Robin Bed: Angka

Od Redakcji: Okres rządów Czerwonych Khmerów w latach 1975-1979 przyniósł fizyczną zagładę przedrewolucyjnej Kambodży. Rewolucjoniści zwrócili się zarówno przeciwko ludziom w jakikolwiek sposób związanym z dawnym reżymem, jak i przeciwko ich wytworom materialnym. Ich rewolucja miała ostrze antyurbanistyczne i antykonsumpcyjne. Niszczono burżuazję, jej materialne atrybuty i tępiono jej styl życia. Zaatakowano, uznane za obce, systemy religijne i wietnamską mniejszość etniczną.

Czym zatem była rewolucja kambodżańska? Była reakcją. Reakcją społeczeństwa wiejskiego, którego struktura została zaatakowana przez instytucje nowożytnej cywilizacji, niesionej przez kolonializm i neokolonializm. Wiejskie, organiczne społeczeństwo kambodżańskie zostało wyrwane ze swoich naturalnych struktur i ról. Jak informuje cytowany poniżej tekst, wielu chłopów zassanych zostało w społeczną i kulturową otchłań wielkiego miasta, targanego wszystkimi chorobami charakteryzującymi tego typu ośrodki w krajach podlegających forsownej modernizacji kapitalistycznej. Organizm społeczny został zakażony zarazkami nowożytności i na jego ciele, w stosunkowo krótkim czasie, pojawiły się ropiejące wrzody wielkich miast. Zalęgły się w nim pasożyty, w postaci powiązanych z zagranicą kompradorskich elit, wysysających siły życiowe z ludu i ze swojego kraju. W jego żyłach zamiast krwi, zaczęło płynąć złoto, trując cały organizm i doprowadzając do pomieszania zmysłów.

Rewolucja była gwałtowną reakcją układu immunologicznego kambodżańskiego społeczeństwa, którego organizm zaatakowany został przez wirusa nowożytności, liberalizmu i kapitalizmu. Była reakcją organizmu trawionego chorobliwą gorączką i szaleństwem, ale wciąż pełnego jeszcze nie wyczerpanych chorobą sił życiowych.

Rewolucji dokonano siłami ludzi młodych, mających na ogół nie więcej niż piętnaście lat. Z wykonanych w tamtym okresie zdjęć spoglądają na nas twarze nastolatków; niekiedy radośnie uśmiechnięte, niekiedy zacięte wściekłością lub okrucieństwem. To twarze pełne życia, twarze młodego, rozpieranego siłą narodu. Narodu, którego najszlachetniejsza i najbardziej niewinna, a zarazem najprężniejsza i najbardziej żywotna część, desperacko poderwała się, by pośród odbierającego świadomość cierpienia, nurzając się we krwi, rozdrapać nabrzmiałe wrzody w postaci wytworów nowoczesnej stechnicyzowanej cywilizacji, wyrwać zaropiałe paznokcie i odciąć przegniłe palce w postaci elit kompradorskich, utoczyć zepsutej krwi, zatruwającej całość narodowego organizmu.

Reakcja rewolucyjna nie była reakcją przemyślaną i skutki jej były mocno ambiwalentne. Była jednak reakcją zrozumiałą, w kontekście tego wszystkiego, co z ludami na całym świecie robią liberalizm i konsumpcyjny system zachodni. Rewolucja z jednej strony, była rezultatem rozbicia przez nowożytność tradycyjnego społeczeństwa chłopskiego; zwyciężyła siłami wykorzenionych, wyrwanych ze swoich rodzin i wiosek dzieci. Z drugiej strony, była to reakcja konserwatywnego w istocie narodu, na sączenie w jego organizm zatrutej zachodniej ideologii liberalnej. Jak wskazuje cytowany niżej wydany przez rewolucjonistów dokument, zaprowadzała ona system bardzo surowej moralnej dyscypliny, wskazania której, zasadniczo wydają się być po prostu zaprzeczeniem treści niesionych przez zachodni liberalizm.

Charakteru rewolucji kambodżańskiej nie da się usprawiedliwić, da się jednak go zrozumieć. Tekst zaprezentowany Państwu poniżej, naszym zdaniem w tym pomaga.

Ronald Lasecki

*

Robin Bed – Angka

Siedemnastego kwietnia 1975 r. do największego miasta Kambodży – Phnom Penh – wkroczyli entuzjastycznie powitani przez ludność Czerwoni Khmerzy. Jeszcze dzieci, o uduchowionych obliczach, zahartowane wojną partyzancką w dżungli, niczym Mowgli w czarnych koszulach i z kałasznikowami w rękach, tak niepodobni do żołnierzy Lon Nola którzy właśnie uciekli z miasta. Tych obrośniętych w tłuszcz papug w operetkowych mundurach, obwieszonych jak choinki medalami za wojnę przeciwko własnemu narodowi w żaden sposób nie można było porównać z Czerwonymi Khmerami. Czerwonymi nie z powodu przekonania do idei marksizmu-leninizmu, ale od czerwonej barwy ich rodzinnej ziemi – górskich rejonów Kambodży, gdzie Angka Loeu – Najwyższa Organizacja – od lat otrzymywała wsparcie od ludności cywilnej. Mieszkańcy metropolii mieli powody do radości ze zwycięstwa Czerwonych Khmerów, u których dowódcy różnili się od żołnierzy tylko posiadaniem zegarków i długopisem wystającym z kieszeni na piersi. Zakończyli oni bowiem koszmar rządów Lon Nola, trwający od 1970 r. To wtedy prawicowe, proamerykańskie siły reprezentujące interesy skorumpowanych urzędników i spekulantów, prowadzone przez byłego współpracownika KGB generała Lon Nola i księcia Sirik Mataka pozbawiły władzy księcia Norodoma Sihanouka, budowniczego „khmerskiego socjalizmu”. Sihanouk, przebywający wówczas w Pekinie, skazany został na karę śmierci. Z nową siłą wybuchła wojna domowa trwająca nieprzerwanie od 1945 r. Pierwszą rzeczą jaką zrobił Lon Nol aby uderzyć w opozycję było zwrócenie się o pomoc do Stanów Zjednoczonych. Amerykanie z chęcią pomogli. W latach 1970-73 piloci amerykańscy zrzucili 500 tysięcy ton bomb na terytorium Kambodży. Na wyposażenie wojsk rządowych walczących z praktycznie nieuzbrojonymi chłopami USA wydały 1,75 miliarda dolarów. Efektem trwającej pięć lat wojny i amerykańskich nalotów dywanowych była śmierć i kalectwo które dotknęły ponad milion ludzi. Później odpowiedzialność za to przypisano „krwawemu reżimowy Pol Pota i Ieng Sarego”. Czerwoni Khmerzy wkroczyli do Phnom Penh nie napotykając oporu. Trzydziestu najwyższych urzędników, w tym Lon Nol, oraz 82 amerykańskich doradców wojskowych ewakuowało się helikopterami pod eskortą żołnierzy amerykańskiej piechoty morskiej. Operację ewakuacji nazwaną pięknie „Eagle Pull” przeprowadzono 14 kwietnia. Oto co pisał o niej dziennikarz „New York Times”:

Po tym jak Ameryka przez pięć lat pomagała pogardzanemu przez siebie feudalnemu rządowi i toczyła wojnę bez szans na zwycięstwo zobaczyliśmy smutny obraz ewakuacji z ambasadorem trzymającym w jednej ręce amerykańska flagę, w drugiej wielką walizkę. (…) Jedna siódma mieszkańców zginęła lub została ranna, uchodźców są setki tysięcy, kraj został zdewastowany, dzieci umierają z głodu.”

To samo pisały wtedy „Prawda” i „Izwiestia”: „Wierny zasadom internacjonalizmu i solidarności z prowadzącymi walkę narodowowyzwoleńczą Związek Radziecki zawsze wspierał kambodżańskich patriotów. (…) Owi patrioci walczą o wprowadzenie Kambodży do obozu państw demokratycznych, zasady pokoju i niezaangażowania w stosunkach międzynarodowych oraz możliwość odnalezienia właściwego miejsca w życiu publicznym dla każdego obywatela.” Szczególnie dotyka ostatnie zdanie. Nawet Pol Pot i Ieng Sary nie ujęliby tego lepiej.

Po dojściu do władzy, Angka rozpoczęła natychmiastową realizację trzech postawionych sobie zadań:

– powstrzymania polityki rujnowania chłopów – fundamentu kambodżańskiego społeczeństwa, wyeliminowania korupcji i lichwy,

– wyrwania Kambodży spod wieloletniej dominacji obcych mocarstw,

– zatrzymania narastającej w kraju anarchii poprzez ustanowienie silnej władzy państwowej.

Pierwszym krokiem podjętym dla realizacji postulatów Czerwonych Khmerów było wysadzenie Banku Narodowego. Pieniądz – podstawa społeczeństwa burżuazyjnego – został zniszczony. Chociaż Lenin, Mao czy Fidel rozumieli konieczność takiego ruchu, nigdy się na niego nie zdecydowali. Pieniądze odegrały ważną rolę w powojennej historii Kambodży. Zagraniczne pożyczki uczyniły kraj w pełni zależnym najpierw od Francji potem od USA, pozbawiając Kambodżę własnego przemysłu. Miliardy franków i dolarów przeznaczone na inwestycje gospodarcze trafiły do kieszeni garstki urzędników, wyższych oficerów i rekinów czarnego rynku. Większość mieszkańców kraju była skazana na biedę i brak perspektyw. Wytworzyła się także „elita” barmanów, dilerów i prostytutek której względne powodzenie wydawało się więcej niż dziwne na tle kryzysu rolnictwa i braku produkcji przemysłowej. Eksperyment Sihanouka z „khmerskim socjalizmem” i rządy Lon Nola doprowadziły do ucieczki z kraju 3,5 miliona osób. Zniszczone przez eksperymenty gospodarcze i wojnę rolnictwo nie było w stanie wyżywić mieszkańców kraju. Pieniądze z pożyczek wydawano na zakup żywności za granicą. Brzmi znajomo, prawda? Reżim Lon Nola pozostawił smutne dziedzictwo. Produkcja ryżu wynosiła jedną czwartą poziomu z roku 1969, produkcja przemysłowa – jedną ósmą. Zniszczono trzy czwarte przedsiębiorstw, dwie trzecie plantacji kauczuku. Kauczuk był dla Kambodży tym, czym ropa dla Rosji – głównym produktem eksportowym. Trzy czwarte dróg i torów kolejowych było w ruinie. Gdyby porównać sytuację w Kambodży w 1970 r. i w Rosji po wojnie domowej, młody Kraj Rad wydawałby się kwitnący. Oczywiście, za upadek gospodarki dziś obwiniani są Pol Pot i Ieng Sary i ich „krwawa klika.”

Po zniszczeniu Banku Narodowego Czerwoni Khmerzy zaczęli przeprowadzać w Phnom Penh masowe egzekucje. Poddano im ludzi i przedmioty. To, co w oczach bojowników z imperializmem uosabiało zło. Tostery i miksery Merci i Sharp były publicznie rozbijane młotami podczas swoistych performance’ów przeprowadzanych przez praktycznie niepiśmiennych chłopów którzy nigdy nie słyszeli o postmodernizmie czy undergroundzie. Rozpoczęły się wywózki, a raczej ponowne osiedlanie mieszkańców na terenach wiejskich. Kraj potrzebował ryżu.

W 1960 r. liczbę mieszkańców Phnom Penh szacowano na 350 tysięcy, a w 1975 r. – 3 miliony. Miasto było jedynym miejscem, w którym mogli się wyżywić. Proletariat – w klasycznym znaczeniu tego słowa – stanowił nieznaczący ułamek ludności. Reprezentowali go głównie pracownicy transportu i zakładów naprawczych. W ciągu 72 godzin „nowych mieszkańców” jak określała ich Angka, załadowano do autobusów i ciężarówek skonfiskowanych przez władze i przewieziono na tereny wiejskie. Przypomina to czasy Breżniewa i wysyłanie pracowników szkół muzycznych i instytutów badawczych „na wykopki”. Hasła Angki głosiły: „Kraj musi się sam wyżywić.” „Od tej pory jeśli ludzie chcą jeść, muszą zapracować na swe pożywienie na polach ryżowych.” „Miasto – siedliskiem występku.” Przerażające widmo ośmiornicy żądnej ofiar, pożerający ludzi Moloch tak nienawidzony przez Machnę czy Emila Verhaerena został z woli Angki usunięty w trzy dni. Mieszkańców podzielono na trzy kategorie. „Starych mieszkańców” – głównie ludność z terenów lesistych i górskich od początku wspierającą Czerwonych Khmerów, wieśniaków z terenów wyzwolonych i członków Angki. „Nowymi mieszkańcami” nazywano tych których wysyłano na wieś – najemnych pracowników rolnych których wojna zmusiła do ucieczki do miast i mieszkańców terenów zajętych przez Angkę po zwycięstwie. Trzecia kategoria była przeznaczona do eliminacji. W większości byli to żandarmi i policjanci reżimu Lon Nola. Za jego czasów armia liczyła 550 tysięcy ludzi, którzy pod kierownictwem Amerykanów walczyli przeciw własnemu narodowi. Tych, którzy nie przeszli na stronę Czerwonych Khmerów przez 17 kwietnia 1975 r. rozstrzeliwano na miejscu. Ale co innego można było zrobić z ludźmi, którzy wymyślnie torturowali i mordowali schwytanych partyzantów na przykład obkładając ich oponami i podpalając? Skorumpowani urzędnicy, geniusze giełdowego parkietu, spekulanci wszelkiej maści czy intelektualiści którzy zatruwali umysły młodych ucząc ich zgodnie z amerykańskimi programami zostali oszczędzeni, chociaż służyli reżimowi krzywdząc mieszkańców Kambodży nie mniej niż brutalna policja. Większość z nich miała stanąć oko w oko z przyrodą. Przyzwyczajone do piór i kalkulatorów dłonie pokrywające się krwawymi bąblami, tropikalne owady kąsające tłuste ciała, całkowite nieprzystosowanie do prostej pracy polegającej na uprawie ryżu były dla dawnych panujących jak napomnienie – „nie jesteście u siebie, lepiej będzie gdy umrzecie.” Cios motyką, tak często przewijający się w późniejszych doniesieniach o okrucieństwach „krwawej kliki Pol Pota i Ieng Sarego” był raczej ciosem łaski, wybawiającym od bycia pożeranym żywcem przez tropikalne skolopendry.

Do trzeciej kategorii zaliczono też mnichów buddyjskich, mimo, że wielu buddystów brało udział w walce z francuskimi kolonialistami i amerykańskimi najeźdźcami. Jednak współpraca mnichów przy budowie „khmerskiego socjalizmu” Sihanouka i współpraca z reżimem Lon Nola który uczynił buddyzm religią państwową, całkowicie pozbawiły Czerwonych Khmerów uczuć religijnych. Prości chłopi nie rozumieli, dlaczego Bóg dopuścił do chaosu który niszczył ich ziemię. W postanowieniu Angki czytamy: „Dlaczego Khmerzy mają wyznawać religię która przyszła z zewnątrz? Nasza rewolucyjna partia odrzuca religię buddyjską. Bracia podążający za Angką winni odrzucić buddyzm, gdyż jest on wrogi Angce i sprzyja imperializmowi.” Mnichów którzy protestowali, rozstrzeliwano na miejscu.

Kiedy zwolennicy abstrakcyjnych ideałów humanizmu wylewają łzy nad posłaniem pasożytów z Phnom Penh do pracy na roli, zupełnie zapominają a raczej pokazują, że nie wiedzą co zaszło w Kambodży w latach 1952-55. Były to czasy „przegrupowania”. Mieszkańcy wsi popierający walczący z Francuzami i monarchią ruch Khmer Issarak byli wysiedlani z domów, wiosek i osad do budowanych za amerykańskie pieniądze „modelowych wsi” budowanych przy drogach. Domy i chaty budowano z blachy falistej którą organizacje humanitarne uznały za idealną w kambodżańskich warunkach klimatycznych. Umiejętność uprawy ryżu była zupełnie ignorowana w tych „osadach spokoju.” Podkreślano łatwość z jaką policja i żandarmeria mogły kontrolować mieszkańców. Dawne wioski i pola spalono miotaczami płomieni. Mieszkańcy mieli do wyboru chaty z blachy, dołączenie do partyzantki albo ucieczkę do miasta w poszukiwaniu jakiejkolwiek pracy. Nie wiadomo jak wielu chłopów zginęło przy wysiedleniach. Oficjalne statyki szacują liczbę ofiar na milion. Na bazie tych wiosek książę Sihanouk i urzędnicy państwowi chcieli zbudować „khmerski socjalizm.”

Organizacja zwana pięknie „Królewską Służbą Kooperacji” szybko rozkradła pieniądze z kredytów. Chłopi znów zostali z niczym, a spółdzielnie uznano w połowie lat sześćdziesiątych za „niewydajne gospodarczo”. Dzieci i wnuki wysiedlonych w latach pięćdziesiątych chwyciły za broń i odpłaciły dawnym prześladowcom. Liczba ofiar pierwszego roku rządów Angki wyniosła 1,2 miliona osób. Ale do 1979 r. kiedy umiarkowane skrzydło Partii Komunistycznej wspierane przez Wietnam usunęło z Phnom Penh „krwawą klikę Pol Pota i Ieng Sarego” Kambodża była krajem samowystarczalnym pod względem żywności. Nie musiała prosić nikogo o pomoc. Angka powstała w latach sześćdziesiątych na bazie Ludowej Partii Rewolucyjnej liczącej 250 członków. Na drugim kongresie partii zadecydowano o powołaniu Tajnej Gwardii – przyszłych Czerwonych Khmerów. W roku 1970, na początku dyktatury Lon Nola, organizacja liczyła kilka tysięcy członków. Brak danych o jej liczebności do roku 1977, kiedy nastąpiło przekształcenie w Komunistyczną Partię Kampuczy. Pochodzące z 1979 r. dane podające liczbę 100 tysięcy członków należy odrzucić jako propagandę. Członkowstwo w Angce miało charakter tajny, nikt nie miał prawa ujawnić swego członkowstwa ani tajemnic Organizacji. Polecenia Angki przekazywano tylko osobom w wieku od 16 do 24 lat – najbardziej energicznym i nie zepsutym przez imperialistyczną propagandę. Cała działalność Angki była spowita tajemnicą. Na przykład Pol Pot podpisywał się pod rozkazami jako „Towarzysz 87”. Władza państwowa  wydawała się niezależna od Organizacji i w 1977 roku nikt nie wiedział, że premier Pol Pot szefuje Angce. Komunistyczna Partia Kampuczy, Czerwoni Khmerzy i tajna Angka Loeu przeżyły upadek Pol Pota prowadząc działania partyzanckie jeszcze 20 lat po wietnamskiej interwencji. Pol Pota i Ieng Sarego przedstawia się często jako azjatyckich Hitlerów którzy przejęli organizację i nadali jej nowy kierunek. Kambodża nie otrzymywała praktycznie żadnej pomocy z zewnątrz. Wsparcie Chin, borykających się z problemami po śmierci Mao i w czasie rządów „bandy czworga” ograniczało się do pomocy wojskowej. Jedyną rzeczą jaką Korea Północna zrobiła dla swoich „indochińskich braci” było nadanie Pol Potowi Gwiazdy Bohatera Korei. Co ciekawe, w Kambodży za czasów Pol Pota nie było kultu jednostki znanego ze stalinowskiej Rosji i maoistowskich Chin. Na pierwszym miejscu stała zawsze Angka. „Dobrobyt Kambodży to dzieło pracy Angki, głoszącej twardą linię polityczną, wzywającej do pełnej niezależności i autarkii.”  „Myślcie tylko o tym, by wytwarzać więcej. O wszystkim innym pomyśli Angka.” „Angka – doskonała, absolutnie doskonała.” „Każdy powinien odczuwać radość z bycia użytecznym narzędziem w reku Angki.

Ideologia Angka Loeu była prosta i nieobciążona zbędnymi skomplikowanymi założeniami teoretycznymi. Jej podstawy wyłożył  w dużym skrócie Pol Pot w swojej „Czerwonej Książeczce”: „ Z perspektywy światopoglądu nie-rewolucyjnego celem życia jest posiadanie domu, rodziny, bogactwa i kariery zawodowej oraz czerpanie z nich zadowolenia. Światopogląd rewolucyjny głosi, że życie należy oddać Rewolucji. Jeśli nie walczy się o ideały rewolucyjne, życie nie ma znaczenia.

Odsunięcie Pol Pota i Ieng Sarego od władzy nie przywróciło pokoju. Znów jak diabeł z pudełka pojawił się socjalista, książę Sihanouk. Komunistyczny rząd Hun Sena do 1984 r. teoretycznie kontynuował politykę Angki, w praktyce pozostając zależnym od Chin, Wietnamu i Związku Radzieckiego. Angka kierowana przez dr Khieu Sampana liczyła ok. 40 tysięcy członków i prowadziła operacje zbrojne odnosząc liczne sukcesy. W 1993 przy wsparciu „błękitnych hełmów” ONZ wyniesiono do władzy księcia Norodoma Ranariddha. Był to powrót do sytuacji z czasów Lon Nola. Znów szerzyła się korupcja i oszustwa finansowe. Pożyczki z Zachodu wydawano na żywność i wyposażenie dla sześćdziesięciotysięcznej armii w której służyło 2 tysiące generałów i 10 tysięcy pułkowników. Z Tajlandii przywleczono do kraju AIDS. Wydrukowano nowe piękne banknoty przedstawiające wysadzoną przez Czerwonych Khmerów świątynię Angkor. W 1997 r. Angka zdecydowała się poświęcić Pol Pota dla wzmocnienia swojej międzynarodowej pozycji. Urządzono uroczysty proces. Nikt nie pilnował dyktatora, nie było oskarżycieli ani obrońców. Pol Pota skazano na dożywotni areszt domowy. Przebywał w nim z żoną i córką aż do śmierci która nastąpiła 14 kwietnia 1998 r. – trzy dni przed Świętem Wyzwolenia Kampuczy.

Jak dotąd, historia ukazuje Czerwonych Khmerów i ich rządy jako swoistą anomalię. Jakby z dżungli wyłonili się „urodzeni mordercy” którzy zaczęli zabijać dobrych finansistów, sprawiedliwych żandarmów i mądrych urzędników. W rzeczywistości był to bunt. Kambodżański bunt. Nie tak pozbawiony sensu i nie tak okrutny jak się do przedstawia. Khmerów od wieków postrzegano jako skłonnych raczej do kontemplacji niż do czynu, czy wręcz leniwych. Dopiero lata francuskiej, japońskiej, znów francuskiej okupacji, czasy „socjalistycznych” eksperymentów, okupacja amerykańska, dyktatura Lon Nola służąca interesom najbardziej skorumpowanych biurokratów i oligarchów finansowych doprowadziły do powstania nowych Khmerów – czerwonych, nie tracących czasu na rozmyślania. „Übermenschów” z kałasznikowami w dłoniach i nerwami ze stali.

Nic nie bierze się z niczego. Wczoraj to dziś, dziś to jutro.

Tłumaczenie – Redakcja Xportal.pl

(tekst ukazał się w piśmie „Limonka”, nr 170, maj 2001)

*

Kodeks moralny wprowadzony po dojściu Czerwonych Khmerów do władzy:

1. Będziesz kochał robotników i chłopów, czcił ich i służył im.

2. Będziesz służył ludowi, gdziekolwiek jesteś, całym swoim sercem i umysłem.

3. Będziesz szanował lud, nie przynosząc uszczerbku jego interesom, nie dotkniesz jego własności i upraw; nie przywłaszczysz sobie nawet tyle co jedno ziarno pieprzu i nie powiesz nawet jednego złego słowa przeciwko niemu.

4. Będziesz błagał lud o wybaczenie, jeśli popełnisz błąd w zachowaniu wobec niego. Jeśli narazisz na szwank interesy ludu, wynagrodzisz mu wszelkie straty.

5. Będziesz szanował prawa ludu w mowie, śnie, idąc, stojąc, siedząc, w powadze i radości.

6. Nie uczynisz niczego niewłaściwego wobec kobiety.

7. W jedzeniu i piciu ograniczysz się jedynie do rewolucyjnych produktów

8. Nigdy nie będziesz uprawiał hazardu.

9. Nie dotkniesz pieniędzy ludu. Nie położysz ręki nawet na jednym ziarnku ryżu czy tabletce leku, będących własnością społeczną państwa czy ministerstwa.

10. Będziesz zachowywał się łagodnie wobec ludu pracującego i klasy robotniczej oraz wszystkich obywateli. Wobec wrogów, amerykańskich imperialistów i ich marionetek będziesz podsycał swą nienawiść.

11. Będziesz wspierał pracę ludu i kochał jej owoce.

12. Będziesz walczył z determinacją i poświęceniem z każdym wrogiem, przeciwnością, gotowy złożyć wszystko, nawet własne życie dla ludu, robotników i chłopów, rewolucji i Organizacji.

Girl in Khmer Rouge uniform

18 komentarzy

  1. Dobry tekst!

  2. Stachunator S

    Jak dobrze, że Wietnamczycy roznieśli to tałatajstwo.

  3. W tym samym numerze Limonki inny ciekawy tekst:
    http://limonka.nbp-info.com/170_article_1226838018.html

  4. W tym samym numerze Limonki inny ciekawy tekst:
    http://limonka.nbp-info.com/170_article_1226838018.html

  5. >> Oczywiście, za upadek gospodarki dziś obwiniani są Pol Pot i Ieng Sary i ich „krwawa klika.”

    Co oczywiście jest absurdalnym zarzutem, bo w komunistycznych krajach tak po prostu zbiegiem okoliczności zawsze było, że ich bieda wynikała: a) z wcześniejszej działalności złowrogich kapitalistów i imperialistów, po których nawet życiodajny komunizm będzie musiał sprzątać przez 50 lat; b) z niedawnych wojen rozpętanych przez kapitalistów i imperialistów, po których to wojnach j.w.; c) z embarg i restrykcji narzucanych przez kraje kapitalistyczne i imperialistyczne, którym to ograniczeniom nie sprosta nawet samowystarczalna i dobrze zaplanowana gospodarka komunistyczna, bo przecież cudów nie ma; d) z niekorzystnego klimatu, pogody, katastrof naturalnych etc., które przecież mogą zdarzyć się wszędzie; e) z dowolnej kombinacji czynników powyższych w różnych proporcjach. Nigdy z winy samego ustroju 😉

    • Za mało atencji na gejbelce i przyszedłeś szukać jej tutaj? 😉

      • Stały Czytelnik

        ATW wreszcie zaczął rozumieć, że teorie australopiteckiej szkoły ekonomii i ogólnie liberalizm prowadzą do nieciekawych efektów. 😉
        Czekamy na powrót do promowania przez niego idei Dżamahirriji i Sztormu 68!

    • narodowy agrarysta

      Hmm, to zupełnie jak krachy gospodarcze i niekorzystne procesy w państwach “wolnego rynku”: a) nigdy nie są winą ustroju ekonomicznego; b) jeśli się zdarzają, to znaczy, że państwo nie było wolnorynkowe, tylko kryptosocjalistyczne, bo w wolnorynkowym na pewno nic takiego by się nie stało; c) a w ogóle to zjawiska, które źli socjaliści nazywają w swojej ciasnocie i ekonomicznej ignorancji niekorzystnymi wcale takie nie są, bo przecież nie ma nic złego w tym, że jakieś inne państwo w sposób wolny i bez żadnych ograniczeń (to by był zły “interwencjonizm”) wykupiło nam całą gospodarkę albo uzależniło ją od siebie.

  6. >> Oczywiście, za upadek gospodarki dziś obwiniani są Pol Pot i Ieng Sary i ich „krwawa klika.”

    Co oczywiście jest absurdalnym zarzutem, bo w komunistycznych krajach tak po prostu zbiegiem okoliczności zawsze było, że ich bieda wynikała: a) z wcześniejszej działalności złowrogich kapitalistów i imperialistów, po których nawet życiodajny komunizm będzie musiał sprzątać przez 50 lat; b) z niedawnych wojen rozpętanych przez kapitalistów i imperialistów, po których to wojnach j.w.; c) z embarg i restrykcji narzucanych przez kraje kapitalistyczne i imperialistyczne, którym to ograniczeniom nie sprosta nawet samowystarczalna i dobrze zaplanowana gospodarka komunistyczna, bo przecież cudów nie ma; d) z niekorzystnego klimatu, pogody, katastrof naturalnych etc., które przecież mogą zdarzyć się wszędzie; e) z dowolnej kombinacji czynników powyższych w różnych proporcjach. Nigdy z winy samego ustroju 😉

    • Za mało atencji na gejbelce i przyszedłeś szukać jej tutaj? 😉

      • Stały Czytelnik

        ATW wreszcie zaczął rozumieć, że teorie australopiteckiej szkoły ekonomii i ogólnie liberalizm prowadzą do nieciekawych efektów. 😉
        Czekamy na powrót do promowania przez niego idei Dżamahirriji i Sztormu 68!

    • narodowy agrarysta

      Hmm, to zupełnie jak krachy gospodarcze i niekorzystne procesy w państwach “wolnego rynku”: a) nigdy nie są winą ustroju ekonomicznego; b) jeśli się zdarzają, to znaczy, że państwo nie było wolnorynkowe, tylko kryptosocjalistyczne, bo w wolnorynkowym na pewno nic takiego by się nie stało; c) a w ogóle to zjawiska, które źli socjaliści nazywają w swojej ciasnocie i ekonomicznej ignorancji niekorzystnymi wcale takie nie są, bo przecież nie ma nic złego w tym, że jakieś inne państwo w sposób wolny i bez żadnych ograniczeń (to by był zły “interwencjonizm”) wykupiło nam całą gospodarkę albo uzależniło ją od siebie.

  7. Też dziękuje za tłumaczenie, przy najbliższej okazji masz R. u mnie browarka…

  8. Też dziękuje za tłumaczenie, przy najbliższej okazji masz R. u mnie browarka…

  9. Kornel Sawiński

    Świetny tekst, dzięki za tłumaczenie!

  10. Kornel Sawiński

    Świetny tekst, dzięki za tłumaczenie!

Dodaj komentarz