Marcin Skalski: O konieczności wymazania z mapy Republiki Litewskiej

„Co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy!” – śpiewamy w Mazurku Dąbrowskiego, który pełni rolę naszego hymnu narodowego. „Nie damy Wilna, nie damy Lwowa, bo to też nasza scheda ojcowa […] Nie chcem cudzego, nie damy swego” – głosi z kolei tekst pieśni „Nie damy morza” (bądź też pod tytułem „Marsz”). Jeśli wyrażane w pieśniach tej rangi – szczególnie w hymnie – imponderabilia narodowe traktować serio, to z nich powinny wypływać założenia programu politycznego, zaś wcielanie tych założeń w życie należałoby rozumieć jako spełnianie powinności patriotycznych. Przywiązanie do ziemi ojczystej siłą rzeczy powinno obejmować też Wilno, jak i całą Litwę. Wszak „nie chcem cudzego”, więc upominamy się jedynie o swoje, o to, co się nam słusznie należy.

Niedawno przez sąd okręgowy Rzeczypospolitej Polskiej uniewinniony został Alexander Norbert Koss, kandydat ruchu Kukiz’15 do Sejmu, który nagrał przed konsulatem honorowym Republiki Litewskiej (dalej: RL) wystąpienie o charakterze materiału wyborczego. Nazwał on w nim obecne państwo litewskie „terytorialnym beneficjentem wrześniowej agresji na Polskę”, mając na myśli fakt, iż bez wtargnięcia Armii Czerwonej 17 września 1939 roku na terytorium RP, Wilno nigdy nie wchodziłoby w skład RL. Przykuło to uwagę prokuratury, która dopatrzyła się m.in. w tym fragmencie nawoływania nienawiści na tle etnicznym.

Co ciekawe, sąd pierwszej instancji uniewinnił Kossa, przyznając mu jednocześnie rację co do okoliczności przejęcia Wilna przez RL. W „Szczegółach orzeczenia II K 528/16”, które zawiera uzasadnienie wyroku uniewinniającego przez Sąd Rejonowy Gdańsk-Południe z 21 lutego 2017 roku, czytamy:

Nie można stawiać w odniesieniu do Republiki Litewskiej zarzutu nieprawdziwości sformułowaniu „terytorialny beneficjent wrześniowej agresji na Polskę”, a fragment, iż „polska armia, mimo że zaniedbana przez wszystkie ekipy rządzące Polską przez ostatnie ćwierć wieku – bez trudu zajęłaby całe terytorium tzw. „Republiki Litewskiej” – w kilka dni” nie stanowi bezpośredniego nawoływania do nienawiści czy militarnej agresji na Republikę Litewską.

Ponadto, sąd zwrócił uwagę, że Koss należycie udokumentował poprzez przywołanie licznych publikacji naukowych fakt antypolonizmu leżącego u podstaw polityki państwowej Republiki Litewskiej, jak i współczesnej litewskiej tożsamości narodowej. Wyrok i uzasadnienie były wprawdzie nieprawomocne, ale w drugiej instancji, po apelacji prokuratury, wyrok uniewinniający został podtrzymany.

Tymczasem, istnienie obecnej państwowości litewskiej nie niesie za sobą żadnych pozytywnych konsekwencji dla Polski, co wykazał zresztą w toku swojej obrony przed sądem Alexander Koss. Jest to państwo, którego głównym celem istnienia jest niszczenie wszelkich śladów polskości, jak i samych Polaków, od wieków mieszkających na tym terytorium. O ile Białoruś czy Ukraina pełnią rolę buforów między Polską a Rosją, co ma swoje pozytywne – choć mocno przeceniane, szczególnie w przypadku Ukrainy – skutki, to RL nie nadaje żadnej głębi strategicznej, a za jej istnienie Polska zapłaciła najpierw cenę utraty polskiego wtedy jeszcze Kowna, a potem Wilna. Tak jak wspomniał Koss – jest to terytorialny beneficjent paktu Ribbentrop-Mołotow. Wobec tej opartej na faktach argumentach prokuratura, zajmująca skrajnie prolitewskie stanowisko w tym procesie, była bezradna.

Nasz północno-wschodni sąsiad widzi sens swojego istnienia w konsekwentnym niszczeniu polskości, co przy odpowiedniej polityce polskich władz miałoby jedynie szkodliwość porównywalną z szarpaniem nogawki od spodni przez małego ujadającego psa. Pod pojęciem odpowiedniej polityki należy rozumieć takie rozwiązanie problemu litewskiego, które byłoby ostateczne i nieodwracalne.

Podkreślmy – dyskryminacja Polaków na Litwie jest problemem wtórnym wobec nadrzędnego problemu istnienia państwowości litewskiej w obecnej postaci. Przy obraniu za cel wynarodowienia mniejszości narodowych – głównie Polaków, ale też Rosjan – przejęcie etnicznie nielitewskich terenów Wileńszczyzny stawia państwo litewskie w roli wewnętrznego agresora wobec tamtejszych Polaków. Gdyby obecna Rzeczpospolita była państwem normalnym, to już dawna podjęte by zostały działania odwetowe, a nawet prewencyjne wobec litewskich planów wynarodowienia Polaków Wileńszczyzny.

Do takiej polityki skłania nie tylko fakt, że z istnienia państwowości litewskiej wynikają dla narodu polskiego jedynie problemy. Argumentem na jej rzecz jest również rażąca dysproporcja potencjałów, zupełne uzależnienie RL od Polski w dziedzinie obronności, a także monopol Polski na bycie szlakiem komunikacyjnym z terytorium RL na Zachód. RL nie ma dla Polski żadnego znaczenia jako partner handlowy, nie posiada też surowców o znaczeniu strategicznym, a jedyny istotny port morski, czyli Kłajpedę, zawdzięcza nie komu innemu, jak Romanowi Dmowskiemu (odsyłam do swojego dostępnego w Internecie tekstu „Komu Litwini zawdzięczają Kłajpedę?”). Poza tym, RL ma nam do zaoferowania szowinizm, kradzież naszych postaci z historii, gdy Mickiewicz staje się nagle Mickieviciusem, usuwanie śladów polskości z Wilna i Kowna, zamykanie polskich szkół, odbieranie Polakom ojcowizny i inne.

Wreszcie – po coś inwestujemy ciężkie miliardy w armię, żeby przynajmniej takie państwo jak RL nie ważyło się nawet zająknąć o „polskiej okupacji Wilna”, by bało się podnieść rękę na polskie szkoły i naszych rodaków. Cokolwiek mówić o rządzących przedwojenną Polską nieudacznikach z sanacji, szczególnie po śmierci Piłsudskiego, to nawet Rydz-Śmigły nie patyczkował się z tym nic nie znaczącym państwem.

Byłoby wielce radosną chwilą, gdyby trafiła się sposobność odzyskania Wilna i przywrócenia go Polsce, bo teoretycznie litewska armia nie miałaby żadnych szans z armią polską. Problem leży w okolicznościach międzynarodowych, państwa trzecie nałożyłyby na Polskę szereg sankcji, więc pozostaje liczyć na wygodny i wiarygodny pretekst, którego mogą dostarczyć przede wszystkim sami Litwini. Oczywiście, wszystko odbyłoby się zgodnie z prawem międzynarodowym, zgodnie z wolą miejscowej ludności i jej prawem do samostanowienia, a ostatecznie można by przeprowadzić jakieś fikcyjne referendum, które zostałoby uznane za demokratyczne przez wysługujących się Polsce litewskich figurantów, przekupionych lub przekonanych w jakikolwiek inny sposób.

Rzecz jasna, pozostaje tylko problem litewskiej ludności Wilna. Ten jednak można rozwiązać w postaci prostej alternatywy – prawo do pozostania przy swojej kulturze i języku w zamian za lojalność wobec polskiej władzy albo odesłanie ich tam, skąd przybyli po 1945 roku. W 1939 roku wśród mieszkańców Wilna narodowość litewską deklarował 1% jego obywateli. Oczywiście, po procesie de-szowinizacji narodu litewskiego, jego kultura i język powinny być pielęgnowane przez Polskę, a Polacy żyjący obok lojalnych Litwinów powinni obowiązkowo poznawać je w procesie edukacji. Jesteśmy zainteresowani tym, by etnos litewski wniósł do ideału Wielkiej Polski to, co jest w nim unikalne i wartościowe. Jesteśmy zainteresowani wchłonięciem maksymalnej liczby dopełniających nas kategorii, nie jesteśmy zaś pod żadnym pozorem szowinistami.

Problem polega na tym, że póki istnieje w obecnej formie Republika Litewska, będziemy się nieustannie użerać z tym prowadzącym awanturniczą politykę tworem. Przy sprzedajnych elitach rządzących III RP, które w swoim wystąpieniu przed konsulatem honorowym RL w Gdańsku Alexander Koss nazwał „demoliberalną oligarchią rozkochaną w Giedroyciu”, będzie to zaś oznaczało wytracanie przez naród polski kolejnych połaci historycznie zajmowanych przez niego terenów. Tymczasem, jak już wspomniano, z istnienia państwowości litewskiej Polska nie odnosi żadnej korzyści. RL ustawicznie udowadnia zaś, że jakikolwiek dialog i dobra wobec niej wola nie mają najmniejszego sensu, traktowane są jako przejaw słabości Polski i frajerstwa samych Polaków.

Poza tym, oczywiście można by wykazać małostkowość i odebrać jedynie Wilno, pozostawiając RL w granicach sprzed sowieckiej agresji na Polskę. Byłby to jednak swego rodzaju sadyzm wobec narodu, który chcemy wszak przygarnąć do siebie. Republika Kowieńska ujadałaby na Polskę, domagając się „oddania” Wilna przez jego prawowitych gospodarzy, co narażałoby naród litewski na śmieszność i błazenadę na arenie międzynarodowej.

Ostatecznie po upływie jednego-dwóch pokoleń państwowość litewska straciłaby rację bytu i zwinęłaby się sama. Byłby to widok żałosny i przykry także dla Polski, więc rozwiązanie problemu litewskiego powinno obejmować całe terytorium obecnej RL. Wszak, jak słusznie zauważył Alexander Koss:

polska armia, mimo że zaniedbana przez wszystkie ekipy rządzące Polską przez ostatnie ćwierć wieku – bez trudu zajęłaby całe terytorium tzw. „Republiki Litewskiej” w kilka dni”.

Ostatecznie wyludniająca się w błyskawicznym tempie RL staje się państwem, które nie może zaoferować swoim obywatelom zupełnie nic. Staje się czarną dziurą na mapie Europy, a proces jej zaniku musi doprowadzić nieuchronnie do zaniku narodowości litewskiej, reprezentowanej przez nią unikalnej kultury i języka – które wszak my chcemy uratować, przechować dla potomności i wykorzystać na rzecz Wielkiej Polski. Przyszłość narodu litewskiego to województwa żmudzkie i wileńskie Rzeczypospolitej Polskiej. Formuła Republiki Litewskiej zaś wyczerpała się już ostatecznie.

Na użytek ewentualnego procesu przed niezawisłym sądem i ewentualnych oskarżeń ze strony jeszcze bardziej niezawisłej prokuratury oświadczam, że nie nawołuję do agresji zbrojnej na inne państwo, lecz jedynie wzywam do implementacji zapisów pierwszej zwrotki Hymnu Narodowego.

Marcin Skalski

Tekst ukazał się również na stronie MediaNarodowe.com

3 komentarze

  1. Czy nie widać,że takie stanowisko jest niezgodne z naszym interesem i ma doprowadzić do rozdziału UNII.Jest ono zgodne z interesem Moskwy.

  2. Litwiny (po prawdzie Żmudzini , nawet nazwę historyczną ukradli współczesnym Białorusinom ) to pozostałość ludów żyjących na terenach Rzeczpospolitej przed przybyciem Słowian-Sarmatów .
    Każdy archeolog to potwierdzi , ludów prymitywnych , żyjących w nadrzecznych wioskach z błota i patyków kanibali .
    Więc trzeba pochylić czoła wobec ich skoku cywilizacyjnego i woli przetrwania . Mimo że to narodek złośliwy i dwulicowy .
    Przynajmniej względem Rosjan i Polaków , wręcz do poziomu biologicznej nienawiści . W sumie zrozumiałej bo ich krewniaków wybiliśmy do nogi .
    Nie zniknęli przez 1000 lat polonizacji , rusyfikacji , oparli się krzyżakom więc i brak Wilna by im nie zagroził .

    Krótko ich trzymać i niech się kiszą we własnym sosie

  3. Co do tego że Litwini postępują wrogo wobec Polaków to się zgadzam i sprzeciwiam się szowinizmowi litewskiemu, ale sami sympatyzujecie z LT Nacionalistas, ciekawi mnie jak by oni zareagowali na propozycje aneksji Litwy, popieram jak największą autonomię dla wileńskich Polaków i prawa, ale ekspansjonizm nie będzie służył pokojowej koegzystencji narodów

Dodaj komentarz