rozwiązanie problemu konfliktu przysporzyłoby mu dodatkowej popularności, poza tym Świetlisty Szlak popierałby jego antyimperialistyczną politykę w parlamencie.

  3. Poprawcie byki w tekście: sondażach, nie “sondarzach” oraz hoduje, nie “choduje”/

Dodaj komentarz