Adam Danek: Euro-Ameryka

W środowiskach prawicowych, a także w kręgach zainteresowanych geopolityką, próbuje się od pewnego czasu kreować Unię Europejską na lepszą alternatywę dla USA i orientacji proamerykańskiej, zwanej pogardliwie atlantyzmem. Czyni to zwłaszcza jeden z najważniejszych dziś polskich przedstawicieli Prawicy, wybitny pisarz polityczny i myśliciel geopolityczny p. Tomasz Gabiś, a z jego pism czerpią inspirację pomniejsi zwolennicy takiej optyki. Ale przeciwstawianie Ameryce – największemu światowemu rozsadnikowi demoliberalizmu – „prawicowego” obrazu Unii Europejskiej to czysta autosugestia, tworzenie sobie w wyobraźni sztucznych rajów. Unia Europejska bowiem sama jest atlantyzmem.

Decyzyjne jądro UE tworzą dwa państwa – Niemcy i Francja. Niemcy odgrywają rolę właściwego motoru politycznego „integracji europejskiej”; to one przede wszystkim wyznaczają cele oraz koordynują i finansują działania. Francja natomiast spełniała dotąd w procesie „integracji europejskiej” funkcję głównego, najgłośniej krzyczącego propagandzisty. Kiedy przedstawiciele Unii wzywali rządy innych państw do podporządkowania się przez nie „interesowi europejskiemu”, żądali w ten sposób spełniania przez nie życzeń Niemiec, ale zazwyczaj to politycy francuscy najbardziej wrzaskliwie i najbezczelniej rugali państwa, które do „interesu europejskiego” nie chciały się dostosować dostatecznie szybko. Część badaczy i teoretyków „integracji europejskiej” otwarcie pisze o istnieniu „hegemona integracyjnego” w postaci Niemiec i Francji lub samych Niemiec. W praktyce wszystko jedno, jak dokładnie wygląda ów pakt hegemoniczny, bo i Niemcy, i Francja należą do obozu atlantyckiego, czyli amerykańskiego.

W pierwszej połowie poprzedniej dekady Unią Europejską tak naprawdę kierowali dwaj względnie antyamerykańscy politycy: kanclerz Gerhard Schröder i prezydent Jacques Chirac. Wtedy można jeszcze było się łudzić, że Unia dąży do emancypacji spod władzy USA i przekształcenia się w konkurencyjne względem Stanów centrum polityczne – i zauważmy, że właśnie w tym okresie (1999-2004) p. Gabiś propagował koncepcję rozwinięcia UE w Imperium Europejskie na łamach redagowanego przez siebie, znakomitego „postkonserwatywnego” pisma „Stańczyk”. Nawiasem mówiąc, obaj ci politycy alternatywę dla orientacji amerykańskiej dostrzegali nie w Unii Europejskiej samej w sobie, ale w jej związku z Rosją. W swoich państwach obydwaj związani byli z orientacją rosyjską. Gerhard Schröder praktycznie od zawsze funkcjonował na niemieckiej scenie politycznej jako agent wpływu Moskwy. Będąc młodym prawnikiem, bronił lewackich terrorystów z Frakcji Czerwonej Armii, inspirowanych i szkolonych przez tajne służby państw bloku sowieckiego. W okresie swego kanclerstwa nie przegapił chyba żadnej okazji, by kordialnie wyściskać się przed kamerami z prezydentem Putinem. Po zakończeniu urzędowania w 2005 r. został przez tego ostatniego wynagrodzony synekurą w radzie nadzorczej konsorcjum Nord Stream, budującego Gazociąg Północny między Niemcami i Rosją. Jacques Chirac w dawniejszych czasach wizytował stolicę Związku Sowieckiego i fotografował się z Leonidem Breżniewem, w nowszych – podkreślał, że jego drugim językiem nie jest angielski, lecz rosyjski.

Ostatni numer „Stańczyka” ukazał się w roku 2004. Później antyamerykańscy Schröder i Chirac ustąpili miejsca tandemowi proamerykańskiemu – Angeli Merkel i Nicolasowi Sarkozy’emu. Kurs polityczny ich poprzedników szybko poszedł w odstawkę. W 2009 r., w pięćdziesiątą rocznicę zawiązania Paktu Północnoatlantyckiego, Francja z pompą powróciła do wojskowych struktur NATO, które opuściła za rządów gen. Charlesa de Gaulle’a. Dwa lata później objęła obok USA przywództwo nad krwawą, cynicznie uzasadnioną inwazją na „niedemokratyczną” Libię (swój drugoplanowy udział miały w niej też niestety władze państwa polskiego). Mniej więcej w tym samym czasie Niemiecka Republika Federalna z błogosławieństwem Waszyngtonu organizowała działania obliczone na wywrócenie rządu „niedemokratycznej” Białorusi. Zgodnie z podanymi do wiadomości publicznej ustaleniami organów tego państwa pierwszoplanową rolę w animowaniu nieproporcjonalnie nagłośnionych wystąpień białoruskiej „opozycji demokratycznej” rok temu odegrała BND, czyli niemiecka Federalna Służba Informacyjna (wspierana, niestety, przez polską Agencję Wywiadu). Ostatnie, lecz nie najmniej ważne: po utworzeniu stanowiska szefa wspólnej polityki zagranicznej UE powierzono je Catherine Ashton, członkini elity rządowej Wielkiej Brytanii – od I wojny światowej tradycyjnego europejskiego sojusznika Ameryki.

Jeszcze bardziej, niż na polu polityki zagranicznej, podporządkowanie Unii Europejskiej hegemonii Stanów Zjednoczonych uwyraźnia się na polu polityki obronnej i bezpieczeństwa, prowadzonej w poszczególnych państwach członkowskich pod amerykański strychulec. Przeprowadza się w nich tak zwaną szumnie „modernizację” sił zbrojnych, czyli systematyczną redukcję liczebności armii i zmniejszanie jej budżetu, a w konsekwencji – stopniowe rozbrojenie państwa. „Modernizacja” ma prosty cel: obniżenie zdolności obronnych państw europejskich, uzależnienie ich w ten sposób od pomocy militarnej USA, a tym samym utrzymanie i wzmocnienie ich politycznej wasalności wobec Waszyngtonu. Jako punkt dojścia procesu „modernizacji” podaje się narzucany odgórnie przez amerykańskich planistów model „małej, sprawnej armii zawodowej”, czyli takiej, którą można w każdej chwili przerzucić szybko w najodleglejsze miejsca na ziemi, by tam mogła pełnić zadania sił pacyfikacyjnych, okupacyjnych i policyjnych w kolejnych neokolonialnych wojnach Stanów Zjednoczonych, jeśli zajdzie potrzeba. Taka „restrukturyzacja” armii odbywa się obecnie w Niemczech, państwie przywódczym Unii, gdzie pobór do wojska został zawieszony, jego budżet – poważnie zredukowany, a liczebność – na przeciągu minionych dwóch lat zmniejszona o ponad pięćdziesiąt tysięcy żołnierzy, przy czym zapowiada się jej dalsze ograniczanie. Niedawne wprowadzenie w Bundeswehrze możliwości podjęcia służby przez obywateli innych państw jeszcze bardziej upodobnia ją do bezideowej armii najemnej. Analogiczny schemat (redukcje i cięcia przy jednoczesnym wstrzymaniu poboru) realizuje się w Polsce. Nawet w Szwecji, państwie tradycyjnie neutralnym i nie zrzeszonym w NATO (ale zrzeszonym w UE), zlikwidowano model armii narodowej (oparty na powszechnym obowiązku służby wojskowej) na rzecz komercyjno-kontraktowego modelu „małej, sprawnej armii zawodowej”. Poszczególne państwa członkowskie Unii Europejskiej posłusznie przebudowują swoje siły zbrojne tak, aby ich struktura była komplementarna z aktualnymi potrzebami USA. Narzucanej odgórnie „modernizacji” wojska stosunkowo najbardziej opiera się Francja. Nad Sekwaną wprawdzie też przeforsowano „uzawodowienie” armii (1996-2002), uzasadniając je, jak wszędzie, nowomową o „konieczności dostosowania się do nowych wyzwań”, i zniesiono pobór, niemniej francuska młodzież wciąż podlega obowiązkowemu przeszkoleniu obronnemu, a pomimo kolejnych redukcji siły zbrojne tego państwa wciąż liczą „aż” ok. 350 tysięcy ludzi (czyli mniej więcej tyle, ile przy swoim obecnym zaludnieniu powinna posiadać mniejsza od Francji Polska).

Unię Europejską niekiedy przeciwstawia się Stanom Zjednoczonym w sferze kultury, akcentując w tej dziedzinie wyższość Europy nad Ameryką. Tymczasem w świetle badań socjologów najwyższy poziom zamerykanizowania w Europie wykazują społeczeństwa Niemiec i Francji, państw przewodzących Unii. Tożsamość ideowa samej Unii Europejskiej opiera się zaś na spuściźnie „oświecenia”, demokracji, liberalizmie i ideologii „praw człowieka” – tych samych elementach, z których wyrosły USA. Wielkie tradycje kultury europejskiej są Ameryce obce i wstrętne, ale są też obce i wstrętne współczesnej Europie (Zachodniej). Państwa „starej Unii” w sferze najogólniej pojmowanych idei eksportują do pozaeuropejskich kręgów kulturowych ten sam wyrób, co Stany: konsumpcyjny styl życia (czyli „materializm praktyczny”), rozwiązłą, wulgarną i głupią popkulturę, papkę medialną, polityczną poprawność, pornografię i antykoncepcję. Na płaszczyźnie geokultury nie można dostrzec żadnej suwerenności UE względem USA.

Unia Europejska to nie żadne „imperium in statu nascendi”, lecz narzędzie USA do kontroli i dyscyplinowania państw Europy, sprawowanych ze współudziałem Niemiec. W środowiskach niemieckiej Prawicy do 1990 r. Niemiecką Republikę Federalną nazywano pogardliwie „republiką bońską”. Po zjednoczeniu (albo raczej wchłonięciu NRD) NRF pozostała tą samą, demoliberalną i zamerykanizowaną „republiką bońską”, przesuniętą geograficznie nieco bardziej na Wschód. Z punktu widzenia geografii idei Niemcy na mapie Europy tworzą dziurę, z której nic wartościowego nie wychodzi – i nic nie pozwala sądzić, by stan ten miał w przewidywalnej przyszłości ulec zmianie. Unię Europejską można równie dobrze nazywać Euro-Ameryką. Konsekwentnie, zamiast o atlantyzmie powinno się mówić o euratlantyzmie.

Berlin i Bruksela nie oferują żadnej rzeczywistej alternatywy w stosunku do Waszyngtonu. Na razie nie oferuje jej też, niestety, Paryż, zapomniawszy o tradycji pozostawionej przez gen. de Gaulle’a. Jeżeli nie w Unii Europejskiej, to gdzie szukać wizji geopolitycznych odmiennych od amerykańsko-zachodnioeuropejskiego New World Order?

Część polskich środowisk prawicowych, nacjonalistycznych, czy w ogóle zainteresowanych geopolityką, spogląda w stronę Rosji. Ale Rosja sama zmaga się z wewnętrzną inwazją McŚwiata. Tam również westernizacja czyni spustoszenie w kulturze umysłowej, politycznej, ekonomicznej i obyczajowej, a narodowe tradycje przerabia się na dodatek do frytek. W polityce zagranicznej Rosja wyraźnie zmniejsza w ostatnich latach swój dystans do USA. W 2008 r. przyjęła amerykańską propozycję dokonania resetu dotychczasowych stosunków. Trzy lata później dyplomatycznie przymknęła oczy na agresję na Libię. Najgorszym scenariuszem przyszłości byłoby powstanie kordialnego trójkąta Stany Zjednoczone – Unia Europejska – Rosja. Dla krajów Europy Środkowej i Wschodniej mogłoby to oznaczać pułapkę bez wyjścia (chyba, że to wyjście prowadziłoby do Pekinu).

Wiele zależy więc od dalszego kształtowania się orientacji politycznej Rosji. Dopóki jednak nie wiadomo, jak ono pobiegnie – a nie da się wykluczyć, że górę weźmie tam orientacja zachodniacka – Polsce nie pozostaje chwilowo nic innego, niż dążyć do zacieśnienia kontaktów z pozostałymi państwami Europy Środkowej i Wschodniej, zaniedbywanych przez polskie rządy co najmniej od kilkunastu lat. Aby oprzeć je na gotowej infrastrukturze, można choćby reanimować Inicjatywę Środkowoeuropejską – zapomnianą ostatnio organizację międzynarodową, która formalnie nigdy nie przestała istnieć. Wbrew swej obecnej nazwie zrzesza ona nie tylko państwa Europy Środkowej, ale również Wschodniej i Południowo-Wschodniej, i to właściwie wszystkie, w tym nie należące do UE ani NATO. Zamiast wysługiwać się Ameryce na krańcach innych kontynentów, łudząc się, że w ten sposób uprawiają wielką politykę, polskie ośrodki dyspozycji powinny opracować i wdrożyć plan działań obliczonych na budowę poczucia solidarności politycznej państw tego obszaru. Wyrazem takiej solidarności byłoby na pewno wciąganie do współpracy z państwami regionu i w ogóle równouprawnienie w stosunkach międzynarodowych Białorusi, stanowiącej jeden z głównych obiektów ataku Euro-Ameryki. Granicząca z nią Polska mogłaby w ten sposób zainicjować ważne procesy polityczne – i tu też wypada dla niej widzieć wielkie zadanie na dziś.

Adam Danek

12 komentarzy

  1. Potrzeba Konfederacji Słowiańskiej
    .
    Geopolityka.org opublikowała wczoraj (27.01) tłumaczenie analizy sytuacji geopolitycznej Rosji, zaktualizowanej 24.11.2011 r. przez Stratfor („Strategic Forecasting, Inc., prywatna agencja wywiadu, założona w 1996 w Austin w stanie Teksas przez George’a Friedmana. Nazywana niekiedy cieniem CIA. Zajmuje się opracowywaniem wszelkiego rodzaju analiz i raportów na potrzeby klientów prywatnych, a także niektórych agend rządu Stanów Zjednoczonych, m.in. CIA.”).
    .
    W związku z wydarzeniami na Węgrzech, a także w Rumunii i w innych krajach tzw. międzymorza, warto przytoczyć z powyższej analizy taki oto fragment:
    .
    „Wzdłuż Niziny Środkowoeuropejskiej Rosja posiada trzy opcje strategiczne:

    1. Wykorzystać rozległe terytorium Rosji i jej klimat – pozwolić wrogim siłom wejść w głąb Rosji i pokonać je, by podzieliły los wojsk Napoleona i Hitlera. Wydaje się to rozwiązaniem, pomijając fakt, że często zwycięstwo wisi na włosku, a agresorzy pustoszą prowincję. Interesujące mogłoby być wyobrażenie co by się działo, gdyby Hitler kontynuował swój pochód wzdłuż Niziny Środkowoeuropejskiej ku Moskwie, a nie zmienił kierunek natarcia, które zostało skierowane na południe ku Stalingradowi.

    2. Przeciwstawić napastnikom ogromne, pozbawione mobilności siły piechoty i wykrwawiać je do śmierci, jak to się stało w roku 1914. Pozornie może się to wydawać najbardziej pociągającym wyjściem z uwagi na fakt, że Rosja posiada większe rezerwy ludności niż jej europejscy wrogowie. W praktyce jednak jest to niebezpieczny wybór z uwagi na ulegające wahaniom warunki społeczne w imperium, które mogą aparat bezpieczeństwa i spowodować upadek reżimu za sprawą rewolty żołnierskiej, jak to się stało w roku 1917.

    3. Przesunąć Rosyjską/Radziecką granicę tak daleko na zachód jak to tylko możliwe, tworząc kolejny bufor na wypadek ataku, tak jak uczyniły to władze ZSRR podczas zimnej wojny. To jest oczywiście pociągający wybór, ponieważ tworzy nowe możliwości ekonomiczne, a za jego sprawą pod kontrolę rosyjską trafia ważny strategicznie obszar. Jednocześnie strategia ta rozprasza siły rosyjskie, rozszerzając obszar strategicznej kontroli na Europę Środkową i znacząco zwiększając koszty obrony, które doprowadziły do ostatecznego upadku ZSRR w 1991 roku.
    (…)
    Z punktu widzenia Rosji imperatywem jest stworzenie strefy wpływów, która umożliwiłaby im powrót do granic względnie możliwych do obrony. Oczywiście, państwa położone na peryferiach Rosji i wielkie mocarstwa za jej granicami będą przeciw temu oponować.”
    .
    Zob.: Geopolityka Rosji – nieustanna walka
    http://geopolityka.org/analizy/1289-geopolityka-rosji-nieustanna-walka
    .
    Wnioski:
    .
    1. Widać z tego wyraźnie, że czwartą i najlepszą dla Rosji opcją strategiczną wzdłuż Niziny Środkowoeuropejskiej jest pozyskanie dobrowolnych, autentycznych, szczerych i mających taki sam interes strategiczny – czyli obronę niepodległości politycznej, kulturalnej i gospodarczej – sojuszników na osi: Bałtyk-Karpaty-Bałkany.
    Koncepcja KONFEDERACJI SŁOWIAŃSKIEJ, jako przyjaznego Rosji (i Niemcom) porozumienia suwerennych państw słowiańskich (a także w dużej mierze słowiańskiego, jak się w świetle najnowszych badań okazuje, narodu węgierskiego i innych nie-słowiańskich narodów bałkańskich) – jest zatem zbieżna i wychodząca na przeciw rosyjskim potrzebom strategicznym. Rosja może i powinna widzieć w Polakach, Węgrach i innych narodach tego obszaru szansę na swe ocalenie i ustabilizowanie swej sytuacji geopolitycznej na swej zachodniej flance.
    .
    2. Skoro nasza pomoc i przyjaźń byłaby wybawieniem Rosji z geopolitycznej pułapki, to cena tej pomocy i przyjaźni idzie zdecydowanie w górę. A jest nią realna pomoc Rosji w zabezpieczeniu niepodległości państw przyszłej KONFEDERACJI SŁOWIAŃSKIEJ od strony zarówno państw zachodnich (w tym Niemiec i USA), jak i od strony samej Rosji. Katalog oczekiwań jest szeroki:
    – tania broń
    – tanie surowce
    – transfer tanich technologii
    – strefa kolonizacji i eksploatacji Syberii (po co Polacy mają emigrować na Zachód, by zmywać tam gary i wynosić nocniki, skoro mogą się zająć kopalniami złota i zagospodarowaniem innych bogactw Syberii)
    – przejęcie okręgu Kaliningradu
    – dobrze pomyślane preferencje dla narodowej (!) wymiany gospodarczej
    – załatwienie istotnych postulatów Polaków żyjących na Ziemiach Zabranych i postulatów Polonii rosyjskiej.
    .
    3. Oczywiście, Zachód (a Stratfor w szczególności) doskonale się orientuje, że szansa słowiańskiej niepodległej Rosji i Słowiańszczyzny w ogóle leży właśnie w tej czwartej opcji strategicznej: w powstaniu – za zgodą Rosji (i Niemiec) i przy jej wsparciu – KONFEDERACJI SŁOWIAŃSKIEJ od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne. W utworzeniu w ten sposób trzeciego, nie-amerykańskiego i nie-zachodniego, ale też i nie-rosyjskiego członu tzw. Wielkiej Europy.

    Obserwowane ostatnio na Węgrzech wydarzenia wydają się być wpisane w zachodnią odpowiedź na to potencjalne zagrożenie dla amerykańskich planów wobec Rosji, jakim jest niewątpliwie możliwość utworzenia tak pomyślanej KONFEDERACJI SŁOWIAŃSKIEJ. Ta odpowiedź, to po prostu próba wyprzedzenia wydarzeń i stworzenia przez Zachód własnej organizacji złożonej z państw leżących pomiędzy Niemcami i Rosją, a więc swego rodzaju Konfederacji Anty-słowiańskiej, którą utworzyłyby tutejsze narody pragnące niepodległości jak powietrza i prowadzone de facto pod egidę USA pod sztandarami i hasłami narodowymi, niepodległościowymi i religijnymi.

    Realizacja tego planu oznaczałaby zapisanie kolejnego, pewnie już ostatniego, rozdziału świetnej, pochwalonej przez Feliksa Konecznego książki pt. „Tragizm dziejów Polski”.

  2. Potrzeba Konfederacji Słowiańskiej
    .
    Geopolityka.org opublikowała wczoraj (27.01) tłumaczenie analizy sytuacji geopolitycznej Rosji, zaktualizowanej 24.11.2011 r. przez Stratfor („Strategic Forecasting, Inc., prywatna agencja wywiadu, założona w 1996 w Austin w stanie Teksas przez George’a Friedmana. Nazywana niekiedy cieniem CIA. Zajmuje się opracowywaniem wszelkiego rodzaju analiz i raportów na potrzeby klientów prywatnych, a także niektórych agend rządu Stanów Zjednoczonych, m.in. CIA.”).
    .
    W związku z wydarzeniami na Węgrzech, a także w Rumunii i w innych krajach tzw. międzymorza, warto przytoczyć z powyższej analizy taki oto fragment:
    .
    „Wzdłuż Niziny Środkowoeuropejskiej Rosja posiada trzy opcje strategiczne:

    1. Wykorzystać rozległe terytorium Rosji i jej klimat – pozwolić wrogim siłom wejść w głąb Rosji i pokonać je, by podzieliły los wojsk Napoleona i Hitlera. Wydaje się to rozwiązaniem, pomijając fakt, że często zwycięstwo wisi na włosku, a agresorzy pustoszą prowincję. Interesujące mogłoby być wyobrażenie co by się działo, gdyby Hitler kontynuował swój pochód wzdłuż Niziny Środkowoeuropejskiej ku Moskwie, a nie zmienił kierunek natarcia, które zostało skierowane na południe ku Stalingradowi.

    2. Przeciwstawić napastnikom ogromne, pozbawione mobilności siły piechoty i wykrwawiać je do śmierci, jak to się stało w roku 1914. Pozornie może się to wydawać najbardziej pociągającym wyjściem z uwagi na fakt, że Rosja posiada większe rezerwy ludności niż jej europejscy wrogowie. W praktyce jednak jest to niebezpieczny wybór z uwagi na ulegające wahaniom warunki społeczne w imperium, które mogą aparat bezpieczeństwa i spowodować upadek reżimu za sprawą rewolty żołnierskiej, jak to się stało w roku 1917.

    3. Przesunąć Rosyjską/Radziecką granicę tak daleko na zachód jak to tylko możliwe, tworząc kolejny bufor na wypadek ataku, tak jak uczyniły to władze ZSRR podczas zimnej wojny. To jest oczywiście pociągający wybór, ponieważ tworzy nowe możliwości ekonomiczne, a za jego sprawą pod kontrolę rosyjską trafia ważny strategicznie obszar. Jednocześnie strategia ta rozprasza siły rosyjskie, rozszerzając obszar strategicznej kontroli na Europę Środkową i znacząco zwiększając koszty obrony, które doprowadziły do ostatecznego upadku ZSRR w 1991 roku.
    (…)
    Z punktu widzenia Rosji imperatywem jest stworzenie strefy wpływów, która umożliwiłaby im powrót do granic względnie możliwych do obrony. Oczywiście, państwa położone na peryferiach Rosji i wielkie mocarstwa za jej granicami będą przeciw temu oponować.”
    .
    Zob.: Geopolityka Rosji – nieustanna walka
    http://geopolityka.org/analizy/1289-geopolityka-rosji-nieustanna-walka
    .
    Wnioski:
    .
    1. Widać z tego wyraźnie, że czwartą i najlepszą dla Rosji opcją strategiczną wzdłuż Niziny Środkowoeuropejskiej jest pozyskanie dobrowolnych, autentycznych, szczerych i mających taki sam interes strategiczny – czyli obronę niepodległości politycznej, kulturalnej i gospodarczej – sojuszników na osi: Bałtyk-Karpaty-Bałkany.
    Koncepcja KONFEDERACJI SŁOWIAŃSKIEJ, jako przyjaznego Rosji (i Niemcom) porozumienia suwerennych państw słowiańskich (a także w dużej mierze słowiańskiego, jak się w świetle najnowszych badań okazuje, narodu węgierskiego i innych nie-słowiańskich narodów bałkańskich) – jest zatem zbieżna i wychodząca na przeciw rosyjskim potrzebom strategicznym. Rosja może i powinna widzieć w Polakach, Węgrach i innych narodach tego obszaru szansę na swe ocalenie i ustabilizowanie swej sytuacji geopolitycznej na swej zachodniej flance.
    .
    2. Skoro nasza pomoc i przyjaźń byłaby wybawieniem Rosji z geopolitycznej pułapki, to cena tej pomocy i przyjaźni idzie zdecydowanie w górę. A jest nią realna pomoc Rosji w zabezpieczeniu niepodległości państw przyszłej KONFEDERACJI SŁOWIAŃSKIEJ od strony zarówno państw zachodnich (w tym Niemiec i USA), jak i od strony samej Rosji. Katalog oczekiwań jest szeroki:
    – tania broń
    – tanie surowce
    – transfer tanich technologii
    – strefa kolonizacji i eksploatacji Syberii (po co Polacy mają emigrować na Zachód, by zmywać tam gary i wynosić nocniki, skoro mogą się zająć kopalniami złota i zagospodarowaniem innych bogactw Syberii)
    – przejęcie okręgu Kaliningradu
    – dobrze pomyślane preferencje dla narodowej (!) wymiany gospodarczej
    – załatwienie istotnych postulatów Polaków żyjących na Ziemiach Zabranych i postulatów Polonii rosyjskiej.
    .
    3. Oczywiście, Zachód (a Stratfor w szczególności) doskonale się orientuje, że szansa słowiańskiej niepodległej Rosji i Słowiańszczyzny w ogóle leży właśnie w tej czwartej opcji strategicznej: w powstaniu – za zgodą Rosji (i Niemiec) i przy jej wsparciu – KONFEDERACJI SŁOWIAŃSKIEJ od Bałtyku po Adriatyk i Morze Czarne. W utworzeniu w ten sposób trzeciego, nie-amerykańskiego i nie-zachodniego, ale też i nie-rosyjskiego członu tzw. Wielkiej Europy.

    Obserwowane ostatnio na Węgrzech wydarzenia wydają się być wpisane w zachodnią odpowiedź na to potencjalne zagrożenie dla amerykańskich planów wobec Rosji, jakim jest niewątpliwie możliwość utworzenia tak pomyślanej KONFEDERACJI SŁOWIAŃSKIEJ. Ta odpowiedź, to po prostu próba wyprzedzenia wydarzeń i stworzenia przez Zachód własnej organizacji złożonej z państw leżących pomiędzy Niemcami i Rosją, a więc swego rodzaju Konfederacji Anty-słowiańskiej, którą utworzyłyby tutejsze narody pragnące niepodległości jak powietrza i prowadzone de facto pod egidę USA pod sztandarami i hasłami narodowymi, niepodległościowymi i religijnymi.

    Realizacja tego planu oznaczałaby zapisanie kolejnego, pewnie już ostatniego, rozdziału świetnej, pochwalonej przez Feliksa Konecznego książki pt. „Tragizm dziejów Polski”.

  3. Warto cofnąć się dwa lata wstecz:
    .
    „WASZYNGTONOWI NIE ZALEŻY NA SILNEJ EUROPIE”
    http://polish.ruvr.ru/2010/04/02/7086636.html
    .
    Dlaczego? – „…centrum ekonomicznej, a w następstwie również politycznej aktywności przesuwa się do Azji. Tam powstają nowi gracze światowej gospodarki i najwyraźniej tam tworzona będzie wielka polityka. W tej sytuacji Ameryka musi mieć zabezpieczone tyły w postaci (spolegliwej) Europy.”
    .
    Zachodzi dzisiaj pytanie: czy USA zapewniły już sobie spolegliwość Europy, czy też jednak nie do końca i próbują wpłynąć na UE innymi metodami, np. wykorzystując „antyunijną” woltę Węgier i ewentualnie innych państw środkowoeuropejskich, które w ślad Węgier chciałyby podążyć?
    .
    W tym drugim przypadku słuszny postulat „budowy poczucia solidarności politycznej państw tego obszaru” mógłby łatwo się przekształcić w budowę proamerykańskiego wału, złożonego z państw leżących pomiędzy Rosją i Niemcami. I Unia byłaby wtedy nieco osłabiona, i współpraca niemiecko-rosyjska utrudniona, i spolegliwość Europy zapewniona. Tylko, czy o to nam powinno chodzić?

  4. Warto cofnąć się dwa lata wstecz:
    .
    „WASZYNGTONOWI NIE ZALEŻY NA SILNEJ EUROPIE”
    http://polish.ruvr.ru/2010/04/02/7086636.html
    .
    Dlaczego? – „…centrum ekonomicznej, a w następstwie również politycznej aktywności przesuwa się do Azji. Tam powstają nowi gracze światowej gospodarki i najwyraźniej tam tworzona będzie wielka polityka. W tej sytuacji Ameryka musi mieć zabezpieczone tyły w postaci (spolegliwej) Europy.”
    .
    Zachodzi dzisiaj pytanie: czy USA zapewniły już sobie spolegliwość Europy, czy też jednak nie do końca i próbują wpłynąć na UE innymi metodami, np. wykorzystując „antyunijną” woltę Węgier i ewentualnie innych państw środkowoeuropejskich, które w ślad Węgier chciałyby podążyć?
    .
    W tym drugim przypadku słuszny postulat „budowy poczucia solidarności politycznej państw tego obszaru” mógłby łatwo się przekształcić w budowę proamerykańskiego wału, złożonego z państw leżących pomiędzy Rosją i Niemcami. I Unia byłaby wtedy nieco osłabiona, i współpraca niemiecko-rosyjska utrudniona, i spolegliwość Europy zapewniona. Tylko, czy o to nam powinno chodzić?

  5. Pozwolę sobie zauważyć, że w tekście Gabisia nie ma bezpośredniego opisu jak dokładnie powstaje IE, można się tego jedynie domyślać między słowami jak w rozmyślaniach Stańczyka, który wspomina Imperatora jako polityka polskiego pochodzenia. Również umieszczenie stolicy Imperium w Bratysławie, daleko od atlantyckiej Brukseli nie jest przypadkiem. Tak więc Gabiś trafnie wskazał, że impuls do powstanie IE nie wypłynie z Niemiec ani Francji, wypłynie z obszaru międzymorskiego.

  6. Pozwolę sobie zauważyć, że w tekście Gabisia nie ma bezpośredniego opisu jak dokładnie powstaje IE, można się tego jedynie domyślać między słowami jak w rozmyślaniach Stańczyka, który wspomina Imperatora jako polityka polskiego pochodzenia. Również umieszczenie stolicy Imperium w Bratysławie, daleko od atlantyckiej Brukseli nie jest przypadkiem. Tak więc Gabiś trafnie wskazał, że impuls do powstanie IE nie wypłynie z Niemiec ani Francji, wypłynie z obszaru międzymorskiego.

  7. Tadeusz Matuszkiewicz

    I jeszcze jedno. Problem z aktywną polityką Polski w Europie Środkowej polega na tym, iż nie posidamy do jej realizacji żadnych instrumentów. Nie mamy nic konkretnego do zaoferowania państwom Europy Środkowej. Nie mamy stategicznych surowców, kapitału, wielkiego rynku. Wszystko co oferowaliśmy w ostatnich latach Ukrainie, to były zasoby czyjeś. Myśmy tam tylko pełnili funkcję akwizytora oferującego pomoc przy przyjęciu do NATO (Lech Kaczyński w relacjach z Juszczenką) lub do UE (rząd Tuska). Ukraina potrzebuje rosyjskich surowców oraz zachodniego rynku i kapiatału. Od Polski nie potrzebuje nic.

  8. Tadeusz Matuszkiewicz

    I jeszcze jedno. Problem z aktywną polityką Polski w Europie Środkowej polega na tym, iż nie posidamy do jej realizacji żadnych instrumentów. Nie mamy nic konkretnego do zaoferowania państwom Europy Środkowej. Nie mamy stategicznych surowców, kapitału, wielkiego rynku. Wszystko co oferowaliśmy w ostatnich latach Ukrainie, to były zasoby czyjeś. Myśmy tam tylko pełnili funkcję akwizytora oferującego pomoc przy przyjęciu do NATO (Lech Kaczyński w relacjach z Juszczenką) lub do UE (rząd Tuska). Ukraina potrzebuje rosyjskich surowców oraz zachodniego rynku i kapiatału. Od Polski nie potrzebuje nic.

  9. Tadeusz Matuszkiewicz

    Elity zachodnioeuropejskie faktycznie pragną emancypacji spod wpływów USA. Obecna ekipa Angeli Merkel wie jednak (w przeciwieństwie do poprzedniej ekipy socjaldemokratyczno-zielonej), iż taka emancypacja musi dokonywać się mądrze i stopniowo. W sytuacji konfrontacji z Waszyngtonem Berlin nie uzyska np. miejsca w Radzie Bepieczeństwa ONZ. Koncepcja Gabisia jest fałszywa jednak dlatego, iż każda emancypacja UE spod wpływu USA będzie się dokonywała w symbiozie interesów politycznych, ekonomicznych i energetycznych z Rosją – Rosja i UE posiadają bowiem komplementarne zasoby ekonomiczne (surowce w zamian za dostęp do rynków i kapitału). Trwały podział wpływów w Europie Środkowej jest tutaj jeszcze bardziej prawdopodobny niż był w XIX w., wobec braku w Niemczech i Rosji potrzeb przestrzennych w związku z sytuacją demograficzną w tych krajach. Stąd pomysł Gabisia antyrosyjskiego „Imperium Europejskiego” to kompletna iluzja. Nie mówiąc już o tym, iż ideowy charakter UE odbiega od ideowego chrakteru USA tylko in minus (ultralewackość, walka z karą śmierci, znacznie większe przyzwolenie na aborcję, znacznie większe zlaicyzowanie społeczeństwa itp.)

  10. Tadeusz Matuszkiewicz

    Elity zachodnioeuropejskie faktycznie pragną emancypacji spod wpływów USA. Obecna ekipa Angeli Merkel wie jednak (w przeciwieństwie do poprzedniej ekipy socjaldemokratyczno-zielonej), iż taka emancypacja musi dokonywać się mądrze i stopniowo. W sytuacji konfrontacji z Waszyngtonem Berlin nie uzyska np. miejsca w Radzie Bepieczeństwa ONZ. Koncepcja Gabisia jest fałszywa jednak dlatego, iż każda emancypacja UE spod wpływu USA będzie się dokonywała w symbiozie interesów politycznych, ekonomicznych i energetycznych z Rosją – Rosja i UE posiadają bowiem komplementarne zasoby ekonomiczne (surowce w zamian za dostęp do rynków i kapitału). Trwały podział wpływów w Europie Środkowej jest tutaj jeszcze bardziej prawdopodobny niż był w XIX w., wobec braku w Niemczech i Rosji potrzeb przestrzennych w związku z sytuacją demograficzną w tych krajach. Stąd pomysł Gabisia antyrosyjskiego „Imperium Europejskiego” to kompletna iluzja. Nie mówiąc już o tym, iż ideowy charakter UE odbiega od ideowego chrakteru USA tylko in minus (ultralewackość, walka z karą śmierci, znacznie większe przyzwolenie na aborcję, znacznie większe zlaicyzowanie społeczeństwa itp.)

  11. Polska jest tak samo „atlantycka” jak UE, wiec jesli krytykujemy UE z pozycji antyatlantyckich to rownie dobrze mozna robic to w kierunku Polski i ja zwalczac… Obecnie rządząca naszym krajem klasa polityczna w zakresie polityki Środkowo-Wschodniej może co najwyżej realizować zachodniackie interesy (szerzenie demokracji i praw czlowieka na Bialorus czy Ukrainę). Szanse na zmiane tej klasy politycznej, a co za tym idzie zmiane calej polityki Polski sa mniej wiecej takie same, jak szanse na przeksztalcenie sie demoliberalnej, atlantyckiej UE w prawicowe, antyatlantyckie Imperium Europejskie. Czeste kreowanie koncepcji międzymorza (znajac wczesniejsze teksty autora docelowo wedle powyzszego szkicu wszystko to winno zmierzac wlasnie w tym kierunku) jako przeciwwagi dla atlantyzmu i podsuwania tego naszym rzadzacym jawi sie wiec również jako autosugestia i podrozowanie po sztucznych rajach… Wszystko rozbija się o to samo, czy zdolja jakies sily (powiedzmy konserwatywne) w jakikolwiek sposob wplynac na Polske tudzież na poziomie ogolnoeuropejskim na UE zeby zmienic sytuacje na korzystna i zaproponowac wlasne przeksztalcenia i kierunki…

  12. Polska jest tak samo „atlantycka” jak UE, wiec jesli krytykujemy UE z pozycji antyatlantyckich to rownie dobrze mozna robic to w kierunku Polski i ja zwalczac… Obecnie rządząca naszym krajem klasa polityczna w zakresie polityki Środkowo-Wschodniej może co najwyżej realizować zachodniackie interesy (szerzenie demokracji i praw czlowieka na Bialorus czy Ukrainę). Szanse na zmiane tej klasy politycznej, a co za tym idzie zmiane calej polityki Polski sa mniej wiecej takie same, jak szanse na przeksztalcenie sie demoliberalnej, atlantyckiej UE w prawicowe, antyatlantyckie Imperium Europejskie. Czeste kreowanie koncepcji międzymorza (znajac wczesniejsze teksty autora docelowo wedle powyzszego szkicu wszystko to winno zmierzac wlasnie w tym kierunku) jako przeciwwagi dla atlantyzmu i podsuwania tego naszym rzadzacym jawi sie wiec również jako autosugestia i podrozowanie po sztucznych rajach… Wszystko rozbija się o to samo, czy zdolja jakies sily (powiedzmy konserwatywne) w jakikolwiek sposob wplynac na Polske tudzież na poziomie ogolnoeuropejskim na UE zeby zmienic sytuacje na korzystna i zaproponowac wlasne przeksztalcenia i kierunki…

Dodaj komentarz