Jan Cyraniak: Solarne Imperium My Little Pony

Od Redakcji: Umieszczamy poniższy tekst zaprzyjaźnionego z nami autora jako przykład oddolnej refleksji na temat obecności w kulturze masowej archetypów tradycjonalistycznych zachowań. Jak widać, twórczość skierowana do najmłodszych całego świata, zasiewająca w ich głowach jednolite wzorce, może być zinterpretowana jako godnie pomyślana. Idzie następnie o zachowanie świadomości istnienia i przekazywania tych modeli. W obecnej kulturze nie tylko kreskówka „My Little Pony: Friendship Is Magic” jest nośnikiem „świadomości mitologicznej”, lecz taką rolę pełnią również fikcyjne światy rodzaju „Gwiezdnych Wojen”. Cała ta sfera popkultury powinna zostać rozważona jako czynnik kształtujący wyobraźnię masowego odbiorcy, który wprost łyka i aplikuje w swoje życie zarejestrowane schematy. Takie jej formy, popularne i atrakcyjne w odbiorze, oddziałujące na różne kręgi widzów, godne są spenetrowania i obsadzenia jej merytorycznego zaplecza. Serwowane postaci są bohaterami wyposażonymi w szereg cech ukazujących, co ważne jest w życiu, na różnych jego obszarach i w różnych jego momentach. Działanie bohatera jest sugestywne, i mimo wpisania w kontekst świata przedstawionego – w jakiś sposób aprioryczne. Działa on tak a nie inaczej, „bo już”, bez zbędnej refleksji nad warunkami sytuacji. Bohater reprezentuje zazwyczaj jakiś żywioł i ma do pokonania pewną ścieżkę. Odkrywa swoje przeznaczenie i na nowo uświęca rzeczywistość. Uważamy, że za pomocą takich form kulturowych (literackich, filmowych etc.) możliwe jest kształtowanie czegoś, co w formalistycznym języku, po odarciu z behawioralnej substancji, nazywa się „ideologią”. Tekst Jana Cyraniaka to przykład szczególnej błyskotliwości i wrażliwości na medialne elementy świata otaczającego zwykłego człowieka (w tym przypadku chodzi o dzieci), które wpływają na kształt jego istnienia. Przy odpowiednim wyakcentowaniu nawet z powszedniego szajsu można wybrać godziwe wzorce wychowawcze.

*

‎”Faszyzm to postmodernizm na ostro i bez hamulców.” – Cezary Michalski

*

Od dłuższego już czasu chciałem napisać coś o problematyce wychowania dzieci, także w kwestii oceny bajek animowanych pod kątem poprawności prezentowanego w nich przekazu ideologicznego. Jeśli ktoś w tym momencie się zaśmiał, jest durniem – otóż bajki niosą ze sobą przekaz ideologiczny w dawce silniejszej, niż sejmowe wystąpienia naszych ukochanych polityków 🙂 Choć to niezbyt trudne, zważywszy na to, że sejmowe wystąpienia zwykle nie niosą żadnego przekazu.

Rzecz jasna nie będę skupiał się na ocenie animowanych filmów o Jezusie Chrystusie i historiach biblijnych, gdyż ich pożyteczność nie budzi wątpliwości. Pragnę poddać ocenie bajki popularne, należące do tzw. głównego nurtu, z którymi miałem okazję zapoznać się dzięki obdarzeniu mnie przez Boga trójką dzieci.

Trzeba przyznać, że pod względem kontrrewolucyjnego przekazu zdecydowanym pretendentem do tytułu lidera jest seria „Mój Mały Kucyk: Przyjaźń to Magia„. Mimo braku odniesień religijnych oraz dużej dawki ironicznego humoru jest to wręcz animowany bastion logiki sakralnej. Główne bohaterki żyją w Equestrii, krainie rządzonej żelazną pięścią [kopytem?] przez zasiadającą na tronie od tysięcy lat dobrą i mądrą władczynię, której codziennym obowiązkiem jest… kontrolowanie ciał niebieskich, w tym Słońca. Dodajmy, że kucyki wykazują zachowania zgodne z najlepszymi tradycjami Autorytarnego Zaburzenia Osobowości: gdy księżniczka Celestia – bo tak się owa władczyni zowie – pojawia się w jakiejkolwiek scenie, wszystkie obecne w kadrze kuce w mgnieniu oka padają przed nią na twarz i przez moment nie śmią podnosić wzroku 🙂  Tak samo zresztą bohaterki zachowują się w obecności siostry swej władczyni… co przypomina mi o kolejnym pozytywnie ukazanym aspekcie działalności JXW Celestii – otóż każdego pokonanego przeciwnika politycznego więzi ona przez wieki na widoku publicznym, niemal jako przykład dla potencjalnych buntowników. Co prawda zamiana władającego za pomocą magii chaosu nihilisty w kamień i wystawienie go w królewskim ogrodzie nie budzi większego zdziwienia, to jednak zesłanie własnej, zbuntowanej siostry na tysiąc lat na księżyc… w dodatku tak, że profil siostry był na tarczy księżyca widoczny… cóż, nic dziwnego, że dorośli fani kucyków spekulują, iż JXW Celestia jest bezdusznym tyranem, który każdy przejaw nieposłuszeństwa karze bez zbędnej litości [do tych fanów jeszcze wrócimy].

Warto zaznaczyć, że jest to bajka z morałem – a jak wiadomo, dzisiaj dominują pozycje morału w ogóle nie posiadające. Co prawda zwykle kucykowe nauki są dość oczywiste, czy wręcz oklepane [np. ceń przyjaciół, bądź miły, odważny, wyrozumiały, wykorzystuj swoje talenty, nie bądź nadętym bucem], a czasami okazują się w zasadzie szkodliwe [np. pochwała czytania książek, czy też krytyka ulegania stereotypom], to jednak często okazują się zaskakująco pozytywne. Na szczególne uznanie zasługuje odcinek wyśmiewający się z racjonalizmu jednej z bohaterek i jej końcowe nawrócenie na wiarę w niemożność zbadania i wyjaśnienia niektórych zjawisk. Inne warte zaznaczenia nauki to dość częsta pochwała wartości rodzinnych, czy posłuszeństwa i bezinteresownego wyrzeczenia, krytyka prasy tabloidowej, świata mody i nadętych celebrytów, czy ukazanie, iż obowiązki posiadają większą wartość od beztroskiej zabawy. Czytelników o skrzywieniu ekonomicznym zainteresuje fakt, iż w Equestrii co prawda istnieje wolny rynek, poddany jest on jednak krytyce na korzyść gospodarki rodowej. W kwestii ustroju warto też dodać, że pogoda i pory roku w krainie kucyków podlegają centralnemu planowaniu państwowemu.

Kreskówka jest co prawda silnie skażona atlantyzmem, co zrazić może sympatyków eurazjatyzmu, wspomnieć jednak należy, iż ów atlantyzm jest tam ukazany bardzo osobliwie. Przyjemnie ogląda się sceny, w których mówiący z akcentem amerykańskiego buraka kucyk w kowbojskim kapeluszu pada na twarz przed solarną władczynią, czy dyktuje do niej list podpisując go „Twoi wierni poddani”. Jest to skrajne upokorzenie amerykańskiego Ducha Buntu. Co prawda w odcinku opowiadającym dzieje kucyków dowiadujemy się, że w dawnych czasach żyły one we wzajemnie skłóconych kastach podobnych do systemu feudalnego [pegazy, jednorożce i zwykłe kucyki – niczym rycerstwo, kler i chłopstwo], zaś od czasu odkrycia żyznych i bogatych ziem Equestrii trzy kasty żyją w przemieszaniu i zgodzie, jednak dodać należy, że nie jest to apoteoza nowoczesnego egalitaryzmu – nadal istnieje monarchia, arystokracja, a nawet same kasty – tyle, że już się nie żrą ze sobą.

Podsumowując: „My Little Pony – Friendship is Magic” niesie ze sobą przesłanie sakralno-solarne, autorytarne, antyracjonalistyczne, antyegalitarne i antydemokratyczne, dzięki czemu jest koniem trojańskim świata tradycji na ekranach naszych telewizorów.

Ano… miałem coś napisać o dorosłych fanach serii. Otóż z jakiegoś powodu kucyki posiadają niesamowitą zdolność przyciągania dorosłych widzów. Działa to na zasadzie podobnej do narkotyków, a przynajmniej do takiego wniosku doszło wielu obserwatorów opisujących ów fenomen – zarówno od zewnątrz, jak i wewnątrz. Tak czy siak, internetowa społeczność fanów „My Little Pony” jest strasznie obciachowa. Już pomijam to, że ludzie ci przebierają się za kucyki na różnych zjazdach i spotkaniach, tworzą pseudoideologiczne konstrukty oparte na zawartej w bajce pochwale przyjaźni, czy mieszają kucyki w swoje durne akcje przeciwko ACTA i SOPA. Najbardziej niesmaczny jest ich wypaczony stosunek do ładu panującego w Equestrii – jak już wspominałem, prawowitą władczynię uważają za tyrana, wszelkich zaś buntowników za postacie pozytywne. Niemal tak samo niesmaczne są grafiki tworzone przez najgorszy rodzaj „fanów”. Dobrze radzę nigdy nie wyszukiwać obrazków związanych z „My Little Pony” przy wyłączonym filtrowaniu. To straszne co niektórzy potrafią zrobić z bajką dla dzieci, choć w sumie nie powinno to nas szokować na tle ogarniającej popkulturę fali rozrywki mającej za cel odarcie dzieci z ich niewinności.

Ale nie ma co się poddawać – kultura, także skierowana do dziecka, to pole bitwy. I musimy wspierać te jej elementy, które stoją po naszej stronie barykady.

Tak więc: CHWAŁA SOLARNEMU IMPERIUM!!!

Źródło: http://www.photoblog.pl/vendee/120294411/solarne-imperium-my-little-pony.html

10 komentarzy

  1. Czepiac się jakis kucyków, za absolutyzm na modłę Króla Słońce (tez oczywiście tyrana) gdy całe pokolenia wychowują się na jawnie komunistyczno-gnostyckich Smerfach, gdzie Papa Smerf jest niczym Marks? A do tego mają jedna kobietę (stworzona przez nieprzyjaciela) i brak własności Przesada.

  2. Muszę przyznać, że znaczną częścią artykułu jestem pozytywnie zaskoczony. Najważniejsze, 5 pierwszych akapitów przeplatane wcale inteligentnymi spostrzeżeniami upstrzone fragmentami własnej, nazwijmy to – oryginalnej – interpretacji nie mija się z prawdą. Podsumowanie jednak to jedna gigantyczna hiperbolizacja, natomiast jeśli chodzi o krytykę w akapicie „o fanach”, radzę nie poruszać tematu bez uprzedniego zagłębienia się weń, bo inaczej można wyprodukować artykuł-potwarka o tym, że w. w. serial czy Hello Kitty zostało zesłane z piekieł by wywrócić dzieciom w głowach. Nie chcę się na ten temat rozpisywać, acz mnie kusi.
    Pozdrawiam,
    Dorosły fan animowanego bastionu logiki sakralnej

  3. antyhumanista.

    Re:”a czasami okazują się w zasadzie szkodliwe [np. pochwała czytania książek, czy też krytyka ulegania stereotypom]”

    Niewyobrażalna tragedia.

  4. antyhumanista.

    Re:”a czasami okazują się w zasadzie szkodliwe [np. pochwała czytania książek, czy też krytyka ulegania stereotypom]”

    Niewyobrażalna tragedia.

  5. A szanowny autor to chyba sam chce zostać „prawowitym władcą” czegokolwiek? Bo gdyby było inaczej, to pokornie siedziałby na tyłku w pustelni, z dala od bezbożnego internetu i leżąc plackiem czekał na tego, któremu należy się pokłonić. Skoro tego nie czyni, to jest zarozumiałym buntownikiem opętanym przez złego ducha, który nie zna należytego miejsca w szeregu. Albo jakimś Borysem Godunowem pozującym na konserwatystę. Ewentualnie nieślubnym dzieckiem jakiegoś króla, któremu się epoki pomyliły.
    Więc albo idź odrób pańszczyznę albo spadaj na szafot.

  6. A szanowny autor to chyba sam chce zostać „prawowitym władcą” czegokolwiek? Bo gdyby było inaczej, to pokornie siedziałby na tyłku w pustelni, z dala od bezbożnego internetu i leżąc plackiem czekał na tego, któremu należy się pokłonić. Skoro tego nie czyni, to jest zarozumiałym buntownikiem opętanym przez złego ducha, który nie zna należytego miejsca w szeregu. Albo jakimś Borysem Godunowem pozującym na konserwatystę. Ewentualnie nieślubnym dzieckiem jakiegoś króla, któremu się epoki pomyliły.
    Więc albo idź odrób pańszczyznę albo spadaj na szafot.

  7. Nawet jakby w każdym odcinku cytowano Evolę, nic by to nie zmieniło i nie zawróciło rzeki.

    Nie oglądałem wielu odcinków, kto tam jest arystokracją?

    Od nienajgorszej kreskówki trochę odrzuca społeczność fanów znana jako najgorszy rynsztok społeczeństwa. Tym bardziej załamuje, że myślą na tyle, że też krytykują porządek społeczny, zamiast skupić się tylko na atencjonowaniu się w internecie.

  8. Nawet jakby w każdym odcinku cytowano Evolę, nic by to nie zmieniło i nie zawróciło rzeki.

    Nie oglądałem wielu odcinków, kto tam jest arystokracją?

    Od nienajgorszej kreskówki trochę odrzuca społeczność fanów znana jako najgorszy rynsztok społeczeństwa. Tym bardziej załamuje, że myślą na tyle, że też krytykują porządek społeczny, zamiast skupić się tylko na atencjonowaniu się w internecie.

  9. >>Podsumowując: „My Little Pony – Friendship is Magic” niesie ze sobą przesłanie sakralno-solarne, autorytarne, antyracjonalistyczne, antyegalitarne i antydemokratyczne, dzięki czemu jest koniem trojańskim świata tradycji na ekranach naszych telewizorów.

    Srogo. A ja wczoraj konsumowałem tatara. Jestem narodowym bolszewikiem. Austriackim!

  10. >>Podsumowując: „My Little Pony – Friendship is Magic” niesie ze sobą przesłanie sakralno-solarne, autorytarne, antyracjonalistyczne, antyegalitarne i antydemokratyczne, dzięki czemu jest koniem trojańskim świata tradycji na ekranach naszych telewizorów.

    Srogo. A ja wczoraj konsumowałem tatara. Jestem narodowym bolszewikiem. Austriackim!

Dodaj komentarz