Ronald Lasecki: Nowy prezydent Iranu wobec bliskowschodniego układu sił

Prezydent-elekt Iranu Ebrahim Raisi zapowiedział, że priorytetem jego rządu będzie „wzmocnienie związków z naszymi sąsiadami w regionie”. Zaapelował też do Arabii Saudyjskiej by zakończyła agresję przeciwko Jemenowi: „Musi powrócić stabilność, by mieszkańcy Jemenu mogli decydować (…) na ręce kogo chcą złożyć odpowiedzialność za rządzenie. Ponawiamy też apel, by Saudowie natychmiast zaprzestali ataków przeciw Jemenowi”. Jeszcze w kwietniu Teheran i Rijad rozpoczęły negocjacje odprężeniowe prowadzone za pośrednictwem rządu irackiego w Bagdadzie. W maju irańskie ministerstwo spraw zagranicznych potwierdziło prowadzenie rozmów ze stroną saudyjską. E. Raisi oświadczył też, że nie widzi przeszkód, by na powrót otwarte zostały ambasady saudyjska w Iranie i irańska w Arabii Saudyjskiej, zamknięte w 2016 r. po tym gdy Arabia Saudyjska dokonała egzekucji szyickiego duchownego Nimr al-Nimra, zaś kilka godzin później tłum zaatakował i podpalił budynek saudyjskiej ambasady w Teheranie.

W wywiadzie udzielonym 21. czerwca E. Raisi wezwał też USA do wypełnienia swoich zobowiązań w ramach JCPOA dotyczących zniesienia sankcji przeciwko Iranowi. E. Raisi ma pozostawić obecny zespół negocjacyjny ds. JCPOA, który ma przedkładać raporty jego zespołowi ds. polityki zagranicznej. Negocjacje w sprawie JCPOA nadzorowane są ponadto przez biuro Najwyższego Przywódcy ajatollaha Alego Chamenei. Prezydent-elekt Iranu powtórzył stanowisko Najwyższego Przywódcy, że Iran powróci do wypełniania swoich zobowiązań w ramach JCPOA, gdy weryfikacji ulegnie powrót USA do wypełniania wszystkich zobowiązań strony jankeskiej. Strona irańska żąda gwarancji, że jankesi nie wycofają się ponownie ze swoich zobowiązań w ramach JCPOA. Porozumienie to nie jest jednak ratyfikowane przez Kongres USA a powrót do niego strony jankeskiej wymagałby zniesienia sankcji przez prezydenta, co komplikuje spełnienie tego warunku Irańczyków.

Prezydent-elekt Iranu wykluczył równocześnie możliwość spotkania z przywódcą USA Joe Bidenem, w odróżnieniu od swojego przegranego liberalnego rywala wyborczego Abdolnassera Hemmatiego który spotkania takiego nie wykluczał. E. Raisi wykluczył też możliwość objęcia „poszerzonym” porozumieniem nuklearnym powstrzymanie irańskiego programu rakietowego i wsparcia Teheranu dla jego sojuszników w regionie (czego domagają się sunnickie plutokracje znad Zatoki Perskiej, reżym syjonistyczny i niektórzy kongresmeni USA z Tedem Cruzem). Wedle zapowiedzi prezydenta-elekta, polityka zagraniczna Iranu nie będzie ograniczała się kwestią odnowienia JCPOA.

W podpisania JCPOA w 2015 r. Teheran zawiesił swój program nuklearny. Wycofanie się ze swoich zobowiązań w ramach JCPOA przez Waszyngton w 2018 r. i niezdolność ich dopełnienia przez europejskich wasali USA ograniczyły możliwości unowocześnienia przez Teheran jego lotnictwa wojskowego i spowodowały obniżenie jego zdolności bojowej. Iran odpowiedział na to wyzwanie rozbudową floty dronów i rakiet balistycznych oraz samosterujących. Technologie te przekazane zostały przez Teheran jemeńskim Hutim i szyickim milicjom irackim, które wykonywać zaczęły uderzenia odwetowe na saudyjskie instalacje naftowe i jankeskie bazy wojskowe w odpowiedzi na saudyjską agresję na Jemen i jankeską okupację Iraku. W odpowiedzi na zamordowanie przez jankesów w styczniu 2020 r. gen. Kasema Sulejmaniego, Iran wystrzelił przeciwko dwóm jankeskim lotniczym bazom wojskowym (w tym bazie Al Asad) w Iraku ponad tuzin rakiet, powodując problemy neurologiczne u ponad 100 żołnierzy USA którzy musieli chronić się przed atakiem w schronach.

18. czerwca USA zapowiedziały redukcję swoich systemów przeciwrakietowych na Bliskim Wschodzie, w związku z przegrupowaniem swoich sił wobec wyzwań strategicznych których źródłem są Chiny i Rosja. Wycofane zostanie osiem baterii przeciwrakietowych stacjonowanych obecnie w Iraku, Kuwejcie, Jordanii i Arabii Saudyjskiej, a także system znany jako Terminal High Altitude Area Defense (THAAD) stacjonowany w Arabii Saudyjskiej. Przedstawiciele administracji J. Bidena zapowiadają też redukcję stacjonującego w regionie szwadronu myśliwców. Już w marcu z Arabii Saudyjskiej do USA wycofane zostały trzy baterie przeciwrakietowe Patriot. Wraz z wycofaniem sił USA z Afganistanu, w ostatnim roku także z Iraku wycofanych zostało 2 500 żołnierzy USA, co stanowi połowę stacjonującego w tym kraju jankeskiego kontyngentu. Najnowsze redukcje nastąpiły w ostatnich tygodniach, po tym jak 2. czerwca w rozmowie telefonicznej saudyjskiego następcę tronu księcia Mohammeda bin Salmana uprzedził o nich sekretarz obrony USA Loyd Austin.

Kroki te ze strony Waszyngtonu oznaczają wycofanie się z polityki „maksymalnej presji” na Iran realizowanej przez administrację Donalda Trumpa. W jej ramach USA przemieściły w region Zatoki Perskiej okręty wojenne i dodatkowe siły wojskowe. W odpowiedzi na atak irańskich dronów na saudyjskie instalacje naftowe we wrześniu 2019 r. do Arabii Saudyjskiej trafił system THAAD. W odpowiedzi na atak na bazę Al Asad w styczniu 2020 r. do Iraku trafiły baterie przeciwrakietowe Patriot. Okazały się one jednak bezużyteczne przeciwko irańskim dronom, przy pomocy których w ostatnim roku Huti dokonali ponad 100 ataków na Arabię Saudyjską. Komentarza na temat wycofania sił z Iraku i Arabii saudyjskiej odmówiło nadzorujące siły USA na Bliskim Wschodzie US Central Command. Według administracji J. Bidena, kroki te wpisywać się mają w politykę redukcji napięć z Iranem w regionie.

Przedstawiciele USA zaprzeczają jednak, by Waszyngton wycofywał się z Bliskiego Wschodu: „Wciąż zachowujemy w regionie dziesiątki tysięcy żołnierzy, wciąż mamy siły w Iraku i Syrii, które to siły nigdzie nie odchodzą. Wciąż zachowujemy nasze bazy w krajach naszych partnerów z regionu Zatoki (Perskiej), nie są one zamykane, wciąż zachowujemy tam odczuwalną obecność, odczuwalny wpływ w regionie” zapewniał reporterów „Wall Street Journal” rozmówca z kręgów rządowych USA. „To prawda, że Rosja i Chiny zamierzają wykorzystać te adaptacje by wysłać wiadomość, że na Stanach Zjednoczonych nie można polegać, w rzeczywistości jednak żadne z nich nie zastąpi Stanów Zjednoczonych i tego, czego dostarczamy”dodał następnie rozmówca dziennikarzy WSJ.

Kroki USA zaczęły jednak zmieniać układ sił w regionie na niekorzyść reżymu syjonistycznego, który w odpowiedzi dokonywać zaczął uderzeń lotniczych na cele irańskie w Syrii i Iraku. 19. czerwca szef sztabu reżymu syjonistycznego gen. Aviv Kochavi złożył wizytę w Waszyngtonie, by omówić dalszą koordynację działań w tym zakresie z USA. Syjonistyczny minister spraw zagranicznych Yair Lapid zapewnił w rozmowie telefonicznej swojego jankeskiego odpowiednika Anthony’ego Blinkena, że strona syjonistyczna „nie zaskoczy” jankesów żadnymi nieuzgodnionymi działaniami. Syjonistyczny minister obrony narodowej zapowiedział z kolei poprzedzanie każdego działania „cichymi negocjacjami”z Waszyngtonem.

Z drugiej strony, po tym jak Iran w ostatnim roku z sukcesem wyniósł na orbitę własnego sztucznego satelitę, Rosja dostarczyć ma w ciągu kilku miesięcy Teheranowi satelitę Kanopus-V wyposażonego w kamerę o rozdzielczości 1,2 m., zdolną do obserwacji infrastruktury naftowej i baz wojskowych w regionie Zatoki Perskiej, Iraku i okupowanej przez reżym syjonistyczny Palestyny, gdzie ataki przeciw takim obiektom przeprowadzają sojusznicy Iranu. W sprawie zaangażowania rosyjskich firm mających pomóc Irańczykom wynieść na orbitę i obsługiwać satelitę od 2018 r. Moskwę odwiedzili liczni przedstawiciele Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC). W ostatnich miesiącach Iran odwiedzili z kolei rosyjscy specjaliści wojskowi, mający wspomóc irański personel naziemnej obsługi satelity dyslokowany w mieście Karadż na południu kraju.

Pomimo wypowiedzi odchodzącego liberalnego ministra spraw zagranicznych Iranu Mohammada Javada Zarifa i rzecznika prasowego ministerstwa spraw zagranicznych w jego obecnym składzie Sajeda Katibzadeha o możliwym sfinalizowaniu negocjacji ws. powrotu do JCPOA jeszcze przed objęciem urzędu przez prezydenta-elekta E. Raisiego, wydaje się to jednak mało prawdopodobny scenariusz ze względu na utrudniające takie rozwiązanie mechanizmy ratyfikacji traktatów w USA. Region nadal będzie zatem zagrożony wpadnięciem w „pułapkę Tukidydesa”, tak więc wywołaniem wojny z aspirującym do hegemonii Iranem przez słabnącego dotychczasowego hegemona w postaci reżymu syjonistycznego, zanim zmiana układu sił na niekorzyść tego drugiego uniemożliwiłaby mu wygranie takiego konfliktu. Wydaje się równocześnie, że porozumienia z Teheranem szukać będą nieudolne strategicznie plutokracje znad Zatoki Perskiej, co potwierdza fakt pogratulowania E. Raisiemu zwycięstwa wyborczego przez przedstawicieli Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Omanu, Kataru i Kuwejtu.

Ronald Lasecki 

Dodaj komentarz