Konrad Rękas: Sardoniczny chichot Keynesa

I liberalizm (przeważnie błędnie), i marksizm (przeważnie prawidłowo) znakomicie nadają się do krytyki bieżącego stanu kapitalizmu. Pierwszy – na chłopski, acz z reguły pozorny rozum, drugi w oparciu o żelazny aparat naukowy, zwłaszcza socjologiczny. Niestety, oba te zestawy poglądów słabo nadają się do naprawiania zdiagnozowanych problemów, bo liberalizm tylko je potęguje od kryzysu do kryzysu, a marksizm postuluje zmianę trudną obecnie do wyobrażenia (w przeciwieństwie do końca świata, jak wiadomo). I kiedy i liberałowie, i marksiści już się nakrytykują, i nadiognuzują – wchodzi Keynes. Cały na biało. Czyli jak zwykle.

Kiedy wszyscy są keynesistami

Nawet Robert Lucas, który na początku lat 80-tych ogłaszał śmierć keynesizmu – w 2008 roku zmuszony był przyznać, że „zagoniony w pułapkę każdy jest keyensistą!”. A mimo to, mimo kolejnego już wielkiego triumfu myśli Johna Maynarda Keynesa w zderzeniu z załamaniem rynków finansowych, które można było przewidzieć i któremu można było przeciwdziałać wdrażając jego spostrzeżenia dotyczące niepewności i nierównowagi cechujących rynki finansowe – po raz kolejny decydenci odstąpili od keynesizmu, kiedy tylko wydało im się, że pierwsze niebezpieczeństwo minęło. Dyskusja dlaczego tak się stało i jaka może być keynesowska odpowiedź na dwa uznawane współcześnie za najpoważniejsze problemy: tzw. kryzys klimatyczny i kryzys COVID-19 wydaje się być jedną z najważniejszych nie tylko w środowisku akademickim.

Czym jest keynesizm i o którym keynesizmie mówimy

Oczywiście, trudno dziś mówić o jednym keynesizmie. Obok bowiem ekonomii efektywnego popytu takiej, jak sformułowali ją jeszcze sam J. M. Keynes, a niezależnie od niego Michał Kalecki – mamy do czynienia z licznymi interpretacjami, a więc m.in. pseudokeynesizmem Johna Hicksa i jego uczniów, a także neokeynesizmem, czyli próbą syntezy pseudokeynesizmu z teorią neoklasyczną. Obok tych, jak to określiła Joan Robinson herezji ekonomicznych” – wciąż jednak rozwija się postkeynesizm, czy inaczej keynesizm strukturalny. Wiele ostatnio słyszy się o Zielonym Keynesizmie, zaś nawet neoliberalną reakcję określa się niekiedy „keynesizmem odwróconym” „keynesizmem sprywatyzowanym”. To, co stanowi część wspólną wszystkich tych poglądów, a zatem może być uznane za istotę keynesizmu – to odrzucenie prawa Say’a i wyprowadzenie koncepcji „efektywnego popytu”, użytecznego także jako narzędzie antykryzysowe. W efekcie to Keynes podkreślił rolę konsumpcji w rachunku dochodu i produktu narodowego, co z kolei pozwoliło odnaleźć źródła kryzysów w nadmiernej skłonności do oszczędzania, której można przeciwdziałać odpowiednim ukierunkowaniem i wzrostem wydatków państwa oraz redystrybucją dochodów. Szczególnie istotnym z dzisiejszego punktu widzenia element wielkiej teorii – jest jednak fundamentalne rozróżnienie między ryzykiem a niepewnością, dokonane po raz pierwszy właśnie przez Keynesa i (poniekąd z drugiej strony) przez Franka Knighta, które z kolei pomogło wykazać immanentny charakter globalnej niestabilności finansowej, zdiagnozowanej następnie przez Minsky’ego. Osiągnięciem samego keynesizmu jest wreszcie odrzucenie paradygmatu neoklasyków, sprowadzającego się do wnioskowania o zjawiskach makroekonomicznych na podstawie mikroekonomicznych zachowań jednostek i wyprowadzania na tej podstawie tak negatywnie zweryfikowanych koncepcji, jak choćby Efficient Markets Theory. To jest właśnie to słynne upieranie się neoliberałów, że przecież światowe finanse to tylko taki trochę większy domowy budżet, a więc mogą być organizowane w taki samym sposób, czyli najlepiej wcale.

Ekonomia jako nauka społeczna

Co równie istotne, przedmiotem częściowej choćby zgody keynesistów (głównie dzięki kongenialnemu wkładowi Kaleckiego) – jest także endogeniczny charakter podaży pieniądza, czyli tworzenia go z brudnego powietrza przez globalny system finansowy, co z kolei pozwala opisywać współczesne zjawiska postępującej finansjalizacji. Wizja rozpasanego rządu, który za pomocą drukarenki ukrytej w podziemiach banku centralnego produkuje nowe banknoty psując jedynie słuszne rozwiązania monetarystów – żadną miarą nie odpowiada już rzeczywistości zderegulowanych rynków, mających zdecydowanie większy, decydujący wpływ na podaż pieniądza niż aktualne wydatki publiczne czy sam deficyt budżetowy. Maszynka do drukowania pieniędzy nie istnieje – jak próbował obudzić myślenie Piketty. A dokładniej, można by sprostować – istnieje, ale już dawno została sprywatyzowana…

Inne najbardziej chyba powszechne i oczywiste skojarzenia, jakie mamy z keynesizmem z zakresu samego stworzenia i polityki (zwłaszcza podatkowej) „państwa dobrobytu” – nie stanowią wcale jakiejś szczególnie wyeksponowanej części The General Theory. To raczej wnioski i konkretne rozwiązania wyprowadzane z faktu, iż Keynes a po nim keynesiści domagali się zmiany systemowej w samym rozumieniu ekonomii, jako metody naukowej i jako paradygmatu. Przywrócenie ekonomii pozycji nauki społecznej, a nie udającej odkrywanie niewzruszonych praw przyrody – pozostaje do dziś jednym z podstawowych postulatów keynesizmu. „Potrzebujemy nauki skromniejszej epistemologicznie, za to bogatszej w ontologię” – wzywa Robert Skidelsky, czołowy biograf Keynesa i nieodmiennie irytuje tym tak neoliberałów, jak beton marksistowski czy technologów ekonometrii. To fundamentalna różnica – nieudawanie nauki ścisłej. Między innymi dlatego keynesizm jest traktowany jako szkoła myślenia na czasy kryzysowe. Gdy te jednak mijają – wraca bardziej magiczne myślenie o ekonomii, jako szkole tajemnej, ukrytej za piramidami matematycznych wzorów i zapewnieniami aktorów finansowych, że przecież u nich wszystko działa, a więc i działać na pewno będzie wiecznie. Czyli aż do kolejnego kryzysu, którego znowu nie wiedzieć czemu nie udaje się przewidzieć…

Globalizacja nieuchronnego kryzysu

Keynesowi, podobnie zresztą jak Marksowi – zarzuca się niekiedy tak współcześnie niemodny i potępiany europocentryzm. Faktem jest, że Keynes skupiał się na problematyce gospodarki Europy Zachodniej i USA, niemal pomijając zagadnienia globalnej nierównowagi rozwoju. A jednak w okresie powojennym modernizacja gospodarczego Południa często dokonywana była właśnie w duchu keynesizmu. Opisana w pierwszej książce Keynesa na przykładzie Indii skłonność teazauryzacyjna orientalnych ekonomii jest dziś jednym z głównych zagadnień ekonomicznych relacji Chiny-Zachód. Również sama chińska odpowiedź na kryzys 2008, obejmująca interwencję i kontrolę rynków oraz priorytet pełnego zatrudnienia – jest uznawana za keynesowską. Dalej – zwłaszcza dziś dobrze przypomnieć sobie zastrzeżenia Keynesa do nadużywania kredytu zagranicznego oraz skłonności do międzynarodowego podziału pracy, dziś jedynie umacniającego globalną nierównowagę finansową, przed którą przestrzegał. Wolny handel miał mieć wartość jedynie jako narzędzie ograniczenia bezrobocia i zwiększenia dochodów zatrudnionych. Tymczasem finansjalizacja i neoliberalizm doprowadziły do spadku udziału dochodów z pracy w dochodzie narodowym, zwiększając nierówności tak między gospodarstwami domowymi w poszczególnych państwach, jak i między gospodarkami narodowymi. Globalizm bynajmniej nie redukuje tego problemu, a utrzymywanie polityki niskich płac duszących konsumpcję krajową nie musi bynajmniej prowadzić do wzrostu globalnego zatrudnienia i PKB, a przeciwnie, oznaczać będzie jedynie globalizację nieuchronnego kryzysu. A to oznacza utrwalenie kapitalistycznej biedy. Keynes za Heglem odrzucał jej konieczność i nieuchronność, nie zgadzał się też, że to ona redukuje ludzi do motłochu Przeciwnie – uważał i motłoch, i biedę za produkty błędnie ukierunkowanej dynamiki społecznej. Pokonanie biedy nie udało się ani liberałom, ani rewolucjonistom. I to keynesianizm w tej sytuacji podejmuje się budowy „zrównoważonego porządku społecznego”, o którym piszą zwłaszcza zwolennicy fuzji keynesowsko-marksistowskiej.

Jak neoliberalizm zepsuł keynesizm

Realnie krytyka keynesizmu zaczęła się niemal równocześnie z jego publicznym wybrzmieniem, czyli podczas Wielkiego Kryzysu, oczywiście przede wszystkim ze strony zwolenników ekonomii klasycznej, a potem ich następców, zwłaszcza Szkoły Austriackiej, monetarystów i całej Szkoły Chicagowskiej. Krytykowano sam pomysł zaangażowania do akcji antykryzysowej państwa i polityki fiskalnej, zarzucano Keynesowi niedocenienie rzekomo naturalnej zdolności systemu kapitalistycznego do samonaprawy no i oczywiście odrzucenie myślenia w odpowiednio (?) długiej perspektywie. Również w powojennej Europie starano się wykazać odrębność przyjętej drogi antykryzysowej, zwłaszcza niemieckiej, opartej o założenia ordoliberalizmu, uznawanego przez swych głównie niemieckich zwolenników za drogę środka między keynesowskim interwencjonizmem a neoliberalizmem.

Inaczej motywowana krytyka pochodzi z kręgów bliskich marksizmowi. W ich rozumieniu nieprawidłowym jest jednoznaczne przeciwstawianie sobie keynesizmu i neoliberalizmu, w obu widzą bowiem jedynie formy zachowywania i odtwarzania kapitalizmu po jego kolejnych, nieuchronnych kryzysach. Jednocześnie analiza z tego kierunku pozwala także opisać tak zwany powojenny triumf keynesismu, który w rozumieniu krytyków był nierozerwanie związany z ekspansją amerykańskiego militaryzmu. Największy powojenny sukces Keynesa, system Bretton Woods – miałby być tylko obroną pozostałości imperialnych interesów brytyjskich przed rosnącą dominacją amerykańską. Warto jednak dodać, że co najmniej równie silna bywa tendencja do syntezy marksistowsko-keynesowskiej. O ile jednak wizja myśli i praktyki ekonomicznej z Keynesem na ustach, Marksem w sercu i Kaleckim w umyśle pozostaje głównie postulatywna, o tyle fuzja neokeynesizmu i neoklasycyzmu stała się faktem. W efekcie stworzony system mieszany (podkreślmy – pomieszany z tego co szkodliwe w liberalizmie z niekonsekwencją neokeynesistów i zwłaszcza poltyków) stymulował sytuację stagflacyjną dotkliwą zwłaszcza w latach 70-tych, dając silne podstawy reakcji monetarystycznej. Zdaniem samych keynesistów – neoliberalizm najpierw zepsuł keynesism, a następnie obciążył go odpowiedzialnością za własne błędy. W tym zwłaszcza za politykę sztywnych płac i cen, będącej wraz z coraz bardziej skomplikowaną inżynierią finansową czynnikiem kończącym złotą erę gospodarki 1951-1973.

Oskarżywszy keynesism o swoje przewiny – jego neoliberalni krytycy nie omieszkali też ogłosić własnych sukcesów, oczywiście związanych przede wszystkim z rzekomym pokonaniem inflacji przez thatcheryzm i reaganomikę. Problem w tym jednak, że zarówno brytyjska the Medium Term Financial Strategy, jak amerykańskie prognozy budżetowe nie przyniosły spodziewanych skutków w walce z recesją. Jej zahamowania nie przyniósł bowiem ani monetaryzm zatem, ani teoria racjonalnych oczekiwań Lucasa, ale zastosowanie odwróconych założeń keynesowskich, co doprowadziło do zduszenia inflacji poprzez skokowy wzrost bezrobocia. Keynesism nie tyle więc wykazał swoją nieskuteczność czy nieprawdziwość, co przegrał PR-owo. Przy tej okazji jednak monetaryści przeoczyli bodaj, że zadali też cios własnej teorii. Wspierając deregulację rynków monetaryści zakwestionowali bowiem swój podstawowy dogmat o priorytecie kontroli podaży pieniądza, która w nowej sytuacji finansowej stała się niemal zupełnie niemożliwa.

Murzyn robi swoje…

W efekcie w 2007/2008 roku ponownie trzeba było wzywać keynesizm na pomoc, aczkolwiek zdaniem niektórych analityków – znowu w raczej tylko mocno sektorowo i ze znaczną determinacją, by znowu odesłać go w kurze akademickich bibliotek. Abstrahując od bezpośrednich przyczyn i objawów kryzysu, związanych z bańką nieruchomości – całe załamanie rynków można było jednak wytłumaczyć najlepiej właśnie w kategoriach keynesowskich jako kolejny objaw globalnej nierównowagi, powstałej na skutek sprzężenia wzrostu skłonności do oszczędzania po stronie Chin z brakiem wzrostu inwestycji po stronie amerykańskiej, zastępowanych wzrostem konsumpcji i bańką spekulacyjną. W dodatku, jak trafnie zauważał choćby Krugman – zakres kryzysu poważnie utrudnił neoliberałom udzielanie ich standardowej rady, że nie należy robić nic, a rynki same wrócą do równowagi wspomagane racjonalnymi decyzjami swych aktorów. Również politycy znaleźli się pod poważną presją podjęcia działań, a gotowe recepty mieli właściwie niemal wyłącznie keynesiści, domagający się powszechnie stosowania bodźców fiskalnych. Problem polegał jednak na tym, że w realiach gospodarki globalnej również globalnie skoordynowana powinna być akcja antykryzysowa. A mimo formalnego podobieństwa stosowanych rozwiązań – takiego globalnego porozumienia nie było. Znowu też wyłamały się zwłaszcza Niemcy, a zatem i Unia Europejska, wybierając strategię austerity jako bliższą własnym długoterminowym celom. W praktyce zresztą również w Stanach Zjednoczonych instrumentarium keynesowskiego starano się użyć jedynie do możliwie szybkiego odtworzenia framework sprzed kryzysu. Tym samym zaś powtórzono opisany niegdyś przez Minsky’ego błąd powojenny, gdy neoklasycyzm (jak dziś neokeynesizm) uparł się ignorować immanentny i systemowy charakter niedoskonałości i niestabilności monetarno-finansowej.

Wzrost przez zadłużanie

Odwrócone (jak w latach 80-tych) czy niepełne (jak zwłaszcza po 2010) użycie instrumentów keynesowskim nie jest zatem niczym nowym. Faktycznie też, skoro swego rodzaju cechą rozpoznawczą polityki keynesowskiej jest aktywność państwa w kreowaniu polityki ekonomicznej – to współcześnie mamy do czynienia z zaangażowaniem aktorów politycznych we wspieranie procesów globalnej finansjalizacji. Ta zaś, również dzięki wsparciu międzynarodowych instytucji finansowych – może znów rozszerzać się na kraje rozwijające i czerpane z nich zwrotów Faktycznie więc wskutek „sprywatyzowanego keynesismu” mamy już do czynienia nie tylko z finance-led, ale wprost z debt-led polityką wzrostu. Z wzrostem przed zadłużanie! I to wzrostu w rozumieniu czysto neoliberalnym, a więc bez względu na koszty, także środowiskowe. Odpowiedzią, tym razem konsekwentną i kompletną miałaby być wizja Zielonego Keynesismu, tj. zarówno odzyskania równowagi zwłaszcza zatrudnienia dzięki wdrażaniu zielonych technologii, jak i uzyskania celów klimatycznych przez zastosowanie metod i stymulatorów keynesowskich. Skoro bowiem złota era gospodarki została wykreowana wskutek mariażu keynesizmu z powojennym militaryzmem – zwolennicy Green New Deal proponują ożenienie Keynesa z wojną przeciw tzw. zmianie klimatycznej, w nadziei uzyskania co najmniej zbliżonego sukcesu. Podobnie jednak jak w przypadku marksistowskiej krytyki i syntezy Keynesa – nie ma w odniesieniu do GND zgody czy miałby on być twórczą reformą gwarantującą przetrwanie kapitalizmu, oczyszczonego z głównych elementów destabilizujących, czy też raczej rewolucją zmierzającą w stronę nowego, bliżej nieokreślonego stanu. A może w ogóle samemu stanowić nową jakość, innowacyjną, partycypacyjną i pro-środowiskową? Na razie wyraźnie przeważa ta pierwsza opcja, a Zielonym Nowym Ładem chrzci się już działania neokeynesowskie z formy i neoliberalne w treści, realizowane zwłaszcza przez obecną administrację amerykańską

Kryzys COVIDowy – odpowiedź keynesowska

Pytania co dalej, także z keynesizmem uległy wzmocnieniu także w związku z kryzysem stymulowanym przez pandemię COVID-19. Badacze wciąż wprawdzie spierają się czy mamy do czynienia czy ważniejszy w naszej obecnej sytuacji jest szok podażowy, czy popytowy, zgadzając się jednak, że mamy do czynienia z sytuacją modelowego keynesowskiego zagrożenia wobec wpływu pandemii i lockdownów na wzrost produktywności, zatrudnienie, ale także skłonność do oszczędzania i w efekcie popytu zagregowanego. Wpadliśmy znów w pętlę kryzysową popytu-podaży. A skoro niezależnie od obu okrzyczanych katalizatorów (klimatycznego i okołopandemicznego) dotykają nas zjawiska opisywane wielokrotnie przez keynesizm – to również i w tej teorii szuka się dróg wyjścia. Interesującym przykładem takiego podejścia jest zastosowanie E3ME Model, przy założeniu dwóch możliwych planów odbudowy: w oparciu o wizję Green New Deal i/lub przez bezpośrednie i pilne cięcia VAT. Niestety jednak, mimo uzyskanych pozytywnych prognoz – w żadnym przypadku nie udaje się szybko odwrócić wszystkich negatywnych społeczno-ekonomicznych skutków polityki COVIDowej.

W przypadku Polski mamy oczywiście ręce związane dodatkowo prawno-polityczną zależnością od państwa europejskiego, bezpośrednią ekonomiczną zależnością od Niemiec i chaotycznymi naciskami anglosaskimi na obu tych polach. Odsuńmy na bok scenariusz polityczny, który dałby nam najwięcej także na polu gospodarki, czyli opuszczenie UE. Nawet pozostając w jej ramach musimy mieć pełną świadomość, że bez inwestycji publicznych i to w sektorach oficjalnie promowanych, związanych z transformacją energetyczną, której ni UE, ni Berlin nie będą w stanie łatwo zablokować, a ponadto bez radykalnych cięć VAT, daleko poza płytkie deklaracje Polskiego Ładu – w ogóle nie mamy co myśleć o funkcjonowaniu w realiach najgłębszego od dekad globalnego kryzysu finansowego. Aktywna polityka przemysłowa państwa, wzrost zatrudnienia i cięcie podatków konsumpcyjnych, nawet kosztem wzrostu zadłużenia i inflacji – to dziś jedyna droga ucieczki do przodu. Bo przecież tylko „głupcy i szaleńcy” nie wykorzystują wszelkich dostępnych środków – uczył nas ten, którego i tak zawsze zawołamy z najgłębszego dna każdego kryzysu. John Maynard baron Keynes.

I Michał Kalecki, ma się rozumieć.

Konrad Rękas

 

Dodaj komentarz