Konrad Rękas: Myśleć wśród krzyczących

Na grupie zaprzyjaźnionych Klubów Myśli Polskiej spory ferment wywołało przypomnienie wśród wielu innych rocznic – o 106 urodzinach Józefa Kurasia, „Ognia”. I choć generalnie powinniśmy opierać się podtrzymywaniu wiecznie tych samych kłótni o wczoraj w sytuacji, gdy dziś i jutro naszej ojczyzny są więcej niż niepewne – to jednak trafia się okazja dla poczynienia kilku istotnych rozróżnień oddzielających nowoczesne myślenie narodowe i państwowe i od bezmyślnie tylko maszerujących, i od środowisk dochodzących do wniosków może i podobnych do naszych, ale wypracowywanych od tradycyjnie lewej strony spektrum ideowego.

Jednolity front narodowy – a nie ciągłe wykluczanie którejś z grup

Jak pisałem bowiem wielokrotnie – co takiego jest w „Ogniu”, co odróżnia go nie tylko od „żołnierzy wyklętych”, ale i od reszty „zwykłych” partyzantów polskich?  Że PRÓBOWAŁ.

Nie leciał strzelać do Niemca, to Niemcy zamordowali mu rodzinę, więc miał rachunek do wyrównania. Nie paliła go ręka, żeby strzelać do komunistów, przeciwnie – był bezpieczniakiem, to bolszewicy nie docenili i nie zrozumieli jego wkładu. A w między czasie nie czuł iskry, żeby słuchać mrzonek londyńskiego, pańskiego wojska. Dlatego właśnie „Ty Go nie kryj, Jego Ziemia Podhalańska.” Ta chwała i ta różnica – powinny być jasne, głośno artykułowane i nade wszystko rozumiane.

No i w tym właśnie miejscu zaczęły się rytualne krzyki – obiektywnie przyznajmy, że koniec końców z obu wiecznie zainteresowanych stron, to znaczy jedni zaczęli piszczeć przeciw „bandom”, a drudzy umieli jedynie powtarzać w nieskończoność komu tam cześć i chwała. A przecież nota bene nie gdzie indziej, ale m.in. na łamach „Myśli Polskiej”, ale także „Ojczyzny” i innych wczesnych, często dziś zapomnianych pism narodowych istniejących w okresie pierwszego odrodzenia ruchu narodowego w latach 90-tych – zaczynaliśmy od przypominania TEJ właśnie strony w czasach, gdy masowymi bohaterami w najlepsze byli komuniści, którzy po 1981 roku zdali sobie sprawę z pewnych błędów w systemie funkcjonowania PRL. Właśnie także w imię tamtej walki o pamięć żołnierzy podziemia narodowego i antykomunistycznego – nie zgadzam się dziś również na krzyki „bandyci wyklęci”, bo to jest powtarzanie narracji bermanowszczyzny, czyli naszych WSPÓLNYCH wrogów. Nie po to domagam się pamięci o żołnierzach AL czy 1 Armii – żeby ktoś znowu zabraniał mi pamiętać, że NSZ czy „Ogień” – to też są NASI!

Zawsze po stronie Polski. Wielkiej Polski

I to jest właśnie moment i miejsce akurat do wytyczenia pewnej istotnej linii. To, że w wielu punktach zgadzamy się z diagnozami (zwłaszcza socjal-ekonomicznymi) naszych kolegów z radykalnej lewicy – nie oznacza bynajmniej, że bezkrytycznie przyjmujemy całą ich narrację, zwłaszcza na temat historii Polski czy przemian cywilizacyjnych i kulturowych. Analogicznie zresztą – konsekwentnie opowiadając się za obopólnie korzystną współpracą polsko-rosyjską nie czujemy się wcale w obowiązku kredytować każdego działania władz Federacji Rosyjskiej, a tym bardziej nie czujemy się zobowiązani do przyjmowania rosyjskiej czy sowieckiej optyki chociażby w polityce historycznej. Byłoby to nie tylko pozbawione sensu, ale i skrajnie szkodliwe dla sprawy polskiej.

Nasza strona – jest stroną Polski Wielkiej i Polski Mocarstwowej. Polski obecnej na Kresach, sarmackiej i zagończykowskiej, tak piastowskiej, jak jakiellońskiej, endeckiej i zadrużnej. Z całym zrozumieniem dla wagi choćby takiej sprawy chłopskiej w naszych dziejach – nie możemy ich znów sprowadzić do pańszczyzny, Kostki-Napierskiego i Szeli, bo to i anachronizm, i wracanie do eksperymentu, który nie udał się już szczęśliwie w latach 50-tych ubiegłego wieku. Polska nie sprowadza się bowiem do snopka z sianem, tak jak nie można jej opisać przez pryzmat „maskulinistycznej opresji na feministycznej naturze”. I nie jest też – z całym szacunkiem dla naszej przeszłości w jej części wielkiej, i przepracowaniem tego, co było małe, słabe i błędne – wyłącznie najbardziej nawet szlachetną patriotyczną rupieciarnią. Bo choć wyszliśmy od nieporozumienia wokół rocznicy, to przecież nie powinniśmy się też godzić, by debata o Polsce sprowadzała się wciąż tylko do kłótni o daty i pomniki.

O nowoczesne myślenie narodowo-państwowe

Bo żaden spór (tylko) historyczny nie uzbroi współczesnej myśli i praktyki narodowo-państwowej przeciw wyzwaniom takim jak klimatyzm, jak zachodzące przemiany rynku pracy i globalnej ekonomii wiodące do delabouryzacji, jak wreszcie COVIDianizm. Jałowe przepytywanie się z klasyków nie odpowie nam jak powinna być ukierunkowana na polski zysk polityka naszego kraju i narodu wobec choćby Chin. Bo Polska nie składa się tylko z samych wspomnień i biernych marzeń. Jej istota reprezentowana była, jest i być powinna przez najbardziej samoświadomą część narodu, zdolną do przeprowadzenia całościowej i pogłębionej analizy i krytyki tak dawnych, jak zwłaszcza współczesnych błędów. Tylko uznając tę ciągłość i dziedzictwo, ale też rozglądając się uważnie i pisząc programy na następne dekady i stulecia – tylko takimi metodami możemy w pełni pojąć i przezwyciężać własne słabości. A nie ciągle tylko jałowo krzycząc w sprawach przeszłych i/lub wymyślonych, czy to będzie bajka o „marksizmie kulturowym” z jednej strony, czy jakiś bełkot o „bandytach przeklętych” z drugiej.

Wśród krzyczących – starajmy się być tymi, którzy myślą. I to myślą po polsku i dla Polski.

Konrad Rękas

Dodaj komentarz